Jak efektownie rozpocząć przygodę? Oczywiście od wielkiego wybuchu. Nie inaczej jest w najnowszej odsłonie Dragon Age'a i już sam początek tej produkcji pokazuje skalę wydarzeń i zarysowuje fabułę. BioWare na początku nie wychodzi naprzeciw innym RPG-om i zaprasza zainteresowanych do opowieści, w której głównym tematem jest ratowanie świata. Tylko gracz może opanować ten chaos, przywrócić wcześniejszy porządek, a może dokonać tego heroicznego wyczynu odbudowując Inkwizycję, czyli zbierając grupę śmiałków, zjednując sobie rody i wyruszając na wielką wojnę. Typowe? Niestety bardzo tak, ale akurat w przypadku tej pozycji opowieść rozkręca się długo, z początku męczy, a gdy dobrniecie do odpowiedniego momentu, będzie już tylko lepiej i lepiej. Chociaż w zasadzie słowo lepiej nie pasuje do tej pozycji – przełknijcie trudny początek, zapomnijcie o tym nieporozumieniu i rozkoszujcie się przygodą, bo naprawdę warto.

Nie trudno zatracić się w twórczości kanadyjskiego studia, ale pewnie całą otoczkę bardziej docenią osoby, które spędziły setki godzin w dwóch poprzednich odsłonach. Inkwizycja została umiejscowiona kilka lat po wydarzeniach z Dragon Age II i bez trudu fani odnajdą w tym świecie spotkanych wcześniej bohaterów, odwiedzą znane lokacje, a nawet ponownie natrafią na przedmioty, które znacząco wpłynęły na poprzednie odsłony... BioWare kontynuuje wątki, ale robi to w bardzo przystępny sposób. Nie grałeś we wcześniejsze odsłony? Twoja strata, ale nie zniechęcaj się do tej pozycji, bo świat został obładowany treścią i jeśli nie masz problemu z czytaniem, odnajdziesz się w tej historii bez problemu.

Osoby, które liznęły wcześniejsze odsłony mogą udać się na witrynę Dragonagekeep.com, gdzie odtworzą wcześniej poznane historie i nadają kształt nadchodzącej opowieści. Twórcy zrezygnowali z importowania stanów gry, ale dzięki tej innowacji nie dość, że odświeżamy sobie pamięć, to dodatkowo przygotowujemy Inkwizycję.

Wojownik, dyplomata, czarownik, kochanek – Inkwizytor idealny

Przed wyruszeniem w tę długą i ciekawą podróż tworzymy postać, a do wyboru mamy cztery rasy (człowiek, elf, krasnolud, qunari), pięć klas (łotrzyk x2, wojownik x2 i mag) oraz całą masę różnorodnych detali wyglądu. Pod tym względem nikt nie będzie narzekać, bo możecie wybierać spośród sporej ilości elementów. Musicie jednak mieć świadomość, że Wasze początkowe wybory kształtują tylko zarys postaci, ale już po trzech pierwszych minutach rozgrywki rozpoczniecie kreowanie prawdziwego herosa.

W tym miejscu jeszcze na sekundę powrócę do zarysowania fabuły – przez początkowo niezrozumiałą sytuację konklawe Magów oraz Templariuszy zostaje przerwane, na niebie pojawia się tajemniczy Wyłom, a ludzie są atakowani przez potwory. Świat staje na głowie, a nasza postać jak jedyna może opanować tę sytuację. Brzmi ciekawie? Jest nawet lepiej, ale tylko i wyłącznie z jednego powodu – tutaj od pierwszych chwil bierzemy udział w kreacji bohatera, który chociaż nie wie gdzie jest i dlaczego jego łapa świeci na zielono, to już spora część świata widzi w nim prawdziwego zbawcę. My nadajemy temu typkowi odpowiedni kształt, bierzemy udział w różnorodnych dyskusjach, prowadzimy negocjacje, zarządzamy wojskiem i musimy mieć świadomość, że każda nasza decyzja ma znaczący wpływ na opowieść. Jest to fenomenalne uczucie, bo autorzy przygotowali niejednoznaczne odpowiedzi i w trakcie prowadzenia rozmów wielokrotnie należy się poważnie zastanowić nad konsekwencjami wypowiedzianych słów. Jasne, że wszystko w granicach rozsądku, ale nie trudno uwierzyć w całą tę otoczkę.

Miłym zaskoczeniem jest przeniesienie wyborów na zdecydowanie szersze pole – jako Inkwizytor-Dowódca wielokrotnie planujemy działania, które wpływają i kształtują całą historię. W podejmowaniu tych decyzji pomaga nam trójka doradców – Cullen (znajomy z Dragon Age i Dragon Age II) , Leliana (znajoma z Dragon Age i Dragon Age II) oraz Józefina.  Każda z postaci specjalizuje się w innych działaniach Inkwizycji (kolejno armia, wywiad, dyplomacja), a przed przystąpieniem do działań wymieniamy się z pomocnikami uwagami, czy też po prostu pytamy o ich zdanie. Wielokrotnie otrzymujemy sprzeczne porady, więc wybierając jedną z dróg, jednocześnie miejmy świadomość, że utracimy uznanie drugiej osoby. Ten element jest niezwykle istotny, ponieważ tak naprawdę to właśnie przy stole i niemal zawsze w tym samym gronie zapadają najważniejsze decyzje, które kreują bieg opowieści.

Początkowo wyborów dokonujemy w małej sali, ale po kilkunastu godzinach rozgrywki nasza ekipa zyskuje sporej wielkości twierdzę. To tutaj przygotowujemy się do zadań, rozmawiamy z towarzyszami, zarządzamy wojskiem, tworzymy przedmioty, czy po prostu dokonujemy wielu znaczących wyborów dla losów świata. Później możemy nawet ulepszać poszczególne komnaty lub upiększyć ich wygląd wybierając elementy wystroju.

Kreacja bohatera oraz całej historii jednoznacznie pokazuje, że Inkwizycja nie opowiada o jednostce, która może w pojedynkę uratować wszystkich. W tej przygodzie w istotny sposób wpływamy na obraz świata i od pierwszych chwil mamy wrażenie, że bierzemy udział w epickich przygodach na wielką skalę. To świetne uczucie, ponieważ tym razem poczucie „jeden ratuje galaktykę” jest umniejszone i chociaż nadal występuje, to nie możemy zapomnieć o wszystkich członkach Inkwizycji.

Gdy już wspominam o ekipie, to na pewno warto napisać kilka słów o zespole. BioWare ponownie pozwala nam złożyć ekipę różnorodnych charakterów, bo mamy tutaj – Kasandrę (wojowniczka człowiek, zapoczątkowała Inkwizycję), Solasa (mag elf, specjalizuje się w badaniach Pustki), Varrica (łotrzyk krasnolud, dzierży ogromną kuszę i zawsze służy anegdotką), Blackwalla (wojownik człowiek, członek Szarej Straży), Żelaznego Byka (wojownik Qunari, potężny i niezwykle silny), Cole'a (łotrzyk zagubiony duch, posiada wyjątkowe umiejętności), Doriana (mag człowiek, został wygnany ze swojej ojczyzny za poglądy), Serę (łotrzyk elf, członkini organizacji Przyjaciele Rudej Jenny), Vivienne (mag człowiek, bezwzględna i niezwykle silna). Wszystkie postacie są świetnie zarysowane i w trakcie poznawania fabuły odkrywamy ich sekrety, pomagamy im w trudnych sytuacjach (wykonując misje poboczne), czy po prostu rozmawiamy o napotkanym chaosie. Kanadyjczycy stworzyli interesujących bohaterów, których poznawanie sprawia przyjemność. Na każdą misję jak zawsze wybieramy trzech kompanów i ich indywidualność sprawia, że czasami warto rotować składem wykorzystując różne taktyki. Warto to robić również ze względu na sprawy „najważniejsze” – w niektórych miastach elfy nie są mile widziane, w innych mieszkańcy mają problem z magami, a do wykonania części zadań niezbędny jest potężny Qunari.

Nie możemy zapomnieć o esencji pozycji BioWare, czyli o romansach – te nie zawodzą, bo w trakcie rozgrywki otrzymujemy możliwość zatopienia ust naszej postaci w niemal wszystkich członkach Inkwizycji (w tym w dwójce doradców). Oczywiście nie zapomnijcie o pewnych trudnościach – niektóre persony są wybredne, musimy się starać o ich względy lub po prostu możemy nie odpowiadać osobistym gustom. Twórcy dość jasno określili preferencje seksualne bohaterów, więc czasami nasze podboje już na starcie są spisane na porażkę. Z drugiej strony w grze znalazły się również postacie biseksualne.

Ogromny świat podzielony na fragmenty

Autorzy zdecydowali się podzielić teren na fragmenty i zaprosili graczy do zwiedzania poszczególnych lokacji. Jest co zwiedzać, ponieważ zaprezentowany świat jest przeogromny, a każda poszczególna miejscówka charakteryzuje się pewnymi surowcami, przeciwnikami oraz oczywiście zadaniami do wykonania. Misji w Inkwizycji nie brakuje i w pierwszej chwili możecie odnieść wrażenie, że gracie w MMORPG – tona wykrzykników, czyli zadań do wykonania dosłownie przytłacza, ale wiele z zaprezentowanych questów wykonujemy bez większego starania. Zabijając, zwiedzając, przynosząc przedmioty – całość sprawia dużą przyjemność, bo gdziekolwiek idziemy, wypełniamy zadania. Na uwagę na pewno zasługuje spora różnorodność misji i chociaż w trakcie rozgrywki często natraficie na typowe „idź, przynieś, pozamiataj”, to również co rusz musimy się wykazać zdecydowanie większym zaangażowaniem.

Deweloperzy przygotowując mapy postarali się, aby dosłownie każdy zakątek przedstawionego świata wyróżniał się na tle pozostałych i stawiał przed nami interesujące wyzwania. Nawet pierwsza większa lokacja jest najeżona ogromną ilością zadań, których ukończenie zajmuje przynajmniej kilka godzin. To nie zabawa na 30 minut, tutaj musimy podróżować, rozbijać nowe obozowiska, odblokowywać kolejne questy, aż w końcu odbijamy się od ściany, czyli spotykamy zdecydowanie za mocnych rywali. W tej sytuacji wiemy, że nadszedł czas dopakowania ekipy. Wyruszamy na inną miejscówkę, wykonujemy kolejne zadania, może nawet popchniemy fabułę do przodu? Można! Następnie, mając odrobinę więcej doświadczenia, wracamy do wcześniejszego miejsca i rozprawiamy się ze stworami, gigantami, bestiami, oprychami, czy tam innymi smokami. Spotkania z tymi ostatnimi zapamiętacie na długo. Ja nadal mam do upolowania kilka przerośniętych jaszczurek, które zdecydowanie za długo panoszą się po moich pięknych włościach...

Podczas przemierzania krain natrafiamy na minerały, rośliny, czy po prostu zdobywamy przedmioty od pokonanych rywali. Ze wszystkich rzeczy możemy przygotować nowe elementy ekwipunku i kolejny raz dzieło BioWare nie zawodzi. Do naszej dyspozycji oddano ogromną ilość pancerzy, mieczy, toporów, hełmów – wszystkiego jest naprawdę dużo i często w trakcie pokonywania kolejnych zadań natrafiamy na nowe przedmioty użytkowe lub możemy je stworzyć ze zdobytych surowców i znalezionych recept. Nie zapominamy przy tym o ulepszeniach, z których również często należy korzystać – w tym miejscu odnajdą się wszystkie szafiarki oraz domorośli kolekcjonerzy wielkich i ostrych zabawek.

Przejdźmy do konkretów

Liznęliście historię, poznaliście bohaterów, wiecie o wyborach, jesteście gotowi na wielki świat, więc teraz przeczytajcie o walce! BioWare zafundowało miłośnikom RPG-ów bardzo przyjemny system walki, który pewnie niektórych z Was zdenerwuje – to nie jest samograj i tutaj należy podejść do rywala, minąć przeszkodę, gonić przeciwnika. Nie wystarczy jeden klawisz do opanowania sytuacji – i dlatego właśnie polubiłem ten system. Często należy planować walkę, a pomaga w tym tryb taktyczny, w którym wydajemy polecenia wszystkim kompanom i możemy przygotować się na każdą ewentualność. W Inkwizycji walczy się bardzo smacznie i w gruncie rzeczy nie przeszkadza nawet dość skromny rozwój bohaterów – wybieramy tylko umiejętności z kilku możliwych drzewek, a skille są pasywne lub aktywne. Jak wspomniałem wcześniej, często lawirujemy składem, szukamy odpowiednich taktyk, więc w gruncie rzeczy i tak mamy całą masę alternatywnych możliwości do wyeliminowania nieprzyjaciół.

Należę do graczy, którzy lubią planować, więc przed wyruszeniem na każdą misję dość skrupulatnie wybieram zespół, dobieram umiejętności, przebieram bohaterów, wydaje polecenia i w moim odczuciu właśnie tak należy grać w tę produkcję. Otrzymaliśmy naprawdę przyjemny system, który wymaga od nas odrobiny zaangażowania. Można narzekać na uciekających rywali, strzelanie w drzewa, ale tutaj po prostu trzeba się wykazać czymś więcej niż trzymaniem przez 3 minuty jednego klawisza.

Jedynym mankamentem, który potrafi przeszkadzać jest kamera. Kamerzysta często i gęsto gubi się w małych pomieszczeniach, skupia swój wzrok na nieodpowiednich kreaturach, traci się w liściach wielkich drzew i w ostateczności od czasu do czasu lepiej nie korzystać z widoku taktycznego.

Należy przy tym zaznaczyć, że gra na wyższych poziomach trudności potrafi mocno wymęczyć. Nawet najbardziej wprawieni w bojach fani RPG-ów mogą w pewnym momencie zwątpić, ponieważ w produkcji możemy leczyć swoich kompanów niemal wyłącznie za pomocą mikstur. Tych oczywiście nigdy nie jest za wiele, a flaszki napełniamy jedynie wracając do obozów. W tej sytuacji z rozwagą należy podchodzić do każdej potyczki, bo nawet pojedynczy rywal może zmniejszyć żywotność kluczowego bohatera, a w konsekwencji przy następnej walce zabraknie nam „tej jednej mikstury”.

Wspomnę jeszcze o kooperacji, która jest wielką innowacją w serii. Pierwszy raz możemy zagrać ze znajomymi i wykonywać zadania, zdobywać przedmioty, czy po prostu walczyć z oponentami. Ten tryb jest całkowicie oddzielony od głównego wątku i w trakcie zadań wcielamy się w agentów Inkwizycji, którzy wykonują misje. Przed rozpoczęciem zabawy wybieramy jednego z bohaterów – na początku liczba nie jest imponująca, ale zatapiając się w questy odblokowujemy kolejne charaktery. Rozpoczynamy podbijanie kolejnych obszarów, szukamy przedmiotów, miażdżymy hordy. Po zakończeniu zadania możemy wydać zarobione pieniądze na skrzynki, w których znajdują się losowe przedmioty. Jest to ciekawy wariant rozgrywki, który pokazuje, że twórcy nie marnowali czasu i chcieli z każdej strony rozbudować swoje dzieło, jednak nie będę ukrywał, że dla mnie jest to wyłącznie dodatek do ciekawego świata i wciągającego wątku głównego. Po spędzeniu w tym miejscu trzech godzin jestem pewien, że wrócę tutaj, gdy znajomi poznają historię i zechcą jeszcze bardziej wsiąknąć w świat wykreowany przez BioWare. Niestety, nawet w trakcie tych krótkich testów pojawiły się małe problemy z połączeniem. Mam nadzieję, że twórcy dość sprawnie poradzą sobie z tymi niedogodnościami.


Piękno w najczystszej postaci. Klimat zabija i nie pozwala oderwać się od konsoli

Jestem pewien, że trudniej byłoby nam chłonąć ten świat, zdecydowanie mniej cieszylibyśmy się z wykonywania zadań, z mniejszą radością mordowalibyśmy kolejne hordy rywali, gdyby BioWare odpuściło sobie sferę audiowizualną. Na szczęście Kanadyjczycy serwują nam najpiękniejszą produkcję ze swojego gatunku, której klimat, przygotowany przez wybitną grafikę i doprawiony świetną muzyką, potrafi dosłownie oczarować. W to gra się z przyjemnością, bo jest na co popatrzeć z uśmiechem na twarzy. Lokacje, stwory, bohaterowie – graficy wykonali kawał świetnej roboty, którą dopieścili dźwiękowcy. Pod tym względem otrzymujemy najwyższą ligę i jako miłośnik dzieł BioWare tylko wyczekuję na Mass Effect 4...

Ten piękny brylant ma na sobie kilka skaz. Są nimi bugi, które w dobie tej generacji niszczą immersję wielu dzieł. W przypadku Inkwizycji wielokrotnie spotkałem się z problemem zacinających się filmików przerywnikowych i przez to 5 razy musiałem zresetować konsolę. 2 razy była to jedyna opcja, bo gra dosłownie stanęła, w pozostałych przypadkach przez ten bug nie zobaczyłem istotnych elementów z fabuły, dlatego zdecydowałem się wyłączyć produkcję i rozpocząć rozgrywkę ponownie. Na szczęście autozapis działa poprawnie.

Chcę więcej, chociaż jeszcze wiele na mnie czeka!

Po spędzeniu w świecie BioWare 80 godzin czuję, że to dopiero początek. To zaskakujące, że jeszcze w dzisiejszych czasach twórcy przygotowują tak ogromne i wypełnione treścią tytuły. Tak, Inkwizycja nie zawodzi i jest jednym z najlepszych przedstawicieli swojego gatunku od lat. I to nie tylko z powodu ciekawej fabuły, interesujących bohaterów i sympatycznej walki. Tutaj stajemy się prawdziwym Inkwizytorem-Dowódcą, a możecie do tego dodać jeszcze zachęcającego kochanka.

Jest co robić, jest gdzie robić, a całość prezentuje się niezwykle klimatycznie. Może zgrzeszę, a być może moja percepcja jest odrobinę zatarta upływem czasu, ale w Inkwizycji bawiłem się lepiej niż w pierwszym Dragon Age'u.

Ta gra zapowiada – mam taką nadzieję! – piękne czasy dla fanów RPG-ów, którzy powinni oczekiwać właśnie takich produkcji. Nie więcej, nie mniej. Gdyby wszyscy deweloperzy serwowali takie pozycje, bylibyśmy niezwykle szczęśliwymi ludźmi.

Masz obawy? Spróbuj, jeśli jesteś miłośnikiem RPG-ów najwyższej jakości, obładowanych treścią, prezentujących się efektownie i preferujesz walki z ogromnymi smokami – będziesz usatysfakcjonowany.

Tytuł recenzowany w wersji na PlayStation 4.