W ostatnich latach świat nie bez powodu zachwycał się Personą 5 oraz rozbudowanym wydaniem tej znakomitej produkcji Atlusa. Japończycy długo kazali nam czekać na recenzowaną Shin Megami Tensei V, ale jest to bez wątpienia jedna z gier, która potrzebuje szerokiego rozgłosu. Czy go dostanie? Obawiam się, że niestety seria SMT nadal pozostanie w cieniu swojego dziecka/spin-offu, ale fanatycy wymagających, nie pozwalających na błędy jRPG-ów będą przez wiele godzin cieszyć się przemierzaniem tej apokaliptycznej wersji Tokio. Jak to się wszystko zaczyna? W dosłownie ekspresowym tempie.

Historia Shin Megami Tensei V jest budowana powoli...

Shin Megami Tensei V – recenzja - niespodziewane spotkanie

Akcja Shin Megami Tensei V rozpoczyna się bardzo klasycznie – jesteśmy jednym z tokijskich uczniów i po zakończonych zajęciach wracamy do swojego domu, jednak już po kilku minutach zamiast podziwiać kolejne drapacze chmur, widzimy zniszczone budynki i zastanawiamy się: jak do tego doszło? To właśnie te pytanie jest punktem wyjścia opowieści, ponieważ scenarzyści z Japonii nie bawią się w specjalnie rozbudowany wstęp. Dość niepozorna zabawa jednego z klasowych dupków sprawia, że nasz bohater budzi się w innym świecie i po chwili jedynym wyjściem z sytuacji okazuje się połączenie z demonem nazwanym Aogami, by za pomocą jego umiejętności móc przetrwać coś na wzór biblijnej apokalipsy, w której wysłannicy piekieł walczą z aniołami.

Nasz bohater wskakując w buty demona lub raczej gdy demon przejmie jego ciało (interpretacja dowolna) staje się Nahobino – istotą na tyle potężną, by móc mierzyć się z kolejnymi przeciwnikami. Twórcy jednak nie zdecydowali się na rozbudowany wstęp, a zamiast tego po krótkim filmie już poruszamy się po zniszczonych terenach i szukamy odpowiedzi na wiele trudnych pytań... A te kłębią się od samego początku i w pewnym momencie to właśnie na ich podstawie zbudowana jest cała rozgrywka, ponieważ to ta tajemnica zachęca do gry. Twórcy niezbyt chętnie przedstawiają kolejne rozdziały wydarzeń, co biorąc pod uwagę wymagającą walkę może sprawić, że niektórzy gracze nie przetrwają w grze za długo. Scenarzyści nie rozpieszczają, ale z czasem Shin Megami Tensei V zaczyna pokazywać swój charakter oferując bardzo dojrzałą opowieść, do której jednak trzeba dotrzeć.

Shin Megami Tensei V – recenzja - demonica

Od początku nie dzieje się tutaj za wiele, a stale kłębiące się pytania mogą sprawić, że będziecie przemęczeni rozgrywką – Atlus zapewnia trzy poziomy trudności i nie polecam mniej doświadczonym graczom na starcie mierzyć się z najbardziej wymagającymi wyzwaniami. Tytuł oferuje kilka zakończeń, więc będziecie mieć jeszcze okazję sprawdzić swoje umiejętności... Choć biorąc pod uwagę, że główny wątek zajmie zainteresowanym około 60 godzin, to raczej tylko najwięksi fani gatunku oraz samej serii zdecydują się poznać wszystkie sekrety przygody. Recenzowany Shin Megami Tensei V jest jednak tym tytułem, w którym dopiero po około 15 godzinach zaczniecie rozumieć, co tak naprawdę się dzieje i jak działania bohatera mogą wpłynąć na rzeczywistość.

Atlus rzuca nas do apokaliptycznego Netherworld, ale czasami pozwala sprawdzić, co tak naprawdę dzieje się w normalnym Tokio. Nie są to jednak zbyt rozbudowane etapy, które z jednej strony pozwalają trochę odetchnąć, ale szkoda, że deweloperzy nie zadbali o większe rozbudowanie postaci pobocznych. Przez całą grę nie spotkałem choćby jednego, ciekawego towarzysza, którego wątek byłby na tyle rozbudowany, by móc pamiętać o nim po wyłączeniu gry. Miałem nawet wrażenie, że scenarzyści do końca nie wiedzieli, w jaki sposób rozbudować te mniejsze fragmenty opowieści. Na szczęście kończą się one szybko i można wracać do prawdziwej zabawy.

Shin Megami Tensei V zachęca do odkrywania świata

Shin Megami Tensei V – recenzja - walka

Główne wydarzenia w recenzowanym Shin Megami Tensei V rozgrywają się na czterech zróżnicowanych, półotwartych lokacjach w zniszczonym Tokio, gdzie łatwo podziwiać widoki i taka wizja postapokaliptycznego świata może się podobać. Gra jednak w kilku miejscach wyraźnie cierpi na problemy z wydajnością – choć Atlus dwoił się i troił, by zapewnić graczom ciekawy świat, to jednak był ograniczony przez możliwości platformy. Niedogodności nie wpływają jednak na podstawową oś rozgrywki, czyli same pojedynki, które z jednej strony proponują klasyczne dla serii rozwiązania, ale z drugiej na każdym kroku otrzymujemy pewne mniejsze lub większe ulepszenia.

Istotnym elementem Shin Megami Tensei V okazuje się odpowiednia eksploracja świata, bo choć twórcy zapewniają duże przestrzenie, to jednak łatwo odkryć, w jaki sposób należy dotrzeć do wyznaczonego punktu. Deweloperzy jednocześnie zapewniają wiele dodatkowych lokacji, do których czasami trzeba wskoczyć, innym razem zboczyć z głównej ścieżki, by zdobyć dodatkowe nagrody, spotkać postacie nazwane Miman (można je wymienić na Chwałę – poniżej szczegóły) oraz uczestniczyć w misjach pobocznych. Atlus postanowił tym razem zaoferować znacznie bardziej rozbudowane questy dodatkowe, które pozwalają nie tylko poprawić możliwości bohatera, ale również zdobyć nowe umiejętności i zadania wpływają na możliwość wykreowania jeszcze lepszego zespołu. W zasadzie odniosłem wrażenie, że demoniczne postacie spotkane w Netherworld są znacznie ciekawsze od ludzkich odpowiedników – w trakcie podróży napotkacie na szereg bestii, którym warto poświęcić przynajmniej chwilkę, ponieważ dzięki rozmowom otrzymujemy nowe informacje o świecie oraz czasami nawet zgarniemy dodatkowe nagrody. Wspominając o postaciach muszę na pewno dodać, że deweloperzy w tym miejscu nie zawiedli. Od początku natrafiamy na przerażające demony, których design sprawił, że naprawdę chciałem grać dłużej, by natrafić na kolejne dziwactwa. Tutaj na pewno warto dodać, że za projekt postaci odpowiadał Masayuki Doi, który już w 1999 roku zajmował się bestiami dla Persona 2: Innocent Sin. Wspominając o grafice na pewno warto dodać kilka słów na temat udźwiękowienia, ponieważ SMTV oferuje bardzo mocny soundtrack, który faktycznie zachęca do wzięcia udziału w kolejnych bitwach – mocne, często mroczne dźwięki idealnie komponują się z bestiami i lokacjami.

Twórcy wpadli także na bardzo ciekawy pomysł związany z transportem, ponieważ system Leyline Fount pozwala nam podróżować pomiędzy odkrytymi punktami, co od pewnego momentu skraca czas eksploracji. Niebieskie portale pozwalają także wyleczyć swoją drużynę, sprzedać znalezione towary lub kupić potrzebne przedmioty. Zachęcam za każdym razem zapisywać grę i odkrywać wszystkie możliwe portale, bo w propozycji Atlusa szczególnie na początku możecie często oglądać ekran „Game Over”.

Shin Megami Tensei V to walka, walka, walka i sporo rozmów

Shin Megami Tensei V – recenzja - demon

Pod względem walki Shin Megami Tensei V stawia na założenia znane z między innymi Shin Megami Tensei III: Nocturne, czyli ponownie możemy uczestniczyć w turowych starciach, które opierają się na systemie Press Turn. Gracze muszą w odpowiedni sposób wywierać presję na przeciwnikach, by móc otrzymać możliwość kontynuowania ataku w trakcie dodatkowej tury. Tutaj nie ma mowy o bezmyślnym wykorzystywaniu ataków, ponieważ od początku należy pamiętać o słabych stronach wrogów – to właśnie w taki sposób możemy zareagować i powstrzymać przeciwnika przed rozpoczęciem swojego tańca śmierci. Jedną z nowości w walce jest wskaźnik Magatsuhi, który po napełnieniu pozwala na wykorzystanie dodatkowej i zarazem potężnej zdolności. Problemem jednak okazuje się, że nie tylko nasza ekipa korzysta z tego dobrodziejstwa, więc jeśli rywale przejmą inicjatywę – Magatsuhi często okaże się zabójczy i w jednej turze pozwoli zmiażdżyć dobrze dysponowany zespół. W SMTV nawet z pozoru najzwyklejszy pojedynek może okazać się niszczycielskim starciem, który sprawi, że zostaniecie zmuszeni do kontynuowania rozgrywki od zapisu. To dla mnie bez wątpienia duży atut gry oraz w zasadzie całej serii, ponieważ w tym przypadku nie ma mowy o klikaniu w losowe przyciski, by szybko zakończyć walkę – Atlus nie wybacza najmniejszych błędów.

W recenzowanym Shin Megami Tensei V powraca nie tylko Press Turn, ale również system związany z nakłanianiem demonów do zmiany frontu. W SMT nikt nie rzuca w przeciwnika piłką, ale to właśnie rozmowa pozwala stworzyć armię bestii, dzięki którym bez problemu rywalizujemy z kolejnymi coraz to potężniejszymi przeciwnikami. Dyskuje z oponentami mogą nieść ze sobą duże konsekwencje, ponieważ czasami potwór dołączy do naszego zespołu dopiero po spełnieniu pewnych kryteriów lub nawet wykorzystaniu specjalnej waluty. Niezbędne jest też mierzenie sił na zamiary, ponieważ wpadając w potężniejszego oponenta zostaniecie dosłownie wyśmiani, a następnie zgładzeni.

Jeśli już jednak złapiecie kilka demonów, to ponownie bez problemu dokonacie fuzji – nowa i zarazem potężniejsza istota otrzymuje umiejętności swoich poprzedników, a nawet może nauczyć się wcześniej niedostępnych zdolności. Shin Megami Tensei V proponuje również większą swobodę w kreowaniu swojego zespołu, ponieważ nowością w serii jest opcja sprawdzenia, co wyniknie z połączenia niektórych postaci. W grze nawet mamy dostęp do kompendium, dzięki któremu zerkniemy, co moglibyśmy stworzyć z wcześniej spotkanych demonów. Twórcy w prosty sposób oferują graczom rozbudowane opcje personalizacji zespołu i kreowanie idealnej formacji to zabawa na długie godziny.

Shin Megami Tensei V pozwala na wielką personalizację

Shin Megami Tensei V – recenzja - wsparcie zawsze się przyda

Atlus zadbał dodatkowo o kilka elementów, które pozytywnie wpływają na rozgrywkę i jeszcze bardziej ją rozbudowują. Za pomocą Essence Fusion jednorazowo uzyskujemy nowe umiejętności i cechy – w ten sposób mamy możliwość otrzymania zdolności, które w normalnej sytuacji są niemożliwe do zdobycia przez Nahobino czy też jego zespół. Za pomocą esencji zmieniamy również odporności na żywioły oraz słabości – jest to bardzo ważne w kontekście budowania odpowiedniego zespołu. Ten specjalny surowiec jest opuszczany przez wrogów, ale możemy go także otrzymać jako prezent lub zdobyć w świecie gry... I szybko okazuje się, że nowa propozycja Atlusa jest podstawą rozgrywki, ponieważ za pomocą ulepszania lub raczej dostosowywania postaci możemy podchodzić do coraz to potężniejszych wrogów. W grze pojawiają się również Cuda, czyli stałe ulepszenia, które również wpływają na możliwości formacji, ponieważ to właśnie dzięki nim główny bohater będzie skuteczniej prowadził negocjacje z demonami lub po prostu zgarniemy kilka dodatkowych slotów do przechowywania bestii. To są niby drobne detale, ale w SMTV właśnie one mają gigantyczny wpływ na rozgrywkę. Cuda możemy zdobyć wykorzystując walutę Chwały – tej nie jest nigdy za wiele, więc radzę bardzo rozważnie korzystać z każdej pojedynczej sztuki. Surowiec zgarniamy za wspomniane Mimany czy też natrafiając na Kryształy Chwały, czyli specjalne obiektyw w świecie demonów, które musimy zniszczyć.

Shin Megami Tensei V zapewnia tym samym niezwykle rozbudowany system personalizacji zespołu, który jest podstawą produkcji, bo sam Nahobino nie zrobi tak naprawdę za wiele. Od początku musimy wykorzystywać oferowane systemy, łączyć postacie, wydobywać z nich najlepsze cechy, by następnie dopracowywać zespół przez dorzucenie wojownikom odpowiednich umiejętności. To nie jest łatwe, ale zarazem bardzo satysfakcjonujące, ponieważ w SMTV widzimy, jak dosłownie każda decyzja ma znaczenie i pozytywnie wpływa na możliwości ekipy.

Shin Megami Tensei V to nie jest jRPG dla każdego

Shin Megami Tensei V było jedną z produkcji, którą zapowiedziano kilka miesięcy po premierze Nintendo Switcha, ale warto było czekać na tak wymagającą przyjemność. To nie jest jRPG dla każdego, ponieważ akcja w produkcji jest budowana bardzo spokojnie, a poziom trudności nie wybacza najmniejszych błędów, ale entuzjaści tego IP będą zachwyceni.

Nie wierzę, by recenzowany Shin Megami Tensei V mógł odnieść sukces na poziomie Persony 5, ale na pewno wielu graczy spędzi w zniszczonym Tokio dziesiątki godzin, by rozwijać swój zespół. Tytuł to kolejna świetna propozycja w katalogu Nintendo Switcha, która potwierdza, że Japończycy zaoferowali swoim klientom genialny 2021 rok.