Uwielbiam gry piłkarskie. I choć mogłoby to zabrzmieć komicznie z ust osoby, która na co dzień zajmuje się grami wideo jako ogółem, gdyby ktoś spytał o mój ulubiony gatunek, prawdopodobnie wskazałbym właśnie na nie. Zdaję sobie sprawę ze wszystkich ich mankamentów, jestem świadom ograniczeń i wiem, że pod pewnymi względami nigdy nie zapewnią takiego rodzaju doznań, jak God of War z 2018 roku czy seria The Last of Us. 

Niemniej, jak to mówią, hobby się nie wybiera. A mnie futbol wybrał sam, bo byłem jeszcze zdecydowanie za młody, by mieć na to choćby minimalny wpływ. Z tego względu cieszą mnie wszystkie - nawet najmniejsze - sukcesy piłkarskie w grach wideo. Wszak mówimy o prawdziwym miksie dwóch moich ukochanych dziedzin. Niestety podobnież smucą mnie wszystkie wpadki - a w przypadku eFootball 2022 mamy wręcz rozpacz

Początkowo nie planowałem pisać recenzji gry. Chwilę się pobawiłem, wyżaliłem na Twitterze i wolałem zapomnieć. Później Roger doradził, abym naskrobał coś dłuższego na ten temat. Jak to mawiają - naczelnemu się nie odmawia (zwłaszcza tak blisko początku miesiąca), więc postanowiłem wrócić. Z nadzieją, że będzie po prostu lepiej. Z nadzieją, że to tylko „złe pierwsze wrażenie”. Z nadzieją, że moja nadzieja nie okaże się ulotna. 

Potrzeba zmiany 

Dla osób, które są niewtajemniczone - eFootball jest w gruncie rzeczy pełnoprawnym następcą Pro Evolution Soccer. Miał być nie tylko ewolucją kultowej już marki od Konami, ale rewolucją na rynku gier piłkarskich. Studio zdecydowało się przenieść największego konkurenta serii FIFA w tryb "free to play” i tym samym na nowo rzucić rękawice rozpychającym się coraz śmielej „wrogom” z Kanady. 

eFootball 2022 - Bayern Monachium

Jak mawia słynne powiedzenie - kto nie ryzykuje, szampana nie pije. Cóż, często popieramy tym cytatem nacisk na zmianę. Przecież jesteśmy w stanie wymienić wiele osób, które podjęły ryzyko i spijają najdroższe trunki. Żeby nie odbiegać od tematu - wejście Guardioli do Barcelony, oddanie Manchesteru United małemu menadżerowi ze Szkocji czy też zakup młodego talentu z Argentyny przez klub z Katalonii, gdy ten odstawał fizycznie od rówieśników. 

Niestety łatwo zapomina się o tych, którzy ryzyko podjęli i przepadli. Tu również mógłbym spróbować wymienić kilku piłkarzy, ale jest przykład, który może być bliższy samemu tekstowi. Właściwie stanowi jego clou. Odważną decyzję podjęło bowiem Konami z recenzowanym eFootball 2022 i był to błąd. Wielu wieszczyło taki wynik jeszcze przy okazji zapowiedzi, a premiera bynajmniej nie odwiodła od takiej perspektywy. 

eFootball 2022 - Przewrócona Piramida 

Przejdźmy jednak do samej gry i powodu tak dużej skali marazmu, która wylewa się ze wszystkich akapitów. Tytuł tekstu (oraz tego fragmentu) jest w rzeczywistości parafrazą tytułu popularnej książki „Odwrócona Piramida” pióra Jonathana Wilsona (nawiasem - polecam wszystkim fanom piłki nożnej). Pozycja ta opowiada o historii taktyki piłkarskiej, skupiając się na najważniejszych momentach w dziejach oraz zmianach, które prowadziły do tego, dlaczego dziś ów sport wygląda tak, a nie inaczej. 

eFootball 2022 - Ronaldo

Dlaczego więc przewrócona piramida? Z dwóch powodów. Po pierwsze, w recenzowanym eFootball 2022 Konami całkowicie zapomniało o swojej historii. Rozgrywając mecze, czuję się, jakbym bawił się w grze, która dopiero debiutuje na rynku. Projekcie autorstwa studia, które stawia pierwsze kroki w gatunku i poznaje ten wielki świat branży. A przecież jest zupełnie inaczej. Dokonania poszły w niepamięć. 

Po drugie, piramida jest przewrócona także na samym boisku. Zawodnicy SI to właściwie wyłącznie „S”, albowiem nie ma co szukać nawet najmniejszych pokładów inteligencji w ich poczynaniach. Narzekacie na „wylewy” w Fifie? Cóż, odpalcie eFootball 2022 i z automatu zaczniecie wybaczać, że raz na kilka meczów obrońca sterowany przez komputer biegnie nie w tę stronę. Tu każdy biega, jak chce. 

Zresztą, fizyka gry również nie istnieje. Czasem, ruszając jakimś zawodnikiem, można się poczuć, jakbyśmy lewitowali nad ziemią, a innym razem niczym worek z węglem. I to nie tak, że wpływa na to system zmęczenia. To losowość. W konsekwencji mecze przypominają te, jakie czasem rozgrywane są na Orlikach w sobotę o 09:00, gdzie niektórzy amatorscy piłkarze dotarli prosto z trwającej wciąż imprezy. Zwrotność podobna. 

Z miłości do gry 

No dobra, ale gameplay to jedno. Choć jest on fundamentem, to przecież możemy mnożyć przykłady, gdzie odpowiednie licencje sprawiały, że fani przymykali oko na pewne niedociągnięcia. Może się przecież grać średnio przyjemnie, ale gdy bawimy się ulubionym zespołem, w wielbionych rozgrywkach, albo symulujemy ukochaną ligę, to łatwo zapomnieć. Cóż… Tu się dopiero zaczyna problem. 

eFootball 2022 - Zespoły

Startowo dostajemy coś, co zdaje się zaledwie wersją demonstracyjną - i to mocno naciąganą. Już w głównym menu okazuje się, że nie mamy dostępu prawie do niczego. Możemy albo sprawdzić „Worldwide Clubs” (za które trzeba osobno zapłacić), albo klasyczny mecz. Tak więc wybór nasuwa się sam i możemy po prostu rozegrać zwyczajne spotkanie. To przynajmniej multum klubów do wyboru? Mhm… Jasne. W recenzowanym eFootball 2022 można je policzyć na palcach obu rąk (i to po amputacji jednego z nich): 

  • Manchester United;
  • Arsenal;
  • Bayern Monachium;
  • Juventus;
  • FC Barcelona;
  • Flamengo;
  • Sao Paulo;
  • Corinthians;
  • River Plate.

Pięć drużyn z Europy i cztery zza oceanu. Musicie przyznać, że nie wygląda to nazbyt kolorowo. Co więcej, te „egzotyczne” są właściwie przygotowane po macoszemu, albowiem nie mają nawet własnych stadionów. I to nie wszystko. Dla przykładu - klub z Manchesteru ma podpisany kontrakt z Konami, a do wyboru nie mamy nawet wszystkich trzech kompletów strojów - dostępne są zaledwie dwa. To tylko pojedynczy przykład. 

Wszystko to daje nam obraz gry niedopracowanej, wybrakowanej i zrobionej nieco po łebkach. Niestety zamyka się przy tym w błędnym kole. Braku licencji nie można przykryć, jak miało to miejsce jeszcze choćby rok temu, ciekawym podejściem do gameplay’u i realistyczną mechaniką. W drugą stronę podobnie - ogromnych błędów w rozgrywce nie da się zatuszować oferując setki klubów oraz tysięcy zawodników. 

Wisienka na torcie - grafika 

Wiem, że wielu z Was, Drodzy Czytelnicy, czekało na ten konkretny fragment recenzji o eFootball 2022. Przecież to właśnie on wywołał największe poruszenie, gdy zrodził dziesiątki memów. Wszyscy widzieliśmy już Messiego z dziwnymi oczami i Cristiano Ronaldo z rozdziawioną buzią. I to rzeczywiście ma pokrycie na ekranie. Choć muszę odnotować, że nie jest to bynajmniej standard - piłkarze nie wyglądają tak przez większość spotkań. 

eFootball 2022 - Robert Lewandowski

Sama gra prezentuje się całkiem dobrze, choć jest to kwestią gustu. Na pewno pochwalić trzeba Konami za pracę przy oświetleniu oraz detalach samej murawy. Tu jest nawet lepiej, niż w przypadku tegorocznej FIFY. Z góry mecze wyglądają - moim zdaniem - dość przeciętnie. I o ile wspomniane elementy mogą to nieco tuszować, to ważnym składnikiem całej oprawy meczowej są przecież kibice. Pandemia świetnie pokazała, jak duże mają znaczenie dla piłki nożnej. 

Cóż, w przypadku eFootball 2022 wolałbym, żeby areny były zamknięte. Stadionowa społeczność wygląda w grze „kartonowo”. Wystarczy się im przyjrzeć, by dojrzeć pewne zaprogramowane zachowania, które czasem dzieją się jakby w przyspieszeniu, a innym razem w przesadzonym slow motion. Nawet rzut oka na trybuny błyskawicznie wybija z immersji rozgrywanego spotkania. 

Podobnie działają niestety także powtórki - jak wspomniałem, z góry wygląda to dobrze. Jeśli chodzi o zatrzymanie akcji w losowych momentach i zbliżenia na zawodników, to mogą one czasem nawet działać na korzyść. Gorzej, gdy oglądamy powtórki, które serwuje nam Konami i musimy mierzyć się z gestykulacją oraz zwariowaną mimiką twarzy protestujących piłkarzy. Tu dzieje się magia. Oczy przybierają różne kształty, części ciała przenikają przez innych zawodników, wydłużają się szyje i tym podobne.

Tragikomedia, choć niestety z większym naciskiem na pierwszy człon wyrazu. 

eFootball 2022 - Podsumowanie 

Czy FIFA jest grą idealną? W żadnym wypadku, bowiem daleko jej do tego. Jedno jest natomiast pewne - Electronic Arts wyciąga wnioski. I choć czasem idą w złą stronę ze zmianami, a innym razem są one wręcz kosmetyczne, to zawsze są. Nigdy nie zrobili dużego kroku wstecz. Oczywiście, z jednej strony nie mogę patrzeć na eFootball 2022 z perspektywy PES-a. Z drugiej… Chyba trzeba to jednak zrobić. 

eFootball 2022 - Alian Stadium

To ogromny skok w tył. I jeśli nie dla samej marki (bowiem mówimy już obecnie o dwóch), to dla Konami. W niektórych regionach i dla wielu osób znaczyli naprawdę bardzo dużo i zdawali się realną konkurencją dla Electronic Arts. Kiedyś mawiało się nawet, że „FIFA to arcade, a PES to symulator”. Coś w tym było. Teraz, jeśli eFootball jest symulatorem, to najwyżej rozgrywek w pomorskiej A-Klasie. Można się czasem pośmiać, ale na dłuższą metę trudno brać w tym udział. 

W konsekwencji muszę przyznać, że granie w ten tytuł sprawiło mi ogromny smutek. Powiem więcej - samo recenzowanie jej również wywołało sporo nieprzyjemności. Czuję się, jakby ktoś wjechał mi od tyłu ostrym wślizgiem, a sędzia dał za to najwyżej żółty kartonik. Boli, jestem oszukany, a do tego niewiele mogę z tym zrobić.

Po spędzeniu tam kilku krótkich godzin mogę stwierdzić, że nie wrócę prędko. Przede wszystkim dlatego, że niewiele jest tam do roboty, gdy już pobawimy się każdym zespołem. Prócz tego samą przeszkodą jest również mechanika. W gatunku, gdzie liczy się dynamika oraz zwinność, eFootball 2022 je kompletnie zawalił - sterowanie przypomina mi grę Euro 2008. Mam nadzieję, że niedawne przeprosiny przełożą się na rzeczywistość, bo obecnie jest bardzo, bardzo źle.