W tym roku obchodzimy 30. już urodziny najpopularniejszego jeża świata, który to od czasów Segi Genesis podbija świat swoimi uroczym charakterem, a za pomocą solidnych kopniaków i rolowań daje łupnia doktorowi Eggmanowi raz po raz. Tym razem mamy okazję powrócić do wydanego wyłącznie na Nintendo Wii Sonic Colors w wersji Ultimate, która to była jedną z najbardziej przełomowych odsłon marki w całej jej historii. Czy dziś jest tak samo grywalna jak w 2010 roku?

Robotnik tworzy własny park rozrywki!

Tradycyjnie dla gier z Soniciem w roli głównej, fabuła jest tu tylko pretekstem do działania i beztroskiej zabawy na szalonych planszach. Tym razem dobrze znany nam doktor Eggman postanawia rozkręcić własny park rozrywki, który to jak do tej pory radzi sobie raczej przeciętnie - choć jest naprawdę imponujących rozmiarów. Wąsacz odkrył jednak, że tajemnicze istoty zwane Wispami posiadają potężną energię potrafiącą przyśpieszyć oraz wzmocnić działanie dowolnego urządzenia lub innego żywego organizmu, a co za tym idzie, postanawia je wszystkie porwać i zdobyć ich potężną moc wyłącznie dla siebie.

Po co mu pełni mocy kosmici? A no po to, aby zawładnąć umysłem samego Sonica i zmusić go do występów w jego wielkim luna parku. Rozpoczynamy zatem heroiczną i przekomiczną misję uratowania kolorowych stworków, której podejmują się Sonic oraz Tails - ten pierwszy jest od działania, drugi oczywiście od myślenia. Jeśli chodzi o dialogi i rozpisane gagi powiedzmy, że niektóre z nich są średnie, parę naprawdę zabawnych, ale większość jest czerstwa jak przedwojenne suchary.

Całą zabawę podzielono na aż 45 intensywnych i wypakowanych akcją plansz podzielonych na sześć świetnie zaprojektowanych planet i kosmiczną stację łysego doktorka. Każda z krain ma swój unikalny, niepowtarzalny i niezwykle zapadający w pamięć klimacik. Będziecie mogli tu zwiedzić park rozrywki Eggmana, rodzimą planetę Wispów opanowaną przez maszyny, podwodny świat połączony z chińskimi świątyniami, czy też międzyplanetarną kolejkę górską. Wszędzie pomysłowość aż wylewa się z ekranu, a samo patrzenie na przemierzane przez nas poziomy sprawia ogromną frajdę! Jeśli zaś chodzi o zaprojektowaną na nich rozgrywkę ta jest naprawdę bardzo dobrze przemyślana i pozwala na intuicyjne wręcz poruszanie się, przypominające idealną symfonię ruchów Sonica.

Sonic Colors Ultimate fabuła

Pomaluj mój świat

Nowością jaką wprowadzono w Sonic Color są wspomniane już Wispy, które możecie znać z wielu późniejszych odsłon serii jak chociażby Sonic Generations czy Sonic Forces. Dzięki nim nasz niebieski bohater może zyskiwać nowe moce jak chociażby możliwość zmiany w rakietę, wiertło, żarłocznego rekina zjadającego przeszkody, a nawet różową piłkę z kolcami przyczepiającymi nas do każdej powierzchni. Efekty te są jednak tylko tymczasowe i musimy dobrze wyczuć jak powinniśmy ich użyć w danej sytuacji.

Oczywiście poszczególne etapy plansz są do nich odpowiednio przystosowane i nigdy nie zdarzy się tak, że nie znajdziecie zastosowania do mocy jaką serwuje wam gra. Sama różnorodność mechanik jaką mamy okazję przetestować przez te 5 godzin kampanii fabularnej również jest dość imponująca. Oczywiście będziemy tu głównie biegać na złamanie karku i skakać wciskając robotom śrubki w mózgi, ale do tego dochodzi zabawa z grawitacją, pływaniem, szybowaniem, a nawet jazda rollercoasterem!

Jedyne problemy z czytelnością ma ostatni poziom gry (przed walką z Robotnikiem), gdzie niekiedy naprawdę nie widać gdzie zaatakuje nas przeciwnik, a to może powodować lekką frustrację z naszej strony - niemniej jednak to pojedynczy przypadek na całą grę. Po rozpowszechnianych wszędzie opiniach o zepsutych mechanizmach Sonic Colors Ultimate zastanawiacie się pewnie, czy i ja przyłączę się do publicznego linczu dzieła Blind Squirrel Games? Otóż nie! Naprawdę nie dostrzegłem w grze żadnych znaczących błędów oprócz tego, że czasem przeszkody znikają wcześniej niż powinny, przez co jest "delikatnie" łatwiej niż mogłoby być normalnie. Ale w żadnym wypadku nie psuje to ogólnych wrażeń z zabawy.

Sonic Colors Ultimate rozgrywka

Reasumując w Sonic Colors Ultimate zdecydowanie warto jest zagrać - zarówno jeśli graliście w oryginał na Wii, jak i nie mieliście styczności z dawnym hiciorem Sonic Team. To w końcu jedna z najlepszych przygód słynnego jeża w całej jego 30. letniej historii.