The Medium recenzowaliśmy już na naszych łamach na początku roku w wersji na konsole Microsoftu, do lektury której serdecznie zapraszam. Historia Marianny starającej się rozwikłać tajemnice powracającego snu ukazującego śmierć młodej dziewczyny nad jeziorem, wciąga od pierwszych minut. Główna bohaterka pełniącą rolę medium potrafi funkcjonować zarówno w świecie żywych jak i martwych, co jest nie tylko osią fabuły, ale i gameplayu. Wprawdzie więcej tu dreszczowca niż klasycznego horroru, ale narrację udało się obuwać naszym swojskim folklorem i anegdotami rodem z komunistycznej Polski. 

Polski Silent Hill

Medium - recenzja i opinia o grze. Pokój Marianny.

To co w recenzowanym The Medium zachwyca to mroczny design lokacji. Zarówno krakowska kamienica, jak i kolejne tereny ośrodka wypoczynkowego Niwa wzorowanego na hotelu Cracovia, pachną PRL-em (Gomułka, kartki na żywność, stojący na ulicy żuk, gazety, książki, proporczyki etc.), ale mogłyby bez problemu funkcjonować jako miejscówki osadzone w nowej odsłonie Silent Hilla. Blooberowi udało się dzięki temu zbudować unikalny, czasami bardzo gęsty klimat, o który dba również rewelacyjna ścieżka dźwiękowa przygotowana przez duet Akira Yamaoka & Arkadiusz Reikowski. A nie mniejszą niespodzianką jest gościny udział Mary Elizabeth McGlynn w jednym z utworów z wokalem, której fanom Cichego Wzgórza nie trzeba chyba przedstawiać.

Bloober nieźle wykreował postacie, a duet głównych bohaterów grany przez Weronikę Rosati i Marcina Dorocińskiego, zadbał o odpowiednią chemię. Choć warto zauważyć, że gra nie doczekała się polskiego dubbingu, a głosami bohaterów przemawiają anglojęzyczni aktorzy. Mi w tej historii zabrakło trochę większej liczby postaci drugoplanowych, bo poza tajemniczą Smutką, która puszcza oko do fanów nigdy niewydanego Sadness, mało kiedy (nie licząc wspomnień) mamy okazję na interakcję z innymi mieszkańcami ośrodka. A był w tym spory potencjał. Choć nie sposób nie wspomnieć, że grany przez Dorocińskiego Tomasz oraz jego alter ego, to jedna z ciekawszych postaci jakie wykreowano na potrzeby wirtualnych horrorów w ostatnich latach. 

Dwa światy w The Medium

Medium - recenzja i opinia o grze. Dwa światy

Wspomniałem już, że lokacje w The Medium prezentują się momentami rewelacyjnie, a statyczne kamery mimo pewnej dawki archaizmu idealnie nawiązują do klasyki gatunku dając nam odpocząć od walking simów w FPP, ale tego samego nie można powiedzieć o modelach postaci. Sztywna animacja biegu, nieruchome włosy bohaterów czy przeciętna mimika nie zostały poprawione od czasu wydania gry na Xboksie. Tytuł działa jednak dość płynnie. Czasami w tle doczyta się jakaś tekstura, przytnie wstawka FMV, ale to drobne niedociągnięcia, które nie mają większego wpływu na zabawę. Sporadyczne loadingi, gdy odpalamy grę bądź próbujemy skorzystać z kart aktywności w menu PS5, są jednak zaskakująco długie biorąc pod uwagę, że next-geny oferują przecież szybkie dyski SSD. 

W trakcie samej gry ekrany doczytywania praktycznie nie istnieją, co nie jest w sumie wielkim osiągnięciem biorąc pod uwagę jak liniowy jest to tytuł. Pochwalić na pewno trzeba całkiem ciekawie zaprojektowane zagadki, które często wymuszają na nas otwieranie sobie ścieżek w dwóch różnych światach. I tutaj warto zatrzymać się na patencie grania na dwóch ekranach jednocześnie. Choć czasami ciężko jest skupić wzrok na dwóch miejscach akcji, to mechanika opuszczenia na ograniczony czas ciała, przeskakiwania za pomocą luster do rzeczywistej i mrocznej wersji świata, by pchnąć akcję do przodu czy badania przedmiotów i ukrytych w nich historii z przeszłości, to udany miks gameplayowy pozwalający przymknąć oko na liniowe poziomy, na których jedyną poboczną atrakcją są znajdźki. Choćby w postaci pocztówek. Czuć w tym jednak powiew świeżości i próbę zrobienia czegoś nowego na rynku horrorów, choć jednocześnie nie da się nie zauważyć, że potencjał był jeszcze większy.  

Run Forrest, run

Medium - recenzja i opinia o grze. Marianna

Nie wspomniałem jeszcze słowa o wrogach w The Medium, bo tych praktycznie w grze nie ma. To tytuł stawiający na eksplorację, budowanie klimatu obrazem i designem lokacji, chorymi jazdami i kolejnymi twistami, odkrywającymi coraz to mroczniejsze sekrety. Druga grywalna postać, czyli Tomasz, jest jednak lekkim zawodem, bo nie oferuje takich mocy jak Marianna i jego sekcje przypominają nieco starsze gry Bloobera, tyle, że ukazane w TTP. Niezbyt dobrze wypadły też konfrontacje z grasującym w ośrodku prześladowcą. Ucieczki przed nim przynoszą sporo emocji, ale samo skradanie się, gdy trzeba go ominąć, jest bardzo słabo zrealizowane. Dodatkowo obecność wroga jest zazwyczaj i tak sygnalizowana, czy to wstawką czy designem lokacji.

Jeśli graliście na XSX w The Medium to wersja na PS5 nie oferuje nowej zawartości fabularnej, a że jest to raczej gra na raz, to do Niwy wrócą zapewne tylko najwięksi fani gry. Jedyną istotną nowością jest dodanie obsługi Dual Sense’a i muszę przyznać, że autorzy naprawdę trochę się przy tym napracowali. Spusty stawiają odpowiedni opór, gdy ładujemy moc pozwalającą nam choćby tworzyć bariery chroniące przed atakami. Większej siły trzeba też użyć gry próbujemy biec postacią. Jazda na motorze to przyjemna dla dłoni wibracja imitująca pracę silnika, wszelkie motywy straszące i interakcje ze światem również dostały odpowiednie wibracje. Przeglądając elementy w FPP możemy używać żyroskopu, a podczas odtwarzania wspomnień głosy wydobywają się z głośnika pada. Takich smaczków jest więcej i życzyłbym sobie tego, by każdy deweloper tak podchodził do funkcji, jakie oferuje Dual Sense. 

Jeśli nie graliście jeszcze w The Medium, a lubicie mroczne historie w klimacie Silent Hilla, z obowiązkowymi zwrotami akcji, to jak najbardziej warto poznać historię Marianny, którą ukończycie w około 8-9 godzin. Nie wszystko zagrało tu idealnie, ale jeśli tęsknicie za starą szkołą horrorów, to dobrze trafiliście.