Od premiery gry The Sims 4 minie we wrześniu 7 lat. I choć trzeba stwierdzić wprost, że to całkiem sporo, można oddać twórcom jedno – wiedzą, jak wspierać swoje dzieło przez długi okres. Projekt wciąż otrzymuje przecież kolejne aktualizacje oraz mniejsze i większe DLC. Właściwie trudno się znudzić, bo na każdym kroku EA Maxis rzuca nam nowe elementy i możliwości, z których po prostu aż chce się korzystać.

Kapitalnie wpisuje się w to najnowszy pełnoprawny dodatek do gry, a więc The Sims 4: Wiejska Sielanka. Jak pamiętacie (lub nie), miałem okazję podzielić się moimi wrażeniami z pokazu oraz nieco pograć w przedpremierową wersję. Teraz przyszła jednak pora na sprawdzian końcowy – ten w praktyce. A oczekiwania były ogromne – Electronic Arts zdecydowało się wreszcie posłuchać graczy i zaserwować dodatek w temacie, jakiego oczekiwano.

W końcu pojawiła się namiastka tego, za co kochamy serie jak Animal Crossing, Harvest Moon czy Stardew Valley. Możemy nieco zwolnić tempo i nawet jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do zasuwania naszym Simem z festiwalu do pracy i odwrotnie, teraz dostaniemy szansę na spokój. W końcu nic nie relaksuje tak, jak sielskie życie na farmie. Trzeba je tylko dobrze przedstawić. Jak wyszło to w tym przypadku? Przeczytacie w recenzji!

Wyjazd na wieś

Jak zdradza sama nazwa, najnowsze DLC skupi się na zaoferowaniu nam wiejskiego klimatu. Wspomniałem, że jest to coś, czego fani oczekiwali od dawna. Nie dajcie się jednak zmylić drugim członem nazwy - przebywanie na farmie nie jest wcale bliskie sielance. Trzeba się nieźle uwijać, a ręce mamy pełne roboty. Jest to jednak ogromny plus, albowiem mówiąc o „symulatorze życia”, musimy przyznać, że gra robi to, co powinna.

The Sims 4: Wiejska Sielanka - okolica

Najlepiej świadczy o tym fakt, jak dużą opieką trzeba otoczyć zwierzęta oraz ile jest przy tym pracy. Podobnie z roślinami - jeśli marzą nam się te największe i najlepszej jakości, nie możemy zapominać o obowiązkach. Z drugiej strony, sam klimat recenzowanego The Sims 4: Wiejska Sielanka świetnie równoważy to, jak wiele jest do ogarnięcia. Twórcy kapitalnie zrealizowali nową mapę oraz dobrze dobrali podkład dźwiękowy. Sprawia to, że choć w rzeczywistości działamy w pośpiechu, możemy się tą rutyną relaksować.

Pozostając jednak przy mieście - nazwano je Henford on Bagley. Sam projekt rzeczywiście wypada sielsko. Osobiście największy minus upatruję jednak w tym, iż nie jest to taki typ wioski, jaki kojarzymy z amerykańskich filmów tudzież z przemierzania naszego kraju. Zdecydowanie więcej tam zieleni, niż barw żółtych czy pomarańczowych. Dostajemy brytyjski obraz wsi. Jest to jednak po prostu kwestia preferencji, a nie jakiegoś błędu. Kluczowe będą więc gusta.

Na mapie, która dochodzi w recenzowanym The Sims 4: Wiejska Sielanka dostajemy aż 12 działek - największe znaczenie mają oczywiście dwie społeczne (gdzie organizowane są festiwale), pięć gotowych do zamieszkania (cztery zabudowane i jedna pusta) oraz jedna wypoczynkowa, która może być świetną wakacyjną opcją, gdy znudzi nam się wielkomiejski zgiełk.

Piknikowy koszyk nowości

O sporej liczbie elementów pisałem już w tekście z wrażeniami przed premierą. Nie ma sensu powielać tu tego, o czym wspomniałem tam (zapraszam serdecznie do tekstu, który stanowi także coś na wzór przeglądu nowości). Warto jednak dodać nieco aspektów, które udało się wychwycić po czasie oraz niejako podsumować ich działanie w dłuższej perspektywie. Część smaczków rzuca się w oczy dopiero rozpoznając otoczkę.

The Sims 4: Wiejska Sielanka - Dojenie krowy

Świetne w The Sims 4: Wiejska Sielanka okazało się na przykład budowanie relacji ze zwierzętami. Choć początkowo można pomyśleć, że to niejako sztuka dla sztuki, to rzeczywiście przynosi wymierne korzyści. Maluchy mogą dać nam lepsze składniki, a nawet pomóc w niektórych pracach, co zdecydowanie odciąża. Psy są w stanie na przykład chronić naszą działkę przed niebezpiecznymi lisami (te też nie są dla samego bycia - jeden z nich zabił mi królika)!

Cechy jak „nietolerancja laktozy” czy „miłośniczka zwierząt” również dobrze sprawdzają się w praktyce i dodają tego realizmu, który tak bardzo wszyscy starają się doścignąć. Kolejną nowością, która w pewien sposób może urozmaicić naszą rozgrywkę, jest opcja sąsiedzkiej pomocy. Pierwszy raz w grze możemy zaproponować miastowym simom naszą pomoc z różnymi sprawunkami. Są to swego rodzaju misje, które musimy wykonać (na przykład dostarczyć jakiś składnik), aby otrzymać zapłatę i podobne bonusy. Przypomina to nieco mechanikę "okazji" z poprzednich odsłon!

The Sims 4: Wiejska Sielanka – strzał w dziesiątkę

O rozszerzeniach do The Sims 4 można napisać wiele. Jest ich przede wszystkim bardzo dużo, a w całym tym zalewie trafiały się lepsze oraz gorsze. To normalne. Zazwyczaj jednak po prostu czegoś brakowało i można było odnieść wrażenie, że EA niespecjalnie słucha głosów społeczności, która przecież bardzo głośno zapowiadała, czego oczekuje. Tym razem wyszli im naprzeciw i, czego by nie napisać, opłaciło się.

The Sims 4: Wiejska Sielanka

Pokuszę się o stwierdzenie, że recenzowany dodatek jest najlepszym, jaki ukazał się do The Sims 4 przez minione siedem lat. Zdaje się najbardziej kompletny i oszlifowany – zwłaszcza dla osób, które oczekiwały iście wiejskiego życia w Simsach. Z jednej strony pojawiły się zupełnie nowe, dużo bardziej rozbudowane opcje sadzenia roślin, a z drugiej liczne zwierzęta, które aż chce się hodować i rozwijać. Symulator życia położył teraz nacisk na ten pierwszy wyraz.

Tendencję do słuchania graczy można zauważyć w grze już od jakieś czasu. Recenzowane DLC jest pierwszym tak dużym tego dowodem, ale mam wrażenie, że nie jest to pierwszy raz. Jest jednak najbardziej znaczący i pozwala sądzić, że w przyszłości Maxis będzie dostarczało nam więcej tego, czego potrzebujemy – nie z punktu widzenia ogromnej korporacji, ale właśnie graczy. A jeśli już powstaje tak dużo dodatków, niech będą przynajmniej dobre. Tu mamy strzał w dziesiątkę.