NieR Replicant wer.1.22474487139… to nowa wersja wydanej w 2010 roku na PS3 i X360 produkcji. Niegdyś docenianej przez niewielu recenzentów i graczy, ale po sukcesie sequela, NieR: Automata, o marce stało się bardzo głośno. Pamiętam jak dziś egzemplarze oryginalnego Niera leżące w koszu na przecenie w jednym z supermarketów. Za niespełna 30 złotych można było nabyć produkcje, która, zwłaszcza jeśli chodzi o wykreowane postacie i scenariusz, była ponadczasowa. Dziś za oryginalnego Niera na aukcjach trzeba zapłacić znacznie więcej, na szczęście z pomocą przychodzi nowa wersja gry solidnie dopakowana zawartością.

NieR Replicant to bardzo specyficzny tytuł, w którym nie brakuje filozoficznych rozważań nad życiem, spektakularnych twistów, surrealistycznych obrazów i tzw. mindfucków, dla których brniemy z jeszcze większą ciekawością w ten unikalny świat wykreowany przez Yoko Taro. Aby poznać dobrze historię trzeba grę ukończyć przynajmniej kilka razy, gdyż każde kolejne podejście niesie ze sobą nowe fakty, scenki, walki z bossami i wydarzenia często z impetem burzące czwartą ścianę i wymagające od nas naprawdę dużych poświęceń. W przypadku remake'u dostajemy do rąk oryginalne japońskie wydanie, które w przeciwstawieństwie do zachodniego odpowiednika pozwalało nam wcielić się w młodszego bohatera, który był bratem, a nie ojcem dla jednej z głównych bohaterek, wokół której obraca się historia. Choć dla fanów Niera-ojca twórcy gry przygotowali pewną niespodziankę. Ale może zacznijmy od początku.

Chodź, opowiem ci bajkę

NieR Replicant ver.1.22474487139… – recenzja i opinia o grze. Wszystkie bronie

Nie wiem czy będzie to dla niektórych zaskoczeniem, ale uniwersów Niera to upraszając spin-off, a nawet swoista kontynuacja marki Drakengard, której kolejne odsłony wydawane były na PS2, a za które również odpowiadał charyzmatyczny Yoko Taro. Gry z tej serii rozgrywały się w czasach średniowiecza i podobnie jak w Nierze, aby poznać dobrze historię trzeba było ukończyć tytuł kilka razy. Podczas jednej z końcówek boska istota zwana Queen Beast oraz walczący z nią smok przeniosły się przez międzywymiarową szczelinę na ziemię, dokładnie w sam środek Tokio. Skrzydlaty stwór pokonał bóstwo, ale do walki włączyły się japońskie myśliwce, które nieświadome zagrożenia zestrzeliły latającą istotę. To był jednak błąd. Opadające szczątki stworzenia pochodzące z innego świata sprawiły, że dzielnica Shinjuku została skażona przez tzw. cząsteczki maso. Gdy człowiek wchodził z nimi w kontakt zapadał na ciężką chorobę, która mogła doprowadzić nawet do przemiany w coś na wzór zombie. 

Shinjuku zostaje odcięte od świata wielkimi murami, a ONZ postanawia potraktować całą okolicę atomówką, by raz a dobrze zniszczyć nieznaną zarazę. Okazuje się jednak, że wspomniane cząsteczki  maso są odporne na ziemską broń, a jądrowy wybuch powoduje rozprzestrzenienie cząsteczek na cały świat doprowadzając niemalże do całkowitej eksterminacji naszej rasy. O tym, co działo się jeszcze przed pierwszym Nierem mógłbym napisać elaborat, bo tłumaczyłem nawet z japońskiego fabularne opracowania, ale pozwólcie, że na tym zakończę. Prolog NieR Replicant przerzuca nas do roku 2049, gdzie w skórze jednego z ocalałych ukrywamy się w postapokaliptyczej, zniszczonej metropolii, próbując znaleźć lekarstwo dla zarażonej siostry imieniem Yonah. Niedługo potem następuje kolejny skok w czasie - o ponad 1000 lat! I teraz kluczowe pytanie - jakim cudem ponownie kierujemy „tym samym” bohaterem i ponownie szukamy lekarstwa dla „tej samej” Yonah, tyle że w świecie, który zmienił się nie do poznania? I czym są tak naprawdę tajemnicze istoty zwane Shade, terroryzujące osady? Na te, jak inne intrygujące kwestie, będziecie szukali odpowiedzi przez wiele godzin. Nie raz chwytając się za głowę i krzycząc w myślach: "WTF?!". 

NieR Replicant wer.1.22474487139… aktualizacja...

NieR Replicant ver.1.22474487139… – recenzja i opinia o grze. Walka z przeciwnikami

Przyznam się szczerze, że początkowo mocno zastanawiałem się na tym, czy NieR Replicant potraktować jak remake czy jak remaster, ale prawda leży gdzieś po środku. Zresztą mówi o tym sam ojciec serii, Yoko Taro, który prosi, by nie traktować tytułu ani tak, ani tak. Według niego to... aktualizacja wersji gry wydanej 10 lat temu. Co ciekawe, początkowo miał to być klasyczny remaster, ale po zobaczeniu w akcji Final Fantasy VII Remake Taro doszedł do wniosku, że samo podbicie rozdziałki to za mało. Równie pokrętne tłumaczenie jak fabuła całej serii, ale nie da się ukryć, że nowości jest całkiem sporo. Oprawa wprawdzie nie doczekała się takiego odświeżenia jak w Resident Evil 2 czy wspomnianym remake’u Final Fantasy VII, ale w oczy od razu rzuca się lepsze oświetlenie, bogatsze w detale tekstury, większa odległość rysowania (dzięki której lepiej wyglądają wszelkie tła), jak i bogatsza paleta barw. Poprawione modele postaci i elementy środowiska, dodany pełny voice acting, to wszystko wpływa na lepsze doświadczenie, choć nie brakuje też terenów bardzo pustych, które wprawdzie budują odpowiednią atmosferę, ale też zdradzają fakt, że w oryginale niektóre rozwiązania dyktowały ograniczenia techniczne. Poszatkowane lokacje, między którymi skazani jesteśmy na loadingi i słaby wygląd NPC ciosanych siekierą również nie zachwyca. I tu doskonale właśnie widać to zawieszenie pomiędzy remakiem a remasterem.

NieR Replicant jest dość wierny oryginałowi, więc pewne elementy po prostu źle się zestrzały. Choćby bardzo wolny, rozwleczony początek gry, w których wykonujemy generyczne questy w stylu przynieść, podaj pozamiataj i sprawdź jak czuje się Yonah. Do, za przeproszeniem, porzygu. Tym samym część graczy, którzy nie zdążą jeszcze poznać kolejnych postaci dołączających do drużyny i nie wkręca się w znakomity scenariusz, mogą od gry brutalnie się odbić widząc w grze głównie archaizmy. Bo nie oszukujmy się - pielęgnowanie grządek, łowienie ryb czy ciekawe pod względem scenariusza, ale strasznie powtarzalne questy, odstają od tego, z czym mieliśmy do czynienia w Automacie. Niby mamy aspekt ekonomiczny, bo u kupców sprzedamy znalezione skarby czy złowionego karpia, ale podczas gry jakoś nie narzekałem specjalnie na brak środków nawet w przypadku zakupu potężnych i drogich broni. Z drugiej strony poznawanie tego świata, sekretów, kolejnych miejsc, miast, dramatów ludzi (i nie tylko) czy zamkniętych społeczności jest na tyle angażujące, że czasami przymyka się oko na te wszystkie archaizmy. Bo questów, mniej lub bardziej rozbudowanych, czeka na nas ponad 70.  

Na pewno cieszy usprawniony system walki, który jest bliższy temu z Nier: Automata, choć tutaj nie da się ukryć, że pod względem jakości i głębi ustępuje pracy jaką wykonało w sequelu PlatinumGames. Combosy można wyprowadzać mashując przyciski i łącząc ataki mocne ze słabymi. Można unikać, dashować a nawet parować ciosy, ale nie jest to taki płynny taniec jak w Nier: Automata. Całe szczęście gra śmiga teraz nie w 30, a 60 klatkach, co akurat przywitałem z otwartymi ramionami zwłaszcza podczas strać z większymi grupami przeciwników. Na ekranie często latają kuliste pociski i dzieje się naprawdę sporo. Choćby podczas rewelacyjnie zaprojektowanych walk z bossami, w takcie których nie raz trzeba wykazać się sprytem, pomysłowością i refleksem. A przeciwnicy potrafią zając nawet cały ekran, co w połączeniu z częstą zmianą perspektywy z 2.5D na 3D i szalejącymi ujęciami kamery daje naprawdę fajny efekt. Ciekawostką jest fakt, że dla graczy chcących skupić się na fabule twórcy przygotowali tryb automatycznej walki (znany z Nier: Automata), choć dostępny tylko i wyłącznie na najniższym poziomie trudności. 

Słowa mają wielką moc

NieR Replicant ver.1.22474487139… – recenzja i opinia o grze. Walka z bossem

To, że system walki jest gorszy od tego z Automaty, nie oznacza, że jest zły. Za pomocą pada kierunkowego można zarówno szybko uleczyć postać jak i zmienić broń, co ogranicza pobyty w menu. Broni jest do zebrania ponad 30 i to zarówno jedno jak i dwu-ręcznych, o lancach nie wspominając. Każdą walczy się nieco inaczej, ale prawdziwym urozmaiceniem starć są ataki magiczne przypisane do spustów, możliwe dzięki dołączeniu do drużyny gadającej księgi (tak, jest dziwnie, ale to norma w Nierze). Możemy przypisać maksymalnie dwa ataki do spustów, które w zależności od tego jak je długo przytrzymamy mogą zadać mniejsze lub większe obrażenie. Magia w NieR Replicant pozwala nam również na zaklęcia ochronne, czy zwalniające czas, a łącząc ją z atakami fizycznymi odkryjemy prawdziwy potencjał bojowy naszego protagonisty. Zwłaszcza, że różne zaklęcia działają różnie na dany typ wrogów.

Dochodzi do tego jeszcze specjalny system wzmacniania potencjału naszego bishonena. Z pokonanych wrogów wypadają bowiem "słowa", dzięki którym możemy nie tylko ulepszyć bronie czy siłę zadawanych ciosów, ale również zadbać o zdolności pasywne czy zwiększyć liczbę otrzymywanego doświadczenia po walkach, dzięki czemu szybciej wylevelujemy postać. Można więc pobawić się w tworzenie odpowiedniego buildu, a nawet zmieniać go pod konkretne starcia z bossami, aby wszystko fajnie zagrało. A jak już jesteśmy przy „graniu”. O oprawie muzycznie Niera mógłbym napisać tekst wielkości tej recenzji. To mówiąc krótko - majstersztyk. Kompozytor Keiichi Okabe nagrał ponownie soundtrack i rozszerzył go o nowe utwory, a osoby, które ukończą pierwszy raz grę będą nawet mogły zmienić cały OST na ten z... Nier: Automata!

To naprawdę wyjątkowa ścieżka dźwiękowa. Emi Evans, dziewczyna, której wokal słyszymy w magicznym utworze „Song of the Ancients” (w pierwszym mieście przysiądźcie przy fontannie i dajcie się ponieść tej magii słuchając Devoli), napisała cały tekst w fikcyjnym języku używanym w grze, który jest miksem japońskiego, angielskiego, hiszpańskiego i kilku innych. Z racji poprawienia i rozbudowania scenariusza powracają też znani aktorzy podkładający głosy pod główne postacie, a możemy też liczyć na gościnne występy voice-actorów z Automaty. I co w końcu najważniejsze - choć NieR Replicant pozwala nam grać zarówno z japońskimi, jak i angielskimi głosami, jest to jedna z niewielu produkcji, w których wybieram tę drugą opcję. Głównie dlatego, że angielskie głosy doskonale budują charaktery napotkanych postaci i relacje między nimi. A to właśnie świetnie wykreowanymi postaciami stoi Nier! 

Drużyna z piekła rodem 

NieR Replicant ver.1.22474487139… – recenzja i opinia o grze. Prolog

Głównego bohatera i jego siostrę już znacie. Ale podczas przygody w NieR Replicant natkniecie się na tak pokręcone i surrealistyczne postacie, że rozrastająca się ekipa stworzy drużynę nie do podrobienia i często o zupełnie innym poglądzie na wiele kwestii. Weźmy choćby Kaine, dziewczynę opętaną przez stwora, który powoli przejmuje nad nią kontrolę, co bohaterka zasłania kolejnymi partiami bandaży. Ta interpłciowa postać przeszła w życiu wiele tragedii i traum, jest impulsywna, często rzuca przekleństwami nie raz komentując wydarzenia w bardzo bezpośredni sposób. Dla kontrastu wspomniana już wcześniej gadająca księga, Grimoire Weiss, ma ogromną wiedzę o świecie, ale jednocześnie nie zna swojej prawdziwej tożsamości. Jego sarkastyczne, protekcjonalne podeście do życia i członków dyżurny często daje impuls do kłótni z Kaine i Nierem tworząc iście wybuchową mieszankę. Solidna dawka czarnego angielskiego humoru gwarantowana. Z kolei Emil to chłopiec w masce, który zamienia każdego kogo widzi w kamień. Walczy o akceptację, marzenia i wolność, a jednocześnie jest postacią bardzo tragiczną. Podczas przygody poznamy też chociażby tajemnicze bliźniaczki - Devolę i Popolę - które bez problemu dostałyby angaż w kolejnym sezonie miasteczka Twin Peaks. 

Yoko Taro nie byłby sobą, gdyby nie ukrył w grze kilku smaczków. Ba, on po części zmienił całe przesłanie i narrację oryginału, ale nie chcę Wam tutaj nic zdradzać. Po pierwszym ukończeniu gry, które zajmie Wam około 25 godzin, polecam zagrać ponownie i odkryć wszystkie epilogi (w swoistym New Game Plus zaczynamy od pewnego punktu scenariusza, nie od samego początku), bo na fanów oryginału czeka całkiem spory "szoker". Twórcom udało się też doskonale wpleść w fabułę nowy rozdział bazujący na krótkim epizodzie z oryginału, w którym poznajemy losy pewnej małej dziewczynki i toczymy epicką walkę z bossem. To kilka dodatkowych godzin rozgrywki i przerywników filmowych. Dodano też zupełnie nowe kostiumy (w tym możliwość biegania postaciami z Automaty), czy nowy dungeon z ciekawymi nagrodami, dostępny pierwotnie tylko w japońskiej wersji.

Nie będę ukrywał, że uniwersum Niera jest mi bardzo bliskie i każda dodatkowa godzina spędzona w tym świecie jest dla mnie bardzo wyjątkowa. Tytuł mogę polecić przede wszystkim tym kilku fanom oryginału oraz osobom, które zakochały się w Autoamcie i chciałyby poznać historię, która leży u powstania tego niesamowitego świata. To piękna, emocjonalna przygoda, która zapadnie wam w pamięci na bardzo długo. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to gra po części archaiczna i nie da się w nią wskoczyć z rozpędu. Stąd część osób może się od NieR Replicant odbić i nie wrócić. Jeśli jednak jesteście ciekawi czemu na niebie w Nier: Replicant nigdy nie widać słońca, to zapraszam do świata, w którym litery A, B, C, D i... E, nabiorą nowego znaczenia.