O debiutującej w 2019 roku grze Control od Remedy Entertainment zostało powiedziane i napisane już chyba wszystko. To dokładnie ten typ projektu, który swoją budową oraz przesłaniem fabularnym zachęcał, aby o nim dyskutować. I choć znalazł się w wielu zestawieniach GOTY 2019, cierpiał na pewne bolączki. Ekipa twórców nie chciała tego tak zostawić, więc postanowiono uporać się z wadami. I tak właśnie powstał recenzowany Control Ultimate Edition!

Rozszerzona wersja gry zadebiutowała drugiego lutego na masie sprzętów (w tym konsolach nowej generacji), a szczęśliwcy posiadający aktywną subskrypcję PlayStation Plus mogli nabyć ją w ramach abonamentu. Sam skorzystałem z tej opcji, by wreszcie nadrobić zaległości. Nigdy wcześniej nie wsiąkłem na dłużej, albowiem odstraszał mnie poziom optymalizacji tytułu na PlayStation 4. Cóż, niestety moja wysłużona konsola miała niemały problem z dynamiką walk i fruwającymi elementami otoczenia. Mogłem liczyć klatki… Na palcach jednej ręki.

Niemniej, PS5 miał radzić sobie znacznie lepiej – co więcej dostaliśmy przecież dwa obszerne DLC, które wydano do tej pory. Jak więc wyszło? To postaram się Wam nieco rozjaśnić w recenzji, choć już na tym etapie mogę zdradzić, że Remedy Entertainment zrobiło kawał dobrej roboty. Control Ultimate Edition pod wieloma względami naprawdę robi wrażenie – choć nie jest bez rys.

Control Ultimate Edition – to samo, ale lepiej

Opisanie fabuły w tym tytule to nie lada wyzwanie. Wynika to z faktu, iż sama w sobie jest dość nietuzinkowa, a spłycenie jej do „walk z enigmatycznymi siłami nie z tego świata” byłoby nieco uwłaczające. Początkowo wiemy naprawdę niewiele, a można nawet odnieść wrażenie, że zostaliśmy wrzuceni w sam środek akcji piątej odsłony jakiejś filmowej sagi. I to takiej, za którą stoi Christopher Nolan.  Z czasem wszystkie puzzle lądują jednak na swoim miejscu - po nitce do kłębka. 

Control Ultimate Edition - Jesse

Mimo tego nie ma chyba większego sensu, abym rozwodził się nad samym wątkiem fabularnym gry. Recenzowana wersja nie przynosi w tym aspekcie zupełnie nic nowego, a jak wspomniałem we wstępie, o podstawowej odsłonie napisano już nawet eseje, które wyjaśniały, o czym tak właściwie dzieło Remedy Entertainment opowiada. Nie dostajemy tu zupełnie żadnych zmian– akcja toczy się tak samo, jak miało to miejsce wcześniej.

Czego by jednak nie napisać, nazwanie gry „Control Ultimate Edition” zobowiązuje! Jak to bywa w takich przypadkach, dorzucono nam dwa kolosalne rozszerzenia fabularne. Pierwszym z nich jest oczywiście The Foundation, które debiutowało w marcu 2020 – drugim bardzo wyczekiwany AWE (łączące wątki z Alan Wake), które pojawiło się pod koniec sierpnia tego samego roku. Oba trzymają wysoki poziom i zdecydowanie warto je sprawdzić przy okazji ogrywania recenzowanego tytułu. W końcu jeśli już są, to nie wypada odpuścić. Gwarantuję, że trzymają poziom podstawki.

Jak Control Ultimate Edition działa na PS5?

Inną ważną sprawą jest to, jak ulepszona wersja sprawdza się na nowej generacji konsol. No i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jest bardzo dobrze. I w gruncie rzeczy stanowi to jedyne akceptowalne rozwiązanie – mówimy przecież o grze z 2019 roku (widać to choćby po mimice postaci)! Gdyby jej podrasowana wersja nie funkcjonowała na next-genach jak należy, moglibyśmy mówić o sporej wpadce. A na to Remedy Entertainment nie może sobie pozwolić.

Control Ultimate Edition - Na straży brata

Na szczęście twórcy nie muszą się tym martwić. Do dyspozycji dostajemy Tryb Wydajnościowy i Tryb Graficzny. Ten pierwszy umożliwia nam obcowanie z onirycznym światem w 60 klatkach na sekundę i bez zbędnych wodotrysków, a drugi zmniejsza liczbę FPS-ów o połowę, gwarantując nam w zamian mocne doznania wizualne z naprawdę dobrze zaimplementowanym ray tracingiem. Wybór w gruncie rzeczy należy do Was i zależy od tego, co jest dla Was priorytetem.

Osobiście postawiłem na lepszą grafikę i nie żałuję (choć oczywiście zmiany mógłbym dokonać w każdym momencie rozgrywki). Te obiecane 30 klatek rzeczywiście nie spada. Jest naprawdę stabilnie, a nawet walki z tabunami przeciwników nie są w stanie tego zmienić. Właściwie jedyne momenty, gdzie widziałem ustępstwo względem sześćdziesięciu, to bieg sprintem Jesse. Tu czasem wyglądało to dość nienaturalne (choć sama symulacja biegu nigdy nie wyglądała wybitnie).

DualSense to nowa jakość

I choć płynność sprawia, że tytuł wreszcie chodzi na konsolach tak, jak powinien od zawsze, to bynajmniej nie ten aspekt jest największą innowacją. Nie jest nią też ray tracing ani wprowadzenie trybów funkcjonowania gry. Dla mnie jest to bez wątpienia skorzystanie z możliwości, jakie oferuje nowy kontroler do PlayStation 5. Odkąd zagrałem w Astro's Playroom, zachwycam się tym, co oddało w nasze ręce Sony. I tu mogę ponownie czerpać z pada masę radości.

Control Ultimate Edition - walka

Po pierwsze wibracje działają genialnie. Czuć powierzchnię, po jakiej się poruszamy, a ataki naszych przeciwników zdają się oddziaływać nie tylko na Jesse, ale także na nas. Robotę robią również adaptacyjne spusty – praktycznie każdy rodzaj broni palnej ma swój własny stopień blokady oraz styl użycia. Już w podstawowej wersji gry dało się odczuć różnicę między nimi, ale w recenzowanym w Control Ultimate Edition zostało to jeszcze bardziej podkreślone.

Jasne, zdaję sobie sprawę, że dla wielu może brzmieć to wyłącznie jak ciekawostka i swego rodzaju zbędny dodatek. Zapewniam jednak, że to naprawdę sprawia, że samo „czucie gry” wchodzi na inny poziom. Powszechnie wiadomo, że im większą liczbą zmysłów coś absorbujemy, tym lepszą immersję potrafimy osiągnąć. Tu właśnie temu to służy. Można się dosłownie zatopić w gęstym jak smoła klimacie i wciągnąć po uszy. Historia w takiej skali potrafi wymęczyć, choć wyłącznie w pozytywnym znaczeniu.

Reasumując

Jest naprawdę dobrze. Oczywiście nie dostajemy w tym przypadku prawie nic nowego, a zapłacenie pełnej sumy, gdy przeszło się wcześniej Control, można porównać do zagrywki ze strony Insomniac Games (tej w kwestii Spider-Mana). Całość chodzi rzeczywiście lepiej, odbiór jest przyjemniejszy, a płynność w połączeniu z możliwościami, które oferuje kontroler, sprawiają, że immersja rośnie kilkukrotnie (co w przypadku tego typu tytułów ma kolosalne znaczenie).

Control Ultimate Edition - światło

I gdyby nie pewne ustępstwa graficzne w modelach postaci i otoczenia (w końcu mówimy o grze z poprzedniej generacji) można by pomyśleć, iż dostaliśmy produkt skrojony od początku pod Xboksy Series X oraz PlayStation 5.Jeśli więc macie możliwość zassania recenzowanego Control Ultimate Edition z PlayStation Plus – nie wahajcie się nawet przez moment. Gwarantuję, że nie odczujecie zawodu.

Zdecydowanie warto dać szansę, albowiem tak rozbudowane gry, które skondensowano do kilkunastu godzin, to dziś nisza. Jeżeli brakuje Wam jakościowych projektów, które będą w stanie ostro rozruszać Wasze szare komórki, a dodatkowo pokażą możliwości DualSense – bierzcie koniecznie! Jesse wraca w wysokiej formie i pozwala się z nią utożsamić jak nigdy wcześniej.