Już po samym tytule dzisiejszej recenzji wywnioskować możecie, że Bungie nie do końca spełniło pokładane w nim nadzieje, a Destiny 2 jestem w pełni next-genowym doświadczeniem na jakie czekaliśmy, o czym postanowiliśmy opowiedzieć Wam w większych szczegółach.

4K w 120 klatkach na sekundę

Obaj producenci konsol nowej generacji chwalą się tym, że ich sprzęty są w stanie odpalić wiele gier nie tylko w 4K i 60 klatkach na sekundę, ale nawet przy 120 ramkach, co było do tej pory niedostępne nawet na rozszerzonych wersjach PS4 i Xbox One. Bungie w next-genowej wersji Destiny 2 zadbało o to, abyśmy i tu mogli zabawić się w takich warunkach, aczkolwiek wyłącznie w trybie Crucible, czyli bezpośrednich walkach PVP na małych arenach. Jako jedyny tryb rozgrywki z takimi ustawieniami jest to atrakcja w sumie tylko dla wybranych - tych co mają odpowiedni telewizor i tych, którzy lubują się w kompetytywnej rozgrywce w Destiny 2. 

Na szczęście każdy z nas odczuje znaczną różnicę względem starszych konsol, albowiem kosmiczny shooter na PS5 i Xbox Series X/S jest pierwszą konsolową wersją śmigającą w pełnych 60 fpsach, co jest naprawdę bardzo przyjemnym ulepszeniem. W bezpośrednim porównaniu jakie przygotowałem w ramach testów gołym okiem widać, że Destiny 2 na PlayStation 5 ma znacznie wyraźniejszy obraz niż ten na PS4, co tyczy się głównie samej rozdzielczości wyświetlania, albowiem tekstury i modele nie przeszły absolutnie żadnego liftingu, co jest trochę rozczarowujące.

Zarówno na swoim PS4 jak i PS5 odpaliłem pierwszą misję Tytanem, gdzie w dokładnie takich samych punktach robiłem screenshoty, jakie możecie zobaczyć w naszej galerii - fotki z obu sprzętów są odpowiednio podpisane. Zmianą jaką jednak najbardziej docenicie przy przesiadce na next-gena, jest zupełnie nowe oświetlenie scen. Te są bardziej naturalne, dużo jaśniejsze, a wolumetryczne promienie światła rozchodzą się bardziej zauważalnie, co daje bardzo fajny efekt i pozytywnie wpływa na klimat zwiedzanych lokacji.

Next-genowe wrażenia, a po co to komu?

Niestety to są już wszystkie z wizualnych usprawnień jakie zobaczymy podczas zabawy w Destiny 2 na PlayStation 5 - no, dodać można jeszcze powiększone FOV do 105 punktów, ale to nie jest jakaś drastycznie wielka modyfikacja. Dużo większe oczekiwania względem produkcji Bungie miałem jednak w kwestii tego, jak gra wykorzysta bajeranckie możliwości pada DualSense, bo ten potrafią naprawdę bardzo mocno wpłynąć na zabawę i płynącą z niej frajdę. Nie uwierzycie jakież było moje rozczarowanie gdy zrozumiałem, że Bungie absolutnie totalnie i perfidnie olało temat. 

Na początku nie byłem pewien, czy czegoś nie skopałem i nie pobrałem wersji na PS4 zamiast tej nowej, ale po wejściu w ustawienia wszystko się zgadzało. Okazuje się bowiem, że Destiny 2 w ogóle nie wykorzystuje haptycznych wibracji następcy DualShocka, ani w żaden sposób nie wspiera adaptacyjnych triggerów L2 i R2, co w swój mizerny sposób robi nawet Fortnite! Na domiar złego gra w żaden sposób nie jest zintegrowana z systemem PlayStation 5, przez co nie możemy z poziomu menu konsoli wejść w odpowiedni tryb zabawy ani nawet wskoczyć od razu do Wieży. 

Przy takim budżecie jakim dysponują deweloperzy i swojej popularności, naprawdę mogliby postarać się o implementację takowych drobiazgów, bo to naprawdę nie jest dużo roboty - sam wiem po tym, jak opracowywałem wsparcie DualShocka 4 w innej grze.

Reasumując Destiny 2 to wciąż rewelacyjna produkcja, ale no trzeba sobie szczerze powiedzieć, że Bungie przygotowało jej next-genową wersję na kolanie i bez żadnego pomysłu, za co nowe D2 otrzymuje znacznie niższą ocenę niż jego past-genowy odpowiednik. Właśnie za tak słabe wsparcie nowej generacji.