Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 09.11.2020
DualSense – recenzja sprzętu. PS5 otrzymało prawdziwy „game changer”
3313V

DualSense – recenzja sprzętu. PS5 otrzymało prawdziwy „game changer”

Kwietniowa prezentacja DualSense zaskoczyła świat. Sony porzuciło koncepcję DualShocków i zaproponowało zupełnie odświeżone urządzenie, którego wygląd od początku robił ogromne wrażenie. Tymczasem to potencjał i możliwości pada miały być prawdziwą rewolucją. Jaki jest kontroler do PS5? Zapraszamy na recenzję DualSense.

Sony miało duży problem z promowaniem PlayStation 5, ponieważ chciało, by gracze mogli doświadczyć nowej generacji. Sytuacja na świecie sprawiła, że korporacja nie mogła powtórzyć działań znanych z promocji PlayStation 4, kiedy to na dwa tygodnie przed premierą, na całym świecie odbywały się publiczne prezentacje PS4. Gracze mogli usiąść na wygodnej kanapie i sprawdzić nową konsolę. Jestem przekonany, że w 2020 roku Sony miało plan na powrót do cieszących się pozytywnymi reakcjami eventów, ale pandemia pokrzyżowała wszystkie plany. W konsekwencji kolejni deweloperzy próbowali nas przekonać, jaką rewolucję zwiastuje DualSense, jednak żadne słowa nie przekażą, co tak naprawdę oferuje ten pad. Japończycy zapewnili game changer, który zupełnie odświeża rozgrywkę.

Sony od lat rozwijało kolejne DualShocki, wprowadzając mniejsze lub większe ulepszenia, natomiast PlayStation 5 zostało wyposażone w DualSense , w przypadku którego od początku podkreślano, że tym razem dokonano czegoś więcej, niż tylko prostego odświeżenia. Zmianie uległa nazwa, wygląd, dorzucono innowacyjne funkcje – tutaj wszystko ma pokazać, że nadeszła nowa generacja. Czy tak jest naprawdę i czy inżynierowie zadbali o każdy drobny detal? Przeczytajcie naszą recenzję pada.

DualSense i wygląd. Sony zostawia przeszłość daleko w tyle

DualSense PS5 - recenzja - przód kontrolera

Japończycy odświeżyli wygląd pada, pozostawiając najważniejsze cechy jego poprzedników. To nadal synchroniczny kontroler (dwa analogi znajdują się na dole), po lewej stronie umieszczony jest czteroczęściowy d-pad, po prawej znajdziemy przyciski funkcyjne (trójkąt, kółko, krzyżyk, kwadrat), a pomiędzy analogami znajduje się przycisk PlayStation (teraz wycięty znak, wcześniej okrągły przycisk). Odrobinę wyżej wylądował głośnik (obecnie dwa rzędy okrągłych otworów, wcześniej trzy), jednak poniżej dostrzeżemy już nowy element – przycisk z diodą pozwalający szybko wyciszyć mikrofon. Zainstalowany został także wbudowany mikrofon, który znajduje się pod wspomnianym klawiszem – jest to w zasadzie mała kropka.

Kolejne zmiany są dostrzegalne gołym okiem – wcześniej cała bryła była przygotowana z jednego elementu (tylko na gripach czuło się odmienną strukturę), teraz można powiedzieć, że lewy bok, prawy bok, panel dotykowy i środek to cztery osobne strefy. Czarną część można łatwo wyciągnąć, co pozwala sądzić, że w pewnym momencie Sony zajmie się oferowaniem zamiennych elementów do kontrolera (podobnie jak paneli do PS5). Obok gładzika znajdziemy jeszcze Create (wcześniej Share) oraz Options – choć warto zauważyć, że oba przyciski są ustawione lekko do boku (z linią panelu) oraz są minimalnie bardziej wystające, więc łatwiej je kliknąć, nie spoglądając na pada.

Istotnym elementem recenzowanego DualSense są analogi, które są identyczne jak te znane DualShocka 4. Ponownie na ich zewnętrznej stronie znalazła się chropowata powierzchnia i choć wpływa ona pozytywnie na kontrolę, to jednak zbiera najdrobniejsze okruchy i szybko się brudzi. Po raz kolejny do kontrolera możemy podłączyć słuchawki (3,5mm), ale ze względu na zmianę portów (teraz USB-C) musimy zadbać o nową ładowarkę.

DualSense zmienia kilka kluczowych detali

DualSense PS5 - recenzja - prawy góry bok

Inżynierowie Sony znacząco odświeżyli L1/R1 i L2/R2 – te pierwsze są aktualnie znacznie większe, łatwiej w nie kliknąć, natomiast triggery są szersze i ze względu na lekkie wyprofilowanie, lepiej leżą pod palcami. W tym miejscu muszę na pewno podkreślić jeden istotny szczegół: DualSense otrzymał poprawione L2 i R2, które są odporne na przypadkowe kliknięcia, gdy urządzenie leży chociażby na kanapie i ktoś lekko je dotknie. Przyblokowano mechanizm, więc nie musicie się martwić o mimowolne reakcje.

Omawiając wygląd DualSense muszę wspomnieć o tyle urządzenia – także i tym razem Sony nie zdecydowało się na dorzucenie dodatkowych przycisków (te pewnie przyjdą z czasem w formie nakładki), ale zastosowano ciekawy pomysł. Na obu gripach umieszczono wyraźną pod palcem strukturę, która po dużym przybliżeniu potwierdza szereg przecieków dotyczących sprzętu – inżynierowie nie zdecydowali się na zwykłe wypustki, a wykorzystali ikoniczne znaki PlayStation (trójkąt, kółko, krzyżyk, kwadrat), które powinny poprawiać przyczepność ręki na urządzeniu, choć jest to półśrodek. Pomysł jest wprost wyśmienity, ale detal jest zbyt drobny, by rzeczywiście zapewnić odpowiednie wrażenia podczas rozgrywki, a jednocześnie wystarczająco duży, by kontroler się szybko brudził. Druga niedogodność związana jest także z białym kolorem urządzenia. W moim odczuciu Japończycy powinni zaoferować nieco bardziej wyczuwalną, większą strukturę, której fakturę dostrzeglibyśmy bez konkretnego przybliżenia i zapewniałaby znacznie lepszą przyczepność.

Tym razem kontroler został pozbawiony wielkiego, świecącego panelu, ale tuż obok gładzika znalazła się przyjemna poświata – jej kolor zmienia się w zależności od sytuacji na ekranie. Dodatkowo, nad przyciskiem PlayStation wylądowały jeszcze małe diody, które sygnalizują podłączonego gracza – przykładowo trzeci zawodnik widzi trzy lampki.

DualSense zapewnia nowe uczucia. Sony dopracowało bryłę

DualSense PS5 - recenzja - nowy grip

Na przestrzeni poprzedniej generacji japoński gigant branży nie zapewnił graczom własnego pro-pada, ale śmiało udzielał licencji na przygotowanie nowych urządzeń przez firmy zewnętrzne. Z tego powodu od miesięcy nie grałem na DualShocku 4, który w moim odczuciu nie był najbardziej wygodną maszyną na rynku. Inaczej jest z DualSense, ponieważ pad ma wyraźnie grubsze gripy – od zewnętrznej strony kontroler jest mocniej zaokrąglony, co wpływa pozytywnie na ułożenie palców wskazujących, natomiast od wewnątrz obie rączki zostały wyprofilowane, by palce idealnie odnajdowały się na właściwym miejscu. Same gripy nie są teraz wykończone okrągłym elementem, gdzie obecnie zdecydowano się na wyraźnie zaakcentowanie ścięcia.

Chcąc być jednak bardziej dokładnym DualSense mierzy około: 160 mm x 66 mm x 106 mm, za to DualShock 4 charakteryzuje się następującymi rozmiarami 162 x 52 x 98 mm (szerokość x wysokość x głębokość). Choć na papierze zmiany mogą wydawać się minimalne, to jednak nie będzie przesadą, gdy powiem, że DualShock 4 przy DualSense wygląda niczym zabawka i oferuje przestarzały komfort użytkowania. Nowy pad fantastycznie leży w dłoniach, świetnie je wypełniając, a sama bryła jest dopracowana i nie pojawiają się w niej luźne elementy. Urządzenie jest również cięższe (280 g) względem poprzednika (210 g), co moim zdaniem pozytywnie wpływa na doświadczenie. Projektanci znacznie lepiej go wyważyli, dzięki czemu urządzenie o wiele wygodniej leży w dłoniach.

Muszę jednak zaznaczyć, że recenzowany DualSense nie stanowi całkowitego odstępstwa od wcześniejszej propozycji. Przyciski funkcyjne posiadają identyczny moment aktywacji względem poprzedniej generacji, a d-pad oferuje takie samo doświadczenie. Sony mogłoby poprawić krzyżak, bo jak wiadomo na rynku znajdują się już pady z wyraźniejszym kliknięciem, co pozytywnie wpływa na rozgrywkę, jednak ten zastosowany nie jest najgorszy. Pomimo odświeżenia znacznej części urządzenia i wprowadzenia kilku nowości, inżynierowie wykorzystali wiele znanych elementów poprzednika DualSense.

DualSense oferuje nowy rodzaj doświadczenia

DualSense PS5 - recenzja - przyciski funkcyjne z podświetleniem

Wygląd i dopracowane wykonanie w recenzowanym DualSense to podstawa. Już w tym wypadku urządzenie wypada o klasę wyżej od DualShocka 4, a dzięki nowoczesnym funkcjom poprzeczka podniesiona zostaje jeszcze wyżej, od początku oferując poczucie nowej generacji.

Żaden tekst, najładniejsze zdjęcie lub dopracowany film nie przekazują doświadczenia płynącego z rozgrywki na DualSense. Sony zdając sobie sprawę, że walka o coraz to piękniejsze lokacje oraz płynniejszą animację jest podstawą, postanowiło zaoferować next-genowe wrażenia za sprawą kontrolera. Inżynierowie zadbali o haptyczne wibracje, dzięki którym na całej przestrzeni pada wyczujemy zróżnicowane drgania – mogą być one lekkie, ale również bardzo wyraźne. Drugim wyraźnym odświeżeniem są adaptacyjne triggery: w tym wypadku L2 i R2 mogą zostać w odpowiednio zablokowane przez deweloperów. Skuteczne zastosowanie nowych możliwości w rozgrywce przenosi nasze doświadczenie na zupełnie inny poziom, czego tak naprawdę nie oddają słowa.

Fantastycznie sprawdza się Astro's Playroom, w którym deweloperzy wykorzystali wszystkie możliwości pada – tutaj przedzierając się postacią po szkle, usłyszymy wydobywające się ze sprzętu odgłosy metalu uderzającego o potłuczony surowiec, jednocześnie charakterystyczne wibracje "rozpoczną swój taniec". Wyciągając z ziemi kabel, czujemy jak jego moc przechodzi z jednej do drugiej strony kontrolera. Innym razem, w deszczowej krainie odczujemy każdą kroplę wody odbijającą się od pada. Twórcy pozwolili nam także sprawdzić zabawę łukiem – podczas naciągania cięciwy, przycisk jest nie tylko zablokowany i bardzo trudno go wcisnąć, ale w dodatku cały drży. W nowym Spider-Manie wszystkie elektryczne ataki Milesa Morales są prezentowane właśnie poprzez wibracje, które rozchodzą się po całym kontrolerze. Twórcy kapitalnie dopracowali efekt, dając poczucie, że energia tkwi w urządzeniu i przez nie przechodzi.

Szczerze mówiąc, dawno nie czułem takiej radości ze zwykłej gry. Za sprawą DualSense PlayStation 5 oferuje całkowicie nowatorskie wrażenia – i napisze Wam to ktoś, kto przed złapaniem pada w dłonie sporo o nim czytał, nie wierząc, że inżynierowie mogli zapewnić aż tak diametralną różnicę. Zmiana w rozgrywce jest szokująco duża – do tego stopnia, że zacząłem bardzo intensywnie sprawdzać, jakie produkcje w przyszłości zapewnią wsparcie kontrolera. To prawdziwy game changer, którego trzeba doświadczyć.

DualSense od początku oferuje coś nowego

DualSense PS5 - recenzja - urządzenie z boku - dwa analogi

Już pierwsze gry pokazują, że deweloperzy otrzymają od Sony wyjątkowe narzędzie, które przy wdrożeniu kilku pomysłów może zapewnić niecodzienne przeżycia. Muszę jednak zaznaczyć, że wiele w tym wypadku zależy od twórców gier, bowiem gdy produkcja nie posiada odpowiedniego wsparcia, nie odczujemy jakichkolwiek rewelacji, za to wielki, niewykorzystany potencjał. Mam wrażenie, że programiści muszą nauczyć się umiejętnie i pomysłowo wykorzystywać pad Sony, który ma wszystko, by zapewnić next-genowe wrażenia, ale musi być uwzględniany w projektach ekip deweloperskich.

I tutaj pojawia się kluczowe pytanie – jak długo deweloperzy będą wspierać nowe funkcje? Jak wiadomo, to nie pierwszy kontroler Japończyków, który oferuje "nowości”, ale często o dodatkach zapomina się już po kilku miesiącach. Wierzę jednak, że tym razem będzie inaczej, ponieważ DualSense ma ogromny potencjał i na tym sprzęcie chce się po prostu grać.

Co więcej, Sony zadbało o zastosowanie mikrofonu, który jest nie tylko wykorzystywany w grach (w Astro's Playroom musimy w niego dmuchać, by wytworzyć ruch powietrza na ekranie), ale pozwala także rozmawiać ze znajomymi bez korzystania z zewnętrznego mikrofonu. Propozycja działa poprawnie, ale nie zastąpi porządnego majka, który możemy znaleźć w dopracowanych headsetach. Sprzęt łatwo wyłapuje dźwięki zewnętrzne i choć nie ma problemów z identyfikacją gracza, a moje słowa były dobrze słyszane, to jednak odbierał także dla przykładu klikanie w klawiaturę lub biegające obok dziecko.

Te wszystkie next-genowe dodatki mocno wpływają na czas pracy kontrolera. Nie jest tajemnicą, że DualSense otrzymał większy akumulator (1560 mAh vs 1000 mAh), jednak nie oznacza to, że możemy liczyć na gigantyczny progres względem DualShocka 4. Aktualnie najdłużej udało mi się grać na jednym ładowaniu 12 godzin, natomiast najkrócej odrobinę ponad 7 godzin. Wszystko zależy jak często wykorzystujemy nowe funkcje pada, które jak mogliśmy się spodziewać, skracają czas rozgrywki.

DualSense to next-genowe doświadczenie

DualSense PS5 - recenzja - lewy góry bok i pokaz pada

Sony rozpoczęło nową generację od kilku wciągających gier, tymczasem możemy liczyć na kolejny poziom oprawy, który wgniecie graczy w fotele. Jest za wcześnie, by mówić o takich wrażeniach, ale już teraz PlayStation 5 oferuje poczucie next-genowości, które zostało ukryte w kontrolerze DualSense. Recenzowany pad jest gigantycznym powiewem świeżości, a jeśli jest dobrze wykorzystywany – i pozwala z dużą ciekawością patrzeć na nowe konsole.

Czy deweloperzy w umiejętnie wykorzystają haptyczne wibracje i adaptacyjne triggery? To jest w zasadzie najtrudniejsze pytanie. Jeśli Sony zadba o odpowiednie współprace, dzięki którym gracze będą dalej mogli poczuć gry, to PS5 będzie miało w ręce asa. Nie zdziwię się, gdy część fanów elektronicznej rozgrywki, mając do dyspozycji multiplatformowe produkcje, będzie sięgać po wydania na PlayStation 5 – właśnie z powodu DualSense.

To jednak melodia niepewnej przyszłości. Na start nowej generacji miejcie świadomość jednego: DualSense to najlepszy kontroler w historii PlayStation.

Tagi: dualsense playstation 5 PS5 Sony