Kajetan Węsierski Kajetan Węsierski 16.10.2020
W czym tkwi siła exclusive’ów PlayStation? Sony potrafi oczarować graczy
2461V

W czym tkwi siła exclusive’ów PlayStation? Sony potrafi oczarować graczy

W dobie, gdy Sony zdaje się zaliczać marketingową wtopę za wtopą, jest aspekt, który może uratować im dobry wydźwięk generacji. Chodzi oczywiście o gry na wyłączność, którymi zawsze świecili. Skąd ich fenomen? Postanowiłem zastanowić się nad tym w poniższym tekście. 

Jeśli śledzicie moje teksty, to wiecie pewnie, że choć do premiery nowych konsol zostało około miesiąca, to wciąż biję się z myślami, w którą z nich zainwestować najpierw. Z jednej strony stoi Microsoft ze swoim Xboksem Series X. Zieloni zdają się słuchać graczy, wychodzić im naprzeciw i wiele wskazuje na to, że zamierzają z przytupem zacząć tę generację. Po drugiej stronie jest natomiast Sony…

Dokładnie to Sony, które tak bardzo strzela sobie w kolana kolejnymi decyzjami. Firma, która swoimi wyborami i ogłoszeniami jest bliższa początkom nieudanego PlayStation 3, niż PlayStation 4, którym zmiażdżono ósmą generację. Cały czas mają jednak jedną rzecz, która ciągnie mnie za rękę na niebieską stronę. Mowa oczywiście o tytułach na wyłączność, które praktycznie za każdym razem trzymają świetny, wysoki poziom. 

Studia Sony wiedzą, czego potrzebują gracze

Cała magia tkwi w studiach first-party, które wchodzą w skład Sony Interactive Entertainment World Studios. Są tam przecież tam mocne ekipy jak Naughty Dog, Santa Monica Studio, Sucker Punch Productions, Insomniac Games, Guerrilla, Bend i sporo więcej. Każde z nich nie tylko ma w portfolio jakiś głośny tytuł, ale zazwyczaj cały cykl takich, które skradły serca graczy. 

PlayStation gry na wyłączność

Ich twórcy doskonale wiedzą, czego potrzebują fani. Odpowiadają na prośby i bardzo szybko dostosowują się do zmiennego charakteru rynku. Fani chcą czegoś bardziej realistycznego z nutką przygody? Nie ma problemu! Może nieco fantasy, ale wciąż z filmowymi doświadczeniami? Proszę bardzo! A gdyby tak amorficzni bohaterowie i masa zwariowanych światów? Jak na zawołanie! Szybkie badanie rynku, pomysł, projekt i voila! Hicior wysmażony. 

Stawianie na sprawdzone marki 

Świetnie sprawdza się w tym wszystkim stawianie na marki, które doskonale znane są fanom popkultury - zarówno chwytając się gier, jak i filmów, seriali czy książek. Wśród największych hitów od Sony na PlayStation 4 lwia część była w pewnym sensie „kontynuacją” bądź „adaptacją”. Dostaliśmy czwartą część Uncharted, drugą odsłonę The Last of Us, historię o nieumarłych/zakażonych, nowe przygody Kratosa i choćby Spider-Mana. Wszystko to wielbiciele kultury znają aż za dobrze. 

I doskonale widać, że praktyka ta się zdaje test, bo bez dwóch zdań będzie kontynuowana. Już teraz wiemy, że pojawi się kolejny Spider-Man, następny God of War i Horizon Forbidden West. Nie zdziwię się też, jeśli na PlayStation 5 pojawi się jakiś spin-off The Last of Us oraz nowa odsłona Uncharted. Uwielbiamy te światy, znamy bohaterów i to świetnie przyciąga. To jak kolejne sezony genialnego serialu. 

Spider-Man: Miles Morales

Piękne, olśniewające światy

Kolejnym magnetycznym aspektem są światy, jakie proponują nam studia Sony. Z całym szacunkiem dla gier od Microsoftu, ale w dużej ich liczbie po prostu brakuje mi podobnych wrażeń. Jeżdżenie motocyklem w Days Gone, zwiedzanie konno futurystyczno-antycznego terenu Horizon Zero Dawn, albo spokojne przechadzanie się po Cuszimie… To są przyjemności same w sobie. 

Mapy zachęcają do ich eksplorowania swoim pięknem i różnorodnością. Można udać się wszędzie i zazwyczaj coś tam znajdziemy. W projektowaniu widać kolosalną pieczołowitość. Światy oddane w nasze ręce zdają się oszlifowane do perfekcji. Nawet w miejscach, gdzie gracz pozornie nie powinien się udać, wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Te tereny po prostu żyją, co sprawia, że same gry również.

Horizon Forbidden West

Oczywiście dużym plusem w tym przypadku jest warstwa wizualna, która wręcz zachwyca. Tryb fotograficzny nie byłby tak świetny, gdyby nie piękno lokacji. Wystarczy przejrzeć Internet i zobaczyć, jak cudownie prezentują się zdjęcia robione przez graczy, którzy mieli przyjemność obcować z uniwersami w tych zjawiskowych tytułach. Miód dla oczu. 

Iście kinowe doznania 

Nieodłącznym elementem gier spod bandery Sony są bardzo długie sceny „przerywnikowe”. Cóż, znam ludzi, którym to po prostu przeszkadza - chcą grać i tyle. Wiele studiów SIE dąży jednak do tego, aby ich projekty były czymś więcej i w pewnym sensie wykraczały poza ramy samej rozgrywki. Zmierza się do filmowości, albowiem doskonale wpływa to na realizm, którego tak często poszukujemy dziś w naszym hobby. PlayStation to zapewnia. 

Co ciekawe, wszystkie te sceny, rodem z wysokobudżetowych produkcji kinowych, nie są robione na odpiernicz, albo dla sztucznego wydłużenia długości gry. Każda z nich ma znaczenie, a dzięki rozwojowi technologii, emocje słyszymy nie tylko w głowie, ale widzimy również w zachowaniu naszych bohaterów. Obserwujcie choćby mimikę postaci w The Last of Us Part II od Naughty Dog. Przekaz niewerbalny wybrzmiewa tam niezwykle mocno i dosadnie. Czasem gra jest dziś nawet przerwą od filmu (najprostszym przykładem jest ostatni czasowy ex, a więc Death Stranding od Hideo Kojimy).

The Last of Us 2

Gry, o których chce się dyskutować 

Aby o grze było głośno, musi się o niej mówić. Napędzanie sprzedaży to jedno, a drugie to gracze, którzy wymieniają się między sobą poglądami. Dlatego tak istotne dla Sony jest to, aby kolejne projekty wydawane na PlayStation poruszały jakieś ważne elementy. Czasem kontrowersyjne (The Last of Us), innym razem nieco mniej (Uncharted) - zawsze jednak znaczące i takie, o których można pisać całe elaboraty. 

Jest to doskonała taktyka, o której wiele osób zapomina. Często można przegiąć nie w tę stronę i sprawić, że gra okryje się niesławą. Tu wszystko jest natomiast idealnie wymierzone i szyte na miarę. Zauważcie, jak długo rozmawiało się choćby o Ghost of Tsushima - sam napisałem dwa teksty, które były zaledwie podmurówką dla wydarzeń przedstawionych w projekcie od Sucker Punch. 

Zamykając tekst w swoistą klamrę, muszę napisać na koniec, że nie mam wątpliwości, iż Sony potrafi oczarować. Po wtopach, które zalicza ostatnio raz za razem, tylko mocne tytuły na wyłączność dla PlayStation 5 mogą uratować sytuację. One mają naprawdę dużą siłę i bez dwóch zdań są w stanie przechylić szalę na drugą stronę. To bardzo skuteczna broń, którą po prostu trzeba kolejny raz bezbłędnie wykorzystać. 

Tagi: Naughty Dog Sony Interactive Entertainment The Last of Us Part II