Igor Chrzanowski Igor Chrzanowski 30.08.2020
Konsole najlepiej zabezpieczone przed piractwem
2623V

Konsole najlepiej zabezpieczone przed piractwem

Piractwo na konsolach w dzisiejszych czasach praktycznie nie istnieje i zostało sprowadzone do mikroskopijnej niszy robiącej to dla czystej zabawy i rywalizacji. Które konsole przyczyniły się do takiego obrotu spraw?

Czasy w których konsole były piracone zaledwie kilka tygodni po wypuszczeniu na rynek już dawno przeminęły i aby naprawdę bawić się w granie na przerobionym sprzęcie trzeba się sporo namęczyć - a przynajmniej w porównaniu do tego co widzieliśmy na piątej i szóstej generacji sprzętu. Dziś walka o złamanie systemu konsoli trwa niekiedy nawet i całe lata, a i tak nie jest to pełen sukces gwarantujący rozpowszechnienie się piractwa tak jak te 15 lat temu.

Niehakowalna konsola

Sony z wielką dumą ogłosiło, że PlayStation 3 jest tak dobrze zabezpieczone, że jego złamanie jest praktycznie niemożliwe i samo nawet rzuciło hakerom rękawice, wyzywając ich na otwartą batalię. Microsoft po porażce Xboksa wiedział, że musi zrobić coś, aby Xbox 360 wytrwał dłużej i pomimo wielu starań, druga konsola Amerykanów padła tak prędko, że z miejsca stała się idealnym next-genowym zamiennikiem dla piratów. Wszakże jedyne co było wtedy potrzebne to instalacja odpowiedniego programu z pendrive'a, co nie było wymagające nawet dla laików.

PlayStation 3 zaś wytrwało "nietknięte" przez ponad 4 lata i od premiery w 2006 roku było bezpieczne aż do 2010 roku, kiedy to w deweloperzy nielegalnego oprogramowania odkryli, że najlepszym sposobem na złamanie "czarnuli" jest jedna z jej flagowych funkcji - Linux. Gdy scena homebrew zorientowała się, że poprzez Linuksa można dostać się do oryginalnego systemu konsoli, a nawet do jego najgłębszych tajemnic, rozpoczęła się prawdziwa zabawa w przerabianie PS3 na wielofunkcyjny komputer osobisty.

Sony w obawie przed rozpowszechnieniem się tej metody wprowadziło aktualizację blokującą instalację Linuksa czy jakiegokolwiek innego systemu na ich konsoli, przez co na powrót utrudniło sprawę posiadaczom nowszych modeli, którzy fabrycznie mieli już wgrane bezpieczne oprogramowanie. Jednakże jak to zwykle w takich przypadkach bywa, starsze modele poszły już na straty i nikt nie był w stanie powstrzymać entuzjastów przerabiania sprzętu pod własne potrzeby, takie jak emulacja, oglądanie filmów, czy dostęp do internetu.

Przerobienie Xboksa One jest "niemożliwe"?

Zanim przejdziemy do PlayStation 4, warto przyjrzeć się Xboksowi One, który jakimś cudem skutecznie oparł się pełnemu złamaniu typu jailbreak aż do dziś. A przynajmniej tak wynika z jawnych informacji dostępnych w Sieci. Sprzęt Microsoftu jest bardzo otwarty zarówno na graczy jak i deweloperów, przez co każdy z nas może sobie wejść w system konsoli i włączyć tryb deweloperski potrzebny do produkcji gier. Wydawać by się mogło zatem, że złamanie XOne będzie tylko kwestią czasu, a zdolni hakerzy po prostu przebiją się przez bariery Amerykanów jak przez masło.

Okazuje się jednak, że do dziś nie doczekaliśmy się jego pełnego zhakowania, a na dodatek wielu deweloperów po prostu twierdzi, że taka operacja jest najzwyczajniej w świecie niemożliwa. Dlaczego? System Xboksa One jest oparty na pewnej dość ciekawej metodzie weryfikacji tego, czy korzystamy w pełni z legalnego oprogramowania, a nawet tego, czy jeśli mamy legalny program, używamy go w legalny sposób. 

Dzięki temu zarówno przerobienie systemu, hakowanie w grach, czy nawet próba instalacji czegoś niestosownego na Xboksie One kończy się permanentnym banem danej jednostki z usług Microsoftu, więc równie dobrze możemy sobie z takiej konsoli zrobić zegarek albo stołek. Nawet fanowskie fora i strony poświęcone tematyce złamania XOne są już martwe i od 2018 roku nikt nie podejmuje już tego tematu, godząc się z "porażką".

Szybki sukces? Otóż nie tym razem!

Chyba wielu z nas pamięta, jak w kilka miesięcy po wyjściu PlayStation 4 na rynek, pierwsi hakerzy ogłosili, że są w stanie odpalić na konsoli Japończyków własne oprogramowanie pokroju Linuksa, czy prostych emulatorów. Wtedy większość entuzjastów sceny homebrew była pewna, że od pełnego jailbreaka dzielą nas zaledwie kolejne tygodnie czy też maksymalnie miesiące, ale w gruncie rzeczy sprawa jest przesądzona i można odtrącić zwycięstwo. W takim nastroju minęły aż nieco ponad 4 lata, albowiem do prawdziwego złamania PS4 doszło dopiero na przełomie 2017 i 2018 roku.

Jeden z bardziej znanych hakerów w branży, przedstawiający się na Twitterze jako Specter z dumą ogłosił, iż w końcu udało mu się przerobić jego PlayStation 4 z systemem w wersji 4.05 i dzięki temu może swobodnie korzystać ze sprzętu Sony jak tylko mu się podoba. Jednak doszło w tym momencie również do czegoś nieoczekiwanego, albowiem żadna z hakerskich grup nie wrzuciła do Sieci publicznej instrukcji tego, jak domowi użytkownicy mogą samodzielnie przerobić własne jednostki.

Wszystko  to w obawie przed pozwami i poważnymi konsekwencjami prawnymi, z którymi mogliby się borykać - bo o ile Sony ma złamanie PS Vity w nosie, tak o PS4 wciąż walczy jak lew. Prawdopodobnie powodem takiej decyzji hakerów była historia ich kolegów po fachu, którzy dobrali się do Tegry w Nintendo Switch i musieli ciągać się po sądach z krwiożerczym Nintendo - a jak dobrze wiemy, ojcowie Mariana nigdy nie odpuszczają, choćby mieli ścigać danych delikwentów nawet na końcu świata. Jeden z nich, który sprzedał 100 przerobionych "pstryczków" został pozwany na aż 15 milionów dolarów. 

Tak oto praktycznie zakończyła się przygoda graczy z konsumenckimi przeróbkami konsol, a w przypadku PS5 i Xbox Series X sprawa pójdzie zapewne jeszcze dalej i jedynymi osobami posiadającymi przerobione jednostki będą najwybitniejsi hakerzy na świecie, którzy zrobią to wyłącznie dla własnej frajdy.

Tagi: konsole Nintendo Switch piractwo ps3 ps4 Xbox One