Mateusz Wróbel Mateusz Wróbel 26.07.2020
Co jest grane: Far Cry New Dawn, czyli jak smakuje odgrzewany kotlet
1625V

Co jest grane: Far Cry New Dawn, czyli jak smakuje odgrzewany kotlet

Far Cry New Dawn to jedna z nowszych gier Ubisoftu. Poboczna kontynuacja Far Cry 5 to w moim odczuciu odgrzewany kotlet, którym nie warto się interesować. Dlaczego? Tego dowiecie się w rozwinięciu.

W tym tygodniu gościło u mnie wiele produkcji na ekranie. Ukończyłem debiutancki tytuł brytyjskiej ekipy Flavourworks, Erica, a także zacząłem wojenną przygodę w Call of Duty: WWII - można rzec, że był to tydzień z PS Plusem. Najwięcej czasu dostała jednak jedna z nowszych gier Ubisoftu, czyli Far Cry New Dawn.

Spin-offa nie miałem zamiaru kupować, bowiem dobrze wiedziałem, że jest on bardzo niskiej jakości. Namówił mnie na niego znajomy, z którym, o ile jest tylko taka możliwość, ogrywam dane tytuły w trybie kooperacyjnym. Tak też postąpiliśmy w przypadku „sequela” Far Cry 5. Mimo tego, że kosztował nas zaledwie 60 złotych, to i tak żałujemy wydanych, a raczej wyrzuconych w błoto pieniędzy.

Powracamy do Hope Country 

Pierwsze wrażenie, kiedy to objąłem kontrolę nad głównym bohaterem „Nowego Świtu”? Tragiczne, ponieważ odczułem wrażenie, jakby Ubisoft skopiował wszystkie, powtarzam, wszystkie lokacje z piątki, a budynki pomalował różowym sprayem. O ile przeboleję jeszcze identyczne bunkry, bo w nich niekoniecznie musiały zajść jakiekolwiek zmiany, to identyczne domki już nie. Akcja gry dzieje się 17 lat po wydarzeniach przedstawionych w pełnoprawnej odsłonie, więc raczej nikt nie wmówi mi, że przez kilkaset tygodni Hope Country zmieniło jedynie kolorystykę.

Największym problemem nie były jednak nijakie, żmudne tereny i brak klimatu, lecz cholernie nudni bohaterzy. Jeśli pokopana rodzinka Seedów nie zrobiła na Was jakiegokolwiek wrażenia, to zapewniam, że przy Mickey i Lou uśniecie, i to dosłownie. Zauważyłem, że Ubisoft chciał zrobić z sióstr przysłowiowych „badassów”, ale zamiast tego zaprojektowali lalki, przy których nie czuje się w ogóle strachu, mimo tego, że nie boją się używać broni - począwszy od pił, a skończywszy na wszelkiego rodzaju pistoletach i karabinach. 

Misje główne, podobnie jak i te opcjonalne, są nudne i powtarzalne, choć to nie powinno nikogo zdziwić po piątce. Może przytrafiło się parę zadań, w których nie strzelamy, ale można by je policzyć na palcach u jednej ręki. Zazwyczaj wszystko sprowadza się do dojścia do danej lokacji, zabiciu stacjonujących tam żołnierzy służących czarnoskórym bliźniaczkom, zabranie jakiegoś randomowego przedmiotu, i wrócenie do zleceniodawcy.

Zabrzmi to dosyć dziwnie, ale najlepiej bawiłem się przy szukaniu skarbów. Gdy tylko pojawił się znacznik na mapie podobny do diamentu, od razu razem z kolegą udawałem się na miejsce, czytałem notatkę i próbowaliśmy rozwiązać zagadkę, aby dostać się do podziemnego bunkra, w którym zawsze znaleźliśmy przydatne przedmioty - czy to tytan (potrzebny do budowy coraz to lepszych przedmiotów) czy gazety dające punkty umiejętności, które oczywiście przeznaczaliśmy na rozwój bohatera (więcej miejsca na giwery, większe sakwy na broń boczną itd). 

Ubisoft nie sądził, że ktokolwiek będzie grał w co-opie

A jak wypada sam tryb kooperacyjny? Bez nowości. Trofea nadal wpadają wyłącznie hostowi, misje są często niedostosowane pod rozgrywkę wieloosobową - najlepszym tutaj przykładem jest misja z Hurkiem, NPC-em z wyrzutnią rakiet. W trójkę dostajemy się do samochodu, oczywiście dwuosobowego, bo kto by pomyślał, że gracze Far Cry New Dawn mają znajomych. Nie doczepiłbym się do niczego, gdyby to, że w omawianej produkcji występuje system nieumożliwiający zbytniego oddalania się od sojusznika. Tak więc nie do końca wiedzieliśmy, co zrobić, aby ukończyć owe zadanie.

Przypomnieliśmy sobie, że skoro za grę odpowiada Ubisoft, to i zapewne jest możliwość wejścia na pojazd. Kumpel stał na dachu, i jak gdyby nigdy nic ostrzeliwał oponentów za pomocą swojej broni. Jechaliśmy tak około 5 minut, aż byłem zmuszony zahamować - wcisnąłem L2, a znajomy wyleciał w kosmos, i to dosłownie. Wystąpiła korozja, która postanowiła wystrzelić go do góry. Opadł po paru sekundach, a co najciekawsze, zachował pełny pasek zdrowia.

To teraz jakieś plusy

Dobra, wyżyłem się już na „Nowym Świcie”, więc teraz wspomnę o paru plusach. Jest ich mało, ale są. Pierwsze to dosyć przyjemny gameplay i optymalizacja. Strzelanie nie jest ani dobre, ani złe - brakuje mi z pewnością większego realizmu, z naciskiem na odrzut broni. Bawić się można przy stabilnych 30 klatkach na sekundę, które utrzymują się nawet przy efektach specjalnych, takich jak wybuch pojazdu przewożącego łatwopalne płyny.

Atutem Far Cry New Dawn jest także to, że fabuła jest krótka, nie przeciągana na siłę. Ogólnie mamy do wykonania 18 zadań, a każde z nich trwa około 30 minut. Jeśli więc kogoś interesuje jedynie wątek główny (a jestem pewny, że po godzinie/maksymalnie dwóch tylko na niego potencjalny odbiorca będzie patrzeć), to tytuł można ukończyć w niespełna dziesięć godzin.

Gdybym miał teraz wystawić ocenę omawianej powyżej grze, wystawiłbym 5.5/10. Ubiosft robi słabe spin-offy, ale Far Cry Primal przynajmniej czymś się wyróżniał, czego nie można powiedzieć o New Dawn, które jest po prostu pomalowaną na różowo kopią Far Cry 5. Wydaje mi się, że gdybym nie miał styczności z piątką, to najnowsza odsłona FPS-owej serii dostałaby ode mnie wyższą notę. 

Dajcie znać w sekcji komentarzy, co sądzicie o Far Cry New Dawn. Dla przypomnienia - poprzedni tydzień należał do Resident Evil VII. Moją opinię dotyczącą rzeczonej produkcji możecie przeczytać po kliknięciu tutaj.

Tagi: Far Cry New Dawn Ubisoft