Krzysiek Kalwasiński Krzysiek Kalwasiński 27.06.2020
Silent Hill - jak powinna wyglądać nowa odsłona, aby seria powróciła do łask?
928V

Silent Hill - jak powinna wyglądać nowa odsłona, aby seria powróciła do łask?

Silent Hill to jedna z najważniejszych serii jeśli chodzi o horrory w grach wideo. Zadecydowały o tym głównie 3 pierwsze odsłony, z których ostatnia pojawiła się jeszcze na poczciwym PlayStation 2. Od tamtej pory bywało różnie, z naciskiem na nie najlepiej. Zastanawiamy się więc, jak powinna wyglądać nowa odsłona, aby seria odzyskała dawny blask.

Silent Hill zadebiutowało w 1999 roku na pierwszym PlayStation i w zasadzie z miejsca wywróciło gatunek gier nastawionych na straszenie. W pierwszym zamyśle miała być nastawiona nastawiona na zarobek - Konami chciało, aby deweloperzy stworzyli produkcję, która spodoba się zachodnim odbiorcom. Zespół jednak nie za bardzo mógł sobie poradzić z wymogami, postanowiono więc, że stworzą taką grę jaką chcą. Więcej o procesie tworzenia gry możecie przeczytać w tym miejscu.

Silent Hill było i jest czymś jedynym w swoim rodzaju

Ostatecznie dostaliśmy nietypowego przedstawiciela gatunku. Trafiliśmy do zamglonego miasteczka, gdzie psychika bohatera (a przy okazji nasza) została wystawiona na ciężką próbę. Zaczyna się stosunkowo łagodnie i przede wszystkim tajemniczo, by później zamienić się w prawdziwe piekło. Niemal każdy budynek, który zwiedzamy został przedstawiony w dwóch wersjach - ta pierwsza była w miarę normalna. Kiedy trafialiśmy do "koszmarnej wersji" układ pomieszczeń ulegał niemal całkowitej zmianie. Podłoże było kratą, pod którą widać było niekończącą się ciemność. Z kolei ściany stawały się metalowe i często były pokryte czymś, co wyglądało jak krew. Nie zabrakło też mniej subtelnych szczegółów - jak chociażby zwisające z sufitu łańcuchy z kawałkami skóry nieznanych nam ofiar. W tej wersji częściej zdarzały się niewyjaśnione rzeczy. Jest jeden taki moment, kiedy słyszymy, że coś się tłucze w szafce - kiedy jednak ją otwieramy, w środku poza krwią nic nie ma. Takie rzeczy naprawdę robiły i robią wrażenie do dzisiaj, dlatego chciałbym żeby nowa odsłona miała takie szczegóły. Oczywiście podobne drobiazgi wymagają dość nieszablonowego myślenia, więc na pewno nie każdy zespół mógłby zrobić to w dobrym stylu.

Kolejną rzeczą, za którą tak bardzo cenię serię Silent Hill jest to, co wprowadziła druga odsłona. Mamy tutaj znacznie mniej krwawy klimat - zamiast tego twórcy poszli w bardziej dołujące i wręcz samobójcze klimaty. To co widzimy w otoczeniu było często odbiciem emocji bohatera. Podobnie sprawa miała się z przeciwnikami - były wyrażeniem fobii Jamesa, wyrzutów jego sumienia, czy też niezaspokojonych pragnień. W tym wszystkim jest mnóstwo symboliki, choć nic nie jest bezpośrednie. Czegoś podobnego spróbowali twórcy Silent Hill Origins i na moje oko wyszło to naprawdę całkiem nieźle. Chciałbym żeby twórcy zasięgnęli po różnego rodzaju sztukę - od najpopularniejszego medium jakim są filmy, a na malarstwie, czy poezji kończąc - i zaczerpnęli wiele wartościowych inspiracji. To też trzeba jednak umieć i wiedzieć gdzie szukać. W pierwszej trylogii tych odniesień jest tyle, że fani do dzisiaj wynajdują nowe rzeczy.

Silent Hill ostatnimi czasy było kiepskie jeśli chodzi o rozgrywkę

W kwestii rozgrywki nowego Silent Hill musiałoby sporo się zmienić. Ostatnia odsłona jaką jest Silent Hill: Downpour mimo iż wyszła stosunkowo niedawno, nie poradziła sobie najlepiej w tym aspekcie. Już na poprzedniej generacji były gry, które robiły to lepiej. W nowej odsłonie nie może to mieć miejsca, bo od razu odrzuci większość. Najlepiej byłoby chyba tutaj zastosować coś podobnego co znamy z Resident Evil 3 (2020), ale z większym naciskiem na walkę wręcz, bo to od zawsze było nieodłącznym elementem serii. Przydałby się też nieograniczony ekwipunek, żeby sytuacja z Silent Hill 4: The Room się nie powtórzyła. Odkładanie niepotrzebnych przedmiotów do skrzyni zostawmy serii Resident Evil - tam ma to większe znaczenie.

Nie może zabraknąć oczywiście ciekawych notatek znajdowanych tu i ówdzie - najlepiej mocno enigmatycznych i pokręconych, choć nie tylko takich. Stanley Coleman znany z Silent Hill 3 to świetny przykład na to, co uważam za jedną z najbardziej charakterystycznych cech tej serii. Oprócz tego warto byłoby dużo uwagi poświęcić zagadkom, które również jedynie w pierwszych odsłonach były najciekawsze - począwszy od fortepianu w szkole, a na zagadce z monetami kończąc. Ciekawym rozwiązaniem było przygotowanie różnych poziomów trudności dla nich. W nowej odsłonie pewnie nie zabrakłoby podpowiedzi dla mniej cierpliwych, ale nie oznacza to, że mają być na niskim poziomie. Na koniec tematu rozgrywki - szalenie spodobało mi się to, co twórcy przygotowali na rzecz Shattered Memories - czyli stworzenie profilu psychologicznego gracza, na podstawie którego dobierano straszaki. Coś podobnego było również w Until Dawn. Z dzisiejszymi technologiami mogłoby być jeszcze ciekawiej.

Silent Hill bez porządnego udźwiękowienia i ścieżki dźwiękowej to już nie to samo

Na koniec pozostawiłem kwestię ogólnego udźwiękowienia gry. Wysoki poziom to już dzisiaj raczej standard, choć chodzi jeszcze o kreatywność w tym aspekcie, czym od zawsze popisywał się osławiony Akira Yamaoka. Chciałbym, żeby to jego kompozycje pojawiły się w nowej odsłonie - co więcej uważam, że bez niego seria po prostu nie powróci do łask (choć może byłbym miło zaskoczony). Problem w tym, że przykładowo ścieżki dźwiękowej w wykonaniu Daniela Lichta na rzecz Downpour nawet nie za bardzo pamiętam, choć nie chcę mówić, że jest kiepska.

Zdaję sobie sprawę, że wiele z opisanych tu rzeczy to pobożne życzenia, ale ostatnie dokonania Capcomu pokazały, że można zadowolić graczy sięgając po najbardziej kultowe klasyki i odpowiednio je odnawiając. Wiadomo, że nie wszyscy (w tym ja) są zadowoleni z ostatecznej formy tych remake'ów, ale nie można mieć wszystkiego. W ogólnym rozrachunku firma podjęła ryzyko i się jej to opłaciło.

Tagi: new nowe silent hill