Dawid Ilnicki Dawid Ilnicki 22.05.2020
Ragnar, Uthred, dwa bratanki. O Wikingach i Upadku Królestwa
9151V

Ragnar, Uthred, dwa bratanki. O Wikingach i Upadku Królestwa

"The Vikings", serial stacji History sprawił, że ludzie ponownie zainteresowali się wikingami, którzy już wielokrotnie powracali w popkulturze. Choć ostatnie sezony tej serii wydają się już być marnym echem dawnej świetności, fani produkcji historycznych nie powinni się martwić, bo na horyzoncie pojawiło się kolejne, bardzo udane dzieło - “The Last Kingdom”.

Serial, którego głównym pomysłodawcą był, zafascynowany historią i kulturą wikingów, Michael Hirst, wydawał się na początku typową produkcją historyczną, która za sprawą dość skromnych środków i co najwyżej średniej scenografii, chciała propagować wiedzę historyczną, pokazując ważny wycinek europejskiego dziedzictwa. Szybko jednak okazało się, że jest zdecydowanie czymś więcej niż tylko średniej klasy fabularyzowanym dokumentem. “Wikingowie” z pewnością stali się popkulturowym fenomenem, co widać choćby po ilości różnorakich memów z nimi związanych. Dzięki świetnie napisanym postaciom produkcji udało się uchwycić ducha tamtych czasów, powodując renesans zainteresowania ludami północy.

Chcąc umieścić dzieło Hirsta na tle innych wielkich seriali historycznych ostatnich kilkunastu lat należy powiedzieć, że “The Vikings” z pewnością nie ma wszystkich najlepszych cech modelowej i dziś klasycznej produkcji należącej do tego gatunku, czyli “Rzymu” HBO. “Wikingowie” nie są tak skupieni na detalu jak seria Milliusa, McDonalda i Hellera, mimo wszystko nie mają też tak znakomicie napisanych postaci jak duet Lucjusz Worenus - Tytus Pullo, ani tylu związków z postaciami realnymi, takimi jak Juliusz Cezar, Marek Antoniusz i Kleopatra. Jednocześnie mimo dużej dozy brutalności nie jest to również seria tak ostentacyjnie celebrująca przemoc jak również świetny, choć zupełnie inny od wymienionej dwójki, “Spartacus”.

Twórcom “Wikingów” niewątpliwie udało się uchwycić ducha tamtych czasów i opowiedzieć na nowo historię podbojów, zarówno z punktu widzenia najeźdźców, jak i tych, którzy się bronili. Choć historycy często zarzucają serialowi dość istotne błędy, jednocześnie chwalą go za wykreowanie znakomitej atmosfery, dzięki której mimo wszystko można go traktować jako źródło informacji o tych czasach, pod warunkiem tego oczywiście, że konkretną wiedzę uzupełni się odpowiednimi książkami. Sukces seria zawdzięcza zaś przede wszystkim znakomitym postaciom, które widzowie pokochali i dzięki którym śledzą ją już od sześciu sezonów.

Ragnar - człowiek z marzeniami

Wikingowie

Serial Hirsta jest luźno oparty o różne źródła związane z historycznym Ragnarem Lodbrokiem: “Opowieści o Ragnarze Lodbroku”, jego synach, a także “Gesta Danorum” Saxo Grammaticusa, duńskiego historyka z XII wieku. Słowo kluczowe to w tym wypadku jednak “luźno”, bo tak na dobrą sprawę nie sposób byłoby odtworzyć historii prawdziwego bohatera, składa się ona z tylu różnych części, że nawet historycy nie mają pewności, które doniesienia są prawdziwe, a które należy traktować jak czyste legendy. To idealna pozycja dla twórcy, bo pozwala na niemal kompletną dowolność w kreowaniu własnego świata, inspirowanego prawdziwymi wydarzeniami, a jednocześnie wytrąca przeciwnikom argument o niezgodności z prawdą historyczną. Wymowa dzieła zależy zatem w zupełności od intencji jego autorów.

Sam Hirst w wywiadach podkreśla, że fascynacja wikingami bierze się nie tylko z tego, że mają oni kompletnie inny system wartości, oparty o własne niezwykle oryginalne wierzenia, ale także, że w porównaniu choćby do współczesnych im Saksonów, byli oni społeczeństwem dużo bardziej demokratycznym, co przejawiało się choćby w tym jak traktowali kobiety. Nic dziwnego więc, że odbiorca już od początku pierwszego sezonu miał poczucie pewnego rodzaju więzi z bohaterami, zdającymi się momentami osobami bliskimi członkom nowoczesnych społeczności. To w połączeniu z ich brutalnością, nieokrzesaniem i umiłowaniem bitew stworzyło mieszankę piorunującą, która po prostu musiała się spodobać widzom.

Naturalnie prawdziwym okrętem flagowym serialu stała się postać Ragnara Lodbroka, któremu jednak daleko do wszelkich konotacji, które pojawiają się we wspomnianych wcześniej sagach. Granego przez Travisa Fimmela herosa poznajemy bowiem jako prostego farmera, którego jednak od początku napędza marzenie poznawania świata i zajmowania kolejnych terenów pod uprawy i hodowlę. Jego ambicje powodują konflikt z Earlem Haraldsonem (w tej roli Gabriel Byrne), z którym nasz bohater stacza pierwszą walkę o władzę, rozpoczynającą serię tego typu potyczek. Niedługo potem odżywa bowiem konflikt z bratem Rollo, będący motorem napędowym pierwszego sezonu.

Dość istotna, już od pierwszych odcinków, wydaje się również fascynacja nowo odkrytymi lądami i kulturą żyjących tam mieszkańców. Dobrze pokazuje to wzajemna fascynacja Ragnara i mnicha Athelstana, porwanego podczas jednego z pierwszych najazdów na terytorium Saksonów. Ów urzędnik kościelny nie jest od początku typowym zakładnikiem, a z czasem staje się kimś kto oprowadza głównego bohatera po meandrach własnej kultury, pozwala mu na nawiązanie kontaktu z królem Ecbertem z Wessex, który podobnie jak Athlestan również jest oczarowany światem wikingów. Choć mówimy tu o śmiertelnych wrogach cały czas czujemy, że mają oni do siebie wzajemny szacunek i próbują dowiedzieć się o sobie jak najwięcej. Bo przecież by wygrać z rywalem trzeba rozpoznać elementy, w których jest od nas lepszy i wykorzystać jego słabości, aby to zrobić trzeba go zaś najpierw poznać. “Wikingowie” to zatem przede wszystkim opowieść o konflikcie dwóch stron zainteresowanych sobą i czujących do siebie respekt. Jakże odmienna to wizja od nam współczesnej.

Oprócz postaci “Wikingowie” zawsze imponowali w tych odcinkach, które pokazywały wielkie bitwy. Hirst wspominał, że niezwykle imponująca była strategia walki polegająca na chowaniu się w murze zbudowanym z tarcz. Z kolei sekwencje dwóch prób zdobycia Paryża z pewnością przejdą do historii telewizji jako jedne z najbardziej efektownych scen batalistycznych, a w serialu mamy takich więcej. Z tego powodu zresztą obsada głównych ról nastręczała twórcom sporo kłopotów. Musieli w nim grać aktorzy potrafiący fizycznie wytrzymać trudy kręcenia scen bitewnych. Nie było to problemem zarówno dla Fimmela, który stał się prawdziwym odkryciem tego serialu, jak i dla aktorki grającej główną rolę żeńską, pierwszej żony Ragnara, Lagerthy. Odtwarzająca rolę modelowej twardej kobiety, co widać nie tylko na polu walki, ale także w jej stosunku do innych silnych mężczyzna, jak król Ecbert, Katheryn Winnick już w wieku 13 lat osiągnęła bowiem czarny pas, a kończąc 21 prowadziła trzy szkoły Taekwondo.

Niestety spodziewana już od początku śmierć Ragnara, zgodna z większością historycznych źródeł na jego temat, spowodowała sporą wyrwę w serialu, której twórcom do dziś nie udało się zapełnić. Próbowali oni zastąpić wątek głównego herosa rywalizacją pomiędzy jego synami, która z sezonu na sezon robiła się coraz bardziej niestrawna, motywami podróży Bjorna i Flokiego, postacią biskupa Heahmunda, granego przez Jonathana Rhys-Myersa, który miał być swego rodzaju Athelstanem, potrafiącym biegle władać mieczem. Żaden z potomków Lodbroka nie stał się tak charyzmatyczną postacią jak ojciec, łącznie z Ivarem, który jest kreowany na czarny charakter. Ostatnie odcinki ogląda się już z trudem, bo obok licznych wpadek w kreowaniu świata starej Rusi, są one również niemiłosiernie nudne i zadowalają zapewne tylko najwierniejszych fanów, w innych powodując uczucie żalu za poziomem z pierwszych czterech sezonów.

Uthred to the rescue!

The Lost Kingdom

Na szczęście na horyzoncie pojawiła się seria, która może zadowolić fanów średniowiecznych historii o wikingach i Saksonach. To produkcja BBC “The Lost Kingdom” oparta o świetną serię książek Bernarda Cornwella z serii “The Saxon Stories”. Muszę przyznać, że sam miałem z nią trudne początki. Pierwszy sezon nie spodobał mi się za bardzo, czując jednak spory potencjał tej historii zdecydowałem się na lekturę książek Cornwella. No i przepadłem… Brytyjczyk w znakomity sposób kreśli historię anglo-saksońskiej Brytanii pomiędzy dziewiątym a dziesiątym wiekiem, pokazując losy kilku państewek, które muszą się zjednoczyć jeśli chcą odeprzeć atak wikingów.

Podobnie jak w przypadku serialu Hirsta tak też w “The Lost Kingdom” prawdziwą marką serii jest główny bohater, który już od początku wydaje się ciekawszą postacią niż sam Lodbrok. Otóż młody Uthred z Bebbanburgu zostaje, w wieku dziesięciu lat, porwany przez wikingów, którzy wychowują go tak jakby był ich synem. Po morderstwie przybranego ojca Uthred poprzysięga, wraz ze swym bratem Ragnarem, pomścić jego śmierć. Sam jednak wraca w rejony gdzie się urodził. Tu w zasadzie zaczyna się właściwa historia opisywana w książkach i w serialu.

Uthred jest bardzo specyficznym bohaterem, bo choć młodość spędził na terenach należących do Saksonów sam czuje się wikingiem, co przejawia się choćby w ostentacyjnej rezerwie, a często nawet bezpośredniej wrogości, skierowanej wobec dostojników kościelnych, co oczywiście nie przysparza mu zwolenników, szczególnie na dworze króla Alfreda. Choć jednak czuje braterską więź z Ragnarem i resztą wikingów, za każdym razem znajduje motywację do tego by walczyć po stronie Saksonów, czy to będąc lojalnym wobec króla Alfreda, jego syna Edwarda, czy też córki pierwszego z nich Aethelflaed. Czyni go to więc człowiekiem przynależącym do obu kultur; mimo faktu bycia wrogiem jest na przykład traktowany z respektem przez wikingów, a z drugiej strony choć nie poważa religii chrześcijańskiej przyjaźni się z jej wieloma dostojnikami, jak ojcowie Beoca i Pyrlig.

Z początku zdawało się, że grający głównego bohatera Alexander Dreymon nie za bardzo pasuje do tej roli, ale już kolejne sezony pokazały, że wyraźnie do niej dorósł. Sama produkcja zyskała również rozmach i już może stanąć w szranki z najlepszymi momentami wspomnianych wcześniej “Wikingów”. Jej niewątpliwymi atutami są znakomita fabuła i historyczna otoczka, którą seria zawdzięcza literackiemu pierwowzorowi. Cornwell w posłowiu do każdego tomu tłumaczy czytelnikowi, w którym momencie wyraźnie mija się z prawdą historyczną, a gdzie nieco koloryzuje fakty, by sprawić, że intryga staje się jeszcze ciekawsza; generalnie jednak jego intencją jest jak najdokładniejsze odtworzenie niezwykle interesującego okresu w historii Anglii. Coraz bardziej widać to w samym serialu.

Miłośnicy wikingów mogą spać spokojnie

The Vikings: Valhalla

Jak widać mimo coraz słabszego poziomu serialu Michaela Hirsta, który może wynikać po prostu ze zmęczenia materiału i nierozpoznania momentu, w którym warto byłoby go skończyć, miłośnicy ludów północy nie mają na co narzekać. Mamy coraz lepsze “The Last Kingdom”, które długo może się opierać na świetnych powieściach Bernarda Cornwella, a ponadto Netflix kupił prawa do emisji spin-offu „Wikingów”. “The Vikings: Valhalla” ma liczyć 24 odcinki i opowiedzieć historię dziejącą się 100 lat po wydarzeniach, które History pokaże w ostatnim, szóstym sezonie swojej flagowej produkcji. Ma ona traktować o losach Leifa Erikssona, jego siostry Freydis, Harala Haralda, sięgając aż do legendarnego Wilhelma Zdobywcy. Zapowiada się co najmniej intrygująco.

To bardzo dobre wieści, bo seriale historyczne to jest to co tygrysy lubią najbardziej. Dobrze widać to było po popularności, a przede wszystkim poziomie, pierwszych sezonów “Gry o Tron”, która do momentu pełnego przejęcia fabuły przez wątek fantastyczny była po prostu znakomitą opowieścią o zakulisowych intrygach, miłości, nienawiści, dawnych zatargach pomiędzy członkami poszczególnych rodów, a nawet ludźmi ze sobą spokrewnionymi. Wszak już w serii George’a Martina elementy nadnaturalne pojawiają się tylko jako wątki poboczne, a esencją dzieła jest swoista wariacja na temat prawdziwych wydarzeń: Wojny Dwóch Róż. To pokazuje, że zawsze będzie zapotrzebowanie na dobrze zrealizowaną sagę historyczną, czego przykładem są wymienione wcześniej seriale.

Tagi: Upadek królestwa wikingowie