Roger Żochowski Roger Żochowski 26.03.2020
Koronawirus zabije kina? Portale streamingowe również mają duży problem
2277V

Koronawirus zabije kina? Portale streamingowe również mają duży problem

O ile branża gier wideo radzi sobie z epidemią koronawirusa całkiem nieźle, a nawet widoczne są duże wzrosty w internetowych sklepikach, tak branża filmowa zaczyna odczuwać kryzys, a kolejne filmy i seriale padają ofiarą COVID-19. A może być jeszcze gorzej. 

Nie ma wątpliwości, że wirus pozbawił branżę kinową gigantycznych zysków. Zamknięte są kina, premiery kolejnych filmów są przekładane, bądź lądują bezpośrednio w serwisach streamingowych i VOD. Można bez cienia wątpliwości napisać, że branża już nigdy nie będzie taka sama. To zaszło po prostu za daleko. Kina są bezradne w takiej sytuacji i widać jak nad dłoni, że przyszłością są platformy streamingowe, które zyskują teraz najwięcej. Jasne, obejrzenie w kinie nowych "Gwiezdnych wojen" w Imaxie i 3D to nieco inne doświadczenie niż zrobienie tego samego w domu przed ekranem telewizora, ale pytanie czy obecna sytuacja i masowe wykupywanie abonamentów na Netflixa czy HBO Go nie rozleniwia widza? Skoro już zapłacił i ma w domu szybki dostęp do filmów i seriali to czemu ma znowu płacić za drogie bilety kinowe, jeszcze droższe naczosy, oglądać pół godziny reklam przed seansem i jeszcze irytować się na tego gościa z tyłu, co cały czas mlaszcze pochłaniając popcorn?

Co z tymi kinami

Mandalorian Disney

Z drugiej strony mamy producentów filmowych - teraz wielu skorzysta z wrzucenia filmów bezpośrednio do sieci zamiast kin (w sumie wielu opcji nie mają), co uczynili choćby twórcy polskiego horroru „W lesie dziś nie zaśnie nikt” przerzucając premierę bezpośrednio z kin do Netfliksa. I szybko trafił on do rankingu najchętniej oglądanych w naszym kraju produkcji ostatnich 24 godzin. Już wcześniej mogliśmy zresztą zaobserwować zjawisko wykupywania przez Netflix filmów, które miały trafić do kin, a nominacje oscarowe dla „Irlandczyka” pokazały, że w kolejnych latach nie tylko kinówki będą już walczyły o te cenne trofea. Sytuacja z koronawirusem sprawiła, że teraz to producenci będą pukać do serwisów streamingowych i jeśli pieniądz będzie z tego dobry, powrót do kin przynajmniej niektórym może się już nie opłacać. Kina od lat tracą klientów, więc pandemia całe zjawisko tylko przyspieszy. Nie zdziwię się jeśli nowy James Bond po kilku przesunięciach w końcu trafi od razu na VOD czy HBO i jestem pewien, że oglądalność będzie kosmiczna, bo błyskawiczny i wygodny dostęp do kolejnej części jednej z najbardziej kultowych serii dostaną miliony widzów na całym świecie. Podobnie będzie przy ewentualnych sieciowych premierach takich hitów jak „Szybcy i wściekli 9” czy „Nowi mutanci”, które również póki za zaliczają obsuwę. Zresztą ciekawy trend już wcześniej zaobserwował Disney - fani Gwiezdnych Wojen patrząc na statystyki w google trends bardziej wyczekiwali serialu "The Mandalorian" na serwisie streamingowym Disney Plus niż pełnoprawnej, kinowej kontynuacji sagi. 

Netflix już zresztą próbuje wyjść kinowym maniakom na przeciw. Jak? Aplikacja Netflix Party pozwala połączyć kilka kont i wspólnie ze znajomymi oglądać ten sam film, jednocześnie wymieniając się spostrzeżeniami na specjalnym czacie. To jednak moim zdaniem dość tani i mało emocjonujący substytut kina. Obecna sytuacja to szansa dla gogli VR, gdzie już teraz można odpalić tryb kinowy tudzież obejrzeć film w 3D. Jeśli udałoby się w kolejnej generacji pozbyć kabli i pozwolić kilku osobom na wspólny seans po przeniesieniu do wirtualnej sali kinowej i odpowiednio edytować filmy umieszczając widza wewnątrz akcji filmu, to byłaby to prawdziwa bomba. Wyobraźcie sobie, że stoicie na środku Times Square w Nowym Jorku i jesteście świadkami wojny w kolejnej odsłonie Avengersów - walące się budynki, przelatujące na głową auta, wrogowie konający u naszych stóp od ciosów Spider-Mana. Wierzę, że za kilka lat taka technologia będzie możliwa, a wówczas kina faktycznie trochę stracą rację bytu. 

Netflix też będzie miał problem

Loki Disney

Ale jeśli sytuacja z koronawirusem będzie się utrzymywała za długo, a póki co poza Chinami mało który kraj potrafi skutecznie z nim walczyć, również serwisy VOD i streamingowe będą miały problem. Pojawi się ogromna dziura jeśli chodzi o premiery nowości, bo ich po prostu będzie niewiele. Już teraz prace na planie kilkuset filmów i seriali zasłały wstrzymane. Z tych bardziej znanych wystarczy wymienić kolejne sezony "Opowieści podręcznej", "Wiedźmina", "Lucyfera", "Stranger Things" czy "Tytanów". Amazon zawiesił "Władcę Pierścieni", Disney wstrzymał prace jak serialowymi przygodami „Lokiego” i „The Falcon and The Winter Soldier” . Ba, oberwały też produkcje telewizyjne. W Polsce wstrzymano choćby prace na takimi gigantami serialowego folkloru jak "Korona królów", "Na Wspólnej", "Klan" czy "Pierwsza miłość".

Plany walą się więc jak domek z kart, a przecież mówimy tylko w kontekście premier, a gdzie koszty marketingowe, wynajem hal, planów zdjęciowych, obiektów, kwestie promocyjne, wypłaty dla aktorów, reżyserów, scenarzystów. Branża z tego kryzysu będzie wychodziła kilka lat. Póki co można oczywiście zlecić napisanie scenariuszy, storyboardów, zrobić wszystko co trzeba, by po pandemii z marszu wejść na plan i kręcić. Boję się jednak, że ogromne straty, które poniosą producenci w czasie pandemii (a w USA, gdzie kręci się większość dochodowych produkcji póki co średnio sobie radzą), doprowadzi do maksymalnych oszczędności i obcinania budżetów. A to może i pewnie odbije się na jakości. Inna sprawa, że aktorzy również będą musieli trochę ze swoich gaż zejść.

Nieznane perełki

Kitano Takeshi

Gdyby utrzymał się czarny scenariusz mówiący o tym, że sytuacja uspokoi się dopiero po wprowadzeniu na rynek szczepionek, co nie nastąpi raczej w tym roku, takie serwisy jak Netflix czy HBO Go będą musiały jakoś zapełnić lukę. Zapewne pojawi się więcej starszych, kultowych filmów i seriali, ale ile można je oglądać? Doskonałym wyjściem byłoby więc sięgnięcie po kino z mniej znanych krajów. Bo koreański „Parasite” wcale nie jest szczytowym osiągnięciem kinematografii w tym kraju. Są produkcje równie dobre, jeśli nie lepsze. Myślę, że taką polską „Watahę” Amerykanie również wciągnęliby nosem. Będzie to szansa na wypromowanie produkcji z mniej dochodowych rynków - tytułów włoskich, rosyjskich, azjatyckich, skandynawskich, które skrywają niejedną perełkę. I w końcu będzie czas, by obejrzeć wszystko to, na co nigdy nie mieliśmy czasu odkładając na później.

Tagi: kino koronawirus