Jędrzej Dudkiewicz Jędrzej Dudkiewicz 05.02.2020
Ragnarok, sezon 1 – recenzja serialu. Thorze, czy ty to widzisz?
3521V

Ragnarok, sezon 1 – recenzja serialu. Thorze, czy ty to widzisz?

No cóż, dopiero co miałem możliwość i przyjemność kilka razy pochwalić Netflixa, czy to za ich produkcje (Sex Education), czy za to, że dają możliwość legalnego obejrzenia innych (Nieoszlifowane diamenty, Dobre miejsce). Teraz jednak znów przyszedł czas pomarudzić na serial, który zaproponował serwis, a jest nim Ragnarok.

Magne i Laurits wraz mamą przeprowadzają się do małej norweskiej mieściny o nazwie Edda. Chłopaki muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości, w tym szkole, której gwiazdami jest rodzeństwo Fjora i Saxy. Tymczasem Magne niespodziewanie zyskuje nadprzyrodzone moce i szybko okaże się, że będzie musiał stawić czoła potężnym przeciwnikom.

Ragnarok, sezon 1 - recenzja

Ragnarok – norweski Zmierzch

Właśnie tak, Zmierzch. Oglądając kolejne odcinki Ragnaroku nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że sposób prowadzenia narracji i kręcenia tej produkcji, jak również kilka pomysłów fabularnych, zostało zaczerpniętych właśnie z ekranizacji książek Stephenie Meyer. Jest tu nawet swoisty trójkąt miłosny między Magne, Fjorem i dziewczyną o imieniu Gry, który bardzo przypomina relacje Edwarda, Jacoba i Belli. Jest to więc przykład typowej produkcji dla nastolatków, tyle że w gruncie rzeczy nawet jeśli lepszej, to wcale nie aż tak bardzo. Twórcy chcą wpisać swoją fabułę w mitologię wikingów, szkoda tylko, że traktują ją po łebkach. Dam jednak za to niewielkiego plusa, bo może seans zachęci kogoś, by zapoznać się z tymi niezwykle ciekawymi mitami i wierzeniami. Dodatkowo wyraźnie chodzi o powiedzenie czegoś na temat zachodzących zmian klimatu i odpowiedzialności człowieka za nie. I w zasadzie do tego, co właśnie napisałem sprowadzają się przemyślenia twórców: korporacje zanieczyszczają środowisko, nikt ich nie ściga, bo mają mnóstwo pieniędzy i ogromną władzę, przez co przy okazji podkopują demokrację. Wszystko to prawda, ale podobnych wątków było w ostatnim czasie w kinie i telewizji multum. Zresztą na dobrą sprawę, jak się tak zastanowić, to z serialu wynika, że to nie ludzie niszczą planetę, co najwyżej są bierni i na to pozwalają. Jakby tego było mało fabuła oferuje trochę absurdów, a przede wszystkim jest niesamowicie nudna, pełna niezrozumiałych lub dziwnych elementów (na przykład relacje rodzinne Magne, Lauritsa i ich matki albo czemu w norweskiej mieścinie jest tylko jedna osoba, która przejmuje się środowiskiem, a wszyscy inni się z niej z tego powodu wyśmiewają) i chociaż produkcja ta ma na szczęście tylko sześć odcinków, to i tak się wlecze.

Ragnarok – marne postacie, marne aktorstwo

Wynika to też z tego, że w Ragnaroku jest sporo postaci, ale w zasadzie żadna nie jest ciekawa. No, ewentualnie można uznać, że Fjor jest dość niejednoznaczny i przechodzi na przestrzeni sezonu jakąś przemianę. Ale to tyle. Największy problem mam z Magne, któremu widz powinien kibicować. Tyle, że po pierwsze, jego postać jest bardzo dziwnie napisana. Do teraz nie jestem pewien, czy ten chłopak jest po prostu głupi, czy ma jakieś problemy psychiczne, o których zapomniano wspomnieć. To znaczy pojawia się informacja, że cierpi na dysleksję, ale z tego, co się orientuję, nie powinno to oznaczać, że nie umie pisać lub przeczytać słowa napisanego na tablicy. Po drugie grający go David Stakston ma w zasadzie tylko jedną minę, patrząc na którą miałem wrażenie, że cały czas dziwi się on, że został zatrudniony do tego serialu i nie za bardzo wie, co ma robić. Reszta postaci jest zagrana co najwyżej poprawnie, ale też nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ wykonawcy nie dostali ciekawego materiału. Każdy bohater ulepiony jest z najbardziej oczywistych klisz i nie ma okazji pokazać innego oblicza.

Koniec końców największą zaletą Ragnaroku są więc zdjęcia, które co jakiś czas prezentują zapierające dech w piersiach krajobrazy Norwegii, tu i ówdzie pojawia się dobra muzyka, no i są wspomniane odniesienia do mitologii wikingów, które mogą zachęcić widzów do głębszego jej poznania. To w sumie niewiele i atuty te nie sprawiają, że będę czekać na drugi sezon.

Tagi: netflix Ragnarok recenzja serial

Werdykt
  • + Zdjęcia i muzyka;
  • + Postać Fjora się jakoś broni;
  • + Jest szansa, że ktoś bardziej zainteresuje się mitologią wikingów;
  • + Tylko sześć odcinków
  • - Niestety cała reszta
4.0
Jędrzej Dudkiewicz
Jędrzej Dudkiewicz Pierwszy sezon serialu Ragnarok to słaba produkcja, której największym atutem jest to, że może jeszcze bardziej zwiększy zainteresowanie mitologią wikingów.