Iza Łęcka Iza Łęcka 18.07.2019
Dom z papieru - recenzja serialu. Sprawdzamy 1. i 2. sezon
1952V

Dom z papieru - recenzja serialu. Sprawdzamy 1. i 2. sezon

„Dom z papieru” to swego rodzaju odkrycie Netflixa, który po przedstawieniu na swojej platformie dwóch pierwszych sezonów, podjął się realizacji sezonu trzeciego. Dzisiaj pragnę Wam przedstawić moje spostrzeżenia na temat dwóch pierwszych sezonów, bo choć jestem przekonana, że mało jest osób, które nie znają jeszcze „Domu z Papieru”, tak zapierając się rękami i nogami, z czystym sumieniem, mogę polecić ten serial – tym bardziej, że już jutro rusza trzeci sezon. Jest więc co nadrabiać przed kontynuacją przygód, bo oj, działo się, działo… Ale zacznijmy od początku. Zapraszam do recenzji.

Czy zbrodnia idealna istnieje? Świetny analityk i strateg, znany widzom jako Profesor, próbuje udowodnić, że plan doskonały jest możliwy do zrealizowania. Skupiając najlepszych w swoim fachu złodziei, fałszerzy, zbrodniarzy, buduje fundamenty pod kradzież, w której w grę wchodzą biliony euro. A mówiąc o zebranej ekipie nie mamy do czynienia z byle kim - wybuchowa famme fatale, mistrzyni fałszowania pieniędzy, złodziej klejnotów, weterani serbskiej wojny, młody haker z ponadprzeciętną inteligencją i fachem w rękach oraz wprawieni złodzieje, stanowią zespół do zadań specjalnych. Zespół, z którym można by było zdobyć wszystkie pieniądze świata, a co dopiero Mennicę Narodową Hiszpanii. Jeżeli jednak masz do dyspozycji ludzi nieobliczalnych, o wybuchowych charakterach, którzy nie mają nic do stracenia, do gry dołączą uczucia, a na karku siedzi ci całkiem sprytna inspektor korpusu policji wraz z kordonem funkcjonariuszy, trzeba zdawać sobie sprawę, że nic nie jest pewne. Tak przynajmniej myśli widz zasiadający przed kolejnymi odcinkami „Domu z papieru”.

Dom z papieru recenzja 1

Dom z papieru recenzja 2

"O bella ciao, bella ciao, bella ciao, ciao, ciao!"

Mówiąc o fabule serialu niczym zapewne Was nie zdziwię jak stwierdzeniem, że jest to typowy w swej budowie film z rodzaju heist, gdzie rządzą motywy przewodnie takie jak kasa, intryga, kradzież, zmieszane w sosie kilku zwrotów akcji, które podnoszą ciśnienie widza. Co jednak jest niezwykle interesujące w opowiedzianej historii to główny twórca planu kradzieży i bohater – Profesor bowiem pomimo swej skromnej postawy jest człowiekiem do bólu skrupulatnym, niezwykle mądrym i przebiegłym, wyprzedzającym przeciwnika o kilkanaście kroków. I choć tak pięknie przedstawiony wizerunek tej postaci nieco zaciera się w drugim sezonie, gdy coraz bardziej pętla wokół karków złodziei się zaciąga, to wzbudza on we mnie same pozytywne odczucia. Znakomity strateg, mając w palcu wszystkie informacje o skoku, nie przewidział jednak że może na nowo poznać siebie…

Najpewniej siłą „Domu z papieru” są jego bohaterowie. Kreacja postaci jest naprawdę dobra, bo to wyśmienita, różnorodna paleta charakterów, ścierających się w każdych momentach krytycznych. Nie znając prawdziwych imion i nazwisk uczestników napadu, poznajemy ich pseudonimy obrane na potrzeby misji– Tokio, Berlin, Rio, Helsinki i Oslo, Nairobi, Denver oraz Moskwa. Każdemu zostaje przypisana niemała rola w powodzeniu kradzieży, z uwzględnieniem ich możliwości i umiejętności.

Oglądając kolejne odcinki można polubić bohaterów. Sama narratorka, Tokio, ze swoją nieprzewidywalnością i wybuchowością nieco mnie drażni, chociaż to ją możemy najlepiej poznać. O wiele bardziej przypadła mi do gustu perfekcyjna w swej robocie Nairobi, która w dołączeniu do ekipy ma swój cel. Denver i Rio to niezwykle pozytywne osoby w zespole, a Moskwę, Oslo i Helsinki określiłabym jako mrówki od czarnej roboty. Charyzmatyczny kapitan, który dowodzi w mennicy –Berlin - wydaje się swoim doświadczeniem górować nad resztą brygady. Chłop zresztą nie daje sobie w kaszę dmuchać, będąc często bezwzględnym. Jego relacja z Profesorem przedstawiona na początku serialu intryguje, a o Berlinie chciałoby się dowiedzieć jak najwięcej, co w drugim sezonie jest nieco nadrobione. Pedro Alonso w tej roli odrobił dla mnie zadanie domowe.

Rozbudowane napięcie to kolejny atut produkcji. Wraz z mijającym czasem, którego upływ zdecydowanie jest na korzyść ekipy, narasta również gęsty klimat. Można by było się spodziewać po serialu tego rodzaju więcej krwi i brutalności, ale brak tych elementów wydaje się wręcz naturalny. Pomimo przepracowanych wcześniej wszelkich odstępstw od planu pojawiają się kolejne smaczki, które naginają przećwiczony i dopięty na ostatni guzik harmonogram. Zwroty akcji, dla mnie nieco zaskakujące szczególnie w drugim sezonie, potrafią podkręcić tempo. Końcówki obydwóch sezonów są kulminacją wszelkich poruszanych wątków, a widz z zapartym tchem oczekuje wszelkich rozwiązań, myśląc ciągle „Więcej, więcej, więcej…”.

Dom z papieru recenzja 3

„Hej partyzancie, weź mnie ze sobą, bo czuję powiew śmierci już”

Serial był dla mnie niemałym zaskoczeniem, bowiem z hiszpańskiego kina lubuję się bardziej w horrorach. Z ekscytacją obejrzałam sezon pierwszy – bo pomimo że o złodziejach, to jednak człowiek chciał, by finał skoku okazał się zwycięski, a zespół zgarnął fortunę. Sezon drugi połknęłam niemal bez popity w jedną noc. Dla kogoś, kto jeszcze nie miał do czynienia z produkcją, polecałabym rozwiązanie 2 w 1 – szalenie bowiem frustrujące było zakończenie pierwszej odsłony, która tak naprawdę zostawiła wszystkie karty na stole, opcji zakończenia napadu było aż za dużo, człowiek chciał jeszcze więcej, a na kolejny sezon musiałam czekać.

Trzeba przyznać, że Alexowi Pinie udał się scenariusz, elementy retrospekcji jeszcze bardziej podkręcają zainteresowanie prezentując cały proces powstawania „planu idealnego”, będąc niejako wytłumaczeniem wszelkich, często na pierwszy rzut oka niezrozumiałych, działań bohaterów. Można by było oczywiście wytknąć sporo nieścisłości w historii, gdzie przez kilka słabszych momentów fabuła nijak ma się do siebie i się nie klei, niektóre jej elementy są troszkę za mocno przeciągane, ale… 2 sezony „Domu z papieru” wciągają. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a przed rozpoczęciem trzeciego cyklu to całkiem smakowite danie główne. Zdaję sobie doskonale sprawę, że ten serial albo się kocha, albo nienawidzi - ja jednak należę do tej pierwszej grupy odbiorców.

Nie pozostaje nic innego jak tylko czekać na sezon 3, który stoi niemal u progu. Czy w kolejnej odsłonie poziom produkcji będzie tak wysoki? Nie wiem, ale mimo mojego pełnego zachwytu, chciałabym by twórcy domknęli tę przygodę z niezłym przytupem, którego niejednokrotnie nie brakowało w trakcie sezonu 1. i 2.

Tagi: dom z papieru netflix serial

Werdykt
  • + Świetna, różnorodna kreacja postaci,
  • + Profesor zasługuje na osobny plus ;),
  • + Rozbudowywane napięcie,
  • + Plan idealny jednak istnieje
  • - Pewne nieścisłości w scenariuszu,
  • - Momentami akcja zbyt mocno zwalnia,
  • - Zakończenie sezonu pierwszego
8.0
Iza Łęcka
Iza Łęcka Czy jest się fanem kryminałów czy stroni się od tego rodzaju, tak „Dom z papieru” polecam bez mrugnięcia okiem. Różnorodność bohaterów, wiele przedstawionych równolegle wątków i historii sprawia, że nie tylko chciałoby się stać uczestnikiem takiego napadu, ale i życzy się złodziejom sukcesu.