Łukasz Kucharski Łukasz Kucharski 18.09.2012
Kącik filmowy #11
1236V

Kącik filmowy #11

Przed jesiennym uderzeniem kilku hitów nadszedł czas posuchy filmowej. Nie lękajcie się jednak, przetrwamy to razem. Dziś mam dla Was opiętą ciasnym kostiumem Millę Jovovich w Resident Evil: Retrybucja oraz współczesną gwiazdkę Taylora Lautnera w Porwaniu. Zapraszam!

Wiadomości ze świata filmu

 

 

 

 

Keanu Reeves w Polsce...

 

 

 

 

...dopiero w przyszłym roku. Aktor odwiedził już nasz kraj dwa lata temu, podczas Plus Camerimage w Bydgoszczy. Poza promocją filmu, w którym wtedy grał, zbierał materiały wideo do filmu dokumentalnego. Side by Side to produkcja skupiająca się na sztuce operatorskiej, dotyczy głównie zmian jakie zachodzą w Fabryce Snów, czyli coraz częstszego porzucania taśmy celuloidowej na rzecz technologii cyfrowej. Ów film zostanie zaprezentowany podczas otwarcia 20. edycji festiwalu.

 


***

 

 

Twentieth Century Fox Home Entertainment myśli o kinomanach

 

 

 

 

Oczywiście na razie tylko o tych zza granicy. TCFHE startuje z usługą Digital HD, która pozwoli na pobieranie i oglądanie filmów wytwórni na przeróżnych urządzeniach. Na razie dostępnych jest 600 filmów, a wśród obsługiwanych sprzętów i serwisów znalazły się: Amazon, CinemaNow, Google Play, iTunes, PlayStation, VUDU, Xbox Live oraz YouTube. W ramach promocji szczęśliwcy już dziś mogą oglądać Prometeusza za mniej niż 15 dolarów. Usługa ma trafić do 50 krajów, ale to dziwne uczucie podpowiada mi, że nasz kraj nie znajdzie się na liście. Tak więc, raczej nie musicie na razie szykować telewizorów, tabletów czy smartfonów.

 

 

***

 

 

RoboCop 2.0

 

 

 

 

Nowe wersje starych przebojów to już nie moda, a normalność. Do grona w większości niechlubnych przeróbek dołącza RoboCop – choć na efekt końcowy przyjdzie nam jeszcze poczekać, ponieważ zdjęcia rozpoczęto w minioną sobotę w Toronto. Jednak dzięki magii internetu możemy już podziwiać jak prezentować się będzie roboglina. Jak dla mnie to skrzyżowanie Komandora Shepparda oraz Batmana, ale mam nadzieję, że twórcy nie zbeszczeszczą legendy...całkowicie. Za to poniższy plakat kojarzy mi się z sekwencja otwierającą Crisis 2. Oto pierwsze zdjęcia z planu i ów plakat.

 

 

 

 

 

 

 

***

 

 

Kwestia gustu

 

 

 

 

Osmańska sztuka wymaga specyficznego...osmańskiego gustu. Może teraz dzięki świetnym plakatom filmowym zdobędzie większą ilość entuzjastów. Rozgryzienie tytułów pozostawiam Wam. Zwłaszcza, że na niektórych zdjęciach znajdują się w ramkach:).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

***

 

 

 

W rękach fanów

 

 

 

 

Robin's Big Date

 

 

 

 

Oto Sam Rockwell jako The Bat-Man i Justin Long w roli Robina. Życie pogromcy przestępców nie jest łatwe. Zwłaszcza, gdy jest się partnerem The Bat-Mana i choć raz chce mieć normalną randkę. A współpracownik nie może zrozumieć, że jego mały pomagier dorasta i pragnie czegoś innego od ciemnej i wilgotnej jaskini.

 

 

 

 

***

 

 

Old School vs. New School

 

 

 

 

Batalia między starą a nową szkołą w końcu zostanie zakończona. Wszystko za sprawą filmu fanowskiego autorstwa Freddiego Wonga, którego dobrze znacie – a przynajmniej jego prace. Czy współczesne ikony jak Master Chief czy Ezio są wstanie pokonać czołgi i statki kosmiczne?

 

 

 

 

***

 

 

Mario Warfare

 

 

 

 

Gdy nadchodzi czas wojny każdy hydraulik musi stanąć do walki o wolność niczym Mel Gibson w Walecznym sercu. Pełna wersja tej świetnie zapowiadającej się produkcji nadejdzie nie wiadomo kiedy, pozostaje więc tylko czekać i trzymać kciuki, że nic nie stanie twórcom na przeszkodzie. O co nie trudno podczas robienia filmu.

 

 

 

 

***

 

 

Homophobic Batman

 

 

 

 

Związek Batmana z Jokerem to dziwne połączenie agresji i miłości. Jak dziwne? Kolejne spojrzenie na ich relację możecie poznać z tego zabawnego filmu fanowskiego.

 

 

 

 

***

 

 

 

Kino Świat prezentuje...

 

 

 

Wideo-wywiad z Tomaszem Schuchardtem, gwiazdą „Jesteś Bogiem”

 

 

 

 

 

***

 

 

Woody Allen "chrzestnym" małej Polki

 

 

Od czasu rekordowego, historycznie najlepszego otwarcia filmu Woody’ego Allena w Polsce (112 264 widzów w trzy dni), „Zakochani w Rzymie” wciąż utrzymują się w pierwszej trójce krajowego box office’u. Film zobaczyło już 382 453 widzów, a wśród nich osoba, która mianował Allena „nieformalnym” ojcem chrzestnym własnej córki.


 

Okazuje się, że allenowskie kino ma wyjątkowo dobry wpływ na kobiety w ciąży. Przed dwoma tygodniami przekonała się o tym Dominika P. Dla mieszkanki Warszawy przedpremierowy seans „Zakochanych w Rzymie” miał być - według planu - świetną okazją na to, by pożegnać siostrę, spędzającą ostatnie chwile w Polsce. Pani Dominika nie przeczuwała jednak, że pożegnanie szybko zmieni się w… powitanie nowego członka rodziny.


 

„Film „Zakochani w Rzymie” przeniósł nas do miejsc, w których mąż poprosił mnie kiedyś o rękę. Rozluźnił, rozweselił i sprawił, że z uśmiechem na ustach kładłam sie spać. Po dwóch godzinach zbudziły mnie skurcze. I tak oto 24 września o 6:40 urodziła się Elenka.” - wspomina Dominika. „Mój mąż do dziś śmieje się, że to dzięki Allenowi tak się odprężyłam, że zaczął się poród. I ja w to wierzę.” I takim oto sposobem, w zaledwie jeden weekend, nowojorski reżyser sięgnął w Polsce po kolejny rekord frekwencyjny i dorobił się najmłodszej fanki w historii, której imię (Elena) nawet brzmi całkiem allenowsko.

 

 

***

 

 

Wideo-wywiad z Rahimem i Fokusem, współzałożycielami legendarnej Paktofoniki

 

 

 

 

***

 

 

Wideo-wywiad z Marcinem Kowalczykiem, odtwórcą Magika w „Jesteś Bogiem”

 

 

 

 

***

 

 

 

 

 

***

 

 

 

Powiew starości...

 

Porwanie / Abduction (2011) 

 

 

 

 

 

 

 

Reżyseria: John Singleton

 

Scenariusz: Shawn Christensen

 

Produkcja: USA

 

Czas trwania: 106 minut

 

Obsada:

 

Taylor Lautner - Nathan

Lily Collins - Karen

Michael Nyqvist - Kozlow

Alfred Molina - Burton

 

 

To nie byli twoi prawdziwi rodzice - Kozlow

 

 

Miło, że Taylor Lautner stara się próbować swoich sił w czymś innym poza sagą Zmierzch. Szkoda tylko, że na razie nie ma jak uwolnić się od metki nastoletniej gwiazdy. Może za kilkanaście lat będzie miał już wygląd bohatera kina akcji, a nie kolesia z okładki Bravo Girl. Do tego czasu jednak mam wrażenie, że słuch o nim zaginie, bo tłum piszczących nastolatek w końcu znajdzie sobie inny obiekt westchnień i wysyłania pocztą bielizny.

 

Pierwszą część sagi Zmierzch obejrzałem z czystej ciekawości, by zobaczyć co to za nowa moda kręci współczesną młodzież. Jakoś zdołałem wytrwać ten męczący seans. Najgorsze jest to, że obejrzałem jeszcze dwie odsłony i nie wiem czemu...Jedyna rzecz, która mi się spodobała to wykonanie wilków, a tak wolę już chyba borowanie zęba bez znieczulenia. Mój duch entuzjasty kina chyba nie wytrzyma seansu z dwuczęściową ekranizacją ostatniego tomu. Porwanie z Lautnerem włączyłem, by zobaczyć jak sobie poradzi z główną rolą – prawie – zwykłego nastolatka.

 

Nathaniel jest bowiem niby normalnym chłopakiem, który podkochuje się w dziewczynie z naprzeciwka i lubi jeździć na masce pędzącego samochodu niczym w Death Proof (2007) Quentina Tarantino. Pewnego dnia w ramach pracy domowej poszukuje materiałów na różnych stronach i znajduje swoje zdjęcie na portalu z zaginionymi osobami. Zapoczątkuje to spiralę wielu niebezpiecznych sytuacji, które łatwo możecie przewidzieć i odkryje prawdę o chłopcu i jego rzekomych rodzicach.

 

Nikt nie jest w stanie poradzić na to jak wygląda, chyba że ma sporo pieniędzy i zaprzyjaźnionego chirurga. Co mogę poradzić, że jak widzę Lautnera to oczami wyobraźni widzę jak zalicza betonowy pocałunek. Nie wypływa to z zazdrości, po prostu ma mam takie chore skojarzenie. Tym sposobem wytrzymanie przed telewizorem filmu z jego osobą do łatwych zadań nie należy. Okazało się jednak, że mimo takiej, a nie innej oceny i tak jest już lepiej niż ludzko-wampirzo-wilkołaczym trójkącie.

 

Całość wypełnia sporo akcji, ale sposób montażu tych scen zabija przyjemność z ich oglądania. To już w MTV, za czasów gdy liczyła się tam muzyka, pokazywano teledyski o lepszym poziomie czytelności. Apogeum dezorientacji zaliczyłem jednak podczas kilku...dialogów. Przeskakiwanie z aktora na aktora co słowo nie jest dobrym narzędziem do budowania napięcia w scenie, a przynajmniej według mnie.

 

Zastanawiające jest, że tak wiele znakomitych osobowości ze srebrnego ekranu zgodziło się zagrać w tej kupie...posklejanych scen. W obsadzie drugoplanowej znaleźli się: Jason Isaacs, Maria Bello, Alfred Molina, Sigourney Weaver oraz Michael Nyqvist. Ten ostatni ponownie (wcześniej dał popis w Mission Impossible: Ghost Protocol) udowadnia, że do ról czarnych charakterów się nie nadaje. Może nie młoda już gwardia pragnie zainteresować swoimi dokonaniami nowych widzów? Starzy jednak patrzą na takie próby z żalem. Lubię prawie wszystkich wyżej wymienionych i pragnę dla nich lepszych ról i filmów.

 

Reasumując, Porwanie to film dla wielbicieli filmów o kilkusetletnich wampirach zakochanych w nastolatkach, które nie mają mimiki. Nawet mały hołd dla Assassin's Creed pod koniec seansu nie był w stanie poprawić mi humoru, ze względu na zmarnowany czas.

 

 

Ocena końcowa:

 

 

***

 

 

 

 

W kinach...

 

Resident Evil: Retrybucja / Resident Evil: Retribution (2012)

 

 

 

 

 

 

 

Reżyseria: Paul W.S. Anderson

 

Scenariusz: Paul W.S. Anderson

 

Produkcja: Niemcy, Kanada

 

Czas trwania: 95 minut

 

Obsada:

 

Milla Jovovich - Alice

Sienna Guillory - Jill Valentine

Michelle Rodriguez - Rain

Aryana Engineer - Becky

 

 

Myśl globalnie, zabijaj lokalnie – hasło promocyjne

 

 

Zombie. Gdzie nie spojrzeć wszędzie ich pełno. Pomyśleć, że dziesięć lat temu, gdy w kinach debiutowała pierwsza część cyklu Resident Evil, byli raczej zapomnianym gatunkiem. Teraz, niczym wampiry i wilkołaki, przeżywają swój renesans – brakuje tylko serialu z dobrym zombie w roli głównej, który nie chce być taki jak jego pobratymcy i pragnie normalnego życia. Tak czy siak, to już piąta odsłona cyklu i trzecia Paula W.S. Andersona – prywatnie męża ekranowej Alice. Zapewne niedługo ekranizacje prześcigną podstawową numeracje gier (szósta część w sklepach od października, a w niektórych rejonach Polski już od ostatniego dnia sierpnia).

 

Tym razem, akcja rozpoczyna się dokładnie w momencie końca poprzedniej, ale w sposób, który jest żywcem wzięty z pamiętnej zapowiedzi do Dead Island – co automatycznie obudziło we mnie nadzieję. Potem mała powtórka z rozrywki, czyli ucieczka z kompleksu Umbrelli dzięki nietypowemu sojusznikowi. Wszystko to podane w bardzo growy sposób, czyli z podziałem na poziomy. Im bliżej jednak końca, tym więcej mankamentów trawiących serię daje o sobie znać. Pomijam już nawet kwestię tego co momentami twórcy robią z materiałem źródłowym, bo w końcu mają do tego prawo - zapłacili za nie. Dlatego jeśli nie podobały się Wam poprzednie odsłony, najnowszą omijajcie szerokim łukiem i poczekajcie na Resident Evil 6, który zapewni Wam więcej przyjemnych chwil przed konsolą.

 

Jak dobrze pamiętacie, Anderson to autor pierwszego Mortal Kombat, który po dziś dzień jest jedną z lepszych adaptacji gier wideo. W przypadku Resident Evil już nie było tak różowo. O ile pierwsza część była przyzwoita (więcej szczegółów znajdziecie w jubileuszowym 181 numerze PSX Extreme) to kolejne już coraz słabsze. Mimo to zarabiały coraz więcej pieniędzy – taki magiczny filmowy paradoks. Retrybucja została „wpuszczona” do kin w dziesięć lat po premierze pierwszej odsłony Alicji w krainie zombie. Tym razem, jest trochę lepiej – głównie w pierwszej połowie – ale bez rewelacji. Jako entuzjasta dzieła Capcomu, chciałbym zobaczyć dobry, a nie tylko przyzwoity film. Racja, że i w tym przypadku postawiono na trochę inne podejście stylistyczne, ale to nie wystarczy. Ktoś musi się opamiętać, załatać te wszystkie dziury w scenariuszu i poprawić momentami naprawdę koszmarne dialogi oraz powiedzieć ekranowemu Weskerowi, że same przeciwsłoneczne okulary w połączeniu z wypiętą klatą to nie jest gra aktorska.

 

Główna bohaterka nie wygląda już tak ponętnie jak niegdyś, ale nie ma się co dziwić. W końcu nikt nie oprze się upływowi czasu. Twórcy starają się ukazać ją jednak w taki sposób, aby nie był to problem dla widza. Głównie za sprawą często i gęsto używanego efektu spowolnienia czasu oraz sporej ilości wymian ciosów i pocisków. O ile w przypadku pani Jovovich nie mam wizualnego kłopotu to Sienna Guilroy wygląda jak przechodzona lalka Barbie, a brzmi jakby dogrywała wszystkie swoje teksty w studiu. Samo głębokie rozcięcie kostiumu na klatce piersiowej nie wystarczy, by przykuć moją uwagę przez cały film.

 

Na ekranie pojawia się mnóstwo znanych Wam postaci. Z maszkaronów zabrakło mi tylko Nemezisa – w końcu można go „zrobić” ponownie - i nadgniłych psów. Ludzkie powracające postacie to Michelle Rodrguez, Boris Kodjoe, Colin Salmon i Oded Fehr, czemu i jak nie chcę zdradzać, ale z łatwością się domyślicie powodu. Uzupełnienie stanowi „nowy narybek”, czyli Leon S. Kennedy (Johann Urb nie pasuje mi tu kompletnie), Ada Wong (Li BingBing prezentuje się całkiem nieźle) oraz Barry Burton (Kevin Durand wypada z nich najlepiej).

 

O ile nielogiczności w The Dark Knight Rises (2012) byłem w stanie przełknąć to tutaj kilka razy prawie się udławiłem – zwłaszcza pod koniec. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że musiano skończyć film jak najszybciej i zlepiano kolejne sekwencje w bardzo krótkim czasie. Tak więc, Retrybucja to tylko przyzwoita rozrywka i to nie na wizytę w kinie w 3D, a domowy seans za kilka miesięcy. Może przy trzynastej części twórcy ukażą Alice i spółkę w sposób na jaki zasługują. Problem bowiem w tym, że zamiast zaserwować nam porządne filmowe uderzenie zamykające z hukiem serię, powstał kolejny „międzyfilm”, który prowadzi do kolejnego – obstawiam, że powstaną jeszcze trzy.

 

 

Ocena końcowa:

 

 

***

 

 

W tym tygodniu czytamy się jeszcze w piątek, a może i w sobotę. Wszystko zależy od układu planet. Tak więc, do przeczytania!

Tagi: film kącik filmowy Kino Porwanie recenzja recenzje recenzje filmowe Resident Evil resident evil: retrybucja