Graliśmy w Stranger Than Heaven. Snoop Dogg i Tupac? O taka Yakuzę nic nie robiłem
Ekipa z Ryu Ga Gotoku Studio (ci zdolni magicy od Yakuzy i Like a Dragon) pichci właśnie coś, co zapowiada się dobra naparzanka, przynajmniej dla fanów serii takich jak ja. Zamiast dobrze znanych, ociekających neonami uliczek, zafundują nam podróż w czasie – i to taką konkretną, bo cofniemy się aż do 1915 roku. Szykujcie chusteczki, by pomachać Kazumie na pożegnanie, bo na scenę wkracza nowa gwiazda.
Głównym aktorem tego spektaklu jest Makoto Daito. Poznajemy go, gdy w 1915 roku zjawia się w Japonii na gapę - prosto ze statku przemytników. Chłopak trafia do Kokury, miasta, które słynie z produkcji stali i... mało subtelnych biznesów spod ciemnej gwiazdy. Makoto zaczyna od zera, ale szybko wyrabia sobie nazwisko w lokalnym półświatku. Znamy to i przerabialiśmy nie raz, ale prawie zawsze działa.
Jego kariera to nie przelewki - to maraton trwający niemal pół wieku! Gra zaserwuje nam wycieczkę krajoznawczą po różnych epokach: 1915 – Kokura, 1929 – Kure, 1943 – Osaka, 1951 – Atami i 1965 – Tokio. Co najlepsze, na końcu tej drogi zobaczymy, jak z piasku i gruzu rodzi się potężny Klan Tojo. Dla mnie to wystarczający wabik, i dać się złapać.
Dark Souls i uliczna awantura
Choć fabuła rozciąga się na 50 lat, twórcy obiecują, że nie uśniemy z nudów jak na lekcji historii. Tłem są konkretne realia, ale w centrum błyszczy nasz bohater. Miejscówki? Skalą przypominają klasyczne Kamurocho, ale są napakowane detalami jak dobre sushi ryżem. Do większości budynków będzie można wejść, więc eksploracja pochłonie nam masę wieczorów. System walki przeszedł totalny lifting. Jeśli myśleliście, że wciskanie jednego guzika załatwi sprawę, to grubo się mylicie. Sterowanie zmusza do gimnastyki mózgu – lewa strona pada odpowiada za lewą stronę ciała bohatera, a prawa za prawą.
Bumpery to szybkie "liście", triggery to ciosy, po których trzeba szukać zębów, a wciśnięcie dwóch triggerów na raz odpala szarżę lub chwyt. Zapomnijcie też o tradycyjnym "lockowaniu" celownika na wrogu. Tutaj walka to czytanie ruchów przeciwnika w locie. Chcesz zablokować cios? Okej, ale zjada ci to kondycję. Wciśniesz przycisk w idealnym momencie? Dostajesz perfekcyjne parowanie lub unik, który zwalnia czas. Starcia są znacznie bardziej brudne i brutalne. Przypominają raczej solówę pod remizą niż efektowny taniec sztuk walki. Jeśli oberwiesz i padniesz na glebę, nie wstaniesz w ułamku sekundy z radosnym okrzykiem. Musisz się turlając przeczekać, aż odzyskasz oddech. Co więcej, w ruch może pójść wszystko dookoła – od krzeseł po butelki. I wygląda to wszystko naprawdę dobrze w ruchu. Największy problem? Brak lockowania. Gdy atakuje nas na raz kilku wrogów, ciężko zapanować nad chaosem, nawet jeśli widać, że w tle pojawiają się czerwone strzałki sygnalizujące ataki z tyłu.
Snoop Dogg, Tupac i koniec z przebierankami
Dobra wiadomość jest taka, że odblokujemy aż 13 rodzajów broni (noże do szybkich akcji, metalowe rury do ataków obszarowych itp), które wreszcie nie będą się psuć, a do tego dostaniemy opcję ich ulepszania. Jeśli liczyliście, że w przerwie od mafijnych porachunków Makoto przebierze się za gigantycznego kurczaka albo parówkę – niestety (albo i stety), gra trzyma fason. Klimat jest gęsty, mroczny i poważny. Humor nadal tam jest, ale wpisany w epokę. Mi się taka stylistyka naprawdę podoba, choć zastanawiam się jak gra zostanie przyjęta przez wiernych fanów nowych odsłon Yakuzy.
Są jednak momenty, w których przecieramy oczy ze zdumienia. Makoto w wolnych chwilach śpiewa po angielsku na ulicach, a najlepszym kumplem bohatera jest Orpheus, gość od czarnego rynku, któremu twarzy (i pewnie głosu) użyczył sam Snoop Dogg. Jakby tego było mało, w grze pojawia się postać Amaru, żywcem wyjęta ze zmarłego 30 lat temu Tupaca Shakura. Mi to w ogóle nie przeszkadza, ale widać twórcy mają ciekawy pomysł na marketing gry na zachodnich rynkach.
Stranger Than Heaven to projekt, w którym twórcy poszli na całość, nie trzymając hamulców. Mamy pół wieku gangsterskiej epopei, 5 różnych miast, brutalne zasady przetrwania i obsadę, która brzmi jak żart, ale nim nie jest.
Przeczytaj również
Komentarze (5)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych