Gamescom 2026 – graliśmy w “Crazy Taxi World Tour”. Otwarta mapa, szalone misje i the Offspring
Pięć miast, wielkie mapy, które możesz poznawać we własnym tempie, zwariowane misje fabularne i ten sam, szalony, arcade'owy gameplay, co zawsze. Czego chcieć więcej?!
W oryginalnym „Crazy Taxi” - tym wydanym między innymi na PlayStation 2 – zawsze najbardziej mierziło mnie, że nie mam szansy zrobić na mapie wszystkiego, że ten czas zaraz mi się skończy, jak dobrze by mi nie szło i zostaje mi tylko high score do chwalenia się. Niby zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że mieliśmy tu do czynienia z portem gry automatowej, ale nie dało się tego zmienić w wersji konsolowej? Później wyszła część druga, trzecia i kilka spin-offów, ale sytuacja zawsze pozostawała bez zmian. I wreszcie teraz, w roku 2026, dwadzieściasiedem lat po premierze oryginału, twórca serii, Kenji Kanno, wjeżdża cały na biało z odświeżeniem oryginalnej formuły i, tak, wreszcie możemy jeździć sobie tak, jak nam się podoba, zwiedzać, oglądać, poznawać. Pięknie.
Gamescomowe demo prezentowało tylko jedną z zapowiadanych map. Całkiem odpowiednio do sytuacji, były to Niemcy, czy może raczej „Niemcy”, ponieważ całość jest zasadniczo lotniskiem, dwoma miastami oraz wzgórzami połączonymi autostradą, otoczonymi zewsząd wodą. Byłem parę razy u naszych zachodnich sąsiadów i nie do końca tak to zapamiętałem. Trzeba natomiast przyznać, że deweloper postarał się, aby gracz regularnie znajdował na mapie prawdziwe miejsca, faktycznie istniejące budynki, a całość miała odpowiednio niemiecki klimat. Mapa jest spora, a jej przejechanie dookoła zajmuje dobrych kilka minut.
Otwarty świat pozwolił twórcom zaimplementować całą masę aktywności. Prócz klasycznych dla serii przejazdów z miejsca w miejsce mamy także slalomy, próby czasowe, ucieczki przed policją, precyzyjne parkowanie, crazy jumpy i upierdliwie precyzyjne próby czasowe podczas których nie możemy w nic uderzyć. Każda aktywność jest na tyle unikatowa, że nawet po dłuższej sesji cały czas można znaleźć sobie coś żeby zbytnio się nie powtarzać i nie nudzić. Na koniec gracz dostaje ocenę od jednej do czterech gwiazdek – jedna za samo ukończenie wyzwania w określonym czasie i trzy za różne inne zadania poboczne (nie obijać się, wykonać trzy skoki, skończyć z dużą ilością zapasowego czasu i tak dalej).
Gamescom 2026 – graliśmy w “Crazy Taxi World Tour”. Szalona taksówka to i klienci nieinni
Najciekawsze są jednak misje fabularne – jeśli można je tak nazwać – zwane tutaj „odd jobs”. Wyraźnie zaznaczone na mapie są postacie specjalne, które mogą mieć do nas jakąś niecodzienną prośbę. Podczas swojeg opokazu pomogłem „najlepszemu pizzerowi na świecie” rozsławić jego placki w Niemczech, rozworząc ogromną kolumnę pudełek przypadkowym ludziom. Na koniec dowiedziałem się, że teraz pan pizzaiolo chce udać się do innych krajów, dzielić się swoją pizzą i radością płynącą z jedzenia jej. Coś czuję, że spotkamy go też na innych mapach. Prócz niego pomagałem też... hmmm... zajączkowi wielkanocnemu (?) znaleźć kolegów, pokazywałem kosmicie jak prowadzi się ludzkie auto, wyrzucałem z tylnego siedzenia faceta ubranego w wingsuit i mierzyłem ile dzięki mnie skoczył, a nawet pomagałem uciec bawidamkowi uciec przed chłopakiem jego kochanki – pech chciał, że był on akurat policjantem. Jaja jak berety, a samych zadań na pojedynczej mapie jest spokojnie ponad dziesięć (a może i więcej, tylko trzeba je znaleźć? Trudno powiedzieć).
Sama rozgrywka to stare dobre „Crazy Taxi”. Bierzemy zadanie, na górze odpala się timer, strzałka kierująca nas do celu i... jazda! Wchodząc w zakręty na ręcznym (czyli cały czas), podbijamy satysfakcję klienta i zdobywamy dodatkowe punkty. Jeśli jedziemy za wolno możemy wdusić kółko i R2, co pozwoli wyrwać do przodu z większą prędkością, a najlepszym sposobem na parkowanie jest crazy stop, czyli kółko i po nim L2, co pozwoli praktycznie natychmiast zatrzymać się w miejscu. Najlepsze wyniki osiągniemy jeżdżąc bezpiecznie, bez rozbijania się o inne samochody, ale jeśli masz ochotę, to absolutnie nikt ci tego nie broni. Jest coś szalenie satysfakcjonującego w patrzeniu jak płoty, drzewa, pachołki i znaki drogowe wystrzeliwują na boki, uznając wyższość naszej pędzącej bokiem taksówki, podczas gdy z głośników leci the Offspring – ciągle ten sam kawałek, „All I want”, choć mam nadzieję, że znajdzie się ich trochę więcej.
„Crazy Taxi World Tour” wydaje się być bardzo solidną próbą uczynienia z tej flagowej serii gry bardziej „dzisiejszej”, do której będzie się chciało wracać by ją dokończyć, wymasterować, wyczyścić ze znaczników. To wciąż tytuł na raczej nie za długie serie, bo i gameplay loop – choć podlany klimatem różnorodności – wciąż pozostaje taki sam, a grafika, choć zdecydowanie wyższej jakości niż dawniej, wciąż jest bardzo arcade'owa, bardziej użytkowa niż robiąca faktyczne wrażenie. Jeśli deweloper zadba o inne tryby i odpowiednią do zawartości cenę, to myślę, że warto wrócić do tej taksówki.
P.S. Gra ma posiadać tryb multiplayer, ale nie dali nam się nim pobawić.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych