Czy kontynuacja thrillera wszech czasów może być udana? Jak najbardziej, jeszcze jak!

Czy kontynuacja thrillera wszech czasów może być udana? Jak najbardziej, jeszcze jak!

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 12:00

Sięganie po klasyczne tytuły z zamiarem kontynuowania ich wątków zwykle spotyka się z komentarzami o odcinaniu kuponów czy też nawet szarganiu świętości. Podobnie było na początku lat 80., tuż przed premierą “Psychozy II”. Sequela do jednego z najwybitniejszych przedstawicieli psychologicznego horroru w reżyserii Alfreda Hitchcocka. O dziwo jednak film wyreżyserowany przez jego ucznia, Richarda Franklina okazał się wciągającym thrillerem z kolejną wielką rolą Anthony’ego Perkinsa.

Wyraźny trend powrotu klasycznych tytułów na duże ekrany daje w ostatnich miesiącach możliwość ponownego zobaczenia wielkich filmów, w warunkach idealnie do tego stworzonych. To właśnie dzięki niemu kilka tygodni temu dane mi było po raz pierwszy od czasu studiów powrócić do legendarnej “Psychozy” Alfreda Hitchcocka. Pozycji wręcz pomnikowej jeśli chodzi o podgatunek kina grozy. Z dzisiejszej perspektywy może dziwić fakt iż legendarny artysta, zaledwie rok po premierze kolorowej “Północy - północnego zachodu” zdecydował się realizację czarno-białego thrillera. W owym czasie jednak nikt nie wierzył, że ekranizacja niezwykle odważnej, bo opartej na losach najsłynniejszego seryjnego mordercy Eda Geina, powieści Roberta Blocha spotka się z szerokim zainteresowaniem widzów. Reżyser nie otrzymał więc finansowania od Universal-International i musiał wyłożyć na nią pieniądze sam. Przy okazji decydując się na ich zaoszczędzenie, właśnie dzięki powrotowi do dawnego formatu, co okazało się zresztą prawdziwym strzałem w dziesiątkę.

Dalsza część tekstu pod wideo

Jednym z powodów, dla których producenci nie wierzyli w powodzenie jego przedsięwzięcia był fakt, iż Hitchcock do tej pory kojarzył się przede wszystkim z przestępczymi thrillerami, a nie makabrycznymi opowieściami z dreszczykiem. Początek “Psychozy” mocno sugerował zresztą, że Brytyjczyk wszedł na dobrze już utartą drogę, opowiadając przecież o dość standardowym występku przeciw prawu. Główna bohaterka, Marion Crane popełnia tu bowiem najbardziej pospolite przestępstwo świata, kradnąc pieniądze należące do klienta firmy, w której pracuje, a następnie decydując się na ucieczkę z miasta. Oryginalność historii opowiadanej w tym filmie, który już niedługo odciśnie wyraźne piętno na wielu podobnych produkcjach, polega na tym, że główna bohaterka jest kompletnie nieświadoma tego, że przestępczy szlak doprowadzi ją w samą paszczę szaleństwa, gdy tylko na jej drodze stanie gospodarz skromnego, znajdującego się na uboczu motelu, Norman Bates.

Dzieło Hitchcocka, podobnie jak kończący niedawno trzydzieści lat “Lęk pierwotny”, należy do grupy filmów, które w teorii po latach powinny zdecydowanie tracić na znaczeniu, ze względu na to, że są mocno oparte o fabularny twist. Po latach dość łatwy do odgadnięcia już na początku, nawet jeśli widzi się film po raz pierwszy. “Psychoza” fascynuje jednak do dziś nie tylko za sprawą mistrzowskich sekwencji, takich jak studiowana do dziś scena pod prysznicem, której dokumentalista Alexandre O. Phillippe poświęcił osobną produkcję (“78/52” z 2017 roku), ale podobnie jak w przypadku filmu Hoblita również dzięki grze aktora wcielającego się w główną rolę. Anthony Perkins jest absolutnie fenomenalny, odtwarzając wszelkie stany duchowe Normana Batesa, który potrafi być i czarujący i groźny, bywa że w tym samym momencie. To dzięki jego fantastycznemu występowi, jak również mistrzowskiej reżyserii Hitchcocka “Psychoza” okazała się tak wielkim fenomenem, nieprzypadkowo uznawanym dziś za swoisty proto-slasher, jak również kasową produkcją, która tylko czekała na to, aż ktoś w końcu zaproponuje jej kontynuację.

Kto się czubi, ten się lubi

Psychoza
resize icon


Temat sequela do wielkiego dzieła Hitchocka po raz pierwszy pojawił się za sprawą autora powieściowej podstawy do arcydzieła z 1960 roku, Roberta Blocha. Pisarz na początku lat 80. opublikował bowiem powieść “Psychoza II”, która - zgodnie z tytułem - stanowiła kontynuację losów Normana Batesa i początkowo była postrzegana jako materiał na scenariusz filmowej produkcji. Tylko jednak do momentu aż przedstawiciele Universal Pictures wzięli ją w końcu do ręki! Książka Blocha była bowiem ewidentną parodią coraz popularniejszego w kinematografii podgatunku slashera i zdaniem włodarzy studia kompletnie nie nadawała się na ekranizację obrazu, mającego nawiązywać do ducha wielkiego dzieła brytyjskiego mistrza.

W 1981 roku na jednym z konwentów science fiction, mających miejsce w Melbourne, doszło zresztą do spotkania samego Roberta Blocha z australijskim reżyserem Richardem Franklinem. Byłym studentem samego Alfreda Hitchcocka, w którego dotychczasowej twórczości, składającej się do tego czasu przede wszystkim na thriller science fiction “Patrick”, a także wpisaną w nurt tzw. ozploitation “Niebezpieczną grę”, dostrzegano wyraźne związki z twórczością brytyjskiego mistrza. Z Franklinem dość szybko skontaktowali się przedstawiciele Universalu, widzący w nim twórcę, który mógłby zmierzyć się z dziedzictwem swego mistrza. Równolegle rozmawiali oni również z producentem “Psychozy” Hiltonem A. Greenem, który miał dużo większe obiekcje co do kontynuacji tej historii i postanowił poradzić się córki Hitchcocka, Patricii. Kiedy ta udzieliła mu swoistego błogosławieństwa, mówiąc że ojciec z pewnością nie miałby nic przeciwko takiej produkcji, Green zadecydował o wejściu do ekipy realizującej film. 

Nie był on zresztą jedyną ważną osobą, która miała duże wątpliwości co do uczestnictwa w tym przedsięwzięciu. Na dobrą sprawę jego powodzenie zależało bowiem od tego czy w sequelu w roli Normana Batesa ponownie zobaczymy Anthony’ego Perkinsa. Ten zaś początkowo nie miał ochoty na to, by ponownie wchodzić w buty najbardziej znanego ekranowego seryjnego mordercy, a wkrótce zaczęły krążyć plotki o tym, że rolą zainteresowany był Christopher Walken. Doniesienia te wydawały się wiarygodne choćby z tego powodu, iż początkowo “Psychoza II” miała być skromnym telewizyjnym filmem, który nie miał być pokazywany na dużym ekranie. Ostatecznie Perkins zapoznał się ze scenariuszem do właściwego obrazu, przygotowywanym przez Toma Hollanda, który wkrótce stanie się prawdziwym specjalistą od hitowych horrorów, i zdecydował się na powtórzenie swej ikonicznej roli. Uznając, że ów skrypt nie tylko zachowuje w sobie wiele z ducha pierwowzoru, ale również opowiada historię Normana z zupełnie innej perspektywy.

W obsadzie sequela pojawiła się również Vera Miles, która w pierwszym filmie wcieliła się w poszukującą swojej siostry, Lilę Crane. Z kolei w jej córkę początkowo miała się wcielić sama Jamie Lee Curtis. Nie tylko - jako córka Janet Leigh, grającej w “Psychozie” Marion Crane - mająca związki z arcydziełem Hitchcocka, ale również - po wielkim sukcesie “Halloween” Johna Carpentera - wyraźnie kojarzona z tego typu kinem. To właśnie jednak ten fakt zadecydował, iż Curtis zrezygnowała z roli Mary Samuels Loomis, nie chcąc zostać zaszufladkowana jako aktorka spełniająca się wyłącznie w kinie grozy, zwłaszcza iż w międzyczasie świetnie przyjęto jej komediową rolę w “Nieoczekiwanej zmianie miejsc” . 

Ostatecznie wcieliła się w nią Meg Tilly, która na planie mocno narzekała na kiepską współpracę z Perkinsem. Jej powodem mogło być to, że Tilly początkowo nie miała świadomości tego w jak ważnym przedsięwzięciu bierze udział. Z uwagi na to, że w młodości wychowywała się bez telewizora do tej pory nie widziała dzieła Hitchcocka. Pewnego dnia, znajdując się na planie, miała głośno wyrazić zdziwienie tak wielkim szumem medialnym wokół swego ekranowego partnera, co Perkins odczytał jako oznakę kompletnego zlekceważenia, do samego końca prac nad filmem krytykując grę swej koleżanki po fachu. O dziwo jednak owego chłodu w relacjach na planie nie widać już w samym filmie, gdzie Norman i Mary z minuty na minutę wydają się być sobie coraz bliżsi; nieprzypadkowo zresztą krytycy doceniali obie kreacje, a sama aktorka otrzymała nawet nominację do prestiżowej nagrody Saturny.

W paszczy szaleństwa 

Psychoza
resize icon


Choć “Psychoza II” miała być od początku filmem opowiadającym zupełnie inną historię, jej związki z arcydziełem Hitchocka są głębokie i czuć je było już w trakcie realizacji obrazu. Zdjęcia do niego kręcono w okolicach domu, który służył za miejsce akcji filmu z 1960 roku, choć sam motel musiał zostać poddany rekonstrukcji. Wyraźnym hołdem dla mistrza okazała się malutka scena, tuż po pierwszym wejściu Normana i Mary do pokoju matki Batesa, w której przez moment widać sylwetkę brytyjskiego reżysera. Franklina trudno nazwać tak wiernym kopistą jakim po latach okazał się sam Gus Van Sant, który w 1998 roku zrealizował nie tylko remake co po prostu jedyny w swoim rodzaju akt niemal kompletnego skopiowania “Psychozy” kadr po kadrze. Australijski uczeń wielkiego “Hitcha” powtórzył jednak w kontynuacji kilka scen obecnych w pierwowzorze.

A o czym tak naprawdę opowiada “Psychoza 2”? Po ponad dwudziestu latach izolacji ze szpitala psychiatrycznego w końcu wychodzi Norman Bates, który od początku zmaga się nie tylko z powrotem do społeczeństwa, pracując w miejscowym barze jako pomocnik kucharza, ale także - z uwagi na powrót do dawnego domu - również ze swym mrocznym dziedzictwem. O ile w pierwszej części Anthony Perkins odgrywał postać, w której nieustannie walczyły ze sobą dwie osobowości, o tyle scenariusz kontynuacji nadaje jego postaci bardziej ludzki wymiar. Norman zostaje bowiem zmuszony do nieustannego kwestionowania tego co postrzega zmysłowo, w czym nie pomaga mu całkiem nieźle rozpisana intryga kryminalna, idąca ścieżkami znanymi z hitchcockowskiego arcydzieła.

Tuż po premierze “Psychoza II” spotkała się z całkiem ciepłym przyjęciem. Tak bowiem należy określić nawet te głosy mówiące o tym, że choć niewątpliwie nie jest to film, który w jakikolwiek sposób może dorównać klasycznemu dziełu z 1960 roku, to jednak stanowi całkiem sprawnie skonstruowaną opowieść, pokazującą bohatera z zupełnie innej strony, dającą jednocześnie sposobność do kolejnego popisu aktorskiego Perkinsowi. Co interesujące im dalej od premiery tym bardziej “Psychozę II” zaczęto postrzegać jako osobne dzieło, które co prawda nie może być postrzegane w zupełnym oderwaniu od swego wielkiego poprzednika, ale niewątpliwie powinno być uznane za kontynuacja, która ma na siebie pomysł.

Nie powinno zatem dziwić, że tuż po premierze kinowej obraz cieszył się sporym zainteresowaniem i przy 5 milionach dolarów budżetu przyniósł studiu niemal siedem razy więcej. Znakomity wynik finansowy “Psychozy II”  wpłynął nie tylko na decyzję o realizacji dwóch kolejnych odsłon serii (trzeciej reżyserowanej zresztą przez samego Anthony’ego Perkinsa), zdecydowanie już jednak gorszych od drugiego filmu, a poniekąd również na późniejszy sukces realizowanego w latach 2013-2017 serialu “Bates Motel”, który doczekał się aż pięciu sezonów. To bowiem dzieło Franklina na dobrą sprawą rozpoczęło dobudowywanie kolejnych elementów mrocznego dziedzictwa rodu Batesów, wciąż mających wpływ na współczesne kino grozy. Widoczne choćby w twórczości współczesnego mistrza gatunku, syna Anthony'ego, Osgooda Perkinsa, którego zresztą da się dostrzec w jednej scenie filmu Franklina, w roli młodszego Normana.

Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper