Ten kończący właśnie 30 lat thriller w swoim czasie mocno zaskoczył widzów. Jak go dziś wspominamy?

Ten kończący właśnie 30 lat thriller w swoim czasie mocno zaskoczył widzów. Jak go dziś wspominamy?

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 12:00

Nieprzypadkowo mówi się o tym, że najmocniej starzeją się filmy oparte na fabularnym twiście, który w chwili premiery potrafi mocno zaskoczyć widzów, ale już po kilku latach przestaje on działać na nich tak mocno. Nie dotyczy to jednak, kończącego w tym tygodniu 30 lat, “Lęku pierwotnego” Gregory’ego Hoblita, bowiem to właśnie w nim po raz pierwszy objawił się światu ogromny talent debiutującego tu znakomitego aktora.

W odróżnieniu od wielu aktorów wywodzących się z artystycznych rodzin, Edwardowi Nortonowi od początku nie była pisana praca na planie filmowym. Paradoksalnie jednak to właśnie dziecięce doświadczenia ostatecznie skierowały go na tę drogę. Po raz pierwszy — gdy miał zaledwie kilka lat i obejrzał przedstawienie “Calineczka”, na które zabrała go opiekunka pracująca u rodziny Nortonów, a jednocześnie występująca na Broadwayu. Ogromny wpływ wywarły na nim także filmy oglądane z ojcem — człowiekiem o zupełnie innym życiorysie. Po służbie w piechocie morskiej podczas wojny w Wietnamie zrobił karierę jako prawnik zajmujący się ochroną środowiska, a później również działacz ekologiczny pracujący w Azji.

Dalsza część tekstu pod wideo

Po latach Norton wspominał, że po pierwszych doświadczeniach z filmem wydawało się, że będzie on zainteresowany raczej kinematografią, a nie aktorstwem. Niedługo jednak po nich, bo w wieku zaledwie ośmiu lat, zadebiutował na deskach lokalnego teatru w przedstawieniu, co ostatecznie zadecydowało o pójściu tą drogą. W późniejszych latach zagrał jeszcze w kilku sztukach Toby Ornsteina na Columbia Center for Theatrical Arts, a już w połowie lat 80. został nagrodzony aktorskim pucharem na corocznym letnim obozie w Hebron w stanie New Hampshire, gdzie po latach powrócił już jako dyrektor teatru. W międzyczasie studiował na prestiżowym uniwersytecie Yale, gdzie uzyskał licencjat z historii, ucząc się tam zresztą także języka japońskiego, wykorzystując go już w swej pierwszej pracy, jako reprezentant firmy swego dziadka, Enterprise Community Partners.

Po kilku miesiącach spędzonych w Osace Edward Norton powrócił do USA i osiadł w Nowym Jorku. Z jednej strony podejmował się różnych, często nietypowych prac, by się utrzymać, z drugiej — w pełni poświęcił się rozwijaniu swoich umiejętności aktorskich. Szczególnie cenił lekcje u teatralnego dyrektora Terry’ego Schreibera, który w owym czasie potrzebował tłumacza języka japońskiego, przygotowując spektakl w Kraju Kwitnącej Wiśni. Równolegle Norton pisał własne sztuki i występował w przedstawieniach poza Broadwayem. Kluczowe dla jego kariery okazało się jednak spotkanie z agentką Shirley Rich, którą zachwycił swoim drobiazgowym przygotowaniem do przesłuchań — zwłaszcza tych opartych na klasycznych szekspirowskich dziełach. To właśnie ona poleciła go producentom pewnej głośnej produkcji, poszukującym aktora do niezwykle złożonej, a jednocześnie absolutnie kluczowej roli.

Ponad dwa tysiące kandydatów

Gere Norton
resize icon


Jedną z najgłośniejszych powieści pierwszej połowy lat 90. w Stanach Zjednoczonych okazało się “Primal Fear” Williama Diehla. Niezwykle wciągający thriller prawniczy, opowiadający o pewnym adwokacie, broniącym młodego mężczyznę, oskarżonego o makabryczną zbrodnię, dokonaną na powszechnie szanowanym arcybiskupie w Chicago. Jednocześnie książka już od czasu premiery wydawała się wręcz skrojona pod scenariusz pełnokrwistego prawniczego thrillera, które w owym czasie cieszyły się ogromną popularnością. Prawa do jej ekranizacji przejęło Paramount Pictures, a producenci rozpoczęli poszukiwania aktora, który mógłby wcielić się w postać oskarżonego Aarona Stamplera. Od początku natrafili jednak na spore problemy.

Pierwotnie bowiem był do niej typowany Leonardo DiCaprio, któremu przedłożono nawet scenariusz do filmu. Młody gwiazdor miał jednak szybko odmówić. Jedne źródła twierdzą, że decyzja ta była spowodowana chęcią odpoczynku po niezwykle wyczerpującym okresie promocji filmu “Co gryzie Gilberta Grape’a”, podczas gdy inni wspominali o tym, iż sam skrypt w wielu miejscach kompletnie go nie przekonywał. Rezygnacja absolutnego pewniaka wywołała wśród producentów prawdziwy popłoch, który wkrótce zaowocował jednak szeroko zakrojonym castingiem, w którym uczestniczyło wielu znakomicie w tym czasie zapowiadających się aktorów.

Od początku bowiem mówiono o tym, że występ w tym filmie może oznaczać dla aktora prawdziwy przełom w karierze. Nic więc dziwnego, że wśród ponad 2.1 tysiąca kandydatów, których przesłuchiwano, znalazły się takie postacie jak choćby Matt Damon, James Marsden, Edward Furlong, Wil Wheaton, James Van der Beek i Pedro Pascal. Tak szeroko zakrojone poszukiwania z dzisiejszej perspektywy mogą zadziwiać, jednak nie tylko producenci obrazu, ale również mający już pewny angaż w nim Richard Gere, byli przekonani o tym, że jego powodzenie zależy od tego czy uda się znaleźć idealnego aktora do tej niezwykle trudnej i złożonej roli. Sam odtwórca roli prawnika Martina Vaila wspominał w wywiadzie dla LA Times: “Film mógł zadziałać tylko i wyłącznie w przypadku, gdy widownia uwierzy w głównego bohatera. Wielką sztuką jest zagrać postać, która potrafi być zarówno spokojna, jak i szalona, ale on miał tę cechę. Był wspaniały”.

Dziś widzowie dobrze już wiedzą, że Richard Gere mówi tu o Edwardzie Nortonie. Zupełnie nieznanym wówczas młodym odtwórcy, który o castingu do “Lęku pierwotnego” dowiedział się dzięki spotkaniu, wspomnianej już wcześniej, a dostrzegającej w nim ogromny potencjał Shirley Rich. Przedstawicieli producentów zachwycił zaś na dwóch przesłuchaniach. Za pierwszym razem zagrał postać z charakterystycznym akcentem z Kentucky tak dobrze, że wszyscy myśleli, iż rzeczywiście pochodzi z tego górzystego stanu USA. Decydujące okazało się jednak drugie podejście, które ujawniło jego kreatywność w prezentowaniu roli, o którą się ubiegał.

Jak wspominali producenci podczas castingu większość przesłuchujących po prostu siada na krześle i rozpoczyna kwestię, którą ma zaprezentować. Norton zdecydował jednak o postawieniu krzesła w kącie, gdzie mówił do nich wyraźnie się jąkając. Uznał bowiem, że właśnie to powinno cechować granego przez niego bohatera. Zabieg ten wywarł na nich tak duże wrażenie, że szybko zadecydowali o powierzeniu mu roli w filmie, który ostatecznie realizowano od kwietnia roku do lipca 1995, głównie w Chicago, Los Angeles i Keystone w Wirginii Zachodniej. 

Człowiek - zagadka

Norton
resize icon

Film, debiutującego tu pełnometrażową produkcją Gregory’ego Hoblita, oparty na powieści, w której nie tylko słynny duet filmowych krytyków Siskel & Ebert dostrzegał podobieństwo do wielu książek niezwykle poczytnego w owym czasie Johna Grishama, z dzisiejszej perspektywy doskonale wpisuje się w pewien istotny nurt amerykańskiej kinematografii lat 90., którego najsłynniejszym przedstawicielem jest “Adwokat diabła” Taylora Hackforda z 1997 roku. Zafascynowany postaciami prawników, w których niektórzy odnajdywali absolutnych cyników, gotowych za odpowiednie pieniądze bronić nawet największe kanalie, podczas gdy inni widzieli w nich mocno rozchwiane moralnie persony. Bardzo podobną postacią jest arogancki i pewny siebie Martin Vail, który z jednej strony w wielkich procesach sądowych występuje w imieniu szefów organizacji przestępczych, a z drugiej wierzy, że skutecznie broniąc mocno doświadczonego przez życie, jąkającego się 19-latka robi coś dobrego. Na końcu czeka go jednak bardzo przykra niespodzianka…

“Lęk pierwotny” na dużych ekranach po raz pierwszy pojawił się w Los Angeles, 1. kwietnia 1996 roku, ale do szerokiej dystrybucji film trafił kilka dni później. Od początku spotkał się z ogromnym zainteresowaniem widzów, czego zresztą spodziewali się producenci. Sława powieści Diehla, a także reprezentowanie modnego w tym czasie podgatunku thrillera prawniczego, połączone z pogłoskami o tym, że mamy tu do czynienia ze znakomitą rolą szerzej nieznanego aktora sprawiły, że kosztujący blisko 30 milionów dolarów obraz zyskał ponad trzy razy więcej z samego box office, stając się również sporym hitem na VHS.

Z dzisiejszej perspektywy nie może to dziwić, bo film Gregory’ego Hoblita to po prostu wyjątkowo wciągający dramat sądowy, który umiejętnie ogrywa fabułę powieści Williama Diehla, korzystając również ze świetnie dobranych aktorów. Błyszczy tu będący w szczycie swojej popularności Richard Gere; naturalnie jednak światła jupiterów skierowane są tu przede wszystkim na Edwarda Nortona, dającego prawdziwy popis umiejętności. Prezentującego to, z czego będzie znany także ze swych późniejszych ról, co możemy nazwać rodzajem cichej charyzmy, uaktywniającej się w najważniejszych momentach. Jak tu w samej końcówce, w swoim czasie wywołującej ogromne zaskoczenie i tym większy podziw dla prawdziwego kunsztu aktorskiego Nortona, który publiczność ujął także czymś zupełnie innym.

Tuż po premierze filmu, ostatecznie przynoszącego mu zarówno prestiżowego Złotego Globa, jak i nominację do Oscara, którego ostatecznie zgarnie jednak Cuba Gooding jr. za swą rolę w “Jerry Maguire”, nietypowo jak dla takich sytuacji Norton zdecydował się zrezygnować z udziału w konferencji prasowej Paramount, a także nie dawać wywiadów prasowych. Pierwszego udzielił wcale nie dziennikarzowi, a Drew Barrymore, której na okoliczność rozmowy dla pewnego magazynu opowiadał skąd się wywodzi, tłumacząc się także z bardzo nietypowego - jak na standardy celebryckiego życia w Hollywood - zachowania po przełomowej roli. Wspominając o tym, że w przeszłości wielu młodych aktorów, znajdujących się u progu wielkiej kariery, miało swój wielki moment, ale później zgasło. Norton uważał, że im mniej wiemy o samym aktorze, tym bardziej doceniamy jego rolę w kolejnych filmach. Mądra postawa życiowa, którą prezentował już na początku zawodowej drogi, zapewniła mu długą karierę (ostatnio także reżyserską), w której - miejmy nadzieję - nie powiedział on jeszcze ostatniego słowa. 

Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper