PS Plus Extra to dla mnie zbawienia. 8 gier w 3 miesiące

PS Plus Extra to dla mnie zbawienia. 8 gier w 3 miesiące "za darmo"

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 09:00

Żyjemy w czasach, w których gry wideo debiutują w gorących okresach i nie każdy z nas - z różnych względów - może pozwolić sobie na ogranie wszystkiego w okolicach premiery. Właśnie dlatego, patrząc na moją bibliotekę z ostatnich trzech miesięcy, muszę to głośno powiedzieć: PS Plus Extra to dla mnie czyste zbawienie.

Osiem (dokładniej siedem, ale ósmy jest już na tapecie) solidnych tytułów zaliczonych w kwartał, a wszystko to w ramach jednego abonamentu, który opłacam od blisko roku. To moment, w którym matematyka gracza w końcu zaczyna się zgadzać.

Dalsza część tekstu pod wideo

Moja ponowna przygoda z tą usługą zaczęła się niemal rok temu i, pisząc z pełną szczerością, końcówka 2025 roku nie napawała optymizmem. Oferta bywała wtedy jałowa, a dodawane pozycje rzadko trafiały w mój gust, lądując raczej w kategorii „może kiedyś sprawdzę”. Jednak początek 2026 roku przyniósł niesamowite odwrócenie karty - teraz przynajmniej raz w miesiącu trafiam na coś, co wciąga mnie bez reszty (przeglądając też oferty sprzed końcówki 2025 roku), pozwalając zapomnieć o kupowaniu gier na własność.

Pierwszym wielkim zaskoczeniem była INDIKA. To jedna z tych produkcji, których prawdopodobnie nigdy nie kupiłbym „w ciemno”, a dzięki Plusowi mogłem zanurzyć się w tym surrealistycznym świecie. To dziwaczna, niemal oniryczna opowieść o młodej zakonnicy, która w alternatywnej, XIX-wiecznej Rosji zajmuje się rzeczami skrajnie nietypowymi. Gra miesza ze sobą ciężką religijną dogmatykę z elementami platformowymi i łamigłówkami, a wszystko to podlane jest sosem z rozmów z samym diabłem.

INDIKA udowodniła mi, że w ramach subskrypcji warto szukać gier „innych”. Wykonywanie absurdalnych zajęć w klasztorze i poza nim, które mają uczyć pokory, w połączeniu z niesamowitą oprawą audiowizualną, zostawiło w mojej głowie ślad na długo. To właśnie siła PS Plus Extra - daje dostęp do niszowych perełek, które normalnie mogłyby nam umknąć w zalewie marketingowej papki wysokobudżetowych hitów.

Zjazd Square Enix

Forspoken
resize icon

Potem przyszła pora na tytuł z zupełnie innego bieguna - Forspoken. O tej grze napisano już wszystko, zazwyczaj w negatywnym tonie, więc z dużą rezerwą podszedłem do testowania przygód Frey w krainie Athia. I choć faktycznie format gry mnie nie porwał - świat momentami straszył pustką i dość archaicznym designem, a żmudne czyszczenie mapy z powtarzalnych aktywności potrafiło zmęczyć - to cieszę się, że mogłem to sprawdzić na własnej skórze.

Moje odczucia po Forspoken były jasne: to solidny materiał do sprawdzenia „za darmo” w abonamencie, by uzmysłowić sobie, jak wielki błąd popełniłbym, kupując ten tytuł w dniu premiery za pełną kwotę. System magii i poruszania się był momentami satysfakcjonujący, ale jako całość gra potwierdziła, że subskrypcja to świetny bezpiecznik dla naszych portfeli. Dzięki niej uniknąłem rozczarowania za 300 złotych, zamieniając je w kilka wieczorów niezobowiązującej eksploracji.

Kiedy jednak poczułem głód prawdziwego wyzwania, z pomocą przyszło Lies of P. Ten południowokoreański soulslike okazał się absolutnym majstersztykiem, który klimatem i precyzją walki momentami dorównywał dziełom samego FromSoftware. Mroczna interpretacja historii Pinokia, osadzona w estetyce Belle Epoque, urzekła mnie swoim brudem, elegancją i bezwzględnością. Każdy boss był tu lekcją cierpliwości, a projekt miasta Krat to jedna z ciekawiej zrealizowanych lokacji, jakie widziałem w ostatnich latach.

Od Lemowskiej pustki po klocki LEGO

LEGO Horizon Adventures
resize icon

Po ciężkich starciach w Lies of P potrzebowałem czegoś innego, narracyjnego... i tak trafiłem na Niezwyciężonego. Polska produkcja bazująca na twórczości Stanisława Lema okazała się dla mnie gigantycznym zaskoczeniem. To „walking sim” w najlepszym tego słowa znaczeniu - powolny, klimatyczny, przesiąknięty gęstym sci-fi w stylu retro-futuryzmu. Odkrywanie tajemnicy planety Regis III jako astrobiolog Yasna było doświadczeniem niemal metafizycznym.

Niezwyciężony urzekł mnie swoją oprawą wizualną i szacunkiem do materiału źródłowego. To nie była gra o strzelaniu, ale o filozofii, skali wszechświata i miejscu człowieka w kosmosie. Cieszę się, że PS Plus Extra promuje takie ambitne projekty, które wymagają od gracza zatrzymania się i pomyślenia, zamiast ciągłego naciskania spustu. To był idealny przerywnik przed kolejną pozycją w mojej bibliotece.

A tą pozycją było LEGO Horizon Adventures. Jeśli kiedykolwiek szukaliście idealnego „odmóżdżacza” po ciężkim dniu w pracy, to właśnie go znaleźliście. Połączenie postapokaliptycznego świata Aloy z humorem i plastycznością klocków LEGO wywoływało u mnie szczery uśmiech na twarzy. To gra lekka, przyjemna i zaskakująco ładna, która pozwoliła mi na nowo polubić ten uniwersum, tym razem w znacznie luźniejszej, zabawowej formie.

Zupełnie inny rodzaj emocji zaserwowało mi Still Wakes The Deep, które ukończyłem też niedawno. To niesamowicie klimatyczna przygodówka z elementami horroru, której akcja toczy się na platformie wiertniczej u wybrzeży Szkocji w latach 70. Izolacja, gęsta atmosfera i wszechobecna woda sprawiły, że każda minuta spędzona na „Beirze” była przepełniona lękiem. To krótka, ale intensywna lekcja tego, jak budować napięcie bez hord przeciwników.

Marcowe uderzenie i gorzkie rozczarowania

Space Marine
resize icon

Subskrypcja pozwala też na bezbolesne weryfikowanie marketingowych obietnic, co pokazało mi Test Drive Unlimited: Solar Crown. Niestety, w tym przypadku miałem okazję zobaczyć na własne oczy, jak słaba jest to produkcja. Problemy z optymalizacją, drewniany model jazdy i grafika, która momentami pamięta czasy PlayStation 4, skutecznie wybiły mi z głowy marzenia o powrocie do legendy serii. Gdybym za to zapłacił, byłbym wściekły - dzięki PS Plus Extra po prostu odinstalowałem grę po dwóch godzinach bez żalu.

Na szczęście passę słabszych gier przełamało Echoes of the End. To tytuł, który również uważam za świetną produkcję, oferującą ciekawe podejście do narracji i walki w świecie fantasy. Gra ma w sobie to „coś”, co sprawia, że chce się odkrywać kolejne fragmenty historii, nawet jeśli nie jest to produkcja z najwyższej półki budżetowej. To był idealny „rozgrzewacz” przed tym, co Microsoft i Sony przygotowały dla nas w marcu.

Wisienką na torcie mojej trzymiesięcznej przygody jest Warhammer 40,000: Space Marine 2, który wylądował w ofercie dosłownie kilka dni temu, w ramach marcowej aktualizacji katalogu. To czysta, nieskrępowana rzeź w imię Imperatora. Skala starć, potęga pancerza wspomaganego i hordy Tyranidów zalewające ekran robią piorunujące wrażenie. To gra, na którą czekało wielu, a dostanie jej w ramach abonamentu tak szybko po premierze to niemały pokaz siły Sony.

Patrząc wstecz na te ostatnie miesiące, muszę przyznać, że oferta PS Plus Extra w końcu dojrzała. Dzięki niej mogłem nadrobić zaległości, przetestować gry, których bym nie kupił, i przeżyć przygody, o których będę pamiętał długo. Osiem gier w trzy miesiące to wynik, który mówi sam za siebie - za ułamek ceny tych tytułów otrzymałem dziesiątki godzin doskonałej zabawy.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Warhammer 40,000: Space Marine 2.

Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper