State of Play zbliżyło się jakością do PlayStation Showcase. To było naprawdę świetne show!
Od dłuższego czasu żyliśmy w pewnym zawieszeniu. Fani PlayStation, przyzwyczajeni do corocznych, potężnych uderzeń, musieli uzbroić się w cierpliwość, która była wystawiana na ciężką próbę.
Przez ostatnie dwa, a nawet trzy lata czekaliśmy na moment, w którym Sony w końcu „odpali wrotki” i pokaże nam przyszłość, w którą warto zainwestować nie tylko pieniądze, ale i emocje. I choć zapowiadano jedynie State of Play, to po napisach końcowych nikt nie miał wątpliwości - to wydarzenie jakością niemal zrównało się z legendarnymi PlayStation Showcase.
Nie był to może pokaz skupiony wyłącznie na najdroższych blockbusterach AAA z pierwszego rzędu, ale to właśnie stanowiło o jego sile. Zamiast oglądać dziesiąty zwiastun tej samej gry, otrzymaliśmy lawinę świeżości, intrygujących zapowiedzi i powrotów, które sprawiły, że luty 2026 roku zapamiętamy jako wielki powrót niebieskiej marki do formy. Sony pokazało, że ma plan, a lista nadchodzących premier jest tak gęsta, że trudno będzie znaleźć czas na sen.
Mocne otwarcie
Całość otworzyło uderzenie, po którym wielu musiało zbierać szczęki z podłogi. Ken: Scars of Kosmora na nowym materiale wyglądało po prostu obłędnie. To gra, która zdaje się przesuwać granice tego, co rozumiemy przez „nową generację”. Detale otoczenia, gra świateł na ubraniu protagonistki i ten unikalny, niemal namacalny klimat sprawiły, że otwarcie show było dokładnie takie, jakie być powinno - mocne, pewne siebie i wizualnie bezkonkurencyjne.
Zaraz potem dostaliśmy coś dla fanów wspólnego grania. Ghost of Yotei Legends udowadnia, że Sucker Punch nie zamierza rezygnować z genialnej formuły sieciowej, którą zapoczątkowali na Cuszimie. Nowe misje online w trybie Legends zapowiadają się niezwykle interesująco, a przeniesienie akcji pod zbocza góry Yotei dodaje całości mroczniejszego, bardziej mistycznego posmaku. To będzie idealny sposób na przedłużenie przygody z tym uniwersum wraz z przyjaciółmi.
Prawdziwa temperatura na czacie podniosła się jednak, gdy na ekranie pojawiło się logo Capcomu. Resident Evil Requiem otrzymało prawdopodobnie najlepszy zwiastun w historii tej marki. Dynamika montażu, powrót do Raccoon City i Leon S. Kennedy w szczytowej formie - to wszystko złożyło się na obraz produkcji, która ma szansę stać się nowym królem survival horroru. Jeśli cała gra utrzyma ten poziom napięcia, luty będzie należał do miłośników strachu.
Szpiedzy, lekarstwo i mrok
Równie ekscytująco zaprezentowało się 007 First Light. IO Interactive, twórcy serii Hitman, zdają się być stworzeni do marki o Jamesie Bondzie. Pokazane urywki z początków kariery agenta 007 biły profesjonalizmem i elegancją. To nie będzie tylko kolejna strzelanka, ale stylowa opowieść o narodzinach ikony, gdzie spryt i gadżety będą równie ważne, co celne oko. Wygląda jak rywal Uncharted...
Nie można też pominąć Remedy Entertainment i ich najnowszego dziecka. Gameplay z Control Resonant sprawił, że dla mnie ta przygoda to bezapelacyjnie najambitniejszy projekt w historii tego fińskiego studia. To, co tam się działo pod względem destrukcji otoczenia i manipulacji rzeczywistością, przechodzi ludzkie pojęcie. Widać, że Sam Lake i spółka dostali wolną rękę, by stworzyć coś, co wykracza poza ramy klasycznego action-adventure.
Gdyby tego było mało, fani horroru psychologicznego otrzymali prawdziwy klejnot. Silent Hill Townfall wyglądało genialnie - duszna atmosfera i niepokojąca narracja od Annapurny sprawiły, że nawet najwięksi sceptycy uwierzyli w kolejny świetny projekt spod szyldu topowej marki Konami.
Potężnym zaskoczeniem była zapowiedź gry o Johnie Wicku. Choć adaptacje filmowe bywają różne, ten zwiastun prezentował się niesamowicie. Czuć było ciężar każdego ciosu i balistykę, która ma oddać „gun-fu” znane z ekranów kinowych. To może być czarny koń nadchodzących miesięcy, o ile twórcy dopieszczą system walki tak, jak obiecuje to pierwszy materiał.
Również Marathon od Bungie z każdym kolejnym trailerem intryguje coraz mocniej. Ich unikalna stylistyka sci-fi, pełna futurystycznego designu połączonego z mrokiem, wyróżnia się na tle każdej innej produkcji na rynku. Choć to gra nastawiona na rywalizację, bije od niej tajemnica, którą aż chce się zgłębić. Dobrze udowodnił to fabularny trailer, gdzie wszystko wydaje się niezwykle niebezpieczne...
Wielki finał i nostalgię czas zacząć
W międzyczasie przemknął też tajemniczy Saros, który swoją estetyką i rozmachem buduje kolejny filar mocnej jesieni. Jest na co czekać, a lista gier, które realnie chcę kupić po tym State of Play, wydłużyła się o kilka pozycji. To był pokaz, który przywrócił wiarę w to, że Sony wciąż wie, jak robić widowiska, o których mówi się tygodniami.
Pod koniec show Sony postanowiło zagrać na naszych najczulszych strunach. Zapowiedź remake’u trylogii God of War to spełnienie marzeń milionów graczy, którzy wychowali się na greckiej przygodzie Ducha Sparty. Powrót do korzeni w nowoczesnej oprawie to ruch, który po prostu musiał się wydarzyć, a sposób, w jaki to ogłoszono, nie pozostawił złudzeń - Kratos znów zasiądzie na tronie.
Podsumowując, to State of Play było brakującym ogniwem w komunikacji Sony. Po latach posuchy otrzymaliśmy skondensowaną dawkę czystej pasji i technicznego kunsztu. Może i nie było tam wielkich logotypów najdroższych marek w każdej minucie, ale różnorodność i jakość zaprezentowanych tytułów sprawiły, że poczuliśmy się jak za dobrych lat marki PlayStation. Machina ruszyła, choć szkoda, że wciąż nie wiemy, nad czym pracuje Bend Studio oraz Bluepoint Games, które swoje gry wydało 6-7 lat temu.
Przeczytaj również
Komentarze (22)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych