Graliśmy w The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo. Tu jest jakby luksusowo…

Graliśmy w The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo. Tu jest jakby luksusowo…

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 19:50

Dodatki mają to do siebie, że potrafią całkowicie zmienić sposób, w jaki patrzymy na dobrze znaną grę. Czasem to tylko kilka nowych aktywności i przedmiotów, a czasem pełnoprawny system, który wywraca codzienną rozgrywkę do góry nogami. W historii The Sims 4 były przykłady pierwszego, a były też drugiego. Jak więc jest - po pierwszych wrażeniach - w The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo? Co nieco mogę o tym napisać! 

Królewskie Dziedzictwo, królewskie nowości? 

Dalsza część tekstu pod wideo

The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo to - muszę przyznać - całkiem rozbudowany dodatek, który wprowadza do gry motyw rodów, tytułów i wielopokoleniowej pozycji społecznej. Zamiast skupiać się wyłącznie na codziennym życiu Simów, rozszerzenie pozwala budować wokół nich całe dynastie - z wartościami, hierarchią i jasno wskazanym, tytułowym dziedzictwem. Możemy tworzyć własne linie rodowe, decydować o sukcesji, wyróżniać ulubieńców i odsuwać od łask tych, którzy przynoszą wstyd nazwisku. Bo kto nie lubi ostracyzmu?! 

The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo - Miasto
resize icon

Nowy świat - Ondarion - został zaprojektowany jak scenografia pod dworskie intrygi. Rezydencje przypominające pałace, bale, pojedynki szermiercze i wyraźnie zarysowane rody nadają rozgrywce bardziej „fabularny” charakter. Każda z dzielnic ma własny klimat (i to ogromny plus, ale do tego wrócę), a aktywności nie kończą się na dekoracjach - pojawiają się nowe mechaniki, tajne przejścia (jestem fanem!), zaczarowane obiekty i miejsca, które zmieniają funkcję zależnie od pory dnia.

Kluczowym elementem dodatku są natomiast intrygi i skandale, które realnie wpływają na pozycję rodu. Zakazane romanse, sekrety rodzinne czy publiczne kompromitacje mogą podkopać prestiż dynastii i zablokować drogę do najwyższych tytułów. Co ważne - droga na szczyt jest bynajmniej liniowa. Można budować poparcie, manipulować rywalami, wyzywać ich na pojedynki albo podkopywać reputację. Całość mocno przesuwa środek ciężkości rozgrywki z „symulatora życia” w stronę dworskiej opowieści o władzy i nazwisku. 

The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo - Pierwsze Wrażenia

Muszę przyznać jedno na start - podchodziłem do tego dodatku z dużą rezerwą. Motyw szlachty, koron i rodowych intryg kompletnie nie leży w moich naturalnych klimatach i długo zakładałem, że to będzie rozszerzenie „nie dla mnie”. Po kilku godzinach grania musiałem jednak uczciwie przyznać, że twórcy naprawdę to poukładali. Chapeau bas!

The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo - Łódka
resize icon

Całość nie jest ani przesadnie pompatyczna, ani staroświecka - przeciwnie, wiele rozwiązań zaskakująco dobrze łączy się ze współczesnym stylem rozgrywki i nie gryzie się z resztą The Sims 4. A umówmy się, bywało już, że nie udawało się to tak sprawnie. 

Największym zaskoczeniem okazało się natomiast to, jak łatwo część systemów można przenieść do zwykłej, codziennej zabawy. Mechanika dynastii i prestiżu świetnie działa w wielopokoleniowych rodzinach, nawet jeśli w ogóle nie bawimy się w królewskie tytuły. Do tego skandale nie są zarezerwowane tylko dla „wyższych sfer” - potrafią namieszać też w życiu zwykłych Simów i dodać fabularnego pazura tam, gdzie wcześniej była tylko rutyna. 

Bardzo dobrze wypadł też sam Ondarion, o którym wspomniałem. Trzy dzielnice są wyraźnie różne wizualnie i kulturowo - ciepłe Dambele z inspiracjami zachodnią Afryką, eleganckie Bellacord z południowym, europejskim klimatem i zielone Verdemar z portugalską nutą. Mapy są rozległe i nie sprawiają wrażenia „makiety miasta”. Mało tego, strzałem w dziesiątkę są moim zdaniem apartamenty - dają więcej opcji zamieszkania i świetnie pasują do szlacheckiej stylistyki. 

The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo - Miasto 2
resize icon

A to nie wszystko! 

W samej rozgrywce dochodzi kilka systemów, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak ciekawostka, a w praktyce potrafią mocno namieszać w sposobie prowadzenia rodziny. Dynastie działają trochę jak rozbudowane kluby - z własnymi zasadami, wartościami i bonusami rozwojowymi - ale są znacznie mocniej wpięte w codzienne życie Simów. Nie chcę tu wchodzić w każdy detal, bo część mechanik aż prosi się o dokładniejsze omówienie osobno, ale zakres zmian jest większy, niż sugeruje sam temat dodatku.

Na plus wypada też to, jak dużo „smaczków” i pobocznych zdarzeń dorzucono obok głównych systemów. Skandale, sekrety, rozbudowane drzewo genealogiczne, wielkie bale, drobne baśniowe elementy w stylu zaczarowanych przedmiotów - to wszystko działa trochę jak przyprawy, które można dawkować według własnego uznania. Koniec końców, nawet jeśli ktoś nie czuje tematu koron i rodów, samo miasto potrafi go przekonać, żeby zostać na dłużej.

The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo - Trening
resize icon

Wrażenia? Na plus! 

The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo okazało się dla mnie - po pierwszych godzinach - dużo lepszym dodatkiem, niż zakładałem na starcie. Nadal nie jest to mój ulubiony klimat i pewnie nigdy nie będzie, ale nie mogę odmówić twórcom, że dowieźli pomysł i obudowali go sensownymi mechanikami. 

To jeden z tych pakietów, który wielu sceptyków może pozytywnie zaskoczyć, nawet jeśli korony i tytuły brzmią, jak nie ich kawałek ciasta. Nowy świat, system dynastii i wątki skandali realnie poszerzają możliwości opowiadania historii Simów, a ja jestem bardzo ciekaw, jak wkomponuje się to w szerszy obraz - już w pełnej wersji i z innymi DLC. 

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do The Sims 4.

Źródło: Własne
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper