Graliśmy w The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo. Tu jest jakby luksusowo…
Dodatki mają to do siebie, że potrafią całkowicie zmienić sposób, w jaki patrzymy na dobrze znaną grę. Czasem to tylko kilka nowych aktywności i przedmiotów, a czasem pełnoprawny system, który wywraca codzienną rozgrywkę do góry nogami. W historii The Sims 4 były przykłady pierwszego, a były też drugiego. Jak więc jest - po pierwszych wrażeniach - w The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo? Co nieco mogę o tym napisać!
Królewskie Dziedzictwo, królewskie nowości?
The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo to - muszę przyznać - całkiem rozbudowany dodatek, który wprowadza do gry motyw rodów, tytułów i wielopokoleniowej pozycji społecznej. Zamiast skupiać się wyłącznie na codziennym życiu Simów, rozszerzenie pozwala budować wokół nich całe dynastie - z wartościami, hierarchią i jasno wskazanym, tytułowym dziedzictwem. Możemy tworzyć własne linie rodowe, decydować o sukcesji, wyróżniać ulubieńców i odsuwać od łask tych, którzy przynoszą wstyd nazwisku. Bo kto nie lubi ostracyzmu?!
Nowy świat - Ondarion - został zaprojektowany jak scenografia pod dworskie intrygi. Rezydencje przypominające pałace, bale, pojedynki szermiercze i wyraźnie zarysowane rody nadają rozgrywce bardziej „fabularny” charakter. Każda z dzielnic ma własny klimat (i to ogromny plus, ale do tego wrócę), a aktywności nie kończą się na dekoracjach - pojawiają się nowe mechaniki, tajne przejścia (jestem fanem!), zaczarowane obiekty i miejsca, które zmieniają funkcję zależnie od pory dnia.
Kluczowym elementem dodatku są natomiast intrygi i skandale, które realnie wpływają na pozycję rodu. Zakazane romanse, sekrety rodzinne czy publiczne kompromitacje mogą podkopać prestiż dynastii i zablokować drogę do najwyższych tytułów. Co ważne - droga na szczyt jest bynajmniej liniowa. Można budować poparcie, manipulować rywalami, wyzywać ich na pojedynki albo podkopywać reputację. Całość mocno przesuwa środek ciężkości rozgrywki z „symulatora życia” w stronę dworskiej opowieści o władzy i nazwisku.
The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo - Pierwsze Wrażenia
Muszę przyznać jedno na start - podchodziłem do tego dodatku z dużą rezerwą. Motyw szlachty, koron i rodowych intryg kompletnie nie leży w moich naturalnych klimatach i długo zakładałem, że to będzie rozszerzenie „nie dla mnie”. Po kilku godzinach grania musiałem jednak uczciwie przyznać, że twórcy naprawdę to poukładali. Chapeau bas!
Całość nie jest ani przesadnie pompatyczna, ani staroświecka - przeciwnie, wiele rozwiązań zaskakująco dobrze łączy się ze współczesnym stylem rozgrywki i nie gryzie się z resztą The Sims 4. A umówmy się, bywało już, że nie udawało się to tak sprawnie.
Największym zaskoczeniem okazało się natomiast to, jak łatwo część systemów można przenieść do zwykłej, codziennej zabawy. Mechanika dynastii i prestiżu świetnie działa w wielopokoleniowych rodzinach, nawet jeśli w ogóle nie bawimy się w królewskie tytuły. Do tego skandale nie są zarezerwowane tylko dla „wyższych sfer” - potrafią namieszać też w życiu zwykłych Simów i dodać fabularnego pazura tam, gdzie wcześniej była tylko rutyna.
Bardzo dobrze wypadł też sam Ondarion, o którym wspomniałem. Trzy dzielnice są wyraźnie różne wizualnie i kulturowo - ciepłe Dambele z inspiracjami zachodnią Afryką, eleganckie Bellacord z południowym, europejskim klimatem i zielone Verdemar z portugalską nutą. Mapy są rozległe i nie sprawiają wrażenia „makiety miasta”. Mało tego, strzałem w dziesiątkę są moim zdaniem apartamenty - dają więcej opcji zamieszkania i świetnie pasują do szlacheckiej stylistyki.
A to nie wszystko!
W samej rozgrywce dochodzi kilka systemów, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak ciekawostka, a w praktyce potrafią mocno namieszać w sposobie prowadzenia rodziny. Dynastie działają trochę jak rozbudowane kluby - z własnymi zasadami, wartościami i bonusami rozwojowymi - ale są znacznie mocniej wpięte w codzienne życie Simów. Nie chcę tu wchodzić w każdy detal, bo część mechanik aż prosi się o dokładniejsze omówienie osobno, ale zakres zmian jest większy, niż sugeruje sam temat dodatku.
Na plus wypada też to, jak dużo „smaczków” i pobocznych zdarzeń dorzucono obok głównych systemów. Skandale, sekrety, rozbudowane drzewo genealogiczne, wielkie bale, drobne baśniowe elementy w stylu zaczarowanych przedmiotów - to wszystko działa trochę jak przyprawy, które można dawkować według własnego uznania. Koniec końców, nawet jeśli ktoś nie czuje tematu koron i rodów, samo miasto potrafi go przekonać, żeby zostać na dłużej.
Wrażenia? Na plus!
The Sims 4: Królewskie Dziedzictwo okazało się dla mnie - po pierwszych godzinach - dużo lepszym dodatkiem, niż zakładałem na starcie. Nadal nie jest to mój ulubiony klimat i pewnie nigdy nie będzie, ale nie mogę odmówić twórcom, że dowieźli pomysł i obudowali go sensownymi mechanikami.
To jeden z tych pakietów, który wielu sceptyków może pozytywnie zaskoczyć, nawet jeśli korony i tytuły brzmią, jak nie ich kawałek ciasta. Nowy świat, system dynastii i wątki skandali realnie poszerzają możliwości opowiadania historii Simów, a ja jestem bardzo ciekaw, jak wkomponuje się to w szerszy obraz - już w pełnej wersji i z innymi DLC.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do The Sims 4.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych