Porzucone, ale niezapomniane - serie, które śpią od lat
Przez historię gier przewinęło się wiele świetnych marek, cześć z nich z sukcesem działa współcześnie, istnieją również te nieobecne już na rynku, choć cenione przez społeczność. Ich twórcy albo już nie istnieją jako studia, albo wydawcy nie widzą sensu w ich dalszej promocji, w końcu zmieniły się czasy, mamy nowe pokolenia grających, niektóre marki nie mają już dawnej siły przebicia.
Dooom, Super Mario, The Legend of Zelda, Final Fantasy, Resident Evil, Grand Thef Auto - marki, których nie trzeba przedstawiać, które stały się częścią przemysłu elektronicznej rozrywki, z sukcesem trwają od pokoleń. Wyewoluowały wraz z upływem dekad, trzymając przy tym oddane społeczności, dbając o przypływ kolejnych fal zwolenników.
Weźmy na tapet franczyzy, które pozostały na pożółkłych kartach historii, choć bez problemu odnalazłyby się we współczesnej modzie remasterów, remake'ów, restartów - dla każdego coś miłego. Czy istnieją jakiekolwiek szanse, że któraś z poniższych serii wróci na rynek? Spróbujmy się przekonać.
Def Jam (Electronic Arts)

Aby była jasność, piszemy o grach z gatunku bijatyki, choć Def Jam jest całą wytwórnią muzyczną, a wydana w 2010 roku gra Def Jam: Rapstar nie miała żadnej koneksji z opisywaną serię. Większość graczy pamiętających czasy szóstej generacji konsol (PlayStation 2, Xbox, GameCube) pamięta gry Def Jam, Def Jam: Fight for New York oraz Def Jam: Icon, przy czym ostatnia z gier poniosła medialną klęskę, zniechęcają wydawcę do jej dalszego wspierania jako bijatyki. Sam doskonale zapamiętałem FFNY, wydaną w 2004 roku, w której zaimplementowano świetny tryb Story, umieszczono mnóstwo znanych raperów, a gameplay stanowił połączenie wrestlingu z wykorzystaniem elementów otoczenia. Do dzisiaj uważam ją za najlepszą odsłonę serii. W końcu w jakiej innej grzy powalczymy Snoop Dogiem lub Carmen Electrą? Nie zanosi się, aby Electronic Arts kiedykolwiek wznowiło produkcję gier opartych na licencji Def Jam. Dzisiaj wydawcę zapewne pożarłyby koszty licencyjne.
Castlevania (Konami)

Wiekopomna saga o łowcach wampirów, słynącą z piekielnego poziomu trudności. Nie wierzycie? Spróbujcie ukończyć klasyczną odsłonę serii bez kontynuacji, gwarantuję Wam, że żadne Soulsy nie mają startu do wyzwania przygotowanego przez dawne Konami. Seria trwała przez dekady, przeżyła ery ośmiu i szesnastu bitów, zrodziła odrębne gatunki (Castlevania: Symphony of the Night), świetnie poradziła sobie w grafice trójwymiarowej, jednak gracze kojarzą cykl głównie z eksplorowania upiornego zamczyska. W 2014 roku wydano Castlevania: Lords of Shadow 2, wieńcząca dzieje pierwszego Gabriela Belmonta, pierwszego z rodu zabójców wampirów. Konami następnie zaprzestało dalszej produkcji, na szczęście coś zaczyna się zmieniać, dzięki współpracy z marką Dead Cell, serię wskrzeszono za pośrednictwem Dead Cells: Return to Castlevania, zrealizowano także całkiem niezłe seriale oparte na tym uniwersum, dostępne na platformie Netflix. Wciąż jednak czekamy na powrót serii na główne tory, w nowej, wysokobudżetowej wersji.
Star Fox (Nintendo)

Seria zrodziła się na konsoli Super Nintendo, stając się pionierem w kwestii oprawy, specjalnie na jej potrzeby opracowany chip, by grafika była jak najlepsza i symulowała przestrzeń, w której dryfują bohaterowie. Myślę, że jednak fani zapamiętali Foxa McClouda dzięki niezapomnianej Star Fox Adventures z czasów GameCube'a, grze bardzo podobnej do trójwymiarowych iteracji The Legend of Zelda. Studio Rare stworzyło jedną z najlepszych gier swojej ery, która nie doczekała się należnego jej remastera, ani kontynuacji utrzymanej w podobnym tonie. Nintendo opracowało jeszcze odsłonę na WiiU, Star Fox Zero, lecz ta szybko przepadła w odmętach historii, choć nie była produkcją przeciętną. Od tamtej pory czekamy na powrót Foxa, i mam nadzieję, że Nintendo Switch 2 coś zmieni w tej materii.
Resistance (Sony)

Historia żołnierza, Nathana Hale'a otwierała generację PlayStation 3, i okazała się całkiem solidnym produktem, ciekawym shooterem o inwazji obcej rasy na Ziemi. Studio Insomniac Games powróciło do gatunku strzelanin FPP od czasów Disruptora (1996), za najlepszą część cyklu uchodzi druga część serii, wyciskającą sporo mocy z zasobów PS3, natomiast nieco gorzej poradziło sobie Resistance 3 i odsłony na kieszonkowe PlayStation. Po wydaniu ostatniej z gier firma już nie powróciła do tej franczyzy zostawiając jej los wydawcy, czyli Sony. Japońska korporacja milczy na temat dalszego rozwoju serii, co oznacza, że w kolejne Resistance prawdopodobnie już nie zagramy.
Dino Crisis (Capcom)

W 1999 roku Shinji Mikami stworzył grę Dino Crisis, zapragnął podarować graczom nowy rodzaj strachu, wynikający z cech drapieżnych, prehistorycznych gadów, z którymi mierzyli się gracze. W projektowaniu ich ruchów Mikami inspirował się żyjącymi współcześnie gatunkami, Dino Crisis było tytułem znacznie trudniejszym niż seria Resident Evil, wydawało się także bardziej realistyczne. Sequel, Dino Crisis 2 ruszyło bardziej w kierunku akcji, stając się protoplastą Resident Evil 4 (akcja, upgrade broni). Trzeci rozdział serii pojawił się na tylko na oryginalnej konsoli Xbox stając się obiektem krytyki ze strony graczy za zbytnie oddalenie się od głównego nurtu. Seria, podobnie jak dinozaury, przepadła.
F-Zero (Nintendo)

Firma hydraulika stworzyła serię wymagających, futurystycznych wyścigów, bardzo podobną do Wipeout od Sony (które powstało później). Wybieraliśmy bolida i zmagaliśmy się na niebezpiecznych torach, rozgrywka była szalenie trudna, czasem wywalczenie pierwszego miejsca wymagało kilku podejść do jednej trasy. Ostatnim tytułem serii okazało się F-Zero GX z GameCube'a, wyróżniające się świetną grafiką oraz wydajnością. Od tamtej pory Nintendo nie ujawnia żadnych nowych informacji nt. serii, prawdopodobnie zarządcy nie widzą sensu jej wskrzeszania, popyt na futurystyczne wyścigi praktycznie spadł do zera. Przykładem jest zamknięcie przez Sony studia odpowiedzialnego za przywołane Wipeout.
Killer Instinct (Rare)

Lata 90. należały do takich serii jak Mortal Kombat czy Street Fighter, lecz Killer Instinct, jak mało która gra, skupiała się przede wszystkim na łączeniu ataków w długie combosy. W 2013 roku, gdy na rynku zawitała konsola Xbox One, pojawiło się Killer Instinct, które przez dwa lata otrzymywało regularne aktualizacje, w tym areny oraz zawodników (mój ulubiony to oczywiście Riptor). Od 2015 roku niestety dalsze wieści nt. rozwoju serii ucichły, a szkoda, bo gatunek bijatyk przeżywa ciekawy renesans.
Batman Arkham (Rocksteady)

Od wydania ostatniej gry cyklu, Batman: Arkham Knight minęła ponad dekada, brytyjskie studio skupiło się na Legionie Samobójców, lecz tytuł ten spotkał się z dużą krytyką, a zainteresowanie produkcją od początku było niskie. Po wydaniu Arkham Knight, wydawca, firma Warner Bros. postanowił skupić się na bohaterach mniej znanych niż Batman, niestety z dość mizernym skutkiem (Rycerze Gotham). W samym Rocksteady wiele się zmieniło, odeszły osoby kluczowe dla serii Arkham, a jedyną ostatnio wydaną grą było Batman Arkham VR. Oby studio wyprodukowało jeszcze jedną grę z z udziałem Mrocznego Rycerza i zaskoczyło wszystkich jakością.
Uncharted (Naughty Dog)

Nathan Drake dał się poznać jako growy Indiana Jones, i choć seria ostatni raz dała o sobie znać prawie dziewięć lat temu, nie licząc remasterów, w tym roku minie okrągła dekada od premiery gry Uncharted 4: Kres Złodzieja, jednej z najciekawszych produkcji od studia Naughty Dog. Zespół pod dyrygenturą Neila Druckmanna pracuje aktualnie nad Intergalactic: The Heretic Prophet, lecz fani wciąż mają nadzieję, że jedno z najbardziej utalentowanych studiów PlayStation napisze jeszcze jedną historię.
Przeczytaj również
Komentarze (20)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych