Graliśmy w nową część Skate. Za darmo to i ocet słodki. Czy aby na pewno?

Graliśmy w nową część Skate. Za darmo to i ocet słodki. Czy aby na pewno?

Roger Żochowski | Dzisiaj, 08:00

Ciężko uwierzyć w to, że minęło już 15 lat od premiery ostatniej części Skate. Seria powraca, ale nie jako klasyczna kontynuacja, jakiej mogliby spodziewać się fani. To stworzony z duchem czasu projekt typu live-service, za który odpowiada studio Full Circle. Czy będzie z tego skaterski chleb? Sprawdziłem. 

EA postawiło tym razem na darmowy model, otwarty świat i osadzenie w rozgrywki w trybach sieciowych, co automatycznie zapaliło mi czerwona lampkę. Obawy były duże, wszak gry traktujące o deskorolce to jeden z moich ulubionych, nieco już zakopanych gatunków. Czy więc ten nowy kierunek wychodzi grze na dobre?

Dalsza część tekstu pod wideo

O dziwo mam głownie bardzo pozytywne odczucia, bo twórcy w sumie zachowali system trików znany z pierwowzoru, dodali trochę nowego, wymieszali i wrzucili nas do otwartego świata z innymi skaterami, co przypomina trochę założenia Steep od Ubisoftu. Choć wziąć nie do końca wiadomo, na jakiej konkretnej zawartości firma będzie tu zarabiała. A zarabiać przecież musi. 

Skateboarding nowej ery 

playtest skate
resize icon

Akcja gry toczy się tym razem w fikcyjnym mieście San Vansterdam, miejscu przypominającym mieszankę San Francisco, Nowego Jorku i Los Angeles. Co to najbardziej boli przy pierwszym zetknięciu to jego sterylność. Zapomnijcie o kałużach, brudzie, graffiti na ścianach. Brak tu brak realistycznych detali, ale po kilku godzinach zaczynamy doceniać ten projekt. To trochę tak, jakbyśmy jeździli po mieście przypominającym estetyką Mirror’s Edge, a minimalistyczna oprawa i specyficzny styl wizualny nadają nowej odsłonie inny, ale niewątpliwie unikalny klimat Miasto tętni życiem, ulicami poruszają się piesi, jeżdżą samochody, a gracze bezustannie eksplorują kolejne zakamarki i dzielnice, które są z tego co widziałem cztery. To jeden wielki plac zabaw. Może trochę zbyt kreskówkowy i momentami cierpiący na brak zróżnicowania urbanistycznego, ale finalnie pozwalający na masę zabawy. 

Gra oferuje bowiem ogromną swobodę: możemy jeździć, skakać, wspinać się, eksplorować dachy budynków. Tak, jak to drzewiej bywało, możemy zejść z deskorolki i uprawiać parkour, tym razem nawet bardziej rozbudowany, bo miejsc do wspinaczki jest ogrom. Można też tworzyć własne skate-parki dzięki systemowi Quick Drop, który rozbudowano względem Skate 3. Błyskawicznie możemy ustawić rampy, raile i inne przeszkody w dowolnym miejscu mapy, a inni gracze również mogą z tego korzystać. Gracze mogą także korzystać z systemu Skatepedii, który uczy trików i pomaga nowym użytkownikom wejść w świat gry. I dostępny jest zawsze pod ręką. 

Flick-It, czyli powrót legendy

skate playtest
resize icon

Trzon rozgrywki nadal opiera się na znanym i lubianym systemie Flick-It, który symuluje ruchy deskorolki za pomocą prawej gałki, co jest znacznie bliższe realizmowi niż choćby w Tonym Hawku. Full Circle nie tylko wskrzesiło ten system, ale wprowadziło także trzy schematy sterowania, od uproszczonego dla nowicjuszy, przez klasyczny styl z poprzednich odsłon, aż po zaawansowaną opcję dla weteranów. Efekt? Jazda daje ogromną satysfakcję i jest jedną z najbardziej intuicyjnych w historii serii. Po prostu nic nie zepsuto, a to co wymagało szlifów naprawiono. Po godzinie zabawy wróciła pamięć mięśniowa, nieco zaburzona ostania odsłoną Tony Hawka, więc donoszę z radością, że jeździ się po prostu znakomicie. Dodatkowe urozmaicenia jak ragdollowe wyzwania kaskaderskie (skaczesz z wysokich miejsc i wykonujesz absurdalne triki) dodają grze humoru. 

No właśnie zadania – tych jest cała masa, a progres polega na wykonywaniu kolejnych wyzwań w dzielnicach i zbieraniu kasy na coraz nowsze elementy kosmetyczne. Zadania są różne - Linie wymagają wykonywania trików i zdobywania określonego wyniku na określonej serii przeszkód, w Sesjach mamy ​​limitowaną czasowo zabawę w nabijanie jak najlepszego wyniku w dużych lokacjach, a w Own the Spot wykonujemy określoną serię trików by zdobyć jak najwięcej punktów. Nie brakuje też misji, które uczą nas podstaw gry. Nie mamy tu klasycznej kampanii fabularnej, co mnie jednak trochę boli, bo wolę singla od multi, nie ma też liniowej ścieżki postępów, zaliczając wyzwania we wspomnianych dzielnicach zdobywasz reputację, za która odblokowujesz ubrania, decki, obiekty w Quick, nowe wydarzenia itd. A zebrana przy okazji kasa pozwala kupić jeszcze więcej.

Żyjąca społeczność

playtest skate
resize icon

San Vansterdam zostało zaprojektowane z myślą o grze społecznościowej. Gra obsługuje do 150 graczy na serwerze, co sprawia, że co chwila mijamy innych graczy, a czasami już samo ich śledzenie to misja sama w sobie, bo może nas doprowadzić do miejsca, którego nie znaliśmy, albo nie wiedzieliśmy, ze można się do niego dostać.  Możemy więc obserwować innych, teleportować się do nich i wspólnie tworzyć wyzwania i triki. 

Jestem raczej przeciwnikiem takich eksperymentów, choć we wspomnianym już Steep spędziłem sporo czasu i wygląda na to, że z nowym Skate również będzie mi po drodze. Oczywiście jako singleplayerowca niedostatek treści dla graczy preferujących rozgrywkę solo jest bolesny, bo jakby nie patrzeć gra stawia na interakcje społecznościowe. Choć zawartość sezonowa ma być darmowa, to model live-service budzi pewne obawy i dopiero za kilka miesięcy będziemy mądrzejsi, czy to wszystko ma ręce i nogi i drenuje naszych portfeli. 

 

Źródło: własne
Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, o filmach i serialach od 2010. Redaktor naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, powieści Murakamiego, filmów Denisa Villeneuve'a, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia, a Blade Runner - film wszechczasów. 
cropper