Activision Blizzard

Activision Blizzard zasili Microsoft, a o tych markach powinno się mówić więcej

Kajetan Węsierski | 02.02, 21:30

Kupno Activision-Blizzard przez Microsoft było ruchem przełomowym i bez wątpienia krokiem, który przeorganizował rozłożenie sił na planszy w branży gier wideo. Trudno było przejść obok tego obojętnie i właściwie nie trzeba być fanem Xboksa, by docenić to, co udało im się w ten sposób osiągnąć. To największy zakup w historii tego rynku i jeden z największych, jeśli mówimy o całej popkulturze.

Oczywiście oznacza to, że Microsoft będzie miał pod swoimi skrzydłami całą masę kapitalnych marek, które wcześniej były dostępne na wielu platformach. Mowa o takich tuzach jak Crash Bandicoot, Diablo, Overwatch, World of Warcraft, czy Call of Duty. Grubo, prawda? Ano grubo - zwłaszcza biorąc pod uwagę, że to nie wszystko. To tylko kilka spośród tych zdecydowanie największych i najgłośniejszych

O pewnej grupie innych też się często mówi, ale jest także niemała liczba tytułów, które giną gdzieś w gęstwinie tych hegemonów. I dziś chciałbym Wam je przedstawić - przypomnę o grach, które ma w swoim portfolio Activison-Blizzard-King, a o których nie mówi się wystarczająco dużo. Zwłaszcza teraz, gdy wiele z nich może dostać drugie i po prostu nowe życie. Przejdźmy do listy! 

Call to Power

Wiemy, że przy okazji możliwości podłączania konkretnych komponentów do konsol, gry strategiczne zyskują na nich drugie życie. Czemu więc nie zrobić tego z alternatywną wersją „Cywilizacji”. Jestem przekonany, że wielu fanów gatunku doskonale kojarzy tytuły z tej serii, a nawet ci, którzy są z tego typu produkcjami nieco mniej zaznajomieni, powinni wiedzieć, o czy mówię. Zagrałbym w porządne odświeżenie! 

The Lost Vikings

Przyznam szczerze - nie grałem na PC. Grałem na emulatorze GBA, gdy jeszcze nie rozróżniałem pojęcia legalności i nielegalności. Fenomenalna gra zręcznościowa opowiadająca o trzech wikingach naprawdę wciągała i choć wtedy byłem jeszcze zbyt mały, by w pełni docenić jej kunszt, to wspominam ją bardzo dobrze. Chętnie zobaczyłbym kolejną odsłonę - tym razem w podrasowanych teksturach. 

Blackthorne

W tym przypadku było u mnie bardzo podobnie, jak przy okazji The Lost Vikings - również ograłem dopiero na GBA. I choć bawiłem się bliźniaczo dobrze, to sama gra oferowała zupełnie inne doznania - można wręcz rzec, że bardzo mocno przypominała pierwsze odsłony Prince of Persia (te, które dziś są już mocno archaiczne). Wszystko jednak rozgrywało się na większą skalę (mówimy bowiem o podróżach międzyplanetarnych) i oferowało znacznie szybszy rozwój wydarzeń. 

Soldier of Fortune

A pamiętacie ten FPS od Raven Software z przełomu wieków? Mnie najbardziej zapadł w pamięć ze względu na swój niezwykle wysoki poziom brutalności - akcja była tu bardzo szybka, a krew przelewała się na hektolitry. Jako jeden z najemników rządu z USA ścigaliśmy niebezpieczną organizację terrorystyczną, która dorwała się do głowic nuklearnych. Druga część nie była już tak dobra, ale odświeżenie chętnie bym sprawdził.

Pitfall

Ależ ta seria dawała mi frajdy, raju! Harry Pitfall był moim pierwszym Nathanem Drakem! Kapitalna przygodówka w widoku z trzeciej osoby edukowała i zapewniała wrażenia, na jakie jako dzieciak liczyłem. Dziś wciąż chętnie zagrałbym w nieco luźniejsze poszukiwanie przygód i wierzę, że przy okazji przejęcia Activision przez Microsoft, właśnie tak się stanie i raz jeszcze będziemy mogli wrócić do tego cudownego świata.

The Last Ninja

To nigdy nie była wybitna gra, ale bez wątpienia miała na siebie pomysł. Naczytałem się o niej sporo ciekawych rzeczy i choć sam nigdy nie grałem, to z tego, co dojrzałem przy okazji materiałów na YouTube oraz opowieści starszych kolegów po fachu, zdecydowanie warto dać jej szansę. Może już w nieco zmienionej formule i z troszkę innym podejściem, ale wciąż! Liczę, że niedługo o tym usłyszymy, albowiem gier w klimacie ninja nigdy za wiele. 

River Raid

Dla wielu to właśnie ta gra dała początek branży gamingu, jaką znamy dziś. Cóż, nie potrafię się do tego odnieść, albowiem jej premiera przypadała na rok 1982. Oznacza to, że w 2022 możemy mówić o czterdziestych urodzinach głośnej produkcji z Atari 2600. To chyba ciekawy moment, aby przypomnieć nieco o tym, gdzie dla wielu wszystko miało swój start. Porządny remake w odpowiedzi na dzisiejsze zapotrzebowanie graczy? Dawać to! 

Singularity

Jestem zaskoczony faktem, jak niewiele osób pamięta o tej produkcji z 2010 roku! Jasne, nigdy nie była największym przełomem w gatunku FPP science fiction, ale miała coś, co porywało. Pamiętam, że naprawdę kapitalnie się w niej bawiłem, a momentami podskakiwałem z przerażenia! Mechanika odmładzania lub postarzania naszych wrogów była czymś niebywale świeżym i dalej mogłaby się dobrze sprawdzić. Wierzę, że kontynuacja wciąż przed nami. 

Guitar Hero

Na sam koniec chyba największy klasyk, o którym w zasadzie nawet nie trzeba za wiele pisać. Kto nie grał nigdy w Guitar Hero? A nawet dalej - kto nigdy nie słyszał o Guitar Hero? W tej drugiej grupie chyba nie znajdzie się absolutnie nikt. Choć ostatnie odsłony nie cieszyły się takim zainteresowaniem jak kilka wcześniejszych, to umówmy się - sporej grupie osób brakuje możliwości, aby przy okazji nowej generacji konsol raz jeszcze poczuć się jak gwiazdy rocka! A może nawet w technologii VR? To by było coś! 

cropper