GRID Legends - sprawdzamy tryb fabularny. Brutalność świata motorsportu

GRID Legends - sprawdzamy tryb fabularny. Brutalność świata motorsportu

Mateusz Wróbel | 24.01, 14:00

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Electronic Arts, GRID Legends będzie posiadał wiele trybów. Lwia część z nich to spora dawka zabawy dla fanów modułów single-player, w których zainteresowani rzucają wyzwanie sztucznej inteligencji. Oprócz zwykłych Grand Prix, rozbudowanego kreatora wyścigów, czy trybu kariery przyjdzie nam sprawdzić jeszcze kampanię fabularną, która w przypadku najnowszej części GRID jest określana jako "Driven to Glory".

Uwaga! Ten wpis skupia się wyłącznie na module fabularnym gry GRID Legends. Ogólne wrażenia płynące z rozgrywki znajdziecie pod innym playtestem, który znajduje się dokładnie pod tym linkiem.

Znane twarze

GRID Legends - kierowca

Słowem wstępu - nad modułem "Driven to Glory" pieczę sprawuje Brad Kane, który zajmował się tworzeniem scenariusza do Ghost of Tsushima. To bardzo pozytywna informacja, która pozwalała mi uwierzyć, że historia przedstawiona w GRID Legends nie będzie tak infantylna i żmudna, jak ma to miejsce w przypadku większości produkcji z tego gatunku gier. Drugiej tak nijakiej przygody, jak chociażby w Need for Speed z 2015 roku, raczej nie dałbym rady przełknąć.

Brad Kane współpracował z dyrektorem ds. technicznych, Allenem Leitchem, który w swoim portfolio może pochwalić się dłubaniem nad Call of Duty: Black Ops - Cold War. Obaj deweloperzy, wspomagani przez innych twórców ze swojej ekipy, stworzyli wątek fabularny, w którym nie brakuje także gwiazd ze świata filmów i seriali (sporą rolę w scenariuszu odgrywa Ncutu Gatwa znany z produkcji Sex Education od Netfliksa). Odbiorców czeka łącznie 36 rozdziałów historii, co daje około 8-10 godzin soczystej zabawy.

Większość tego czasu to branie udziału w rozmaitych zawodach. Wcielamy się w bezimiennego kierowcę jeżdżącego z numerem "22", który dołącza do zespołu Seneca Motorsport. Biorąc udział w kolejnych rywalizacjach pnie się po szczeblach kariery jednocześnie poznając od środka świat motorsportu, który - niestety - nie jest tak piękny, jak może się to wydawać zza telewizora.

Nic nie jest takie, jak może się wydawać

GRID Legends - wyścig

Dzięki dobrze zrealizowanym filmom przerywnikowym (warto nadmienić, że nie są one tworzone na silniku gry, a nagrane kamerą wraz z udziałem prawdziwych aktorów) śledzimy z perspektywy widza, jak brutalne są wyścigi i jak ciągła rywalizacja oddziałuje na umysły kierowców. Tak naprawdę kolejne rozdziały przygody ogląda się jak dobry serial, w którym my, gracze, mamy jakiś wpływ na przedstawianą opowieść - w tym przypadku mowa o braniu udziału w zawodach rozsianych po wielu kontynentach.

Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Driven to Glory w GRID Legends bardzo przypomina produkcję Netfliksa o tytule: "Formuła 1: Jazda o życie". Widzimy na własne oczy, jak niebezpieczne są walki odbywające się nie tylko na torze, ale również w paddocku, gdzie osoby pragnące kolejnych zwycięstw dla swojego zespołu próbują wpłynąć na psychikę innych i sprytnie wywrzeć na nich presję nawet w trakcie zwykłych wywiadów.

W Driven to Glory nie brakuje zwrotów akcji, a jeśli kupujący jest fanem motorsportu, to na pewno z wielkim zainteresowaniem będzie poznawał kolejne rozdziały opowieści obracające się wokół kierowcy startującego z numerem "22". To interesujący powiew świeżości w gatunku wyścigówek, ponieważ daje on nie tylko frajdę ze ścigania się z botami czy prawdziwymi graczami, ale również w dobry sposób ukazuje brutalność świata wyścigów. Uważam wręcz, że osoby kupujące GRID Legends powinny zapoznać się z tymże modułem w pierwszej kolejności.