Netflix w 2021 roku okiem weekendowego widza - moje TOP 10 seriali

Netflix w 2021 roku okiem weekendowego widza - moje TOP 10 seriali

Mateusz Wróbel | 08.01, 19:00

Nie należę do osób, które przy każdej okazji biorą z lodówki jakieś przekąski, rozsiadają się wygodnie na kanapie i włączają Netfliksa. Wolny czas w większości przypadków przeznaczam na gry wideo, a seriale traktuję wyłącznie jako dodatek.

W 2021 roku łącznie zapoznałem się z mniej więcej 30 serialami z tejże platformy - pod uwagę brałem nie tylko zeszłoroczne premiery, ale także te wcześniejsze. Około połowa z nich to tytuły będące jednym, wielkim zawodem. Można tutaj przywołać z pewnością finałowy sezon Wikingów, bardzo słabo zrealizowane Drive to Survive 3, czy kompletnie nietrafiająca do mnie Szkoła dla Elity czy Riverdale. Źle wspominam także animację Resident Evil: Wieczny Mrok czy nijaki finał historii Lucyfera, którą można było zakończyć z przytupem. Spośród ogromnej oferty udało się jednak znaleźć pewne perełki, które wymieniam w swoim osobistym TOP 10 seriali, z którymi obcowałem w minionym roku kalendarzowym.

10. Dom z Papieru Sezon 5

Dom z Papieru to książkowy przykład tego, jak nie powinno kontynuować się serialu. Pierwszy sezon Domu z Papieru był świetny, przy drugim również można było się dobrze bawić. Gdy jeden wątek został definitywnie zamknięty, La casa de papel powinno się zakończyć. Finalnie tak się nie stało, a kolejny napad trwał aż trzy sezony. Mimo tego, że trzeci oraz czwarty sezon mocno mnie wymęczył (szczególnie pod względem idiotycznego scenariusza), piąty dało się oglądać z zaciekawieniem.

9. Barbarzyńcy

Wielu z Was obecność Barbarzyńców w tym zestawieniu może zdziwić. Wszak budżetowość wylewała się prawie na każdym kroku, bo ani bitwy nie były tak ekscytujące, a sam wątek główny nie wyrywał z butów. Ale twórców tejże produkcji trzeba pochwalić za jedno - dbałość o szczegóły. W tym aspekcie nie grał żadnej roli budżet, a umiejętności i chęć zaserwowania prawdziwej historii, która nie byłaby dostosowana pod dzisiejsze standardy. Na drugi sezon czekam z niecierpliwością i liczę na to, że będzie w nim jeszcze więcej brutalności.

8. Wiedźmin Sezon 2

Co by nie mówić o Wiedźminie, ja przy drugim sezonie bawiłem się zdecydowanie lepiej niż przy pierwszym. Traktuję go jako oddzielną historię czerpiącą z powieści Andrzeja Sapkowskiego - w końcu mamy tutaj do czynienia nie z ekranizacją, a adaptacją. Pomijając kilka nieścisłości w scenariuszu (jak zachowanie Yennefer czy cały wątek z monolitami), to Wiedźmina od Netfliksa oglądałem z uśmiechem na twarzy.

7. Hellbound

Do Hellbound zasiadłem po Squid Game i nawet jeśli pod wieloma względami serial skupiający się na pozaziemskich istotach wydających wyroki na różnych osobach odstawał od wspomnianej pozycji, to nie żałuję, że go obejrzałem. Jak na specyficzne, koreańskie aktorstwo, obsada poradziła sobie bardzo dobrze, a ciągle utrzymująca się w powietrzu nutka ciekawości sprawiała, że ten serial chciało się oglądać.

6. Rojst

Dobrych polskich seriali ostatnio jest jak na lekarstwo. Po ciekawym Ślepnąć od Świateł dopiero osoby odpowiadające za Rojst przypomniały światu, że Polacy również potrafią zaserwować ciekawe historie. Pierwszy sezon przed chwilą wspomnianej produkcji nie jest wybitny, ale dzięki stojącemu na wysokim poziomie aktorstwie i ogólnej scenografii podkreślającej klimat końcówki lat dziewięćdziesiątych, można śmiało powiedzieć, że jest on przynajmniej niezły.

5. Arcane

Nie jestem fanem League of Legends. Parę razy próbowałem odnaleźć się w grze RIOT Games, ale zawsze szybko się od niej odbijałem. Widząc jednak tak wiele pozytywnych opinii o Arcane postanowiłem zobaczyć animację Netfliksa i do dzisiaj jestem pod wrażeniem, jak świetnie spisali się twórcy - począwszy od niecodziennego stylu graficznego, poprzez udźwiękowienie, a skończywszy na dobrze napisanym scenariuszu. Gdybym był fanem LoL-a, Arcane zapewne umieściłbym wyżej.

4. The Umbrella Academy

Zazwyczaj wszelkie tytuły skupiające się stricte na superbohaterach omijam szerokim łukiem. Zasiadając do The Umbrella Academy byłem negatywnie nastawiony, dwa pierwsze odcinki nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, a wręcz jeszcze bardziej zniechęciły do kolejnych odcinków. Nutka zainteresowania pojawiła się dopiero przy trzecim epizodzie, gdzie akcja nabrała tempa - po tym nie zdążyłem mrugnąć, a odcinki wchodzące w skład pierwszego sezonu już się skończyły. Następnie wystarczyły dwa dni, abym połknął drugi sezon. Teraz mogę śmiało powiedzieć - było warto.

3. Upadek Królestwa Sezon 1

Od dłuższego czasu chciałem zapoznać się z Upadkiem Królestwa, ale oglądając Wikingów nie chciałem rozpoczynać bliźniaczo podobnych historii w tym samym czasie. Jak wiadomo, scenarzyści w obu produkcjach podeszli do tematu postaci w różny sposób, więc mieszanie wątków byłoby złą decyzją. Gdy przygoda synów Ragnara Lodbroka dobiegła końca, od razu chwyciłem po Upadek Królestwa, którego pierwsze odcinki są lepsze niż razem wzięte epizody z czwartego, piątego i szóstego sezonu Wikingów.

2. Kingdom

Kingdom to moje największe zaskoczenie minionego roku kalendarzowego. Dla mnie był to jeden z pierwszych seriali koreańskich, który pokazał, że Azjaci czują się w dziedzinie zombie jak w domu. W Kingdom szczególnie warto pochwalić szybkie, konsekwentnie utrzymywane tempo sprawiające, że ani przez chwilę nie było czuć nudy. Na ekranie cały czas coś się działo, tak naprawdę nie można było nawet zerknąć na telefon, bo nigdy nie można było być pewnym, czy akurat w tym momencie na głowę głównego bohatera nie spadnie wściekły zarażony. Chwała za to twórcom.

1. Squid Game

Nie wiem czy wciąż utrzymuje mi się hype na Squid Game, czy też ta produkcja była aż tak dobra. Wszak przewidywalność udzielająca się w wielu miejscach powinna mocno zniechęcać, ale nawet mimo niej uważam, że producenci wykonali kawał ciężkiej roboty. Spodobała mi się przede wszystkim wielka różnorodność wśród bohaterów, która przyczyniła się do tego, że jednych pokochaliśmy od pierwszych minut, a drugich od razu znienawidziliśmy. Ponadto, Squid Game w dobitny sposób pokazuje, że dla pieniędzy ludzie są w stanie zrobić wszystko. Prawie przy każdej konkurencji czułem "ból w kręgosłupie moralnym".