Niewybaczalne (2021) - recenzja filmu [Netflix]. Niewybaczalnie nijaki remake niezłego serialu

Niewybaczalne (2021) - recenzja filmu [Netflix]. Niewybaczalnie nijaki remake niezłego serialu

Piotrek Kamiński | 16.12.2021, 21:00

Kobieta wychodzi po dwudziestu latach z więzienia, gdzie siedziała za zabójstwo policjanta. Stara się wrócić do społeczeństwa i odnaleźć młodszą siostrę, ale nie będzie to wcale tak proste, jak mogłoby się wydawać.

Po co ludzie tak kręcą te remake'i jeden za drugim, kiedy oryginały wciąż dobrze się trzymają? Czy kreatywne głowy Hollywood już kompletnie się wypaliły i potrafią już wyłącznie recyklingować stare pomysły, albo tworzyć durne, poprawne politycznie szmiry dla nikogo? Jasne, zostaje zawsze kino artystyczne, ale to interesuje raptem garstkę ludzi na całym świecie. Kino rozrywkowe jest tym, co ogół społeczeństwa chce oglądać, a dzisiaj jedyne co wychodzi to nowe wersje starych filmów, kontynuacje i beznadziejnie pomyślane oryginały. Źle się dzieje i dzisiejszy film tylko to potwierdza.

Niewybaczalne (2021) - recenzja filmu [Netflix]. Główna bohaterka i płaski drugi plan

Ruth Slater (Sandra Bullock) wyszła właśnie z więzienia. Spędziła w nim ostatnich dwadzieścia lat życia, ponieważ zastrzeliła szeryfa, który przyszedł odebrać jej młodszą siostrzyczkę, do sprawowania opieki nad którą się nie nadawała. Musi teraz nauczyć się żyć od nowa, w świecie w którym już zawsze ludzie będą widzieli ją w pierwszej kolejności jako mordercę, a dopiero później człowieka. Jednak nie przejmuje się tym jakoś specjalnie. Jedyne na czym jej naprawdę zależy jest odnalezienie siostry, która miała tylko pięć lat, kiedy Ruth została zabrana przez policję. Katherine (Aisling Franciosi) ma już 25 lat. Została adoptowana przez dobrą, kochającą rodzinę, która chce dla niej jak najlepiej. W definicji tego "najlepiej" nie ma miejsca dla starszej siostry-morderczyni. Jakby tego było mało, Ruth zauważa, że przyglądają się jej jacyś ludzie. Kim są i czego od niej chcą?

Fabuła filmu Nory Fingscheidt jest niemożliwie wręcz prosta i szyta nićmi grubszymi od moich kciuków. Kim są ludzie obserwujący Ruth idzie się domyślić w dosłownie sekundę, a i późniejsze rewelacje rozstawiane są tak wyrazistymi ruchami, że też nie sposób ich nie przewidzieć na długo przed czasem. Dodajmy do tego fakt, że postacie drugo i dalszoplanowe są boleśnie nijakie i nie służą w sumie niczemu konkretnemu - ot pojawiają się w filmie żeby Ruth miała z kim porozmawiać. Nawet te z pozoru istotne, jak grany przez Vincenta D'onofrio John Ingram tak naprawdę nie mają żadnego konkretnego wpływu na fabułę. Od początku widzimy kto będzie istotny i w jaki sposób, a samo zakończenie, choć w pewnym sensie rymuje się z wcześniejszymi wydarzeniami, to jednak jest nijakie i zbyt prędkie. Prócz tego jednego, głównego wątku dwóch sióstr, nie rozwiązuje się absolutnie żaden z innych problemów, które poruszył wcześniej film. Dawno już nie widziałem tak słabo rozpisanej historii.

Niewybaczalne (2021) - recenzja filmu [Netflix]. Zaskakująco dużo emocji jak na tyle botoksu

Nie jest jednak tak, że dzisiejszy film jest totalną klapą. Powiedziałbym nawet, że przez większość czasu ogląda się go jak najbardziej przyjemnie. Dopiero kiedy po obejrzeniu całości spoglądamy na to, co obejrzeliśmy, okazuje się, że "Niewybaczalne" jest zwyczajnie nijaką produkcją. Tym, co ciągnie nas za rękę i pozwala z zainteresowaniem patrzeć w ekran jest napięcie towarzyszące kolejnym scenom, w których ludzie patrzą na główną bohaterkę z góry, lub wręcz z nienawiścią, kiedy nie wiadomo co się zaraz stanie. Niełatwo jest być byłym skazańcem, a jeszcze do tego skazanym za zabójstwo policjanta? W razie czego pomoc nie przyjdzie znikąd.

Co ciekawe, w większości tego typu sytuacji Sandra nie reaguje przerażeniem, a czymś na wzór rezygnacji, cichej akceptacji. Lecz zdarzają się i momenty, w których emocje biorą górę i dzięki temu, że zazwyczaj ich nie ma, są tym mocniejsze. W szczególności jedna scena, blisko końca filmu, robi mocne wrażenia za sprawą żywej desperacji i udręki, do których dokopała się Bullock. Ale to tylko pojedyncze przebłyski czegoś, czym film mógł być, gdyby przepisać go na nowo, ale z pomocą scenarzysty zdolniejszego niż ta trójka (!), która napisała to, co dostaliśmy.

"Niewybaczalne" to taki typowy średniak od Netflixa. Technicznie wszystko w nim jest takie jak powinno - niezłe zdjęcia, solidne aktorstwo, trzymający się kupy scenariusz. Tyle że bycie poprawnym to zdecydowanie za mało żeby mówić o dobrym kinie. Co z tego, że film wygląda w porządku, skoro nie ma niczego ciekawego do pokazania. To cóż, że aktorzy grają jak należy, jeśli brakuje im dobrej historii, w którą mogliby to aktorstwo przelać. "Niewybaczalne" to po prostu dwie godziny snującej się po planach zdjęciowych Sandry Bullock zwieńczone szybko naprawionym nieporozumieniem. A co z postacią Jona Bernthala? Czy Ruth i jej siostra dadzą radę odnowić kontakt? Co z dziećmi szeryfa, zwłaszcza po tamtej jednej sytuacji? Tym scenarzyści się już nie przejmują. Więc i my nie musimy przejmować się tym filmem. Szkoda zachodu.
 

Atuty

  • Solidne aktorstwo ze wskazaniem na Sandrę Bullock;
  • Kilka nacechowanych emocjonalnie scen;
  • Wygląda i brzmi poprawnie.

Wady

  • Prosta, przewidywalna fabuła;
  • Kiepskie tempo;
  • Urwane, niesatysfakcjonujące zakończenie;
  • Płytkie, nierozwinięte postacie drugoplanowe.

Piotrek Kamiński

"Niewybaczalne" nie wychodzi przed szereg nijakich, ledwie poprawnych produkcji Netflixa, których gigant wypuszcza co roku kilkanaście. Sandra Bullock stara się jak może nadać produkcji głębi, ale sama nie wygra z nijakim scenariuszem.

4,5

Komentarze (46)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych