Przynęta (2021) - recenzja miniserialu [HBO]. Prawdziwe śledztwa nigdy nie są zbyt ciekawe

Przynęta (2021) - recenzja miniserialu [HBO]. Prawdziwe śledztwa nigdy nie są zbyt ciekawe

Piotrek Kamiński | 06.12.2021, 21:00

Policjantka przyjmuje fałszywą tożsamość aby zbliżyć się do podejrzanego o brutalne zamordowanie młodej matki na oczach jej małego dziecka. Na podstawie prawdziwej akcji policyjnej z początku lat dziewięćdziesiątych. Będą spoilery.

Nie bez powodu kino jest mało realistyczne i pełne większych niż życie postaci i wydarzeń. Prawdziwe życie, nawet jeśli faktycznie pisze najlepsze historie, jest zbyt rozwleczone, zbyt nudne. Dlatego filmy dodają odrobinę dramaturgii, wzmacniają charaktery bohaterów, tu coś skrócą, tam lekko zmienią, przestawią. W teorii historia eksperymentalnej akcji policyjnej, podczas której policjantka pod przykrywką zbliżyła się do podejrzanego o bycie mocno chorym psychicznie mordercą aby nakłonić go do przyznania się do winy jest niesamowicie dobrym tematem na serial. No właśnie - w teorii.

Przynęta (2021) - recenzja miniserialu [HBO]. Kim jest Lizzie James?

Sadie Byrne (Niamh Algar) jest policjantką, która nie boi się działać pod przykrywką. Wciela się w kolejne postacie, infiltruje grupy przestępcze, zdobywa ich zaufanie robiąc zawsze dokładnie to, czego wymaga od niej rola. Niedawno zakończyła jedną operację, a na jej biurko już trafia kolejne zadanie. Rachel Nickell, młoda blondynka spacerująca po parku z malutkim synem, zostaje zamordowana 40 ciosami nożem w biały dzień. Dziecko zostało oszczędzone. Policja współpracuje ze znanym psychologiem, doktorem Paulem Brittonem (Eddie Marsan) aby ustalić profil psychologiczny mordercy i wyłonić podejrzanych. Ich uwagę przykuwa jeden samotny mężczyzna, pasujący do opisu Brittona, niejaki Colin Stagg (Sion Daniel Young). Grupa pod dowództwem inspektora Henry'ego Peddera (Harry Treadway) postanawia zrobić z Sadie tytułową przynętę. Tworzą jej fałszywą tożsamość i inicjują kontakt ze Staggiem. Rozpoczyna się niebezpieczna gra w kotka i myszkę - muszą być stanowczy, ale nie mogą dać po sobie poznać na czym tak naprawdę im zależy. Inaczej Sadie, a raczej Lizzie James, jak przedstawia się Colinowi, znajdzie się w niebezpieczeństwie.

Pomysł angielskiej policji był szalenie niebezpieczny i niepewny, a serial z niespiesznym pietyzmem pokazuje widzowi jak wiele sytuacja wymagała od oryginalnej Sadie Byrne (nazwisko zostało zmienione na potrzeby serialu). Musiała udawać, że pociąga ją seksualnie mężczyzna, który w każdej chwili mógł ją udusić, wbić nóż w szyję, wyrządzić inną krzywdę. Musiała wymyślać pełne dewiacji seksualnych fantazje, aby zachęcić go do podzielenia się swoimi, skłonić do przyznania się do winy. Reżyser, Niall MacCormick, bardzo sprawnie pokazuje jak mocno śledztwo odbija się na psychice głównej bohaterki. Widz czuje w trakcie oglądania ciężar, który na niej spoczywa i niepokój który czuje. Pod względem czystych emocji "Przynęta" działa doskonale, w niemałym stopniu dzięki zazwyczaj przekonującej, pełnej napięcia, stresu, i niepewności grze aktorskiej głównych bohaterów.

Przynęta (2021) - recenzja miniserialu [HBO]. To nie miało szansy się udać

Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że "Przynęta" to względnie wierna adaptacja prawdziwych wydarzeń, więc scenarzystka, Emilia di Girolamo, nie mogła za bardzo poszaleć rozpisując kolejne wydarzenia na papierze. Zdradzę tu teraz jak ostatecznie kończy się cała sprawa, wiec jeśli mimo wszystko wolisz samodzielnie przekonać się, czy serial jest warty uwagi, czy nie, to sugeruję skończyć czytanie tutaj. Już? Ok. Otóż akcja brytyjskiej policji okazała się być kolosalnym niewypałem. Nie dość, że jedynym "dowodem" przeciwko Staggowi, który udało im się zdobyć było mylne założenie, że ten wiedział jak ułożone było ciało Rachel Nickell, mimo że podobno nigdy go nie widział, to jeszcze cały proces wydobywania z niego informacji śmierdział na kilometr nakierowywaniem podejrzanego na mówienie określonych, pasujących do ich teorii rzeczy. I tak to też wygląda w serialu. Lizzie przez trzy, czterdziestopięciominutowe odcinki nie znajduje niczego, co dowodziłoby winy Colina. Za to w ostatnim epizodzie dowiadujemy się jak wyglądała prawda - poznajemy prawdziwego mordercę, który do tej pory nie był ani pokazany, ani omówiony, ani nawet nie zasugerowano nam jego istnienia.

 Raz jeszcze - rozumiem, że to prawdziwa historia i pole do manewru nie było zbyt wielkie, ale ten ostatni odcinek kompletnie torpeduje sens tak szczegółowego pokazywania całego śledztwa w pierwszych trzech. Emocje związane z prowadzeniem sprawy i jej ostateczną porażką są ciekawe, ale nie usprawiedliwiają ponad dwóch godzin oglądania ostatecznie nieważnych wydarzeń. Gdyby chociaż skrócić całość do trzech odcinków, albo od początku sugerować, że cała akcja jest farsą, serial nabrałby nowego kontekstu, a pierwsze trzy odcinki nie wyglądałyby w ostatecznym rozrachunku jak strata czasu.

"Przynęta" jako serial jest całkiem podobna do tej prawdziwej akcji przeprowadzonej przez policję - to znaczy też wydaje im się, że robią coś dobrego i sprytnego, aby na koniec rozbić się o własne, przerośnięte ego. To ciekawe spojrzenie na potencjalnie rewolucyjny sposób rozpracowywania morderców, nacechowane emocjami, pełne napięcia, ale ostatecznie nieudane. Interesujący serial... aż do samego zakończenia, które retroaktywnie zepsuło mi całą resztę produkcji.
 

Atuty

  • Mocne role praktycznie całej obsady;
  • Ciężki, pełen niepewności klimat;
  • Wiernie odtwarza przebieg śledztwa.

Wady

  • Tempo właściwie nie istnieje;
  • Źle rozpisany, mało angażujący scenariusz;
  • Za długi;
  • Frustrujące zakończenie.

Piotrek Kamiński

"Przynęta" powinna była być świetnym, trzymającym w napięciu do samego końca serialem kryminalnym. Niestety, ktoś stwierdził, że lepiej będzie zrobić dramatyzowany dokument. Życie może i pisze najlepsze scenariusze, ale nie oznacza to, że będzie z nich dobra telewizja.

4,5

Komentarze (3)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych