Piotrek Kamiński Piotrek Kamiński 20.07.2021
Wojna z dziadkiem (2020) – recenzja filmu [Kino Świat]. Pertraktujmy
886V

Wojna z dziadkiem (2020) – recenzja filmu [Kino Świat]. Pertraktujmy

Starszy pan wprowadza się do swojej córki, bo przestaje sobie radzić. Nie podoba się to jego wnukowi, jako że dziadek zajmuje jego pokój. Za namową kolegów ze szkoły postanawia wypowiedzieć mu wojnę. A na wojnie nie ma wygranych.

Robert De Niro zapomniał jak się mówi "Nie" już dobrych 15-20 lat temu. Czy o udział w filmie prosi go Martin Scorsese, czy Dan Mazer ("Co ty wiesz o swoim dziadku"), nie ma większego znaczenia. Grunt, że będzie więcej kasy na emeryturę. Nie jest, co prawda, powiedziane, że jak film z Bobem nie traktuje o gangsterach, to od razu będzie szrotem, bo zdarzyło się mu przecież zagrać w kilku całkiem zabawnych komediach, nawet jeśli większość z nich zasadzała się na tym prostym fakcie, że De Niro, kiedy chce, potrafi wyglądać przerażająco. Co ładnie łączy się z postaciami w innym wypadku sympatycznymi - dobrodusznymi starszymi panami, kochającymi rodzicami, itp. Niestety, nie raz i nie dwa razy zdarzyło mu się zagrać i w kompletnych nieporozumieniach. Dzisiejszy film opowiada o tym, jak starszy pan montuje swojemu wnuczkowi "soczkową bombę" w plecaku oraz wykręca mu wszystkie śrubki z biurka, fotela i łóżka (i wszystko wciąż się trzyma). Jak myślisz, z filmem jakiej klasy mamy do czynienia?

Wojna z dziadkiem (2020) – recenzja filmu [Kino Świat]

Wojna z dziadkiem (2020) – recenzja filmu [Kino Świat]. Wojna nigdy się nie zmienia

Ed (Robert De Niro) jest już stary. Jakiś czas temu zmarła mu żona, a życie w samotności nie idzie mu najlepiej. Nie lubi się z dzisiejszą technologią, wzrok już nie ten, cierpliwość gdzieś zniknęła. Jego córka (Uma Thurman) nie może już znieść psychicznie ciągłego jeżdżenia do niego kawał drogi za każdym razem, kiedy wpakuje się w jakieś tarapaty - czyli średnio trzy razy w tygodniu. Postanawia więc zaprosić go, aby zamieszkał z nią i jej rodziną. Nie każdemu pomysł ten przypadł do gustu w równej mierze, ale zdecydowanie najbardziej niezadowolony z takiego obrotu spraw jest jego wnuczek, Peter (Oakes Fegley). Dziadek zajmuje jego pokój, a on sam musi zamieszkać na poddaszu. Za namową przyjaciół ze szkoły, chłopak postanawia wypowiedzieć dziadkowi wojnę i siłą wykurzyć ze swoich czterech ścian.

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia w czym problem. Poddasze to przecież najfajniejsze pomieszczenie w całym domu i mając 11 lat dałbym sobie rękę uciąć żeby tylko móc urządzić sobie tam swój pokój. Dodatkowo dziadek zdaje się być przesympatyczną, srebrną duszą i na pewno dałoby radę jakoś się z nim dogadać, gdyby tylko spróbować. No ale wtedy nie mielibyśmy filmu, prawda? Już od samego początku scenariusz "Wojny z dziadkiem" jasno komunikuje widzowi z czym będzie miał do czynienia przez następne 90 minut. Początek konfliktu ledwie trzyma się kupy, tak samo z resztą jak i 3/4 pozostałej fabuły. Natłok rozpoczętych i nigdy niezakończonych wątków wręcz poraża. Jest siostra jednego ze szkolnych kolegów, która lubi mu dokuczać. Pełna gadżetów chałupa Christophera Walkena, wmurowujący swoje zdjęcia w budowane przez siebie domy dziadek, czy niemogący bawić się piłą łańcuchową bez pozwolenia żony tata (Rob Riggle). Z każdej z tych rzeczy można się, przy odpowiednim nastawieniu, zaśmiać, lecz są one w filmie właściwie tylko po to - dla tego jednego, krótkiego prychnięcia i niczego więcej. Fabularnie mogłyby równie dobrze nie istnieć. Jestem pewien, że małe dzieci i upaleni do granic możliwości dorośli będą się w trakcie oglądania świetnie bawić. To o resztę widowni się martwię.

Wojna z dziadkiem (2020) – recenzja filmu [Kino Świat]. Zawsze jest do dupy

Być może patrzę na obraz pana Tima Hilla (autora hitów takich jak "Garfield 2" oraz "Alvin i Wiewiórki") odrobinę zbyt krytycznie. W końcu dzisiejszy film jest produkcją skierowaną typowo dla młodszego widza, o czym może świadczyć choćby całkiem niezły dubbing, z którym film został nam puszczony. Co prawda trzeba się trochę przyzwyczaić do tego, że De Niro mówi do nas głosem Glen Glena ze "Świata według Ludwiczka" (jeśli się nie mylę), ale ostatecznie polskie głosy wypadają bardzo porządnie. Czepiam się jednak, ponieważ nie uważam aby fakt, że produkcja kierowana jest do młodszego widza zwalniał ją z obowiązku posiadania jakiegokolwiek sensu. Dowcipy ze stuletnią brodą nie rozbawią raczej dojrzalszych widzów, ale dla młodego pokolenia pewnie będą okej - o to pretensji nie mam. Ale na pozbawione sensu zachowania bohaterów i kijowo poprowadzone wątki poboczne, jak kompletnie nieistniejący romans dziadka z Jane Seymour, czy amory starszej siostry Petera ciężko już przymknąć oko.

Trzeba jednak przyznać twórcom, że "Wojna z dziadkiem" w całkiem ciekawy i skuteczny sposób tłumaczy młodym widzom czym jest wojna - że podpisuje się konwencję, że od czasu do czasu dochodzi do zawieszenia broni i, przede wszystkim, że nawet zwycięscy ponoszą w trakcie olbrzymie straty, a rykoszetem dostają i osoby postronne. Całkiem ładna to lekcja i choćby tylko z tego powodu można się poświęcić i przejść się z kilkulatkiem do kina. Dla dorosłych będzie to tylko kolejna mało śmieszna (ale jednak trochę śmieszna!) komedyjka z utytułowanymi dziadkami odkładającymi sobie na nowe Lamborghini. Ale ich dzieci pewnie uśmieją się znacznie bardziej i przy okazji czegoś nauczą. Mogło być gorzej.

Tagi: film kino Kino Świat komedia recenzja recenzja filmu Robert De Niro Wojna z dziadkiem

Wojna z dziadkiem (2020) – recenzja, opinie o filmie [Kino Świat].
  • + Zgrabny morał;
  • + Kilka zabawnych żartów;
  • + Świetna, aż za dobra jak na ten materiał obsada.
  • - Niedorzeczny, chaotyczny scenariusz;
  • - Masa infantylnego humoru;
  • - Kupa uciętych, prowadzących do niczego wątków.
4.0
Piotrek Kamiński
Piotrek Kamiński "Wojna z dziadkiem" nie jest dobrym filmem, ale jeśli ktoś planuje zabrać na niego dzieci, to dla nich spokojnie może dodać do oceny kilka oczek.