Krzysztof Grabarczyk Krzysztof Grabarczyk 07.06.2021
Horizon: Forbidden West - piękno (nie)wcielone. Uroda to nie wszystko?
1223V

Horizon: Forbidden West - piękno (nie)wcielone. Uroda to nie wszystko?

Kobiecy pierwiastek w grach na przestrzeni tych wszystkich lat wyewoluował nie tylko fizycznie, lecz mentalnie. Pierwsze, wizualnie zarysowane żeńskie sylwetki emanowały głównie cyfrowym seksapilem. Dominująca wówczas, męska większość graczy zdecydowanie opowiadała się za digitalnymi walorami panny Croft, prawdziwego archetypu kobiecej witalności w historii całego przemysłu wirtualnej rozrywki.

Na ukazywanie emocji było jeszcze za wcześnie z racji ograniczonej ilości pikseli. Im więcej lat mijało, tym bogatsza stawała się płeć piękna dzięki deweloperskiej nauce i technice. Dawniej idealizowanie wyglądu postaci o wiele bardziej wpisywało się w gusta odbiorcy, zupełnie inaczej niż dzisiaj. Obecnie promuje się dość odważne tematy politycznej poprawności, natomiast charakterystyka kobiet w grach wypada o wiele mniej schematycznie niż lata temu. Czy to pewnego rodzaju feminizm? Ktoś zorientowany w temacie zatrudnienia "w branży" mógłby stwierdzić, że postępujące zaangażowanie kobiet przy kreacji gier, częściowo przyczynia się do wyrazistszego ujęcia ich natury w owym medium. Być może jest tutaj nieco prawdy. Podobno wygląd nie ma specjalnego znaczenia w oczach dzisiejszego elektoratu graczy. Przypadek Horizon Forbidden West nie do końca weryfikuje ten pozornie oczywisty "standard". 

Wewnętrzny urok

Horizon: Forbidden West - gameplay

Kiedy urocza Jill Valentine paradowała po ulicach Raccoon City w skąpym ubranku, z bronią w ręku, rzadko brano pod uwagę cechy charakteru. Technologia (za wyjątkiem sekwencji FMV) nie pozwalała na odpowiednio emocjonalny przekaz. Chociaż nieco wcześniej udało się odpowiednio nakreślić kobiecy profil dzięki postaci Meryl Silverbungh, wraz z Metal Gear Solid (1998, Konami). Wliczyłbym w ten poczet ewentualnie Sniper Wolf, lecz tutaj emanował niemały seksapil. O bohaterkach w licznych seriach bijatyk nie trzeba nawet wspominać. Seksualność z miejsca przypisywano w cyklu Dead or Alive, zwłaszcza w podserii Beach Volleyball, opierającej się głównie na podziwianiu wyidealizowanych, kobiecych ciał. Istny raj dla wszelakiego onanizmu. Skąpe odzienia stanowiły codzienność dla Tekkena, Soul Calibur czy samego króla - Mortal Kombat. Czy to wina pomyłki jednego z twórców sylwetki Lary Croft?

W końcu powiększony biust okazał się dziełem przypadku, lecz ostatecznie stwierdzono o słuszności owej pomyłki, lub raczej ciekawości. I choć archetypicznie często wymienia się panią archeolog, tak lata wcześniej Samus Aran kompletnie zaprzeczała późniejszemu stereotypowi kobiet w świecie gier. W końcu gracz nie od razu wiedział, że protagonista należy do płci pięknej. Z racji kosmicznego skafandra, ciężko było zakwalifikować Samus w jakiejkolwiek kategorii żeńskiej ekspozycji, zwłaszcza w obliczu milczenia legendarnej postaci świata Nintendo. W końcu docieramy do chwili, w której równouprawnienie kobiet domaga się swojej tożsamości. Nie mam zamiaru stawiać siebie w roli białego rycerza rychło walczącego w imię feminizmu. Nic z tych rzeczy. Zauważyłem jednak, że z biegiem lat coraz więcej kobiet zaczynało pracować dla studiów deweloperskich. Pamiętacie uroczą Jade Raymond? Swojego czasu "twarz" "Ubisoftu i producentkę klasycznego Assassin's Creed (2007, Ubisoft). Już wtedy zrozumieliśmy, że kobiety mają coraz większą rolę w naszej branży. Patrząc dzisiaj na superprodukcje pokroju The Last of Us Part II, doskonale widzimy, że promuje się model silnej, często niezależnej kobieciej postaci, lecz wciąż ulegającej emocjom.

Kluczem w psychologii oraz zachowaniu kobiet są emocje - i to się nie zmieniło i nie zmieni. Podoba mi się dojrzalsze podejście twórców gier do eksponowania żeńskich osobowości w grach. Aloy z Horizon: Zero Dawn świeci tutaj przykładem. Wygląd zszedł bardziej na drugi plan, nie dostaliśmy wojowniczki na miarę shb (super hot babe), lecz bardzo charakterną i autentyczną personę. Dla grających dam to świetna inicjatywa, ponieważ granie postacią zbliżoną bardziej do rzeczywistości niż męskich wyobrażeń pozwala na lepszą immersję, czasem nawet pozbycie się kompleksów i pewnego rodzaju motywację. Aloy posiada aparycję raczej "miłej koleżanki z klasy" niż seksbomby. Czy to źle? W żadnym wypadku. Zrozumieli to już wcześniej graficy z Crystal Dynamics, tworząc bardziej ludzką wersję Lary Croft. 

Konieczny makijaż? 

Horizon: Forbidden West - Aloy

Docieramy więc do sedna problemu. Ale czy to jest faktycznie kłopot? Czy może narzekanie stało się modne? Pokaz Horizon: Forbidden West teoretycznie, zwalił z nóg. Ilość pojedynczych animacji, efekty cząsteczkowe, feeria barw oraz tropikalne horyzonty w tle i efektowne starcia z ludzkimi przeciwnikami. Słowem, materiał dostarczył zapowiedź wszystkiego czego brakowało jeszcze w Zero Dawn. Na twarz Aloy zwróciłem uwagę dopiero po reakcji niespełnionych wizerunkowo graczy. I zacząłem się zastanawiać czy to jakiś zbiorowy bunt przeciwko poprawności politycznej? Przykład kontrowersji w związku z Abby w sequelu The Last of Us niestety ujmuje na dojrzałości co niektórych odbiorców. Nawet pomimo faktu, że ta postać została napisana w sposób chyba najbardziej autentyczny z możliwych. Granie od zawsze postrzegano jako pewnego rodzaju strefę komfortu, wolną od codzienności, w końcu to rozrywka. Dzisiaj stała się nad wyraz istotnym środkiem przekazu. Czy to źle, że ten przekaz staje się coraz bardziej bliższy realizmowi?

Wciąż na rynku dostępna jest cała masa produkcji z pięknie generowanymi, kobiecymi sylwetkami. Każdy niespełniony zdobywacz kobiecych uczuć zapewne odnajdzie się w niejednej produkcji, a polecam Catherine: Full Body. Czasem urok zewnętrzny nie stanowi o wartości mentalnej. To jedynie punkt zaczepienia. A z Aloy już zdążyliśmy się zapoznać. Przypomina mi się sytuacja z jesieni ubiegłego roku. Na chwilę przed startem nowej generacji, Insomniac zaprezentowało zmienione oblicze Petera Parkera w Marvel's Spider-Man: Remastered. Oczywiście narzekaniom również nie było końca. A przeszkadzał zbyt młodzieńczy wygląd nowego aktora, Bena Richardsa. Zupełnie jakby ludzie zapomnieli, że autotematyczna osobowość Pająka niemal od zawsze krzyżowana była z pierwiastkiem młodości. Pozostaje zatem oczekiwać kolejnej petycji adresowanej do Sony dotyczącej zmiany twarzy Aloy z Forbidden West. Pytanie czy to już nie byłoby przekraczanie dobrego smaku?

Chociaż presja tłumu potrafi zdziałać cuda. Przypomnijmy sytuację z wyglądem Dantego w DmC: Devil May Cry. Nowe Horizon nie czyni jednak tak drastycznych przekształceń. Mamy czerwiec, barwy logo Guerilla Games są tęczowe. Tematy tabu weszły do branży gier z impetem już ubiegłego lata, kiedy Naughty Dog uraczyło nas kapitalnym The Last of Us: Part II. Przypadek niezadowolenia graczy z powodu liftingu twarzy Aloy może jedynie śmieszyć. Nie stanowi podłoża orientacji seksualnej, nie uderza niską jakością wykonania, po prostu kroczy drogą większej autentyczności. Tylko tyle i aż tyle.

Jeszcze nikt nie wygrał z ideałem w głowie każdego człowieka. Z pewnymi decyzjami należy się zwyczajnie pogodzić. I cieszyć się grą. Czy to trudne w dzisiejszym świecie? Horizon: Forbidden West dzięki skromnej aparycji bohaterki jest o wiele bardziej autentyczne niż cały dzisiejszy, wypełniony gwiazdkami Instagram. Wam również to przeszkadza? Wreszcie kobieca natura w grach zyskuje bardziej na całej sferze mentalnej, nie wizualnej. O tym będzie niebawem w kolejnym wpisie.

Tagi: Guerrilla Games Horizon Forbidden West Sony Interactive Entertainment