Mateusz Wróbel Mateusz Wróbel 09.02.2021
Mass Effect Legendary Edition powinien zaoferować wyłącznie jedno zakończenie i przygotować graczy na ME4
2848V

Mass Effect Legendary Edition powinien zaoferować wyłącznie jedno zakończenie i przygotować graczy na ME4

Za sprawą zwiastuna promującego Mass Effect 4 wiemy, które zakończenie z Mass Effect 3 jest kanoniczne. Uważam, że nadchodzący remaster trylogii powinien ukazać jedynie ten finał, który zostanie wykorzystany w przyszłości przez BioWare.

Mass Effect to dla wielu najukochańsza seria gier wideo, z którą mieli przyjemność obcować. Do tej grupy należę i ja, czyli osoba, która pierwsze kroki w produkcjach fabularnych stawiała właśnie za sprawą pierwszego Mass Effecta. Było to dosyć spore wyzwanie, bo przy pierwszym podejściu bardziej skupiałem się na rozgrywce, aniżeli zatapianiu się w wątek główny - nie było nawet mowy o zerknięciu w leksykon. Dopiero w kolejnych próbach poznania początku przygody komandora Sheparda zacząłem lepiej rozumieć jego towarzyszy, jak i Sarena.

Do drugiej części marki podszedłem z optymistycznym nastawieniem i się nie zawiodłem - podobnie zresztą jak na Mass Effect 3. Jedynie zakończenie trylogii nie przypadło mi do gustu, bowiem było ono dosyć płytkie, a co gorsza, nie wynagradzało naszych czynów.


Tekst zawiera oczywiście ogromne spoilery z całej trylogii Mass Effect.


BioWare niejednokrotnie podkreślało, że ich gry opierają się na emocjonalnych wyborach. I tak, było ich sporo w "jedynce" i "dwójce" (z naciskiem na ME2) - konsekwencje podjętych decyzji w dwóch pierwszych odsłonach serii odczuwaliśmy w "trójce" niemalże na każdym kroku z wyjątkiem ostatnich dwóch misji fabularnych, bowiem co byśmy nie zrobili, czego byśmy nie dokonali w trakcie całej przygody, historia Sheparda kończyła się u każdego z nas poniekąd identycznie.

Wybory były jedynie iluzją?

Mówiąc identycznie mam na myśli wybór jednego z trzech, a nawet i czterech (licząc oddanie strzału w kierunku dziecka) dostępnych zakończeń, które zabiły każdą decyzję podjętą w trzecim, jak i dwóch poprzednich Mass Effectach. Pierwotnie nie miało nawet znaczenia to, czy wyleczyliśmy genofagium ani również decyzja podjęta w sprawie konfliktu na linii Quarianie-Gethy, co - w moim odczuciu - było wręcz nie do przyjęcia. 

Na BioWare wylała się fala zasłużonej, uzasadnionej krytyki, więc Kanadyjczycy w dość szybkim tempie rozpoczęli prace nad rozszerzonym zakończeniem. Wielu fanów marki miało nadzieję, że zmieni ono u odbiorców diametralnie ostatnie minuty spędzone z trylogią komandora Sheparda, ale tak się niestety nie stało, ponieważ twórcy dodali do gry jedynie... kilka filmików przerywnikowych mających pokazać nam, jak bardzo nasze decyzje wpłynęły na świat.

Tym sposobem mogliśmy zauważyć chociażby naszych towarzyszy, którzy przeżyli/zmarli w trakcie misji samobójczej w Mass Effect 2, Kroganki wraz ze swoimi pociechami, czy Turian walczących ze Żniwiarzami na Palavenie - swojej ojczystej planecie. Prezentowało się to już trochę lepiej, ale szczerze? Niedosyt po tych scenkach pozostawał jeszcze większy, bowiem uświadomiły one zainteresowanych, jak bardzo można było jeszcze rozbudować finał i zamknąć opowieść pierwszego ludzkiego Widma z przytupem.

Mass Effect 4 pokazał, które zakończenie jest kanoniczne

Teraz nadchodzi Mass Effect 4 (lub 5 w zależności od tego, jak kto go nazywa). Miałem już okazję napisać na portalu (link do artykułu znajdziecie tutaj) moje domyślenia, jakie dokładnie tematy poruszy nadchodzący Mass Effect, ale przytoczę je jeszcze raz:

Andromeda i Droga Mleczna zostaną połączone w jedność. Mike Gamble jasno dał do zrozumienia, że chce wykorzystać w pełni potencjał obu galaktyk tworząc coś nowego, coś co powinno zainteresować i fanów trylogii, jak i najnowszego Mass Effecta (Andromedy). Jestem jednak pewny, że nie będzie to "surowa" kontynuacja Mass Effecta 3, która rozegra się tuż po użyciu Tygla przez Sheparda.

Nie tylko słowa Mike'a Gamble'a sugerują, że światy, z którymi obcowaliśmy w trylogii i Mass Effect: Andromeda zostaną połączone. Mówi to nawet sam zwiastun, który przedstawia Liarę mającą już na swojej skórze zmarszczki, a także międzygalaktyczny przekaźnik masy, którym chwalili się deweloperzy za sprawą grafik koncepcyjnych. Zakładając, że Mass Effect 4 rozegra się nawet 634 lata po trylogii (tyle czasu minęło od przebudzenia rodzeństwa Ryderów w galaktyce Andromedy), to nasza była towarzyszka z Normandii będzie wciąż żyć. Asari mogą mieć na karku nawet tysiąc wiosen, a przypomnijmy, że w trakcie poznawania przygody Sheparda miała ona około 100 lat. 

Zniszczenie, kontrola czy synteza?

Wiemy również, że kanoniczym zakończeniem trylogii jest zniszczenie. Można to łatwo wywnioskować oglądając trailer promujący nowego Mass Effecta. Liara wspina się na rozwalonego, zasypanego śniegiem Żniwiarza, więc teoria o połączeniu sił (syntezie) lub przejęcia władzy nad maszynami (kontrola) odpada na samym starcie. W trakcie wybrania "zniszczenia" przekaźniki masy zostają uszkodzone, ale - jak możemy łatwo się domyślić - zaawansowane technicznie rasy przez 634 lata (czyli czas podróży Ryderów do galaktyki Andromedy) odbudowali je, a nawet mogli zacząć wymyślać nowe patenty - istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że jednym z eksperymentów był właśnie międzygalaktyczny przekaźnik, który pozwoli Liarze odwiedzić Andromedę. W końcu jest ona badaczką i jednocześnie poszukiwaczką nowych przygód.

Wracając do sedna tematu, jeśli wiemy, które zakończenie w nowym Mass Effect'cie będzie kanoniczne, dlaczego BioWare chce (zakładam, że to zrobi, patrząc na wywiad z twórcami mówiącymi, że nie będą kompletnie ingerować w zawartość fabularną podczas przygotowywania remasterów) implementować do Mass Effect Legendary Edition trzy pozostałe finały? Uważam, że Kanadyjczycy powinni pozostawić jedynie "zniszczenie" i jednocześnie je rozbudować, aby przygotować graczy na piątą, pełnoprawną część marki.

Pozwoliłoby to graczom, którzy jak dotąd z trylogią Sheparda nie mieli styczności, poznać jego przygodę od A do Z, a następnie wskoczyć w wir wydarzeń Mass Effect 4 nie zastanawiając się, dlaczego Żniwiarze nie żyją, skoro w "trójce" przejąłem nad nimi kontrolę. 


Dajcie znać, co Wy sądzicie na ten temat. Z ogromną chęcią poczytam komentarze przedstawiające rozmaite teorie, których dla fanów Mass Effecta nigdy za wiele! 

Tagi: BioWare Electronic Arts Mass Effect Legendary Edition Zakończenie