Twórcy tego filmu przekroczyli granice przyzwoitości. Nieżyjący aktor wystąpił dzięki AI
Hollywoodzkie dyskusje na temat sztucznej inteligencji weszły właśnie w nowy, niezwykle burzliwy etap za sprawą premiery zwiastuna filmu „As Deep as the Grave”.
Największe poruszenie wywołał fakt, że w produkcji pojawia się Val Kilmer, który zmarł w 2025 roku. Choć aktor za życia wyraził zgodę na udział w projekcie, a jego rodzina pobłogosławiła cyfrowe odtworzenie jego wizerunku, efekt końcowy budzi skrajne emocje. Krytycy wskazują na niepokojący efekt „doliny niesamowitości”, zauważając, że wygenerowanej postaci brakuje głębi i „duszy” w oczach, co porównuje się do kontrowersyjnych efektów odmładzania znanych z „Irlandczyka”.
Produkcja filmu, za który odpowiada reżyser i scenarzysta Coerte Voorhees, trwała aż pięć lat, co było spowodowane pandemią oraz postępującą chorobą Kilmera. Aktor został obsadzony w roli ojca Fintana - księdza o duchowych powiązaniach - jeszcze przed śmiercią, jednak stan zdrowia nie pozwolił mu na wejście na plan.
Voorhees przyznał, że postać ta została napisana z myślą o Kilmerze, czerpiąc z jego dziedzictwa rdzennych Amerykanów oraz miłości do południowo-zachodnich regionów USA. Mimo ograniczeń budżetowych, twórca zdecydował się na użycie AI zamiast usunięcia wątku, uznając go za fundament całej opowieści.
Debata wokół „As Deep as the Grave” wykracza poza samą jakość efektów wizualnych, dotykając kwestii etyki i przyszłości zawodu aktora. Pojawiają się głosy, że dopisywanie takich występów do oficjalnej filmografii zmarłych artystów jest jedynie marketingowym chwytem, który może stać się niebezpiecznym precedensem dla całej branży.