Gracze chcieli, aby Starfield był "nowym Mass Effectem". Nic z tego nie wyszło
Istvan Pely, główny artysta odpowiedzialny za wizualną stronę takich hitów jak Skyrim czy Fallout 4, uciął wszelkie przedpremierowe spekulacje ze strony graczy dotyczące porównań do kultowej sagi BioWare.
W najnowszym wywiadzie przyznał wprost: „Nigdy nie zamierzaliśmy robić Mass Effecta”. Wybór Bethesdy był od początku przemyślaną decyzją - zamiast tworzyć kilka niemal idealnie dopracowanych i „zamkniętych” planet, zespół postawił na oddanie potężnego wycinka prawdziwej galaktyki.
Twórcy chcieli, aby gracze poczuli skalę wszechświata, co wymagało zupełnie innego podejścia do projektowania niż to, które znamy z przygód komandora Sheparda.
Pely tłumaczy, że wypełnienie tak gigantycznej przestrzeni ręcznie przygotowaną zawartością w sposób tradycyjny byłoby fizycznie niemożliwe. Zamiast skupiać się na garstce pięknych, ale ograniczonych lokacji, Bethesda opracowała systemy mające dostarczać treść graczowi w sposób dynamiczny.
Według artysty osoby, które naprawdę doceniły Starfield, rozumieją, że to właśnie „ogrom kosmosu” jest kluczowym elementem przyciągającym do tego tytułu. Bezkres nie jest tu błędem, a fundamentem wizji, która stawia na realizm skali ponad skondensowaną akcję w kilku punktach mapy.
Te wyjaśnienia nabierają szczególnego znaczenia w obliczu nadchodzącej premiery gry na PlayStation 5. Bethesda traktuje ten debiut jako szansę na ponowne przedstawienie swojej filozofii graczom, którzy dotąd nie mieli okazji jej sprawdzić.
Studio chce pokazać, że choć ich RPG różni się od filmowych produkcji sci-fi, oferuje coś unikalnego - wolność eksploracji w prawdziwie galaktycznym wydaniu.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Starfield.