Wyciekła recenzja Crimson Desert! To "GTA 5 w świecie fantasy", ale z przymusowym grindem
Odliczanie do premiery Crimson Desert weszło w decydującą, iście gorączkową fazę.
Choć oficjalne recenzje największych światowych mediów zostaną opublikowane dziś o godzinie 23:00 czasu polskiego, do sieci przedostały się już pierwsze, niezwykle entuzjastyczne wrażenia od koreańskiego streamera, który spędził z grą dziesięć godzin dziennie od momentu otrzymania kodu.
Według jego relacji, Pearl Abyss stworzyło dzieło totalne, które tempem przypomina Red Dead Redemption 2, ale oferuje zupełnie nową jakość w budowaniu otwartego świata, uciekając od nudnych list kontrolnych znanych z gier Ubisoftu.
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów jest system przełączania się między postaciami. Działa on niemal identycznie jak w GTA 5 - kamera oddala się wysoko nad mapę, by po chwili zanurkować w zupełnie innym miejscu, gdzie wybrany bohater akurat zajmuje się swoimi sprawami. Co niezwykle istotne w kontekście ostatnich obaw o stan techniczny:
- Optymalizacja: Na karcie RTX 5080 w rozdzielczości 1440p (ustawienia wysokie) gra działa idealnie płynnie, bez żadnych przycięć.
- Szlif techniczny: Nawet bez premierowej łatki streamer napotkał jedynie drobne błędy, a animacje biegu i dźwięki kroków, które wczesniej krytykowano, zostały całkowicie naprawione.
- Muzyka: Ścieżka dźwiękowa została określona mianem „legendarnej”.
Gracze jednak są trochę sceptycznie nastawieni, ponieważ RTX 5080 to karta z najwyższej półki i jeśli jej potrzeba do natywnego 1440p, lwia część PC-towców (ze słabszymi GPU) będzie musiała podpierać się technologiami DLSS czy innymi elementami, aby móc płynnie grać w tenże tytuł.
Wrażenia z rozgrywki sugerują, że Crimson Desert nie będzie „samograjem”. Poziom trudności rośnie drastycznie wraz z podróżą na wschód i północ, a ignorowanie ulepszania głównego bohatera (Kliffa) może sprawić, że wątek główny stanie się wręcz brutalnie trudny. Wspomina się o grindzie, bez którego nie ukończymy gry, bowiem ta nie ma poziomów trudności.
Pomimo ukończenia kampanii, recenzent przyznał, że wciąż nie widział nawet 50% bossów dostępnych w grze, co świadczy o gigantycznej skali dodatkowej zawartości. Całość podsumował stwierdzeniem, że to „gra jego życia”.