Nowa Gra o tron to HIT? Są pierwsze recenzje Rycerz siedmiu królestw
Już w przyszłym tygodniu widzowie HBO Max zobaczą początek „Rycerz siedmiu królestw”, więc z tej okazji możemy sprawdzić pierwsze opinie na temat serialu rozszerzającego świat „Gry o tron”.
„Rycerz siedmiu królestw” to jedna z najbardziej wyczekiwanych nowości HBO Max, bo tym razem twórcy sięgnęli po mniejszą historię George’a R.R. Martina i próbują opowiedzieć Westeros z zupełnie innej perspektywy.
Pierwsze recenzje pokazują, że była to świadoma i odważna decyzja. Serial zebrał 83% poleceń w serwisie Rotten Tomatoes, a dziennikarze zgodnie podkreślają, że „Rycerz siedmiu królestw” nie próbuje ścigać się rozmachem z „Grą o tron” czy „Rodem smoka”. Zamiast wielkich bitew, politycznych intryg i losów całych dynastii, otrzymujemy intymną opowieść o jednym rycerzu i jego giermku, skupioną na relacjach, codzienności i przyziemnych problemach Westeros.
Recenzenci chwalą przede wszystkim inny ton serii. To produkcja lżejsza, momentami zaskakująco zabawna, pełna ironii i humoru, który w poprzednich odsłonach uniwersum pojawiał się znacznie rzadziej. Dla jednych to ogromny atut - serial bywa określany jako „świeży” po ciężkich, mrocznych i coraz bardziej przytłaczających historiach znanych z wcześniejszych produkcji HBO. Inni zarzucają twórcom zbyt dużą liczbę żartów i zbyt prostą konstrukcję fabuły, która może nie zadowolić fanów epickiego rozmachu.

Bardzo dobrze oceniana jest chemia między głównymi bohaterami. Duet Dunk i Egg uznawany jest za serce całej opowieści - relacja oparta na niewinności, wzajemnym zaufaniu i drobnych konfliktach skutecznie napędza kolejne odcinki. Wielu dziennikarzy podkreśla, że bez tej dwójki serial zwyczajnie by nie zadziałał, a ich relacja to jedna z najbardziej sympatycznych więzi pokazanych w tym uniwersum.
Od strony realizacyjnej „Rycerz siedmiu królestw” nie odstaje od standardów HBO. Scenografie, kostiumy i zdjęcia stoją na bardzo wysokim poziomie, a pojedynki (zwłaszcza turniejowe) są czytelne, dynamiczne i zrealizowane z wyczuciem. Pojawiają się jednak głosy, że serial bywa momentami zbyt krótki i zbyt skondensowany - sześć odcinków nie zawsze wystarcza, by w pełni rozwinąć wątki poboczne i drugoplanowe postacie, w tym zwłaszcza bohaterki kobiece, które zdaniem części krytyków zostały zepchnięte na dalszy plan.
Wiele na to wskazuje, że „Rycerz siedmiu królestw” to nie jest „kolejna Gra o tron” i... dokładnie o to chodzi. To mniejsza, spokojniejsza, bardziej osobista historia, która może nie zachwyci wszystkich, ale dla wielu fanów okaże się miłym powrotem do Westeros.
Przeczytajcie naszą recenzję „Rycerz siedmiu królestw”.