Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 02.07.2019 13:38
Razer DeathAdder zestaw
955V

25 twarzy Razer Deathaddera. Korporacja prezentuje wszystkie gryzonie

Liczba 10 milionów sprzedanych Razer Deathadderów nie jest przypadkowa. Korporacja z charakterystycznymi wężami na obudowie przez lata wrzucała na rynek najróżniejsze modele, które oferowały zróżnicowaną specyfikację oraz specjalne malowania. Z okazji tej wielkiej rocznicy postanowiono powspominać i prezentować wszystkie twarze Deathaddera.

Razer przyzwyczaił klientów do ulepszania swoich propozycji. Producent od pewnego czasu stawia na ulubieńców – część urządzeń otrzymuje nowe wcielenia i tym samym może trafić do kolejnych fanów elektronicznej rozgrywki. Jednym z najchętniej rozwijanych i ulepszanych gryzoni jest Razer Deathadder. Pierwsza odsłona sprzętu trafiła na rynek w połowie grudnia 2006 roku, ale w tamtym czasie raczej mało kto mógł się spodziewać, że będzie to jeden z największych sukcesów korporacji. Gryzoń dość prędko pobił rekordy modeli Copperhead oraz Diamondback, więc zdecydowano się dopracowywać formułę oferując na rynku kolejne wcielenia Deathadderów.

Pierwszy Razer Deathadder zaoferował sensor 3G z 1800 DPI oraz sensor reakcji na poziomie 1ms (1000 Hz Ultrapolling), a jednocześnie była to pierwsza myszka przygotowana od podstaw dla praworęcznych graczy. Firma spędziła wiele lat na dopracowaniu konstrukcji, która miała zapewnić pewniejszy chwyt, dodatkowo klienci mogli skorzystać z pięciu dużych, antypoślizgowych przycisków. Razer w tamtym czasie był tak bardzo pewny swojej propozycji (pierwsza na świecie mysz stworzona dla praworęcznych graczy), że zaoferował program Razer's Money Back Guarantee Challenge – każdy niezadowolony gracz mógł zwrócić urządzenie do 30 dni od zakupu, jednak jak można się domyśleć tylko nieliczni decydowali się na ten ruch.

Razer Deathadder zestaw 1

We wrześniu 2007 roku świat zachwycał się Guild Wars, które choć debiutowało w kwietniu 2005 roku, to jednak po dwóch latach gra cieszyła się rekordowym zainteresowaniem. Sytuację wykorzystał Razer. We współpracy z NCSoft i ArenaNet na rynku pojawił się pierwszy licencjonowany Razer Deathadder, który zamiast węży na obudowie posiadał nazwę „Guild Wars”, a rolka oraz nazwa świeciły się na złoty kolor. Inżynierowie w tamtym czasie zachwalali elegancję, ergonomię oraz wagę urządzenia – te trzy elementy miały zachęcać wiernych wyznawców GW do sięgnięcia po nową myszkę.

Razer nie mógł zapomnieć o graczach sympatyzujących z urządzeniami Apple, więc w kwietniu 2008 roku powstał Lunar White Razer DeathAdder (Mac OS X) charakteryzujący się praworęcznym układem, cenionymi przyciskami Hyperesponse oraz sterownikiem On-the-Fly Sensitivity, który pozwala dynamicznie reagować na sytuację podczas rozgrywki i zmieniać czułość myszki. Pochwały ze strony graczy oraz kolejne nagrody sprawiły, że korporacja postanowiła usprawniać projekt, więc pod koniec września 2009 roku światło dzienne ujrzał nowy Razer DeathAdder – myszka została wyposażona w poprawiony sensor 3,5G (3500 dpi). Pierwszy raz firma przygotowała kabel w oplocie. Był to ważny moment dla korporacji, która informowała o czterokrotnie większej precyzji od standardowej myszki z 800 dpi – był to najbardziej precyzyjny sensor na świecie.

Popularność Razer DeathAddera była na odpowiednim poziomie, więc firma celowała ze swoją maszyną do kolejnych zainteresowanych – nawet do stosunkowo mniejszych grup odbiorców. Po klientach ogrywających gry na Macach, nadszedł czas na leworęcznych. W marcu 2010 roku na rynku pojawiła się pierwsza gamingowa mysz stworzona od podstaw dla mańkutów. Była to ważna chwila dla społeczności leworęcznych, którzy pierwszy raz otrzymali gamingowego gryzonia dopasowanego do ich dłoni. Sytuacja była o tyle zabawna, że Robert "Razerguy" Krakoff także był mańkutem i dopiero w tym czasie mógł w pełni korzystać z topowego produktu swojej firmy. Pod względem specyfikacji firma zaoferowała najlepsze podzespoły – sensor 3,5G, 3500 dpi, 1000Hz Ultrapolling, czas reakcji 1ms, pięć programowalnych przycisków Hyperesponse, regulację czułości On-The-Fly Sensitivity.

2011 rok był niezwykle intensywny dla Razer DeathAddera. Już w styczniu na rynku zadebiutował Razer Deathadder Black Edition, który miał uczcić pięcioletnią podróż tego modelu. Inżynierowie nie zdecydowali się na wielką zmianę w wyglądzie, a po prostu zaoferowali nowe, antypoślizgowe gumy na bokach pozwalające na wygodniejszą rozgrywkę przez dłuższy czas, stawiając na całkowicie czarne wykończenie. W marcu odbyła się premiera Dragon Age II i na półkach sklepowych wylądował Razer DeathAdder ze specjalnym malowaniem związanym właśnie z tytułem BioWare. Jednocześnie klienci myszki mogli zgarnąć dodatek „Ring of Whispers” - kod na pierścień znalazł się w pudełku z urządzeniem i poprawiał przebiegłość, prędkość ataku bohatera oraz sprawiał, że rywale rzucali na ziemię więcej monet. W lipcu na wielkim ekranie zadebiutował film Transformers 3: Dark of the Moon, który przy budżecie 195 mln dolarów zarobił 1,123 mld dolarów. Będąc ogromnym sukcesem, Hasbro oraz Razer postanowili celebrować fantastyczny powrót Autobotów i Decepticonów za pomocą aż czterech Razer DeathAdderów. Klienci mogli nabyć sprzęt upiększony malowaniem jednego z bohaterów – Optimusa Prime'a, Bumblebee, Megatrona i Shockwave'a.

Rynek został w 2011 roku mocno nasycony kolejnymi DeathAdderami, ale inżynierowie nie zakończyli prac. W listopadzie 2012 roku zaprezentowano sensor 4G, w który został wyposażony Razer Deathadder Expert – nowa technologia zwiększyła wydajność i pozwoliła osiągnąć aż 6400 dpi. Twórcom udało się także zachować naturalne czucie dłoni, ale ponownie skupiono się wyłącznie na ulepszeniu doświadczeń graczy.

Razer oczywiście cały czas stawiał na profesjonalnych graczy, a dobrym ukoronowaniem tego podejścia była druga połowa 2013 roku – wtedy to firma zaoferowała Razer DeathAdder przygotowany we współpracy z zespołem Counter Logic Gaming. Specjaliści z League of Legends wygrali nagrodę Razer Team of the Year, a ich logo wylądowało na myszce oraz podkładce. Sytuacja była niezwykle interesująca, ponieważ firma za pomocą produktu celowała w oddanych fanów CLG, którzy systematycznie oglądali zwycięstwa drużyny i chcieli korzystać z identycznego sprzętu co swoi esportowi idole.

Po stosunkowo spokojnych trzech latach, 2014 rok był kolejnym bardzo płodnym okresem dla producenta, który wrzucił na rynek trzy zróżnicowane modele DeathAddera. Na początek w marcu zadebiutowała myszka przygotowana we współpracy z Wargamingiem – popularny World of Tanks miał w tym czasie naprawdę udany okres, kolejni gracze wpadali na serwery, więc najwięksi fani mogli wyposażyć się w upiększoną myszkę oraz podkładkę. Pierwsze 20 tysięcy egzemplarzy każdego z produktów otrzymało bonusowy kod Pz. Kpfw. IV Hydraulic Tank – czołg był dostępny wyłącznie w sprzętach Razera. Czołgiści korzystali jeszcze ze znanych rozwiązań, ale już we wrześniu korporacja zaprezentowała zupełnie nową technologię – Razer DeathAdder Chroma otrzymał poprawiony sensor optyczny 10000 dpi, który pozwolił na efektowną rozgrywkę na niemal każdej powierzchni (w tym na szkle). Sprzęt oferował prędkość na poziomie 200 cali na sekundę z przyspieszeniem na poziomie 50G. Firma pierwszy raz wyposażyła DeathAddera w podświetlenie Chroma – gracze otrzymali w swoje łapy 16, mln kolorów oraz najróżniejsze efekty. Zakończono głośny rok za pomocą zestawu pięciu produktów zatytułowanych Razer Classic Series, w którym znalazł się DeathAdder z klasycznym, niebieskim podświetleniem.

W jakie tytuły graliśmy pod koniec 2015 i w 2016 roku? Call of Duty: Black Ops III, Rise of the Tomb Raider, Overwatch oraz Deus Ex: Rozłam Ludzkości. Razer we współpracy z producentami gier oraz wydawcami przygotował cztery nowe modele DeathAdderów, które korzystały ze znanych i cenionych rozwiązań, ale jednocześnie zostały odpicowane o specjalne malowania. Najbardziej rozbudowany zestaw otrzymał hit Blizzarda, ponieważ obok myszki gracze mogli nabyć także słuchawki, klawiaturę oraz podkładkę.

Pod koniec 2016 roku producent zaprezentował DeathAdder Elite – gryzoń został wyposażony w autorski czujnik optyczny 5G oferujący do 16 000 dpi z prędkością 450 cali na sekundę (IPS). Firma zapewniła także najwyższą dokładność pomiaru rozdzielczości (RA) jaką kiedykolwiek zarejestrowano w myszce do gier (99,4%). Elite to także nowe przełączniki stworzone we współpracy z firmą Omron – trwałość przycisków została zwiększona i zapewniła poziom 50 mln kliknięć. Dodatkowo inżynierowie dopracowali rolkę oraz dodali przycisk do płynnej zmiany DPI. Właśnie na bazie tego modelu powstały kolejne odpicowane urządzenia – Team Liquid otrzymało własną myszkę oraz podkładkę, na premierę Destiny 2 stworzono gryzonia, słuchawki, podkładkę oraz klawiaturę, a mistrzowie z SK Telecom T1 wyruszyli na kolejne turnieje z czerwonoczarnym zestawem DeathAdder + Goliathus.

Razer Deathadder zestaw 2

W 2018 roku Razer postawił na dwa wcielenia – tańszy Deathadder Essential oraz biały Deathadder Essential White Edition. Oba modele posiadają sensor do 6400 DPI, pięć przycisków Hyperesponse oferujących żywotność do 10 mln kliknięć oraz prędkością 2020 cali na sekundę (IPS) przy przyspieszeniu 30G. Urządzenia podobnie jak wersja Elite są kompatybilne z Xboksem One.

Razer w ciągu 13 lat zaoferował graczom aż 25 wcieleń Razer Deathadder. Firma systematycznie stawia na jedną konstrukcję, która jest stale ulepszana, jednak pod względem wyglądu nigdy nie mogliśmy mówić o rewolucji. Największa zmiana zachodzi zawsze we wnętrzu gryzonia – producent startował od 1800 dpi, a aktualnie w swoim topowym modelu oferuje aż 16 000 dpi. Jak będzie wyglądać sytuacja w kolejnych latach? Możemy pewnie liczyć na kolejne wcielenia Deathadder, bo trudno sądzić, że firma zrezygnuje z tak rozpowszechnionej i znanej marki. Teraz pytanie pozostaje jedno – jakie jeszcze atrakcje mogą nam zaoferować „Węże”?

Źródło: Informacja prasowa

Tagi: myszka Razer Razer DeathAdder

Nie przegap