Przegląd Eroge #51 Toushin Toshi (1990) taki tam klasyczny jRPG [+18]

BLOG
25V
user-88981 main blog image
kajtji | Dzisiaj, 09:25
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Jak w tytule

Tytuł: Toushin Toshi
Producent: Alicesoft
Gdzie kupić: Freeware*
*twórcy zamiast zarabiać na swoich klasykach w nieskończoność, udostępnili wiele z nich za darmo, grę z angielskim fanowskim tłumaczeniem można znaleźć w google, nie chce mi się dawać linku, sami se poszukajcie lenie.
Czas gry: tak z 8h

Wstęp
:
 Jak czytaliście moje poprzednie blogi, mogliście zauważyć, że lubię takie małe studio, jakim jest Alicesoft (głównie dzięki serii Rance), tak więc dzisiaj sofniemy się trochę w czasie do 1990 i gry Toushin Toshi, jednej z pierwszych gier Alicesoft (ich pierwszym tytułem był Rance Hikari no Motomete w 1989... wcześniej wydawali gry pod nazwą Champion Soft). Warto dodać, że omawiana dzisiaj gra dzieje się w tym samym uniwersum, co ich znacznie popularniejsza seria, czyli Rance, a czasowo umiejscowiona jest... po Rance X (2018). Ale prawdę mówiąc, nie dzieje się tutaj nic szczególnego, tylko pojawia się parę postaci czy jest wspomnianych. Warto zaznaczyć, że Toushin Toshi 2 i 3 dzieją się w alternatywnej rzeczywistości tego samego świata czy coś, ale dziś poczytacie moje farmazony o jedynce.

Fabuła:

 Historia tej gry jest dosyć prosta i można powiedzieć standardowa. Protagonistą jest Custom, który to podróżując... w sumie to nie wiem nawet co on tam robił... natrafia na karawanę, którą zaatakowany straszne bestie... HANIWA, HANNY, wiecie, takie gliniane posążki. Jako, że nie są to zbyt silne (czy mądre) istoty, nasz bohater szybko się z nimi rozprawia i ratuje z opresji dziewczynę, Kumiko. Ta w podzięce nie daje mu nic, ale ma do niego proźbę, aby ten wystartował w Toushin Toshi, czyli turnieju dla silnych wojowników.

 Kumiko szuka swojego ojca, który to lata temu miał wygrać Toushin Toshi, ale już nigdy nie wrócił do domu zostawiając córkę i chorowitą żonę. Problem fabuły tej gry jest taki, że to tyle, a przynajmniej przej większość czasu (końcówka była spoko). Generalnie, to działa to tak, że mamy turniej, co parę dni z kimś walczymy, a przed tym przemierzamy lochy, aby znaleźć coś, co pomoże nam zwyciężyć z przeciwnikiem. Czasem to będzie jakiś miecz, a innym razem żaba (nie powiem czemu). Większość postaci ma tutaj tylko takie zalążki charakteru, no generalnie nie ma tu wiele dialogów, aby kogoś tu lepiej poznać, a gra skupia się przede wszystkim na dosyć prostej rozgrywce.


 Gameplay:
 Jak wspomniałem, rozgrywka jest dosyć prosta. Dostajemy loch, który ma parę poziomów i po nich chodzimy, walcząc przy tym z różnymi przeciwnikami. Czasem musimy coś zrobić, jakąś prostą zagadkę, znaleźć możemy nawet parę sekretów, ale to generalnie nic skomplikowanego. Sam system walki, jest maksymalnie prosty, jak się tylko da. Przede wszystkim nie mamy tutaj drużyny, całą grę gramy samym tylko Customem. Walka jest turowa i polega głównie na kliknięciu przycisku ataku (można też wybrać silniejszy atak), dopiero po czasie dostaniemy parę zaklęc, tak o, aby urozmaicić grę. Parę przeciwników jest na czary odpornych lub wrażliwych, wiecie jak to działa.

 W grze występują tzw. random encauntery, działa to tak, że przejdziemy parę kroków i coś nas zaatakuje. Tutaj uwaga, w tej grze to jest NAPRAWDĘ skopane. Są momenty, gdzie dosłownie zrobienie JEDNEGO KROKU owocuje z kolejnym starciem z przeciwnikiem, całe szczęście te walki nie są szczególnie długie. To zawsze pojedynek 1vs1, który często trwa tylko parę sekund. Wiecie co? Z jednej strony na to narzekam, ale też myślę, że takie coś dawało mi trochę satysfakcji. Wiecie, trochę jak w jakimś Diablo (minus zdobywanie nowego ekwipunku), rozwalacie wiele wrogów i sobie powoli levelujecie, a potem macie każdego "na strzała" (tutaj levelować można tylko po wezwaniu "Poziomowej Bogini" (eng. Level Goddess), warto dodać, że co 10 poziomów ściąga ona coraz to węcej ciuszków hihihi).

 A co do nagości, to w grze możemy znaleźć kawałki magicznych lusterek, gdzie to uwięzione są ładne (gołe) panie, jak je uratujemy, to dostaniemy prezent w postaci expa (nudne) i pełnego obrazka z jej cycuniami na wierzchu (eksytujące).

 Tu warto wspomnieć, że przez większość gry, w sumie nie da się tutaj umrzeć. Śmierć w lochu kończy się naszym przebudzeniem w łózku... zaraz obok słodkiej Kumiko (niestety całej ubranej). Tracimy wtedy jednak cały zapas EXPa, więć lepiej nie umierać (grę zapisać można tylko w karczmie). 

 Dobra, to Toushin Toshi (Turnieju Bogów, Tournament of the Gods tzn. pod takim tytułem wydali anime Toushin Toshi II w USA, warto wiedzieć, nie oglądałem go jeszcze) czyli ten turniej, to wiadomo walka 1vs1, tak jak cała reszta gry, ale tutaj walczyć będziemy z bardziej wymagającymi przeciwnikami. Nie to, że musimy podejść do tych walk strategicznie, po prostu w lochach (jak już wspomniałem) musimy zrobić jakiegoś "questa", może znaleźć jakiś przedmiot, aby pokonanie ich było możliwe.

Aspekty erotyczne:
 Zasady turnieju są jasne, wygraną nie są tylko pieniądze, ale też partnerka waszego przeciwnika. To w końcu eroge, jasne, że nagrodą jest seks. Scenek erotycznych jest tu od groma i... cóż, to stara gra, nie jestem ich jakimś wielkim fanem i szczerze mówiąc w tym konkretnym tytule panie podobały mi się bardziej, gdy był ubrane. W sumie, to problem wielu eroge (o dziwo), gdzie dostajemy w sumie fajnie zaprojektowane i narysowane postaci, a sceny seksu są tak o walnięte. To trochę problem tego gatunku, czasem eroge jest eroge nie dlatego, że twórca tak chciał, ale dlatego, że tak się gra mogła lepiej sprzedać. Z Alicesoft jest dla mnie tak pół na pół, Rance bez seksu nie może istnieć, ale w takim Galzoo Island czy Yoru Ga Kuru miałem wrażenie, że scenki były zbyteczne.

 W każdym razie, tutaj większość scenek jest raczej dosyć standardowa. Głównie stosunek zwykły lub stosunek gwałtowny.



Ruchać czy nie ruchać, oto jest pytanie.

 W ogóle, tutaj scenki sensualne są interaktywne. Nie lubię tego, a Alicesoft pchał to do wielu swoich starych gier. Ta interaktywność polega na tym, że wybieramy sobie opcje. Są różne, można np. poczochrać bobra, pocałować partnerkę, ugryżć ją, wiecie standardowe praktywki, gdy dwie osoby się kochają (albo przynajmniej jedna ze stron, druga jest opcjonalna).


Muzyka:
 Tu mam ciekawostkę, taką z gatunku "domysły/niepotwierdzone". Muzyka w tej grze jest zaskakująco dobra, tak jak w wielu innych grach Alicesoft. Bardzo prawdopodobnym jest (bo styl jest podobny), że za wiele utworów dla gier Alicesoft odpowiada Ryuji Sasai, który to przez wiele lat pracował dla Square Soft (np. SaGa 2 i 3 czy oryginalne Live a Live). W wielu grach Alicesoft miał mieć pseudonim "DRAGON ATTACK" lub "Ikazuchimaru" (tak jest podpisany przy większości tytułów), ale przez paręnaście pierwszych gier Alicesoftu używał zawsze innej nazwy... I mnie to bawi, bo jego pierwsze pseudonimy to było np. "Ichitarou", "Nitarou" czy "7 Tarou", a może "12 Tarou", generalnie to zmieniał cyferkę i tyle.


Tyle: To by było dziś na tyle, generalnie nie wiecie, jak mi szkoda, kiedy zrobię sporo screenów z gry, ale mało co ich użyję, bo jakbym dał za wiele, to by się źle to czytało.

Oceń bloga:
1

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper