BlogCraft

Roland Ninja

ROLAND NINJ4 ROLAND NINJ4 26.02.2018, 15:25
Zlot pod Neptunem: Relacja Atomowego Trio! - Występują: Roland Ninja, dKc i Jackoo
432V

Zlot pod Neptunem: Relacja Atomowego Trio! - Występują: Roland Ninja, dKc i Jackoo

Podsumować zlot oszołomów z każdego końca polski i zmieścić się w ograniczonej ilości znaków, tak żeby nie musieć dzielić bloga na strony, których pewna grupka zboczonych purystów tak nienawidzi? Chyba niewykonalne co? Tak więc mam w to wywalone i jadę z tematem na spontanie i ile wyjdzie tyle wyjdzie, a że jest nas tutaj dzisiaj trzech to przygotujcie się na sporą lekturę!

ROLAND NINJA

Przede wszystkim Zlot PPE w Gdańsku to najmniej rozreklamowana i najmniej "hajpowana", a jednak jedna z najlepszych popijaw na jakich byłem w ostatnich latach. Informacja o zlocie była tak oszczędna i enigmatyczna że powiało tutaj zaproszeniami tylko dla jakiegoś Golden Circle, ot gdzieś tam kiedyś chyba w grudniu, jedna wspominka w blogu, żadnej głównej, zero Billboardów przy obwodnicy trójmiasta, no nic! A tu nagle w lutym ZLOT NA PÓŁNOCY, KTO WPADA!!! Jak się okazało impreza była zaplanowana na cały weekend, rozpoczynając się popijawą już w piątek. Od razu wiedziałem że w grę wchodzi tylko Sobota, więc powoli zacząłem się szykować.

Jak przeczytałem bloga to kurde wiedziałem że w końcu muszę się zjawić, bo nie ma innej opcji. Poprzednie Zloty zawsze organizowane w stolicy, albo w innej czarnej dziurze Polski, były poza moim zasięgiem z prostych prozaicznych powodów, rodzina, życie, obowiązki, bo daleko, bo kasa itd. i te kutwa pe, każda wymówka była dobra. Tym razem nie było wyjścia! W końcu zlot u nas, na śmierdzącej śledziem (już wiem co tutaj Reala przyciągnęło;-) północy, praktycznie pod samym nosem! Decyzja była szybka, żona postawiona przed faktem dokonanym, a ja nakręcony jak żbik w okresie godowym.

Najważniejszym było obadać kto z portalowych i nie tylko wykolejeńców pojawi się na Zlocie. Zobaczyłem pierwszą wstępną listę Hieny, a tam takie persony jak... PERSON? Hmmm... dobra ten też, ale kurde obrazoburczy zwyrol, entuzjasta cycków numero uno Realista, obrażony (chyba) Muminek, bloger roku Dr. "Któż to?" Pain, jedyny smok czystej krwi na portalu Draco_Wahatever, najbardziej sceptyczna wkurzona stara baba Lucjan, no i oczywiście portalowy numer jeden wszystkich list na których można mieć pierwsze miejsce Daaku-San! Sama kurna śmietankowa "elyta", którą zawsze chciałem poznać w Realu. Na dodatek ziomkom udało się ściągnąć jeszcze szefa wszystkich szefów Rogera, który to pewnie jeszcze w pociągu odklejał pampersa z pleców i zorientował się że zamiast pasty do zębów ma w plecaku krem bambino. Ściągnęli również samego OverModa Pereza! Grono zacne jak na pochlajparty z Kaszubami.

Dla mnie jednak najważniejszym było też ściągnąć na zlot przynajmniej większość kumpli z klanu Destiny, którego nieskromnym założycielem i liderem jestem od prawie roku. Tak się składa że pięciu z nas też udziela się na portalu, więc była to znakomita (Powiało Gruszczykiem;-) okazja żeby w końcu spotkać się w realu i obgadać parę taktyk przy bursztynowym napoju. Tak oto szybkie rozeznanie, multum wiadomości wysyłanych każdą możliwą drogą (znakami dymnymi też) i już wiedziałem że na zlocie po prostu nie może zabraknąć mojej prawej ręki, nieocenionego Jackoo, najszybszego spustu w naszym teamie, człowieka ducha czyli dKc i oczywiście najbardziej bezpośredniego, ordynusa który obraził już wszystko i wszystkich, (I nadal wszyscy go lubią;-) Jarrka! Miał być też Azazel_PL no ale niestety praca, życie, daleko i inne znane mi wymówki bla... bla... bla... wiecie o co kaman;-)

Świat taki mały i tak się złożyło (już na etapie powstawania klanu) że trzech z nas jest z trójmiasta i jako że nasze wspaniałe Megalopolis, połączone jest jedną linią kolejową, za punkt zboru wybraliśmy jeden z przedziałów żółto-niebieskiej (bo jakżeby kurna inaczej;-) SKM. Wsiadłem pierwszy więc musiałem wybrać wagon w którym najmniej waniało crapem, a to na prawdę jest wyczyn, nawet w zmodernizowanym już taborze SKM. Po 10 min wsiadał Jarrek, mój stary licealny ziom, który od wejścia profilaktycznie mnie zbejał. Nie minęło 15 min i w Gdyni dołączył do nas Jackoo, pierwsze spotkanie atomowego trio w komplecie, zapoznanie trwało góra 3 minuty i już jechaliśmy sobie po rajtach. Brakowało jeszcze tylko naszego dKc zwanego też w pewnym gronie Jaredem. Nasz cyngiel pochodzi z dalekich krain niezbadanego wschodu, więc do Gdańska spłynął parę godzin wcześniej i zgadaliśmy się że poczeka na nas na stacji głównej. Wysiadamy, telefon w łapę," Jared gdzie jesteś, bo pod tym żółtym znanym logo nikogo nie ma?" Musiałem się rozłączyć bo już w naszym kierunku, dumnie kroczył postawny jegomość w okularach, wszyscy zgodnie chórkiem rzekli "To na pewno nasz!". W sumie nawet się nie przedstawialiśmy bo czuliśmy się jakbyśmy się znali już kopę lat! W końcu wymieniało się tymi pokemonami po kryjomu żeby nie robić siary na chacie, obrzucało muszlami w Mario Kart 8 i przede wszystkim wystrzelało się te parę ton amunicji w Destiny. Poza tym przecież poznaliśmy się dzięki PPE, a to już chyba będzie z dobre 5 lat! Wciągnęliśmy więc bebzony, wypięliśmy klaty i ruszyliśmy w kierunku Cybermachiny.

Nikt nie wiedział czego się spodziewać, tzn. dKc wiedział bo na zlocie już był, ale dla reszty chłopaków to była ostatnia dziewicza noc. Wpadliśmy do Machiny, design niczego sobie, wszędzie lampki w kształcie kostek z Super Mario Bros., fototapety z klasycznymi grami, kupka gier planszowych w rogu i zajefajny patent z zieloną rurą z której pobiera się złocisty trunek do pokala, szkoda tylko że na czubku siedział Luigi, a od niego z kija to bym browara nie tknął! Dziwnym było że zarezerwowana loża jest pusta! No kaman 18:00 i nie ma nikogo? Każdy z nas postawił szklane na stole, no i czekamy no bo co? Chyba po 15 min wpada delegacja! Na samym początku to juch jeden wie czy pokale w łapę i lejemy czy to swoi!? Na szczęście byli przyjaźnie nastawieni i zaczęło się rzucanie nickami na lewo i prawo. Ekipa wpadła w składzie Hienamas organizator, Muminek (W gajerze! Czyżby potrzebny prawnik po piątkowych ekscesach?), Jana84 (Tego to się można przestraszyć;-) i Daaku! Jak się okazało przyczyną pustki przy stole jest kolejna zmiana lokalu, tak więc ostatecznie impreza i tak miała mieć miejsce w wynajętym apartamencie. Były jeszcze braki na liście Hieny, więc poczekaliśmy dłuższą chwilę na niedobitków. Gdy wszyscy debatowaliśmy o adaptacjach filmowych S. Kinga i innej mandze, to Daaku zapodał sobie bronka i zasiadł przy stole z komiksem Batmana, to tak w kwestii bycia w temacie. W międzyczasie do grupy dołączyła jedyna kobieta na zlocie (jak się później okazało), pani Kaszydo. Reszta z zaginionych nie dawała znaków życia, więc wyzerowaliśmy szkła i ruszyliśmy w kierunku libacji u burżujów.

Po drodze obowiązkowy postój w Żabce, każdy wyszedł z czteropakiem w łapie, prócz Mumina który celował w nas dwoma mocnymi działami! Dotarło do nas że jest nas o jednego więcej, niejaki Browar albo Browareska chyba? No pojawił się znikąd i nie wiadomo kiedy! Na bank jegomość z krainy deszczowców! Spod sklepu ruszyliśmy przez bramę, którą Hiena otworzył za pomocą Retinal Scan i zostawieniu odcisków na czytniku! W końcu osiedle Invest Komfort panie! Następna była winda,  chyba z kutwa czytnikiem pręgów w jelicie grubym, chromowane dildo ze ściany i takie tam, każdy wiedział że Real już na pewno wcześniej załatwił dostęp, więc nikt nie musiał się poświęcać huehue;-) Wjechaliśmy na... no właśnie które to było w ogóle piętro? Po chwili już staliśmy przed lokalem, otworzyły się drzwi i się zaczęło.

Odźwiernym był Draco_Wahatever, który chyba jako jedyny przez całą imprezę nie dał po sobie znać jak dużo wypił, a może w ogóle nie pił? Albo inaczej, żeby ubić smoka trzeba by mu dożylnie zapodać wody ognistej spod samej Samotnej Góry! Mianowany na niepisanego gospodarza oprowadził nas po kwadracie, pokazał wychodki i inne dostępne przybytki. Zrzuciliśmy odzienie i w holu zaczęło się przymusowe zapoznanie z każdym mijającym nas chwiejnym krokiem zombiakiem. I tak pierwszym był Realista, po kolei miażdżący każdemu łapę. Ja gdy się przedstawiłem to się dowiedziałem co to znaczy uścisk niedźwiedzia! Przez chwilę straciłem oddech, ale przynajmniej cieplutko było;-P Od razu widać że swój chłop! My dwaj, brodaci islamscy separatyści od razu złapaliśmy wspólny język, w takim stopniu że trzeba było uważać idąc do klopa, bo wciąż czułem oddech Reala na karku! Totalnie pozytywnie poryty, prawdziwy polski gość, nie do wybejania! Pozdro pijaku! ;-)

Po wyrwaniu się z uścisku miałem w końcu okazję rzucić rączką po salonie i przywitać się z resztą kulturalnie siedzącej przy stole ELYTY! Nicksony leciały w takim tempie że nie ogarniałem kto jest kto, paru jednak o razu zapamiętałem bo inaczej się nie dało. Perez i "Rodża" jasne! Każdy zna szefów i każdy wie, może tylko gimby nie znajo! Szefo siedział w centrum niczym Neron na biesiadzie. Jednak największym dla mnie zaskokiem było uściśnięcie graby największemu (zaraz po mnie;-) portalowemu marudzie Lucjanowi! Pierwsze wrażenie? Kutwa Viking, co to pewnie nie jedno nagrabił i niejedno wychędożył! Strach się kurna bać! Gdzieś po pół godziny groźnych spojrzeń, i tańcowaniu jak koguty pod kurnikiem, gdy dotarło do nas że ja to Roland Ninja, a on to Lucjan, postanowiliśmy że trzeba opić te 5 lat wzajemnego dopieprzania sobie na portalu i tego że w końcu możemy sobie dowalić na "lajwie". Ja niebieski (Tzn. kolorowy, ale na sercu jednak PeeSka;-) on zielony, ale dogadaliśmy się i okazało się że mój ulubiony portalowy sceptyk to kurde na prawdę łebski facet! Totalnie in plus i żałuje że z braku czasu nie wypiliśmy razem więcej, chociaż Lucjanowi to już było wystarczająco, bo pomimo że robił podejście do wyjścia w angielskim stylu, to się mu to nie udało, raz sam go zawróciłem spod drzwi i się chłopina zamarynował jak na Kaszubach przystało. Oby jeszcze była okazja coś wypić co nie, Lucek?

Wiadomo że na takim zlocie nie da się pogadać z każdym i też z każdym wypić, za mało czasu i za dużo tematów do obgadania. Wiem że przewinął się gdzieś tam Rayos, Nintendo freak rządził gdzieś tam w krótkiej wojence kolorów jaką podsłyszałem. Daaku za to pokazał wszystkim co to znaczy mieć skilla! Ku-wa jedną ręką pił, a drugą składał model Gundama! Wyższy poziom wtajemniczenia, nie wnikam! Totalnie pozytywnym ziomkiem okazał się Adam_11, mój rocznik, więc pomimo tylko paru wymienionych zdań i poglądów, od razu się dogadaliśmy, wspólną fotę mamy i dobry powód do picia na kolejnym zlocie też, więc nic tylko odliczać do następnego. Gdzieś tam po drodze Dr. Pain zwyzywał mnie od ciapatych, ja mu dobejałem że jest leniem z boksu z grami, walnęliśmy kielicha i była zgoda;-) Młody chyba wybrał sobie taki sposób na dalsze picie, podkur... towarzycho i potem pić na zgodę, tempa tego "godzenia się" chyba nie wyrobił i zaczął rzucać się po kanapach i sufitach, a w pewnym momencie przyłapałem go razem z Personem w sypialni, że niby banowali łomotów na PPE, ale tuba wazeliny pod stołem mówiła sama przez się hehe;-) Pozdro Person! Wszyscy wielbimy naszych wspaniałych mod'ów;-P

Tak po fejsbusiowemu! Z samym Donem Rogerem! Adaś chyba nie pamięta że ma z nami fotę;-)


A co w tym czasie porabiała szkieletowa załoga klanu Sons of the Truth? A no nasz klanowy pseudo-nerd Jarrek, co to przecież w ogóle w gry nie gra (Tya... 120h w Destiny, 90h w Horizon zakończone platyną na koncie, jasne!;-) pierwsze co zrobił to otworzył puchę i zasiadł do grania na Switchu w Fast RMX! Tak go sprzęt zaintrygował że już na drugi dzień pytał z czym to się je. Znając życie będzie miał szybciej niż ja. dKc, nie był nic gorszy i łupał razem z Jarrkiem, potem i ja zasiadłem do jednego wyścigu i przegrałem z Jarrkiem o dokładnie jedną sekundę! Od razu na dowód zrobiłem fotę. A gdzie był w tym czasie Jackoo? A on jak to on, jako człowiek robiący w tej samej branży co ja, a nawet na tym samym stanowisku, to jak na prawdziwego marynarza przystało najpierw pije, a później zadaje pytania! Dlatego ciągle tylko wędrowaliśmy razem do lodówki i opróżnialiśmy kolejne puszki. Żywiec bardzo dobrze dogaduje się Żubrem! ZAWSZE! Dopóki wszyscy ogarnialiśmy gdzie w ogóle jesteśmy, wykorzystaliśmy moment aby zrobić pamiątkowe zdjęcie klanu w realu, co prawda trudno było się zebrać w jednym miejscu gdyż każdy gdzieś krążył, a dKc dodatkowo brał udział, w gorącej rozmowie z panną Kaszydo i aż żal było gołąbeczki rozdzielać;-) Jak już zobaczyłem 3DS'a w ich rękach, wiedziałem że to coś poważnego;-P W końcu poszło to pamiątkowe zdjęcie klanu, a przy okazji obgadaliśmy parę strategii, powymienialiśmy się poglądami i było też parę toastów z czego najlepszym był ten wtrącony przez Rogera, który przy okazji poniósł wszystkich "ZA RASIZM!" moje serce aż gorało, bo okazało się że jestem wśród swoich. W którymś momencie zjawił się też jeden z zaginionych, a mianowicie RudiAG, po którego zostaliśmy oddelegowani na bramę razem z Rogerem i Realem. Rudi to najspokojniejszy, najbardziej napakowany człowiek jakiego znam! Na zlocie meldowany jako ten od Zduna i Dżonego, których nie miałem okazji poznać bo jak zwykle zachlali... tzn. jeden zachlał pałę, a drugi go wyniósł, z tego co słyszałem. Rudi to chyba największy fan odżywek i gier na Vitę w całym trójmieście, więc całkowity szacun!

Klan SONS OF THE TRUTH w (prawie;-) całej okazałości, od prawej: Jackoo, Roland Ninja, dKc i Jarrek, a w tle? Czysty mrok! Sam Imperator Sheev HIENAtine we własnej osobie! ;-D


Atmosfera na tych na oko 80m kawadratowych była tak zajebista że aż nie można było usiedzieć w miejscu. Co rusz uciekałem przed zakusami predatora Reala i unikałem kolejnych skoków w dal Dr. Paina, w locie zawsze wrzeszczał "O ciapaty", zapodałem wtedy klasykiem "No chyba mu zaraz pier.....!"  Musiałem też uważać żeby się nie zwarzyć, mieszając trunki i ciągle słuchając typowo polskiego "No ze mną się nie napijesz?". Oj na prawdę niebezpieczne towarzystwo! Moim zdaniem scenką wieczoru, która przysłowiowo "made my day" był moment w którym zbił się talerz, szklana, a może jakieś inne szkło, nieważne! Huk tylko opadł, a tu nagle jak spod ziemi REAL niczym ku-wa iRobot Roomba, wpada z miotłą i zamiata jak szwedzka reprezentacja w curlingu! Najlepsze że przedtem zniknął gdzieś chyba na godzinę! Autopilot jak widać, przy dobrym smarowaniu nadal działa.

Najnowszy model iRobot Roomba! Dzwoń i zamów 0700-69-69-69 On nie tylko sprząta!;-)


Kulminacją wieczoru było dla mnie zderzenie z Perezem, który w którymś momencie dorwał mnie i Jackoo i niczym PPE-owska bezpieka, przetrzepał nas tak, że czułem się jak pani Krystyna Jadna w kultowym "Przesłuchaniu", z tym że nie doszło do rękoczynów i grzebania w "otworach fizjologicznych";-P Kurde ale się fajnie gadało! Kolejny przykład tego że dopóki kogoś nie poznasz w realu to nie wyrabiaj sobie o nim zdania. Jeden z największych zaskoków tego wieczoru! Kurde ale odchodziły tematy. Przewałkowaliśmy w skrócie wszystko co można było powiedzieć o marynarstwie (Perez jak nadal chcesz robić papiery i zapierniczać u mnie za majtka, to kontakt do mnie masz;-), był tak zainteresowany tematem że chyba myśli o zmianie branży. Potem wykłócaliśmy się o Souls/Borne, coś mi tam próbowali z Jackoo wmówić że Demon's Souls, Dark Souls I-III i Bloodborne, to nie jedno Multiverse, ale ja tam swoje wiem, więc się walcie!;-) Było o moderatorstwie, pracy w PSXE i PPE i wszystkim co z grami związane. Obsmarowaliśmy zadki komu trza, a tych co pominęliśmy to przepraszamy, spokojnie, jeszcze maść się wam przyda. Śmiechu było tyle że musiałem panować nad tym żeby się nie popłakać. Takich pozytywnych ludzi to oby jak najwięcej w samym PSX, PPE i w ogóle! Aha jak chcecie się czegoś o mnie dowiedzieć to nie szukajcie na profilu tylko zapytajcie Pereza, bo on wie wszystko! Na odchodnym złapałem jeszcze Rogera, nagabując go o pracę w PSXE, no przynajmniej tak pamiętam, a może to był sen? Może dlatego moje CV poszło do kosza? A może nawet go nie wysłałem? No grubo było! 

Finał był taki że jak już w głowie szumiało, gdy przed TV doświadczyłem egzystencjalnych dysput Jarrka, Rudiego i dKc o sensie życia, opierających się na symulatorze tosta z "I am Bread", a ja szukając swojej kurtki zobaczyłem obraz z moich najgorszych koszmarów, przez który moczę się w wyro, mianowicie Reala w samych gaciach, wiedziałem że czas iść do domu! W sumie gdyby nie Jarrek, to pewnie i do drugiej byśmy siedzieli, a tak to szefo zarządził, stwierdził że "Robimy rząd i spier...... stąd!", no głodny był więc i zły. Zebraliśmy się w takiej grupie w jakiej się pojawiliśmy i opuściliśmy to zacne towarzystwo. Odprowadziliśmy dKc na stancję, oczywiście pożegnanie na misiaka i obietnica kolejnego spotkania, a sami powędrowaliśmy zabić głód do Ronalda McDonalda. Po późnej kolacji zalegliśmy w smrodliwym wagonie SKM i wyruszyliśmy w drogę do domu, po drodze komentując w pociągowym Shoutboxie cały zlot. Każdy wysiadł na swoim przystanku i tak się rozeszliśmy, każdy w swoją stronę. 

Podsumowując, to długo nie czułem się tak świetnie, długo też nie byłem na tak pozytywnej imprezie, na której wszyscy nadawali na tych samych falach (może prócz Paina który nadawał na kosmicznych;-) i mieli tyle do powiedzenia w tematach tak samo życiowych jak i około growych. Taki Zlot to znakomita okazja żeby stwierdzić kto jest kto i na własnej skórze sprawdzić kto w necie nosi maskę, a w realu jest zupełnie inną osobą. Dlatego też zachęcam wszystkich portalowych oszołomów do zbierania się na kolejnych zlotach bo to na prawdę zajebista okazja aby poznać ludzi, którzy tak samo jak wy kochają gry, które tak mocno wpływają na wasze życia! Oby do następnego zlotu! Niech tylko będę w tym czasie na lądzie, to jestem OBOWIĄZKOWO! 

To zdjęcie mówi samo przez się! Oby więcej spotkań w tak zajebistym gronie! 


Specjalne pozdro dla mojego całego klanu: Jackoo, dKc i Jarrka oraz dla prawdziwych PPE'owców i graczy z krwi i kości: Lucjana, Pereza, REAListy, Adama_11 i oczywiście "Rednacza" Rogera! Oby do następnego chłopaki!

Aha jak ktoś poczuł się obrażony, objechany, pojechany i wystukany w oczko to... służę uprzejmie i polecam się na przyszłość;-)

Tagi: zlot

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +35 -

*Anti-Society B-Stard* B-)
Oceń profil
+ +125 -
ROLAND NINJ4
Ranking: 22 Poziom: 78
PD: 60090
REPUTACJA: 27572