SKLEP

ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha
Daaku Daaku 10.03.2017, 09:55
Piątkowa GROmada #24
2407V

Piątkowa GROmada #24

Tydzień temu biegaliśmy Aloy za dinozaurami, a dzisiaj pobiegamy sobie Linkiem za Triforce'ami. Tak zbiorczo.

Najnowsza odsłona Zeldy - Breath of the Wild - już od pierwszych zapowiedzi rozpalała wyobraźnie oraz wywoływała skrajne emocje, a kolejne przesunięcia daty premiery i fragmenty gameplayu sprawiały, że gra nie schodziła z ust zarówno fanatyków, jak i przeciwników marki. Wraz z wylądowaniem tytułu na półkach sklepowych rozpętała się kolejna burza, tym razem o to magiczne 98 średniej na Metacritic, które jednoznacznie detronizowało poprzednią grę wszechczasów - notabene także Zeldę, tyle że Ocarina of Time. Od premiery minął juz równo tydzień, a cały internet wciąż huczy od dyskusji nad prawdziwą wartością dzieła Aonumy. Bo przecież z jednej strony wszechobecne "dychy" od redakcji serwisów branżowych, a z drugiej historie zawiedzionych graczy narzekających na oprawę, crafting, zużywanie się broni... To jak to w końcu z tą Zeldą jest?

Ja nie jestem w stanie odpowiedzieć Wam na to pytanie, ale z pomocą przyszli mi użytkownicy portalu, dla których ten jeden tytuł okazał się argumentem wystarczającym do zakupu nowej konsoli. Dlatego zamiast zwyczajowej formuły "o, w te gierki zagram w weekend" postawiłem sobie za cel - tak jak tydzień wcześniej z Horizonem - nakreślenie najgorętszej premiery marca, jeśli nie całego roku. Redakcyjny Rayos, uznani MSaint i Princess Nue, zawsze pozytywny Reinvented oraz pozytywnie zakręcony Zdun - tych pięciu fanów serii gra w dzisiejszej odsłonie GROmady pierwsze skrzypce, przyglądając się na swój własny sposób jednej, tej samej grze. Dlatego mam nadzieję, że nieuniknioną monotematyczność wynagrodzą Wam jakże odmienne style pisarskie każdego z nich, a po lekturze będziecie mieli już na 100% wyrobioną opinię o The Legend of Zelda: Breath of the Wild. Mnie - mimo, że kupna Switcha w tym roku nie planuję - mocno skusili... Pozostaje mi więc tylko podziękować im za poświęcony czas i życzyć dalszej, równie udanej zabawy.

Zapraszam do czytania, a potem do sekcji komentarzy - dajcie nam znać, czy i Wy zostaliście przekonani!


 

Reinvented

 

Witam wszystkich bardzo serdecznie, ja jestem Reinvented i dzisiaj zabiorę was, w magiczną podróż wraz ze mną i wspaniałym bohaterem jakim bez wątpienia jest Link, w kolejnej odsłonie jego przygód zatytułowanym The Legend of Zelda: Breath of The Wild. Zanim jednak przejdziemy do właściwego materiału, chciałbym podziękować użytkownikowi Daaku za czwarte już zaproszenie do Piątkowej GROmady, zostałem zapytany czy nie zrecenzował bym nowej Zeldy którą tak chętnie ogrywam na Switchu od pierwszego dnia jej premiery, więc i tym razem nie mogłem oprzeć się pokusie aby czegoś nie naskrobać, a efekty mojej pracy możecie podziwiać poniżej. Zapraszam!

  Wiedziałem że zrecenzowanie najnowszych przygód Linka  będzie moim największym wyzwaniem jakie do tej pory  wykonałem na łamach portalu PPE. Bo jak opisać grę która  posiada tak rozległy świat i tak wiele sekretów do odkrycia?  Dlatego też przede wszystkim chciałbym się skupić na  ogólnym opisie samej gry, żeby uniknąć przydługiego i  momentami nudnego tekstu. A samą recenzję podzieliłem  na kilka wesołych kategorii.

 

Wraz z premierą Nintendo Switch, otrzymaliśmy tytuł na który czekali wszyscy fani księżniczki Zeldy, ale i osoby które nigdy nie miały większej styczności z tą produkcją z racji tego że premierowych gier AAA na Switcha zostało wydanych niewiele, większość z was która kupiła konsole, zdecydowało się właśnie na nowe przygody Linka. Jak już pisałem we wtorkowym blogu opisującym moje pierwsze wrażenia z Nintendo Switch, przespałem premierę Wii U, więc i samej konsoli nie kupiłem, a i teraz już nie warto - skoro Wii U odchodzi w zapomnienie, lepiej było zainwestować zarobione pieniążki w ich najnowszą konsolkę. Gry 3D z pod szyldu "Zelda" były mi więc całkowicie obce, choć posiadam przenośnego 3DS'a, nigdy jakoś nie interesowały mnie gry prezentowane na ekranie tej małej konsolki, nowa Zelda to przede wszystkim skok wizualny i jakościowy nawet jeśli chodzi o Nintendo bo przecież oprawa graficzna w grach tej firmy nigdy nie była na pierwszym planie, nie trudno się więc nie zgodzić że nowe przygody Linka są piękne, już od pierwszych kilku minut możemy podziwiać zapierające dech w piersi krajobrazy, muszę wam przyznać tak szczerze od serca że jest to jedna z niewielu tych gier w których nie biegam od punktu A do punktu B, trudno się (Ba! nie da się) nie oprzeć pokusie, żeby gdzieś nie przystopować na chwilę i nie poprzyglądać się wspaniałym i malowniczym krajobrazom, w którym miejscu byś nie przystanął gra zawsze będzie raczyć cię pięknymi widokami, a to samo w sobie już jest ogromnym plusem omawianej produkcji!

 Oręż, tarcze i łuki, ulegają zniszczeniu! Ale jak to? Tak to!  Muszę przyznać że przyzwyczajony do gier typu w których  przechodzimy jedną bronią cały tytuł (ew. ulepszając ją  wykupując umiejętności) ciężko było mi się przestawić na  system który został zaprezentowany w Breath of The Wild,  jednak po kilku godzinach zacząłem dostrzegać jak ważną sprawą jest znalezienie dobrej jakości oręża, kiedy korzystać  ze śmieciowych broni pozostawianych przez przeciwników, a  co "zachomikować" na "grubszych" wrogów. Nowa Zelda  uczy oszczędności i logicznego myślenia (do którego swoją drogą jeszcze wrócimy), broń ze statystykami +50 obrażeń, lepiej zachować na naprawdę mocarnego przeciwnika, natomiast jaszczura lepiej zlać po pysku kawałkiem patyka, nie narażając przy okazji naszego tak cennie zdobytego ekwipunku który niepotrzebnie mógłby zostać narażony na zniszczenie.

 Ja chcę jeść! Dużą część czasu w nowej Zeldzie spędzimy  na poszukiwaniu pożywienia, o ile Jabłka wystarczą nam na  starcie, tak później po zdobyciu większej ilości czerwonych  serduszek jedzenie kilkunastu jabłek pod rząd może zacząć  być męczące, dlatego też twórcy przygotowali cały szereg  potraw które możemy przyrządzić, są dwa rodzaje ognisk na  jednych usmażymy pojedyńcze przedmioty, chcecie  smażone jabłka? Wrzucacie w ognisko, odczekujecie małą  chwilkę i z surowego jabłka zwracającego 1/2 serduszka,  macie gotowane jabłko które zwraca już całe serduszko. Największą jednak frajdę sprawiają ogniska wyposażone w "Vok" tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa, bo przedmioty możemy miksować na kilkanaście jeśli nie kilkaset sposobów bo przedmiotów z których możemy zrobić naprawdę pożywny posiłek jest naprawdę sporo! Nic nie stoi na przeszkodzie aby wrzucić do Voka - Mięso z upolowanego dzika, dodając do tego jakieś jabłko przyprawiając to wszystko szczyptą pieprzu, wychodzi nam naprawdę pyszne danie konserwujące nas i zapewniające krótkotrwałą odporność na zimno. Wszystko zależy od waszej wyobraźni, a przede wszystkim od tego co w danej chwili macie ochotę wszamać. :)

 Myślę, więc jestem! Pomijając aspekt fabularny, bo  przecież chyba nikt z nas nie  chce poznać zakończenia  Breath of The Wild, chociaż ja  sam jeszcze gry nie  skończyłem więc nie mogę się jeszcze z  nim wami podzielić, chciałem tylko wspomnieć o zadaniach  pobocznych które są i zostały zaprojektowane w naprawdę  przyjemny sposób, nie zabijamy 10'ciu przeciwników za 50  Ruppli (główna waluta w Zeldzie) zazwyczaj musimy komuś  pomóc, a otrzymując zadanie nie zawsze jesteśmy kierowani  za rączkę, czasami musimy sami znaleźć odpowiednie  rozwiązanie danej sytuacji korzystając tylko z tego co udało nam się dowiedzieć od napotkanego człowieka który prosi nas o udzielenie mu pomocy, to po raz kolejny dowodzi temu że musimy często korzystać z szarych komórek w naszej mózgownicy, i korzystać w efektowny sposób z umiejętności Linka. Myśl, Myśl! To słowo często będziecie wypowiadać na głos grając w Breath of The Wild, niektóre zadania czy podziemia potrafią wywołać ból głowy, ale czy to źle? Oczywiście że nie! Niektóre wyzwania są piekielnie trudne, nie raz wymagając od was sięgnięcia po kartkę i długopis, rozrysowywania schematów czy pośpiesznego liczenia, dzięki temu satysfakcja płynąca z rozwiązania zagadki jest naprawdę ogromna, tego nie da się opisać, człowiek czuje się wtedy jakby już ukończył całą grę. A uwierzcie mi takich momentów jest naprawdę sporo. Jeśli zagracie, sami dowiecie się co miałem na myśli. 

 Coś znalazłem! Na każdym kroku w nowej Zeldzie możemy  natknąć się na różnego typu znajdźki, złoża minerału czy  skrzynie z całkiem niezłą zawartością. Wielokrotnie grając  odnosiłem wrażenie że Link po prostu aż się "pali" aby  wszędzie zajrzeć, i nie trudno się tutaj z nim nie zgodzić, bo  chodzenia jest sporo, nie jest to jednak tak męczące jak  mogłoby się wydawać, bo chodzenie sprawia przyjemność,  a na każdym kroku znaleźć można coś nowego, tylko po to  żeby się zatrzymać i sprawdzić czy aby przypadkiem  "czegoś tutaj nie ma". Warto często korzystać z pomocy mapy i możliwości oznaczania różnych punktów na niej przygotowanymi przez twórców "markerami" dzięki czemu w razie nie powodzenia i niemożliwości pokonania jakiegoś wroga, zawsze możemy wrócić na miejsce bez zbędnego tracenia czasu na poszukiwania. Świetne!

  Podsumowując, The Legend of Zelda: Breath of The Wild  - nie należy do gier prostych, niech nie zwiedzie was  bajkowa oprawa graficzna, wymaga przede wszystkim dużej  ilości logicznego myślenia i dobrze rozplanowanego ataku  na większe grupy przeciwników, i uczy jak odpowiednio  obchodzić się z bronią. Jest to gra na dobrych kilkadziesiąt  jeśli nie kilkaset godzin jeśli chce się naprawdę poznać  wszystkie zakamarki i sekrety tego świata. Śmiało wystawiam  nowym przygodom Linka ocenę 10/10 za kapitalny wątek  fabularny, niesamowite emocje płynące z rozgrywki i wspaniałe satysfakcjonujące zagadki. Jednym słowem, jeśli macie Wii U lub kupiliście Nintendo Switch, w nowe przygody Linka po prostu musicie zagrać, bo to gra warta każdych pieniędzy!

Tagi: msaint piąteczek piątek piątunio princess nue rayos reinvented the legend of zelda: breath of the wild zelda

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +60 -

SW-7888-0046-7787
Oceń profil
+ +244 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 95
PD: 105307
REPUTACJA: 88189
Miesięcznik PSX Extreme