Rozbudowane gry sieciowe przez długi czas pojawiały się wyłącznie na komputerach osobistych. Potem systematycznie wprowadzano je dla graczy konsolowych, by w końcu pokazać, że nawet przed telewizorem można spędzić setki godzin w magicznych światach fantasy. Recenzowane Black Desert to gra stworzona przez koreańską firmę „Pearl Abyss”, pierwotnie wydana w 2015 roku tylko na PC i tylko w krajach azjatyckich. Do Europy trafiła w 2016, a na konsolach wylądowała dopiero w sierpniu 2019 w najsłabszej edycji na Xbox One. Minęły zatem cztery długie lata od premiery, by odpowiednio dopracować ten tytuł pod wymagania środowiska konsolowego. W moje ręce do recenzji wpadła edycja „Prestige” posiadająca kilka niewielkich dodatków, a całość testowałem na wysłużonym już PlayStation 4 Pro. Z tego co wiem, gra bezproblemowo odpali się także na PlayStation 5 w ramach wstecznej kompatybilności. 

Black Desert to wielka gra na setki godzin w azjatyckich klimatach

Black Desert Prestige Edition - recenzja i opinia. Edytor postaci

Design całej gry został wykreowany przez Koreańczyków, chociaż ewidentnie z zamiarem publikacji tytułu na zachodzie, dlatego mimo oczywistych rozwiązań i azjatyckich sznytów, mamy też multum odniesień do Europy czy Stanów Zjednoczonych. Bardzo wschodni jest system walki z przerośniętymi mieczami, do tego sami bohaterowie są oczywiście w dużej mierze Azjatami, chociaż nie problem wykreować na początku gry kogoś o bardziej europejskich rysach. Niewątpliwie dużą zaletą dla niektórych graczy będzie fakt, że w Black Desert nie musimy grać z innymi ludźmi – rozgrywka dobrze sprawdza się solo. 

Głównym założeniem produkcji jest oczywiście to, co w każdym MMO – tworzymy własną postać za pomocą niezwykle rozbudowanego kreatora, trafiamy do wielkiego świata wypełnionego potworami, NPCami i zadaniami oraz rozpoczynamy długą i mozolną drogę do wbicia maksymalnego poziomu rozwoju. Po drodze oczywiście zbieramy lepszy ekwipunek (który nie ma ograniczeń poziomu, są tylko widełki cenowe), uczymy się nowych rzeczy i stajemy coraz potężniejsi, by poradzić sobie z trudniejszymi przeciwnikami w kolejnych lokacjach. Założenia każdego MMO są bardzo podobne – ideą wszystkich takich gier jest stworzenie na tyle ciekawej zawartości, by przyciągnęła graczy na setki godzin. Niestety w przeciwieństwie do wielu różnych gier tego typu, w Black Desert podstawą rozgrywki jest… grind. 

Pierwsze kroki w Black Desert i pierwsze wrażenia

Black Desert Prestige Edition - recenzja i opinia. System walki

Testując MMO miałem w głowie przekonanie, że będę musiał poświęcić kilkadziesiąt godzin by dobrze poznać i sprawdzić wszystkie wdrożone mechaniki. Na szczęście nic bardziej mylnego. Twórcy Black Desert od samego początku zapewnili prosty samouczek, który wprowadzana nas w arkana podstaw walki czy świata. Pierwsze zadania są oczywiście banalne – idź, zabij, wróć, albo odnajdź kogoś i pogadaj o kompletnie nieistotnych rzeczach. Do każdego kolejnego celu prowadzi nas drogowskaz złożony ze strzałek i oznaczenie na minimapie w prawym, górnym rogu, dlatego nie sposób się zgubić. 

Niestety pierwsze wrażenie miałem bardzo mieszane – wielki las i lokacje, które przemierzałem na samym początku wyglądały szalenie nudno i generycznie. Nie było tam żadnego urozmaicenia w formie atrakcyjnego designu wiosek czy przeciwników. Las również nie zachwycał – wielkie łąki i drzewa wrzucone niczym w generatorze światów. Pomyślałem sobie wtedy, że przecież to tylko pierwsza lokacja i dalej z pewnością będzie lepiej. Sama walka jest za to nieźle przemyślana. Ciosy są niezwykle soczyste. Paradowanie z wielkim mieczem sprawia dużo satysfakcji, a każde zadane obrażenia skutkują delikatnym potrząsaniem kamery, co jeszcze potęguje efekt potężnego uderzenia. Postacie biegają typowo mangowo – wychylają się do przodu, trzymając wielki oręż blisko ciała. Kontrola nad nimi jest całkiem responsywna i nie sprawia problemów. Praca kamery również wypada korzystnie – nie miałem kłopotu by zrozumieć, gdzie jestem i dokąd zmierzam. Rozłożenie sterowania na przyciskach kontrolera wydaje się całkiem przemyślane i po kilku godzinach doskonale wiedziałem co i gdzie nacisnąć. 

W tym wszystkim najgorsze są bardzo nudne questy – niemal wszystko polega na bezczelnym grindowaniu – musimy zabijać kolejne tabuny zwierzaków czy potworów bez większego uzasadnienia. Poziomy w Black Desert lecą bardzo szybko i po niespełna godzinie wbijamy już 10 czy 11 level. W recenzji muszę też wspomnieć, że trudno jest tutaj zginąć – kilka pierwszych godzin gry to bezsensowne młócenie w przyciski, byle tylko szybciej zabić tysięcznego potwora. Nie czułem żadnego większego wyzwania, gdy wycinałem w pień kolejne gromady przeciwników, a szybkie leczenie pod lewym przyciskiem d-pada skutecznie przywracało pełnie życia. Przemierzając świat stale narzekałem na to samo – na wielkie, nudne, otwarte przestrzenie, których design zmieniał się bardzo nieznacznie. Być może 5 lat temu zrobiłoby to na mnie większe wrażenie, ale dziś… jakoś tego nie poczułem. 

Fabuła w Black Desert? Niby jakaś jest, ale nie czujemy się częścią tej historii

Black Desert Prestige Edition - recenzja i opinia. Eksporacja

Grając w MMORPG spod szyldu Blizzarda przyzwyczaiłem się już, że gram w jakimś konkretnym celu. Mieliśmy tam fajną, przemyślaną fabułę, mnóstwo zadań związanych z „głównym złym” czy szereg questów pobocznych które zostały zgrabnie wkomponowane w historię świata. W przypadku Black Desert jest niestety nieco inaczej – tutaj gramy dla samego faktu grindowania. Nie spotkałem ani jednej przemyślanej i wyrazistej postaci. Podbiegając do jakiegoś NPC czasem odpali nam się animowany film powiązany z jakąś tam historią, której w ogóle nie mogłem poczuć i zrozumieć. Czasami tylko wysłuchamy jakiejś nudnej i niczym nieporywającej opowieści. Wszystko ma być de facto jedynie dodatkiem do zabijania potworów. 

Tyle dobrego, że twórcy wystarczająco mocno je zróżnicowali i w zależności od lokacji trafimy na zupełnie inaczej wyglądające bestie. Walka z nimi nie jest szczególnie wymagająca, a więksi bossowie też nie sprawią nam ogólnych trudności. Jeżeli nie będziemy porywać się z motyką na słońce i atakować wrogów zdecydowanie silniejszych, to rozgrywka w Black Desert nie sprawi nam kompletnie żadnych trudności. Nie musimy na szczęście jedynie eksterminować kolejnych grup przeciwników – możemy w każdej chwili odskoczyć od masowego grindu i łowić ryby, hodować wierzchowce czy poświęcić się jednej z wielu dostępnych profesji rzemieślniczych. Nie przynosi to szczególnie istotnych korzyści, ale może stanowić ciekawą odskocznię. 

Walka w Black Desert to podstawa rozgrywki, dlatego musi być dobra

Black Desert Prestige Edition - recenzja i opinia. Koń i osady

Gra jest nastawiona przede wszystkim na akcje – naszą postać widzimy z perspektywy trzecioosobowej i widać, że twórcy poświęcili mnóstwo czasu na dobrze przemyślany i przygotowany system walki. Ten faktycznie może robić wrażenie. Większość nowych umiejętności otrzymujemy w momencie zdobywania kolejnych poziomów, ale niektóre z nich musimy sami wykupić za tzw. punkty umiejętności. Jest szybko i dynamicznie, a w przypadku Black Desert szczególnie istotnym czynnikiem poprawiającym nasze umiejętności bitewne jest… wiedza.

Zdobywamy ją wykonując zadania dla NPC i rozmawiając z nimi. Dzięki temu możemy dużo łatwiej odkryć słabe punkty największych bossów i szybciej ich pokonać. Nie miałem szczególnych trudności z pokonaniem dowolnej postaci, bardzo rzadko kiedy tutaj ginąłem, ale muszę przyznać, że pod tym względem jest to coś ciekawego i nowego. Nie możemy sobie tak po prostu podejść do dowolnego pojedynku – czasem trzeba się do niego przygotować. Co ciekawe, wykonując zadania dla określonych NPC, budujemy sobie tzw. dobre stosunki (eng. Amity), które pozwolą nam odblokować kolejne zadania i przedmioty, a także umożliwią rozmowę z wcześniej zablokowanymi postaciami. 

W Black Desert nie zabrakło też wierzchowców – mamy do dyspozycji konie, które możemy sami sobie złapać i oswoić. To jedyny szybszy sposób poruszania się po tym rozległym świecie. Początkowo są one bardzo drogie (stajnie życzą sobie za konia kilkadziesiąt tysięcy sztuk srebra) więc dobrym pomysłem jest wybranie się na polowanie. Dzikie konie co kilka godzin znajdziemy w różnych miejscach na świecie. Do ich złapania potrzebujemy określonych przedmiotów, a sam proces nie jest wcale taki łatwy – jeśli nam się to uda, mamy wtedy dużo szczęścia i jeszcze więcej monet zaoszczędzonych w portfelu. Ciekawe urozmaicenie. 

Technicznie Black Desert ma pewne braki i problemy 

Black Desert Prestige Edition - recenzja i opinia. Uzbrojenie

Muszę przyznać, że „Czarną Pustynię” przemierzało zaskakująco wielu graczy – nie było problemu, by spotkać innych ludzi w wielkich miastach. Technicznie to jedno z najlepiej wyglądających MMORPG jakie widziałem. Na PlayStation 4 Pro gra działała dość różnie. Zdarzały się wyraźne spadki klatek na sekundę, szczególnie przy dużej liczbie postaci na ekranie. Niektóre NPC potrafiły ładować się kilka dłuższych chwil już po odpaleniu rozmowy, a czasem uciążliwe stawało się zbyt późne doczytywanie tekstur, przez co rozmawialiśmy ze zwykłą, szarą bryłą, która dopiero po kilku sekundach stawała się człowiekiem. Twórcy Black Desert regularnie łatają swoje dzieło, ale podejrzewam, że tutaj wielkim ograniczeniem jest specyfikacja techniczna konsol 8. generacji. Podejrzewam, że na XSX/PS5 wiele problemów z doczytywaniem tekstur w ogóle się nie pojawi. 

Poza tym byłem pod dużym wrażeniem, jak prezentowały się niektóre lokacje. Lochy pogrążone w ciemności mogły się podobać, rozległe miasta również zaprojektowano z pomysłem, a widoczki niekiedy, szczególnie przy zachodach słońca, wprawiają w osłupienie. Oczywiście pamiętając przy tym, że dalej mamy do czynienia z grą MMO. To w dniu premiery bez wątpienia była jedna z najładniejszych gier sieciowych na rynku – obecnie, w 2020 roku nie robi już takiego wrażenia, ale dalej prezentuje się w swoim gatunku doskonale. Chociaż widać, że nawet ulepszone PlayStation 4 Pro ma pewne problemy z utrzymaniem stałej płynności w Black Desert

Czy warto zagrać w Black Desert? To zależy od naszych oczekiwań

Testowany dziś tytuł jest grą bardzo nierówną. Z jednej strony mamy ładną grafikę, z drugiej problemy techniczne, które mogą skutecznie poirytować. Nie dostajemy praktycznie żadnej fabuły, a to co zostało stworzone, powstało wyłącznie celem wyznaczenia graczowi jakiegoś kierunku w tym wielkim, zaskakująco różnorodnym świecie. Pierwsze lokacje są nudne i generyczne, ale im więcej gramy, tym więcej odkrywamy ciekawych i pięknych miejscówek. Szczególne wrażenie robią bogato zaludnione miasta (czasem aż za bardzo) i świetnie zrealizowane wschody i zachody słońca. System walki również zasługuje na pochwałę – jest szybki, dynamiczny i bazuje na elementach akcji, które rozwijamy na różne sposoby. 

To MMORPG w które należy bardzo długo pograć – zdobycie lepszego ekwipunku jest drogie, a pozyskanie pieniędzy nie przychodzi niestety zbyt łatwo. Do tego rozbudowane relacje z NPC i multum rozwiązań w mechanice Black Desert sprawia, że odkrycie wszystkie zajmie nam dosłownie setki godzin. Twórcy recenzowanego tytułu nie zaoferowali tutaj rozbudowanego samouczka – jeśli będziemy szukać jakichś wskazówek, to musimy błądzić po internecie, ewentualnie odkrywać wszystko samemu, krok po kroku. Rozbudowany edytor postaci to jedna z większych zalet, ale olbrzymią wadą jest dla mnie gigantyczna dosłownie ilość grindu, który musimy tutaj wykonać. Pierwsze kilkadziesiąt godzin dosłownie zabijałem tysiące przeciwników, bo każde kolejne zadanie polegało praktycznie zawsze na tym samym. Idź, zabij, wróć i tak w koło Macieju. Oj można się tym zmęczyć. Problematyczne są dla mnie jeszcze niektóre rozwiązania twórców we wbudowanym sklepie – możemy np. kupić specjalny namiot, który znacznie ułatwi nam grindowanie i powrót do pełni zdrowia. Mechaniki P2W nigdy nie będą przeze mnie wspierane, bo dlaczego bogatsi gracze mają mieć łatwiej?