W 2020 roku mało kiedy mogliśmy mówić o normalności, więc nawet prezentacja nowego Call of Duty odbyła się z dużymi problemami. Activision złamało świętą tradycję, nie ujawniając gry w maju, by w czerwcu opublikować konkretne materiały. Na powrót serii Black Ops musieliśmy długo czekać, pojawiały się nawet głosy, według których gra zostanie przełożona na przyszły rok, ale w ostateczności Treyarch serwuje kawał przyjemnej strzelanki, którą trzeba sprawdzić na PlayStation 5. Co jednak jest w tej grze najlepsze? Siadajcie wygodnie i czytajcie recenzję Call of Duty: Black Ops - Cold War.

Kampania Call of Duty: Black Ops Cold War to pełnokrwisty blockbuster

Call of Duty Black Ops Cold War - recenzja - wybory w kampanii

Od lat zawsze na premierę gram w nowe części Call of Duty, ale tym razem ze względu na zdecydowanie za długi proces prezentacji i niepokojące sygnały od sympatyków serii, nie spodziewałem się po tym tytule zbyt wiele. Jakie było moje zaskoczenie, gdy już podczas bety poczułem, że Treyarch może zapewnić gameplay, który przypadnie mi mocno do gustu. Rozgrywka jest odrobinę szybsza od ubiegłorocznego Modern Warfare, jednocześnie przeciwnicy nie padają po jednej, szybkiej salwie. Musimy teraz dłużej przytrzymać przycisk na ciele przeciwnika, by mieć pewność, że nie ucieknie on za osłonę. Jestem jednym z tych, którym odpowiada taka rozgrywka, ponieważ zawsze stawiam się z tej drugiej strony – zawsze mam szansę uciec, zregenerować siły i wrócić do akcji z wiedzą, gdzie jeszcze kilka sekund temu był oponent.

Zanim jednak zanurzyłem się w odmętach trybu sieciowego, trzeba było solidnie wprowadzić się do produkcji – jak zawsze zacząłem rozgrywkę od kampanii. Nie wierzyłem, że umiejscowienie akcji w czasie zimnej wojny i kontynuowanie wydarzeń z pierwszego Black Opsa ma szansę na sukces. Zostałem jednak po raz drugi pozytywnie zaskoczony, ponieważ recenzowany Call of Duty: Black Ops Cold War oferuje jedną z najlepszych fabularnych kampanii w całej historii tego uniwersum. Scenarzyści z Treyarch obładowali produkcję intrygującym wątkiem, potrafili ubrać wszystko w ciekawe misje, zadbali o fantastyczny klimat, ale niestety do pełni szczęścia zabrakło jednego: dłuższej rozgrywki.

Zacznijmy jednak od początku: świat jak zawsze staje nad przepaścią, ale tym razem głównym problemem okazuje się niejaki Perseusz. Tajemniczy, sowiecki agent chce zapoczątkować nowy porządek i za pomocą wszystkich możliwych środków zniszczyć zachodnią cywilizację, by na jej gruzach zbudować nowy- lepszy świat. Już na samym początku historii spotykamy się z prezydentem Stanów Zjednoczonych, który daje naszej grupie wolną rękę, a my wyruszamy na niespełna pięciogodzinną jazdę bez trzymanki. Historia jest od pewnego momentu bardzo przewidywalna i zdecydowanie za szybko określiłem, kto tak naprawdę jest największym problemem, ale szczerze mówiąc totalnie mi to nie przeszkadzało – gra jest tak bardzo przeładowana akcją, że nie ma tutaj czasu na głębsze rozmyślenia.

Call of Duty: Black Ops Cold War z trudnymi wyborami?

Call of Duty Black Ops Cold War - recenzja - perseusz?

To właśnie misje są największym atutem kampanii Call of Duty: Black Ops Cold War –  deweloperzy przerzucają nas po kilku krajach i na każdym kroku serwują wydarzenia, w trakcie których zbyt szybko nie chwycicie oddechu. Otrzymujemy więc swoistą mieszankę akcji i emocji, gdzie podczas poszczególnych misji mamy okazję zabawić się w typowego Rambo, wskakujemy w kilka pojazdów, eliminujemy wyznaczone cele lub po cichu odprawiamy w zaświaty kolejne ofiary. Ekipa Treyarcha umiejscowiła akcję po pierwszym Black Opsie i choć znajomość wydarzeń z poprzedniej gry nie jest potrzebna, to jednak nie bez powodu nie zajęto się pełnym rebootem. W produkcji znajdziecie sporo Easter Eggów, które dostrzegą wyłącznie najwięksi fani uniwersum.

Kampania to nie tylko dobrze ułożony scenariusz i ekscytujące misje, muszę przyznać, że realizacja fabularnego trybu z Call of Duty: Black Ops Cold War jest największym atutem produkcji. Na początku gry tworzymy postać, wybieramy jej cechy osobowości, które będą miały istotny wpływ na nasze poczynania podczas historii, tymczasem w samych zadaniach również pojawiają się frapujące nowości. W najnowszej propozycji Activision nie zabrakło wyborów moralnych i choć część podjętych decyzji ma znaczenie wyraźnie iluzoryczne, to jednak udało się interesująco odświeżyć kampanię – co ciekawe, produkcja nie posiada jednego zakończenia, a w ostatecznym rozrachunku nasze działania mają faktyczny wpływ na akcję.

Fabuła Call of Duty: Black Ops Cold War ma jeden problem...

Call of Duty Black Ops Cold War - recenzja - kolejne wybory w fabule

Budowa misji również została nieco odświeżona: teraz przed rozpoczęciem odwiedzamy HUB, gdzie możemy wybrać zadania poboczne, co więcej, realizując główną oś fabuły mamy okazję rozbudować swoje doświadczenie przez wykonanie kilku dodatkowych aktywności. Twórcy wyraźnie nie przespali ostatnich miesięcy i czerpią garściami między innymi z ostatnich odsłon Wolfensteina. W Call of Duty: Black Ops Cold War znalazły się nawet misje, podczas których musimy ukrywać zwłoki przeciwników lub otwierać wytrychem drzwi – wszystko w obawie i napięciu, że za chwilę zostaniemy przyłapani. W rezultacie niektóre zlecenia możemy wykonać na kilka sposobów i choć pod tym względem gra nie może równać się ze wspomnianą serią MachineGames, to trzeba przyznać, że deweloperzy sprytnie próbowali ożywić swoje IP.

Nie zawsze nowe inicjatywy zostały zrealizowane ze smakiem – czasami można natrafić na mniejsze wpadki – ale w ostateczności nigdy tak dobrze nie bawiłem się w fabularnej kampanii jakiejkolwiek odsłony Call of Duty. Twórcy zapewnili intrygującą historię, umiejętnie rozbudowali wydarzenia, pozwalają podejść do misji na wiele sposobów, a dodatkowo nie zapomnieli o akcji, w którą po prostu chce się wsiąknąć. W moim odczuciu jedynym sporym mankamentem tego trybu jest długość rozgrywki – to nadal wyłącznie dodatek, trwający niespełna pięć godzin. Chciałbym jednak, żeby Activision w końcu zaryzykowało i wykorzystało okazję, tworząc kampanię, która nie będzie wyłącznie bonusem do pozostałych trybów.

Tryby sieciowy z Call of Duty: Black Ops Cold War nie zaskakuje

Call of Duty Black Ops Cold War - recenzja - COD Grand Prix

Jeśli mogę śmiało powiedzieć, że fabuła recenzowanego Call of Duty: Black Ops Cold War mnie pozytywnie zaskoczyła, tak multiplayer jest wyjątkowo przewidywalny. Na liście ponownie znajdują się takie tryby jak Deatmatch Drużynowy, Deatmatch, Znajdź i Zniszcz, Dominacje, Umocniony Punkty i Kontrola. Wśród nowości mamy trzy warianty – Eskorta VIP-a, Brudna Bomba i Połączone Siły, czyli wszystkie trzy tryby, które mogliśmy wypróbować podczas testów beta.

Podtrzymuję swoje zdanie z testów beta: z nowości nadal najbardziej przypadła mi do gustu Eskorta VIP-ów, ponieważ  ten wariant rozgrywki jest niezwykle taktyczny. Nie możemy liczyć, że jeden wprawiony w bojach śmiałek za każdym razem wygra mecz, ponieważ tryb od początku do końca opiera się na współpracy całego zespołu. Rozgrywka jest bardzo klasyczna – w jednej ekipie znajduje się VIP (losowo wybrany gracz, otrzymuje przypisany sprzęt), który musi dostać się do jednego z dwóch wyznaczonych punktów, a jego zadaniem jest opuszczenie lokacji. Przeciwnicy muszą skutecznie mu przeszkodzić. W trakcie akcji nie ma co liczyć na respawn, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by podnieść z ziemi rannego współtowarzysza broni. W tym wypadku akcja jest całkiem spokojna, musimy ważyć każdy strzał, a obranie dobrej taktyki skutkuje zdobyciem zwycięstwa.

Przeciwieństwem tego trybu jest Brudna Bomba: w tym wypadku na jednej mapie znajduje się aż 40 zawodników, którzy tworzą dziesięć zespołów. Gracze są podzieleni na grupki, muszą szukać surowców, zanosić je do tytułowych „Brudnych Bomb”, by następnie doprowadzić do wybuchu. Rywalizacja jest tak intensywna, że cały czas coś się dzieje – w końcu na jednym ekranie może znajdować się nawet 20-40 graczy, którzy mają jeden i ten sam cel. Nie jest to dobry tryb dla fanów strzelania, którzy nie preferują chaosu, ale po kilku godzinach przekonałem się do tej propozycji. Z zestawu najsłabiej dla mnie wypadają „Połączone Siły”, które są po prostu klasyczną rozgrywką (Dominacja lub Szturm) w większej skali (16-24 graczy). Można czasami wypróbować, ale osobiście bardziej preferuję standardowe warianty zabawy.

Call of Duty: Black Ops Cold War stawia na odświeżenie

Call of Duty Black Ops Cold War - recenzja - akcja w helikopterze

Call of Duty: Black Ops Cold War nie zaskakuje trybami, ale szczerze mówiąc nie jest to zła wiadomość, ponieważ przygotowany zestaw jest naprawdę zróżnicowany i bogaty. Świetnie bawię się w takim klasykach jak DM lub Dominacji, ale spędziłem też wiele godzin w Eskorcie Vip-a. Zestawienie będzie jeszcze rozbudowywane, jednak na dobry początek nie można specjalnie narzekać. Gorzej wypadają mapy, których jest zaledwie osiem, a w dodatku twórcy wciąż nie do końca poradzili sobie z widocznością żołnierzy na niektórych lokacjach. Krzaki na Cartelu już w trakcie bety potrafiły wywołać spore zamieszanie, tymczasem podobnych wrażeń doświadczymy na pustynnej Satellite. Świetnie natomiast wykorzystano umiejscowienie wydarzeń, gdyż w trakcie rozgrywki trafiamy do Angoli, Moskwy, Miami, Hanoweru, Uzbekistanu, Berlina Nikaragui czy też na Północny Atlantyk, a każdy teren ma swój unikalny charakter. Mam jednak wrażenie, że Treyarch musi jak najszybciej odrobić zadanie domowe i czym prędzej wrzucić do gry przynajmniej 3-4 bardziej dopracowane miejscówki.

Standardowo prezentuje się tworzenie klas – do naszej dyspozycji oddano pięć zróżnicowanych typów broni, a każda różni się siłą, szybkością, celnością czy też amunicją. Obecnie najważniejsze jest częste korzystanie z ulubionej zabawki, gdyż tylko w taki sposób odblokujemy kolejne dodatki – optykę, wyloty lufy, lufy, korpusy, części pod lufą, magazynki, uchwyty lub kolby. Każdy dodatek wpływa na możliwości broni, co znakomicie przekłada się na nasze możliwości na placu boju. Dodajmy do tego przykładowo granaty ogłuszające (taktyczne), odłamkowe (ofensywne) czy też ulepszenia polowe (pakiety szturmowe lub miny), a otrzymujemy żołnierza przygotowanego na wszystkie okazje. Gracze mogą także dokonać wyboru atutów (perków), które znacząco wpłyną na rozgrywkę, oraz Dzikie Karty – ich zadaniem jest mocno rozbudować nasze możliwości (przykładowo pozwalają dorzucić do broni 3 dodatkowe dodatki lub odblokować 3 kolejne perki). Wszystkie wspomniane elementy odblokowujemy za zdobyte poziomy doświadczenia, więc w zasadzie systematycznie zgarniamy nagrody, które mogą wpłynąć na sam gameplay. Treyarch odświeżyło także Serię Punktów, które teraz nie resetują się podczas śmierci – na polu bitwy gracze nadal są nagradzani za swoje wyczyny i ponownie możemy użyć chociażby samolotu szpiegowskiego, pocisku manewrującego lub strzelać do wrogów ze śmigłowca, jednak teraz żadna wpadka nie sprawi, że musimy rozpocząć zbieranie od początku. Początkowo nie byłem przekonany, czy była to dobra decyzja, ale w ostateczności mam wrażenie, że jest to ciekawe odświeżenie, które pozwala na odrobinę aktywniejsze działanie podczas rozgrywki.

Treyarch nie mogło także zapomnieć o trybie zombie, który ponownie stawia bardzo mocno na kooperację. Gracze biorą udział w kolejnych rundach, mierzą się z następnych hordami, kupują ulepszenia, korzystają z barykad, a współpraca odgrywa tutaj kluczową rolę. W trakcie rozgrywki możemy nawet trafić na mapę umiejscowioną w Polsce, jednak cyfrowa wersja Morasko nie ma nic wspólnego z prawdziwym miejscem znajdujących się na peryferiach Poznania. Nie możemy mówić o wielkiej rewolucji w serii, ale dla fanów trybu będą to atrakcje, które zapewnią kolejne nieprzespane noce.

Call of Duty: Black Ops Cold War wykorzystuje atuty nowej generacji

Call of Duty Black Ops Cold War - recenzja - kilka informacji o Perseuszu

Muszę jednak podkreślić, że niezależnie od wybranego trybu recenzowane Call of Duty: Black Ops Cold War oferuje kapitalne doświadczenie wywołane kontrolerem DualSense. Od początku mojej przygody z nową odsłoną Treyarch mam okazję sprawdzać grę na PlayStation 5 i trzeba przyznać, że deweloperzy kapitalnie wykorzystali możliwości pada. Teraz każde przysunięcie do głowy broni jest związane z innym naciskiem na L2 (czasami mocniej, czasami lżej), a analogicznie odczujemy samo strzelanie na R2, choć w tym wypadku nie tylko działają adaptacyjne triggery (opór przycisku jest nieraz bardzo mocny), ale dodatkowo na przycisku działają wibracje. Jednocześnie wrażenia podbijają haptyczne wibracje rozchodzące się po całym kontrolerze. Ich siła powiązana jest z wykorzystywaną bronią. W zależności od przeładowywanej giwery autorzy urozmaicają sprzężenie zwrotne – to wszystko oferuje nigdy wcześniej niespotykane doznania, dzięki którym nowe Call of Duty nabiera lepszego charakteru. Złapałem się na tym, że w wolnej chwili znacznie częściej wpadłem na serwery, by odblokowywać kolejne bronie i sprawdzać, jakie zaoferują doświadczenie. Produkcja na sprzęcie Sony oferuje odmienne doznania, dla których warto wypróbować ten tytuł na PlayStation 5.

Treyarch wykorzystuje także Karty z systemu PS5, dzięki którym możemy szybko wskoczyć do wybranego trybu – już w samym menu konsoli pojawiają się propozycje, dzięki którym możecie zmniejszyć czas oczekiwania na rozgrywkę. Oczywiście, ze względu na cross-generacyjną zabawę, samo załadowanie mapy nie trwa krócej, gdyż wszyscy gracze (także z PS4/XOne) muszą pojawić się na serwerze. Twórcy jednak niezwykle umiejętnie wykorzystują silnik 3D Tempest, dzięki któremu łatwo określicie, skąd dokładnie nabiega przeciwnik – ta seria od dawna posiada dobrze zaakcentowany dźwięk, jednak w nowej odsłonie otrzymacie znacznie lepszy efekt na podstawowym headsecie.

Call of Duty: Black Ops Cold War czerpie z mocy nowej generacji, oferując rozgrywkę w 120 fps lub upiększając sceny ray tracingiem. W trakcie testów miałem okazję grać na Samsung QLED Q800T, który obsługuje taką płynność animacji – pamiętajcie, że w samych ustawieniach produkcji tak łatwo nie dokonacie zmian, a należy wyskoczyć do menu konsoli i tam uruchomić odpowiedni tryb. Gra faktycznie działa w 120 klatkach, co stanowi różnicę w porównaniu z klasycznymi 60 fps. Szczególnie ważne będzie to podczas rozgrywki sieciowej, choć nie ukrywam, że bardzo chętnie działałem także w mniejszej płynności, mogąc doświadczyć na ekranie wszystkich fajerwerków. Black Ops Cold War na wielu mapach prezentuje się znakomicie – twórcy podkreślają odbicia na kałużach, efektownie bawią się neonami, a na nowym telewizorze tytuł wygląda nietuzinkowo. Kapitalnie dopracowano także twarze bohaterów, na których dostrzeżecie drobne zmarszczki i zadrapania. Jeśli macie odpowiedni TV, to polecam zabawić się i sprawdzić, bo nawet Black Ops potrafi zachwycić niektórymi ujęciami.

Call of Duty: Black Ops Cold War na odpowiednim sprzęcie potrafi zachwycić

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie miał okazję doświadczyć Call of Duty: Black Ops Cold War w odpowiednich warunkach, jednak nie ukrywam, że nie potrafię się oderwać od tytułu Treyarch. Produkcja oferuje znane zmagania sieciowe, bardzo mocną kampanię oraz przyjemny tryb z biegającymi truposzami. Mam jednak świadomość, że przyjemność z rozgrywki znacząco podbija DualSense, który pozwala w zupełnie nowy sposób poczuć każdą broń. Pad do PS5 jest w tym wypadku prawdziwym game changerem, dzięki któremu chce się wracać do popularnej strzelanki.

Materiał powstał dzięki uprzejmości firmy Kool Things, która dostarczyła kod gry. Podczas testów skorzystaliśmy również z telewizora Samsung QLED Q800T, by uzyskać jak najlepsze wrażenia z nowej generacji.