Na przestrzeni ostatnich tygodni poznaliśmy wiele gier, które otrzymały bezpłatne aktualizacje do PlayStation 5 i Xboksów Series X|S. Capcom nie zdecydował się podążyć tą drogą z Devil May Cry 5 i choć produkcja jest wstecznie kompatybilna, to jednak deweloperzy postanowili zrobić coś więcej – recenzowana specjalna edycja otrzymała szereg ulepszeń, jednak czy warto brnąć w to szaleństwo i ponownie sięgnąć po produkcję? Sporo w tym wypadku zależy od Waszych oczekiwań.

Devil May Cry 5 Special Edition oferuje znaną historię 

Devil May Cry 5 Special Edition - recenzja - Vergil rozpoczyna walkę

Największym problemem zeszłorocznego Devil May Cry 5 był dla mnie czas rozgrywki, ponieważ Capcom zapewnił niezłą opowiastkę, która została ubrana w dziesiątki przeładowanych akcją pojedynków i w tym tańcu z demonami dało się zatracić. W najnowszym DMC nie możemy mówić o nowej historii, ponieważ deweloperzy pognali znaną opowieścią, jednak jak możecie się domyśleć – w niektórych momentach musieli wprowadzić drobne zmiany. Nie będę wchodzić w kompletne szczegóły fabuły, ale Devil May Cry 5: Special Edition zapewnia spodziewane spojrzenie na wydarzenia z 2019 roku i oczywiście w kilku momentach widzimy skromne odświeżenie fabuły.

Wszystko za sprawą głównego bohatera Devil May Cry 5 Special Edition, ponieważ nowe wydanie wprowadza do gry drugiego syna Spardy i Evy, a zarazem brata Dantego – Vergila. Może to być zaskoczenie dla graczy, którzy dobrze poznali wydarzenia z podstawowego DMC, ale mogliśmy się spodziewać, że w pewnym momencie Japończycy sięgną po tego asa i zaproponują graczom możliwość wcielenia się w antagonistę całej serii Devil May Cry. Jest to bez wątpienia ciekawy ruch i w zasadzie główna zachęta, by ponownie zapoznać się z „Piątką”.

Devil May Cry 5 Special Edition i Vergila, czyli jak jedna postać może zmienić wszystko

Devil May Cry 5 Special Edition - recenzja - akcja z demonami

Gracze od miesięcy prosili Capcom o dodanie Vergila do Devil May Cry 5, więc deweloperzy wykorzystali okazję. Twórcy jednak nie poszli na łatwiznę oferując zwykłą skórkę, a wrzucają do gry pełnoprawną postać, która korzysta ze swoich trzech broni oraz oferuje zupełnie odświeżony styl walki – ten ostatni element docenią najbardziej gracze wychowani na całej serii. Deweloperzy ponownie postanowili bardzo uwypuklić zachowanie postaci w walce i gracze są nagradzani za podejście do pojedynków: Vergil chętnie staje podczas starcia, powoli porusza się w stronę rywali i bardzo przemyślanie wykorzystuje wszystkie ataki. Te jego charakterystyczne ruchy są wykorzystane przez twórców i gracze są w zasadzie zmuszani do takiego stylu walki, ponieważ stoickie podejście napełnia nowy pasek i pozwala nam efektowniej rywalizować z napotkanymi przeciwnikami. Capcom już w Devil May Cry 4 Special Edition pokazał, że potrafi w mądry sposób dysponować paletą bohaterów z tego uniwersum i teraz w kapitalny sposób wykorzystuje już kultowe poruszanie się wojownika, by zapewnić graczowi zupełnie nowe doświadczenie.

Już w recenzji Devil May Cry 5 zachwalałem, jak Capcom w mądry sposób przygotował herosów, ponieważ otrzymaliśmy trzy różne charaktery korzystające ze zróżnicowanego oręża i teraz do tego grona udało się deweloperom dorzucić jeszcze jedną ikonę. Vergil nie może z dziką furią wpadać w rywali, a powinien z gracją przemieszczać się po arenie, ważyć ruchy i unikać przeciwników, ponieważ złe decyzje wpływają na koncentrację, co ma znaczenie w samej walce.

Vergil korzysta z legendarnego Yamato, chętnie sięga po miecz Mirage Edge (niemal identyczny jak Force Edge z DMC 4) oraz rękawice Beowulfa (znane już w Devil May Cry 3). Teraz miernik koncentracji sprawia, że każda z broni pozwala na efektowniejsze eliminowanie większej liczby celów. Jest to dobre odświeżenie względem rozgrywki pozostałymi postaciami z DMC 5, ale oczywiście jeśli graliście w Devil May Cry 4 Special Edition, to nie będziecie specjalnie zaskoczeni.

Devil May Cry 5 Special Edition proponuje również nowe wyzwania

Devil May Cry 5 Special Edition - recenzja - V wraca do gry

Capcom postanowił jednak zmienić sytuację, podczas której Vergil wykorzystuje swój Devil Trigger. Teraz wojownik nie zmienia się w demona, a w zasadzie przywołuje go na arenę – sobowtór za każdym razem używa Yamato i rozpoczyna siekanie przeciwników w rytm ruchów swojego pana. W rezultacie gracze mogą w szybkim tempie zadbać o potężne obrażenia, co przydaje się podczas starć z większą grupą rywali lub w trakcie tańców z bossami. W grze nadal pozostała możliwość zamiany w demona, jednak teraz jest to za sprawą Sin Devil Trigger – w tej formie dbamy o zdrowie, a jednocześnie wszystkie ataki bohatera są znacznie potężniejsze. 

Gameplay Vergilem w Devil May Cry 5 Special Edition daje duże poczucie świeżości względem zestawu bohaterów oferowanych w podstawce. Muszę jednak zaznaczyć, że opanowanie postaci zajmuje sporo czasu. To zdecydowanie najtrudniejszy do okiełznania heros w DMC 5, który jednak sprawia sporo satysfakcji, gdy w ostateczności widzimy, że nasze ruchy przyniosły oczekiwany rezultat. Musicie jednak pamiętać, że nowy wojownik to jedynie podstawa, a Capcom przygotował jeszcze między innymi Tryb Turbo – po jego aktywacji akcja przyspiesza (o 20%) i staję się minimalnie chaotyczna. Nie jest to oczywiście od razu tak, że gracz nie ma pojęcia, co ma robić, jednak nie polecam podkręcać akcji za pierwszym razem – tej gry trzeba się nauczyć na sucho, by móc myśleć o dodatkowych wyzwaniach.

Jestem jednak pewien, że dla wielu najciekawszą opcją w recenzowanym Devil May Cry 5 Special Edition będzie tryb Legendary Dark Knight, który początkowo mylnie skojarzyłem z nowym poziomem trudności i choć jest w tym wypadku trudniej, to Capcom zdecydował się na inny krok. W „Legendarnym Mrocznym Rycerzu” na arenach pojawia się największa liczba wrogów w historii całej serii. Twórcy wykorzystują potencjał nowych platform, by po prostu zapewnić nam ostrą jazdę bez trzymanki, podczas której mierzymy się z nawet kilkudziesięcioma przeciwnikami. Japończycy chętnie zasypują nas wrogami i zapewniają mnóstwo frajdy. W Devil May Cry 5 Special Edition możemy oczywiście wcielić się także w znanych wcześniej bohaterów i także oni od początku mogą wyruszyć na nowe wyzwania. Nie musimy męczyć się z pierwszym przejściem (gdy już znamy DMC5), by móc doświadczyć oczekiwanych nowości.

Devil May Cry 5 Special Edition to nie tylko nowa postać i tryby. Twórcy wykorzystują moc

Devil May Cry 5 Special Edition - recenzja - Vergil i jego pomocnik

Capcom postanowił wykorzystać potencjał nowych platform nie tylko w przypadku jednego trybu, ale gra otrzymała nowe opcje graficzne. Teraz mając odpowiedni telewizor możecie włączyć rozgrywkę w 120 klatkach na sekundę i podczas wielu akcji wyraźnie czuć, że rywalizacja przyspieszyła. Trudno powiedzieć, czy to dokładnie 120 fps, jednak w wielu momentach można doświadczyć tej nowej, oczekiwanej przez wielu jakości. Podkreślam jednak kolejny raz: 120 fps względem 60 fps nie robi tak dużej różnicy, jak 30 vs. 60 klatek i trzeba mieć tego świadomość. To przyjemny bajer, który można sprawdzić, ale na pewno nie jest to największy atut gry.

Znacznie lepiej wygląda sytuacja z ray tracingiem – Capcom wykonał kapitalną pracę, by dopracować efekt i w tym wypadku mamy dwie opcje 4K z 30 fps lub 1080p z 60 fps. Szczerze? Każdy powinien tutaj wypróbować, co mu tak naprawdę odpowiada, jednak Devil May Cry 5 Special Edition z odbiciami w czasie rzeczywistym wygląda kapitalnie. Świetnie obserwować fragmenty demonów w kałużach lub móc przyglądać się wszystkim efektom wywołanym podczas walk. To są takie małe detale, które jednak docenia się w trakcie rozgrywki, ponieważ jest to naprawdę łatwo dostrzegalne. Zupełnie szczerze – znacznie lepiej grało mi się w recenzowanego DMC 5, gdy upiększałem oprawę i mogłem doświadczać jej nowej jakości, niż gdy podkręcałem zabawę i stawiałem na 120 fps. Muszę jednak przy tym dodać, że Japończycy powinni zadbać o przynajmniej jedną łatkę, ponieważ czasami akcja w rozdzielczości 4K upiększona ray tracingiem potrafi zwolnić. Spadki animacji nie są częste, ale są odczuwalne. Wielu graczy może wybrać po prostu 4K + 60fps (bez RT) ze wspominanym wcześniej Turbo, ponieważ taka kombinacja zapewnia naprawdę efektowne wrażenia.

Twórcy jednak w moim odczuciu odrobinę zawiedli. Capcom nie wykorzystuje pełnej mocy nowej generacji i szybkiego dysku SSD. Gdy już znajdujemy się w menu, wybierzemy misje, to rozgrywka wczytuje się dosłownie w 2 sekundy – szkoda jedynie, że podczas całego procesu musimy przeskoczyć kilka okienek, a czasami nawet pomiędzy filmikami pojawia się kolejne niepotrzebne menu. Twórcy mogliby to przyspieszyć, ale w tym wypadku nie zdecydowali się na większe zmiany – jak wiadomo podobnie to wyglądało już na poprzedniej generacji... Capcom też nie zabawił się z możliwościami kontrolera DualSense i jest to dla mnie duży błąd. Jedynie podczas jednej akcji Nero możemy poczuć coś więcej, a tak? Zwykłe wibracje i brak dopieszczenia triggerów. Szkoda!

Devil May Cry 5 Special Edition to przyjemność dla fanów i nowych graczy

W samej recenzji Devil May Cry 5 Special Edition skupiłem się na głównych elementach zaproponowanych przez nowe wydanie (tutaj znajdziecie recenzję samego DMC 5), ale podczas rozgrywki przekonałem się, że Capcom oferuje produkcję dla dwóch grup graczy. Największych fanów uniwersum, którzy z błogą satysfakcją wcielą się w Vergila oraz nowej publiki. Jeśli wciąż nie mieliście okazji zagrać w DMC 5, to w tym wypadku otrzymacie najlepsze, najbardziej kompletne wydanie i będziecie się świetnie bawić.

Devil May Cry 5 Special Edition to ponownie kawał przyjemnej historii, która choć nadal kończy się za szybko, to jednak oferuje błogi gameplay. Tutaj każda walka to przyjemność, a dzięki poprawionej oprawie, nowej postaci czy też kolejnym trybom – rozgrywka ponownie sprawia mnóstwo frajdy.