Final Fantasy Crystal Chronicles pojawiło się w 2003 roku jedynie na konsolę Nintendo GameCube i zyskało sobie spore uznanie - do tego stopnia, że określano ją innowacyjną. Gra nie tylko dobrze się sprzedała, ale była też bardzo ciepło przyjęta. Sam niegdyś kupiłem ją w ciemno i kiedy do niej zasiadłem, wciągnąłem się bez reszty. Choć nie ukrywam, że już wtedy miałem zastrzeżenia co do systemu walki i kilku ograniczeń - zwłaszcza jeśli chodzi o wspólną grę z innymi. Niemniej jednak cały klimat, muzyka, stylistyka - wszystko to było dla mnie wtedy urzekające, choć nie powiem, że tak samo jak przykładowo Final Fantasy X, czy inna flagowa odsłona tej serii - to jednak nie ta liga.

Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition - z czym to się je

Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition - recenzja. Eksploracja

Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition to gra należąca do gatunku Action RPG. W odróżnieniu od typowej odsłony tej serii, wybieramy tutaj płeć postaci, plemię do którego będzie należeć i zawód. Plemiona to odpowiedniki klas i różnią się one oczywiście swoimi atrybutami - Clavats to najbardziej zrównoważeni osobnicy, średni zarówno w walce wręcz, jak i używaniu magii. Lilties to dla przykładu specjaliści w walce, ale znów z magią radzą sobie nie najlepiej. Takich klas jest cztery i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Przy tym wszystkim nie ma typowego edytora postaci - zamiast tego mamy do dyspozycji kilka skórek dla obu płci, więc entuzjaści podobnych zabaw nie będą pocieszeni.

Kiedy już "stworzymy" naszą postać, rozpoczynamy przygodę. Naszym celem jest zdobycie myrrh - substancji, która pozwala odpędzić śmiercionośną "miasmę", czyli zatruwający dym, który przesłonił cały świat. Po wyjściu z rodzinnej wioski lądujemy na mapie świata, gdzie toczy się lwia część zabawy. Tutaj wybieramy, do której lokacji się wybierzemy - głównie są to "lochy" wypełnione przeciwnikami, ale znajdą się też miasteczka, gdzie zakupimy towary, stworzymy nową broń, czy rozpoczniemy dodatkowe wątki fabularne. Te ostatnie losowo pojawiają się na mapie świata w postaci przerywników filmowych i to głównie w taki sposób przedstawiana jest fabuła. O tym będzie jednak trochę później.

Po wejściu do wybranej przez nas lokacji, naszym celem jest przedarcie się przez mniejszych przeciwników do bossa - tak jak w niemal każdej grze tego typu. To co wyróżnia ją z tłumu jest obecność kielicha, który wypełnimy wspomnianą wcześniej substancją. Kielich ten chroni nas też przed miasmą, dlatego trzeba go ze sobą nieść. Z pomocą przychodzi tu znany z serii stworek, Moogle - nasza postać likwiduje kolejnych przeciwników, a Mog niesie kielich. W trakcie przemierzania lokacji trafiamy również na skrzynie, w których znajdują się artefakty - za ich pośrednictwem rozwijamy naszą postać. W zależności od rodzaju znaleziska, taki artefakt wpłynie na poszczególne atrybuty: jak choćby siła, magia, witalność.

Na końcu lokacji czeka boss, po pokonaniu którego będziemy mogli częściowo napełnić kielich - żeby napełnić go w całości, trzeba pokonać 3 bossów. Po napełnieniu naczynia, powrócimy do wioski i zabezpieczymy ją na kolejny rok - oglądając tym samym scenkę przedstawiającą świętujących mieszkańców. Po tym rozpocznie się nowy rok, a zabawa zaczyna się od nowa - tym razem mamy dostęp do większej ilości lokacji, wydarzeń fabularnych i tym podobnych. Warto w tym miejscu dodać, że wraz z upływem kolejnych lat, w lokacjach znajdą się trudniejsi przeciwnicy. Przygoda może ciągnąć się latami i tylko od naszego stylu gry zależy, jak długo to potrwa.

W Final Fantasy Crystal Chronicles w końcu można normalnie z kimś zagrać

Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition - recenzja. Walka z bossem w kooperacji

Powyższy akapit opisujący przemierzanie lokacji, tyczy się zabawy w pojedynkę. Jak wielokrotnie w tekście wspominałem, w Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition można grać z innymi graczami. Kiedyś do wspólnej zabawy na Nintendo GameCube trzeba było posiadać co najmniej 2 sztuki przenośnej konsoli GameBoy Advance i specjalną przejściówkę, z użyciem której podłączało się ją do kultowej "kostki". Niestety, ale nie wystarczyło posiadanie kilku kontrolerów. Teraz jest to znacznie łatwiejsze, bo wystarczy znaleźć sobie towarzyszy za pośrednictwem połączenia internetowego - mogą być to gracze PlayStation 4, telefonów, czy Nintendo Switch. Tak, twórcy zadbali o cross-play, czyli możliwość wspólnej zabawy pomiędzy różnymi sprzętami.

Szkoda, że mogą to być jedynie gracze z tego samego regionu, choć osobiście tego ograniczenia szczególnie nie odczułem. Twórcy przygotowali też coś w rodzaju platformy społecznościowej, za pośrednictwem której możemy znajdować sobie nowych znajomych. Po zaobserwowaniu ich możemy podpatrzyć czy są online i co robią - i tym samym zaprosić ich do wspólnej zabawy. Osobiście uważam, że nie ma to jednak większego sensu, bo i tak kolejnych rozgrywek szukałem poza listą znajomych.

Przechodząc jednak do sedna: jeśli chcemy z kimś zagrać, mamy do wyboru kilka opcji. Możemy założyć lobby z wybraną przez nas lokacją, dołączyć do już istniejącego pokoju, lub skorzystać z opcji szybkiego wyszukiwania rozgrywek. Kiedy założymy pokój trafimy do lokacji tak jak w przypadku zabawy w pojedynkę - z tą różnicą, że bez Moga. Niesie to ze sobą trochę komplikacji, bo bez pomocnika, w oczekiwaniu na innych graczy, rozgrywka jest znacznie mniej wygodna. Musimy samodzielnie nieść kielich i odstawiać go przed każdą walką.

Kolejnym problemem jest fakt, że po nieudanej próbie znalezienia kogoś, gra po prostu wyrzuca nas na mapę świata, usuwając cały postęp jaki osiągnęliśmy w oczekiwaniu na towarzysza. Dało mi to nauczkę, żeby po założeniu pokoju po prostu czekać, aż ktoś się przyłączy. Wtedy już żadnych problemów nie było. Zdarzało się jednak, że wykonałem kilkanaście prób znalezienia innych graczy i za każdym razem gra wyrzucała mnie na mapę świata. Coś jest więc w tej materii niedopracowane.

Przy tym wszystkim trzeba zaznaczyć, że maksymalnie można grać w 4 osoby. Postęp fabularny zrobi jednak tylko gospodarz - reszta może co najwyżej liczyć na zdobycie artefaktu, funduszy, czy kilku dodatkowych rzeczy. Twórcy nie przewidzieli opcji porozumiewania się za pośrednictwem czatu głosowego (choć zawsze można założyć imprezę na konsoli), ale zamiast tego przygotowali komunikaty tekstowe, które wybieramy z odpowiedniego menu. Nie jest to niestety zbyt wygodne, bo trzeba się jednak przedrzeć przez opcje. Oprócz tego zabrakło kilku kwestii - jak na przykład próśb o rzucenie konkretnego czaru, czy zakomunikowanie, że czegoś nie można zrobić. Byłem kilka razy w sytuacjach kiedy ktoś mnie o coś prosił, a ja nie miałem jak dać znać, że tego zrobić po prostu nie mogę.

Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition bawi i drażni tak samo jak kiedyś

Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition - recenzja. Scenka fabularna z Gurdym w roli głównej

Twórcy Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition nie pokusili się też o usprawnienie sterowania. Z jednej strony rozumiem chęć trzymania się oryginału, ale z drugiej nie wiem czemu nie wykorzystać możliwości jakie niesie ze sobą Dualshock 4. System walki funkcjonuje dokładnie tak samo jak dawniej - wybieramy pomiędzy komendami odpowiedzialnymi za atak, blokowanie, używanie czarów, czy przedmiotów. Można było natomiast przygotować skróty - dla przykładu pod "kwadratem" mógłby być blok, ale zamiast tego otwiera się nim menu, do którego dostać się można również z użyciem panelu dotykowego.

Tym samym rozgrywka potrafi zmęczyć - zwłaszcza w lokacjach, czy podczas walk, gdzie kluczowym jest używanie magii. Na szczęście wspólne wykonywanie fuzji czarów z innymi graczami jest łatwiejsze - nie trzeba być już tak zgranym jak w oryginale. Taka decyzja wynika pewnie z faktu, że wspólnie można grać jedynie online. Wspomniane wyżej bolączki drażnią, ale nie potrafię odmówić grze tego jak mimo swojego wieku potrafi wciągnąć. Odnoszę to nie tylko do gry z innymi, bo nie nudziłem się ani chwili również podczas gry w pojedynkę.

Jest co robić, zwłaszcza, że twórcy przygotowali trochę nowej zawartości. Są to choćby nowe artefakty, czy lokacje - choć z tym drugim to nie do końca prawda. Te nowe miejscówki to przerobione poziomy z oryginału. Dostęp do nich zyskujemy po ukończeniu fabuły. Różnią się silniejszymi przeciwnikami i kolorystyką. Dla przykładu: pierwszy poziom najbliżej rodzinnej wioski zamiast w barwach letnich, w nowej wersji podany jest w kolorach jesieni. Niemniej to dobry powód, żeby spędzić z grą więcej czasu.

Dla kogo jest Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition?

Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition - recenzja. Walka z bossem Malboro

Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition nie jest grą dla każdego - i mówię to również w odniesieniu do fanów serii. Ja jestem z tych, którzy biorą się za wszystko co ma w tytule "Final Fantasy". Za podobną stylistyką nie przepadam już tak jak kiedyś, ale stwierdzam, że wciąż ma swój urok. Zdaję sobie sprawę, że tego nieco słodkiego wyglądu postaci nie przełknie każdy, ale jeśli chodzi o projekty lokacji, prezentują się naprawdę świetnie. Tym bardziej, że są mocno zróżnicowane, bo odwiedzimy nie tylko kolorowe lasy, ale też znacznie bardziej ponure i szare miejscówki ze złowrogą muzyką przygrywającą w tle. Kompozycje Kumi Tanioki bardzo dobrze wpasowują się w klimat w gry i w większości są naprawdę dobre. Są jednak 2 albo 3 kawałki, które po chwili zaczynają drażnić - jeden z nich słyszymy dość często, bo podczas przebywania na mapie świata.

Fabuła jest dość typowa - tak jak wspominałem wcześniej, opowiada o walce ze złowrogą miasmą. Jest jednak kilka momentów, dla których warto ją poznać - jak choćby wątek czarnego rycerza, czy samo zakończenie. Ostatnie chwile z opowieścią to może nic odkrywczego, ale lokacje do których trafiamy są po prostu przeurocze. Przez większość czasu będziemy jednak oglądać mało znaczące scenki, w których przyjrzymy się perypetiom innych karawanów, czy pomożemy rozwiązać konflikty. Czasem postawieni będziemy przed wyborami, choć nie kształtują one fabuły - mogą nas co najwyżej pozbawić pieniędzy, bądź jakiegoś przedmiotu. Wątek fabularny poznałem w 25 godzin, ale szczerze przyznam, że gdyby nie pomoc towarzyszy, zajęłoby to dłużej.

Na koniec wspomnę o kolejnej nowości - scenki fabularne zostały wzbogacone o głosy aktorów. Przed zagraniem obawiałem się, że ujmie to trochę uroku grze, ale niepotrzebnie. Kwestie świetnie wpasowują się w charakter gry, a czasem nawet dają jej więcej uroku - zwłaszcza w końcówce.

Final Fantasy Crystal Chronicles: Remastered Edition było dla mnie fajną wycieczką w przeszłość. Gra momentami mnie wręcz zachwycała, by za chwilę rozdrażnić i zniechęcić do dalszej gry. Jako osoba aktywnie zdobywająca trofea zawiedziony jestem brakiem platynowego pucharu. Zestaw trofeów jest biedny i uważam, że w przypadku tak czasochłonnej gry nie powinno mieć to miejsca. Nie wpływa to jednak na ocenę końcową - wspominam o tym czysto informacyjnie. A czy warto sięgnąć po tę grę? Jak najbardziej, o ile podobny charakter rozgrywki i stylistyka Wam odpowiada. Jeśli tak, będziecie się dobrze bawić, nawet w pojedynkę. Nie powiedziałbym jednak, że 125 złotych to odpowiednia cena, ale to już kwestia mocno dyskusyjna.