W katalogu Electronic Arts nie brakuje sportowych serii odświeżanych systematycznie co 12 miesięcy. Na UFC 4 czekaliśmy znacznie dłużej , a nie brakowało nawet głosów, że produkcja może wkroczyć na nową generację. Tytuł jednak trafił na rynek i pomimo ogromnych oczekiwań, ponownie możemy mówić o ciekawych, choć nierewolucyjnych zmianach. EA wyraźnie nie chce zniszczyć dobrze naoliwionej maszyny, czemu trudno w zasadzie się dziwić... EA Sports UFC 4 to drobny krok w dobrą stronę.

UFC 4 potwierdza – czas na nową generację

UFC - recenzja - uderzenie na głowę

Electronic Arts króluje na poletku licencji w wielu produkcjach i nie inaczej jest w przypadku UFC. Tutaj ponownie otrzymujemy pełną paletę wojowników, a na liście nie brakuje polskich nazwisk z Joanną Jędrzejczyk, Karoliną Kowalkiewicz i Janem Błachowiczem na czele. Twórcy czerpią garściami z całego dobrodziejstwa znaku towarowego UFC , ale gra dobitnie pokazała mi, że nadszedł już czas na nową generację. Dobrze pamiętam, gdy pierwszy raz włączyłem pierwsze UFC od Elektroników i dosłownie zachwycałem się każdym siniakiem. Teraz? Całość wygląda po prostu w porządku, nie mówimy o niczym nadzwyczajnym i wiem doskonale, że może być znacznie lepiej – najwyższy już czas sięgnąć po nowy sprzęt.

W recenzowanym UFC 4 nie zmieniło się zbyt wiele wizualnie i to pierwsze uczucie towarzyszyło mi podczas wszystkich starć. Już na samym początku rozgrywki ponownie możemy stworzyć swojego fightera. Edytor jest teraz bardziej rozbudowany i pozwala na wykreowanie jeszcze ciekawszych postaci – pod warunkiem oczywiście, że zamierzasz spędzić w tytule wiele godzin i chętnie będziesz wcielał się w swój awatar. Twórcy nie ograniczają się do samych klas i choć oferują 12 archetypów wojowników, to łatwo możemy dostosować opcje zgodnie z własnymi preferencjami, by stworzyć idealnego dla siebie fightera. W dodatku EA nie zamyka wojownika na jedną z wcześniej wybranych klas oraz udostępnia rozbudowaną progresję, bo niezależnie od obranego wariantu, zawsze możemy wcielić się w swoją postać, która będzie otrzymywać punkty doświadczenia i zdobywać nowe umiejętności w rozprawianiu się z przeciwnikami na macie oktagonu.

UFC 4 – dawaj do klatki!

UFC - recenzja - dosiad i młoty w oktagonie

Głównym trybem w UFC 4 jest kariera, od której postanowiłem rozpocząć poznawanie najnowszej produkcji EA. Jeśli graliście w poprzedni tytuł Elektroników, dosłownie poczujecie się jak w domu, ponieważ nie zdecydowano się na kompletne przebudowanie tego wariantu zabawy. W zasadzie otrzymaliśmy skromne odświeżenie: ponownie zabawa opiera się na jednym schemacie, który na początku nie sprawia problemów, jednak po pewnym czasie zaczynają się całkiem strome schody. Na przydługim poradniku mamy okazję podpisać swój pierwszy kontrakt na walkę, więc naszym zawodnikiem zaczynają interesować się sponsorzy, a dodatkowo EA nie byłoby sobą, gdyby nie dorzuciło do całości aspektu społecznościowego. W menu kariery stale otrzymujemy informacje od fanów czy też samych zawodników, którzy ekscytują się naszymi kolejnymi pojedynkami, komentują ostatnie wydarzenia na macie. Również my możemy przejść do ofensywy i zaczepić naszych przeciwników.

Po podpisaniu kontraktu i wyborze przeciwnika, otrzymujemy szansę podjęcia decyzji, jak długo będzie trwał nasz okres przygotowawczy, a dopiero później rozpoczyna się prawdziwa zabawa! Ponownie mamy szansę uczestniczyć w różnych treningach, które pozytywnie wpływają na możliwości zawodnika, więc za wypełnianie zdecydowanie za prostych poleceń otrzymujemy punkty, które następnie możemy przeznaczyć na rozwój poszczególnych statystyk. System jest bardzo prosty i wystarczy kilka pierwszych godzin, by stworzyć sobie maszynę nie do zdarcia. Twórcy rozbudowali odrobinę aspekt ćwiczeń, zatem w UFC 4 pojawia się także system znany z prawdziwego życia – im częściej korzystamy z pewnych sekwencji uderzeń (przykładowo kopnięcia na głowę), tym szybciej nabieramy wprawy i z większą łatwością przychodzi nam wykorzystywanie tego ciosu w kolejnych walkach.

W karierze musimy jeszcze pamiętać o takich detalach jak zmęczenie czy ryzyko kontuzji (które może wyeliminować na kilka tygodni naszego partnera z maty), a deweloperzy dodatkowo rozbudowali grę o sparingi ze znanymi zawodnikami. Jest to w zasadzie pojedynek przed faktycznym starciem, ale dzięki tworzeniu relacji mamy większą szansę nauczyć się kilku ruchów rywala. Dość szybko dostrzeżecie, że w recenzowanym UFC 4 kariera to jeden wielki, niemal martwy schemat, któremu brakuje powiewu świeżości. Otrzymujemy walkę, wybieramy się na kilka treningów, po fatalnym zdarzeniu musimy szybko wyleczyć kontuzję, poprawiamy statystyki, stajemy do pojedynku i wracamy do punktu wyjścia. Autorzy wyraźnie nie wykorzystali potencjału i nie zadbali o ciekawe wydarzenia w trakcie opowieści.

UFC 4 – karty trafiły do kosza

UFC - recenzja - zmasakrowany rywal

Nie zrozumcie mnie źle, UFC 4 ponownie oferuje świetną zabawę w samych starciach (szczególnie gdy mamy okazję zmierzyć się ze znajomym na jednej kanapie!), ale widząc, w którą stronę podążają sportowe gry Electronic Arts – liczyłem zdecydowanie na więcej. W zasadzie trudno nie odnieść wrażenia, że deweloperzy nie spędzili miesięcy na rozbudowie produkcji, pragnąc zaoferować tonę nowości. Nawet w samych trybach brakuje istotnych nowości, bowiem jeśli nie chcemy wkroczyć na sieciowe areny, do wyboru pozostają nam tylko proste starcia, możemy oczywiście zaprosić do rywalizacji znajomego z jednej kanapy lub sprawdzimy swoje umiejętności na galach.

Twórcy UFC 4 w 2020 roku zrezygnowali z trybu Ultimate Team, co było jak najbardziej słuszną decyzją, ponieważ ten wariant zabawy nie był specjalnie udany i nie pasował do produkcji. Studio może w przyszłości powrócić do kart, ale deweloperzy zdali sobie sprawę, że element potrzebuje należytego odświeżenia, by graczom oferować odpowiednią zabawę, a wydawcy przynosić adekwatnie wysokie pieniądze. Niestety, twórcy w zamian nie oferują przełomowego trybu, który sprawiłby, że nie umiałbym odciągnąć się od produkcji.

W UFC 4 możemy oczywiście wykorzystać zdobyte doświadczenie i spróbować mierzyć się z przeciwnikami w sieciowych wygibasach na macie. Tutaj obok standardowych walk, gracze wezmą udział w nowych mistrzostwach, które w gruncie rzeczy w przystępny sposób pozwalają uczestniczyć w pojedynkach. Śmiałkom pozwolono podnosić umiejętności, awansować w kolejnych rankingach, a nawet bronić zdobytego pasa. To zdecydowanie najciekawszy wariant zabawy dla osób, które planują spędzić w produkcji wiele godzin i lubią wyzwania. Electronic Arts wspomina, że system dobierania przeciwników opiera się na umiejętnościach, ale jak często w takich sytuacjach bywa – łatwo wpaść na rywala, który nie jest gotowy na nasze uderzenia, choć zdarzyło mi się też wskoczyć do oktagonu i szybko wrócić z niego na tarczy.

UFC 4 – stawia na szybkość

UFC - recenzja - zdjęcie ze smartfona, które pojawia się podczas kampanii

Deweloperzy zadbali nie tylko o nowe mistrzostwa, ale również oferują przyjemności dla graczy, którzy preferują mniej rozbudowane atrakcje. Walki błyskawiczne to nowy tryb zapewniający szybki pojedynek trwający przykładowo jednominutową rundę. Twórcy zapewniają nam różne "warianty" i w takich starciach nie ma czasu na rozbudowaną taktykę – wbijamy w rywala niczym dzik w kasztany i próbujemy odgryźć mu głowę. Jeśli kombinujesz, oponent może szybko odciąć Ci prąd, bo wystarczy jeden celny atak, by wielki fighter zakończył swoją karierę nieprzytomny na macie. Jest szybko, efektownie i w zasadzie zabawa bardziej przypomina standardową bijatykę niż produkcję z serii UFC.

Tutaj jednak pojawia się problem, bo jeśli macie alergię na sieciową rozgrywkę albo nie zamierzacie męczyć się w rankingowych pojedynkach, to UFC 4 tak naprawdę nie zaoferuje Wam zbyt wiele. Twórcy zrezygnowali z dużego wariantu zabawy i zamiast niego oferują dwa opierające się na rozgrywce online – szczerze mówiąc, oba przypadły mi do gustu, ale zdaję sobie sprawę, że czegoś tutaj brakuje. Sama kariera oparta na bardzo powtarzalnym schemacie, która w dodatku nie jest specjalnie rozbudowana, oraz możliwość oklepania po mordzie znajomych to zdecydowanie za mało. W rozgrywce offline pojawia się jeszcze możliwość tworzenia lub uczestniczenia w wydarzeniach i turniejach, ale to bardzo proste warianty, które niczym szczególnym się nie wyróżniają.

UFC 4 – eliminuje największy problem poprzednika

UFC - recenzja - trening

Jeszcze przed pierwszym pojedynkiem w UFC 4 obawiałem się jednego – parteru. Należę do tych graczy, którzy narzekali na wspomnianą mechanikę w poprzedniej odsłonie, jednak na szczęście deweloperzy postawili na zupełne przebudowanie systemu. Teraz gdy obalimy przeciwnika na ziemię mamy trzy opcje: uciekamy do stójki, dosiadamy go i wymierzamy mu kilka klapsów lub próbujemy zakładać dźwignię, czy też staramy się poddusić przeciwnika. Najważniejsze odświeżenie przeszedł ten ostatni ruch, ponieważ rozgrywka została znacznie ułatwiona, dzięki temu stając się przyjemniejsza – tym razem zaoferowano system opierający się na dwóch kolorach. W zależności od naszej sytuacji (ataku lub obrony) na ekranie pojawia się łuk lub kółko, a naszym zadaniem jest pokrycie koloru przeciwnika lub unikanie jego barwy. Może i nie brzmi to specjalnie ciekawie, ale co najważniejsze: sprawdza się. Gameplay jest łatwiejszy, jednak nie ma mowy, że za każdym razem uda się wykręcić łapę rywala lub wymusić na nim poddanie się. Nadal mam wrażenie, że całość powinna prezentować się o wiele płynniej, ale względem poprzedniej odsłony – jest znacznie, znacznie lepiej.

Nie będę przy tym ukrywał, że podczas rozgrywki w UFC 4 nie staram się unikać tulenia się do przeciwników. Na szczęście, tym razem nie jest to spowodowane fatalnym systemem, a po prostu moim uwielbieniem do stójki. Tutaj nie zmieniło się za wiele, jednak jestem przekonany, że akurat tym razem mogę śmiało napisać: twórcy nie zepsuli tego, co wcześniej działało. Nadal gameplay polega na celnym wymierzaniu ataków w wyznaczone partie ciała, a jeśli w odpowiedni sposób zmniejszymy pasek zdrowia, przykładowo lewej nogi lub głowy, możemy efektownie zakończyć starcie. I to właśnie słowo „efektowny” najbardziej pasuje mi do produkcji EA, ponieważ żaden z konkurencyjnych tytułów nie oferuje tak natychmiastowej satysfakcji. Tutaj ponownie wystarczy jeden celny cios, by odciąć rywala, a następnie dokończyć go młotkami na głowę. Kapitalnie prezentują się starcia, gdy dwóch zawodników posiada podobne doświadczenie i doskonale wiedzą, czego chcą – rozgrywka sprawia w takiej sytuacji tonę frajdy i nawet dobrze się ją ogląda.

UFC 4 – skok przez pół maty

UFC - recenzja - parter i nowy system

Elektronicy nie wymyślają rozgrywki na nowo, ale UFC 4 eliminuje największy problem poprzednika i ponownie zapewnia świetną zabawę. Każde starcie może być inne, bo otrzymaliśmy od deweloperów szeroki wachlarz ruchów, natomiast nadal najważniejsze jest dobrze zarządzanie staminą. To właśnie brak tlenu może sprawić, że przegramy nawet tę idealnie rozpoczętą walkę, a jeśli przeszarżujemy, rywal może nas dosłownie powalić jednym ciosem. Taktyka jest tutaj bardzo ważna, jednak to wciąż nie są (i dobrze!) szachy, jednak produkcja pozwala na krztę szaleństwa.

Niestety, deweloperzy nie wyleczyli recenzowanego UFC 4 ze śmiesznych błędów. Czasami nasz wojownik potrafi się dziwnie zamachnąć, źle ustawić, nagle przeskakuje przez pół maty, podczas gdy innym razem jego ręka nienaturalnie się zawiesza. Błędy te nie pojawiają się w każdym starciu, możecie ich nie zobaczyć nawet przez 10 pojedynków, ale im więcej czasu spędzicie przy produkcji Electronic Arts, tym częściej dostrzeżecie takie zabawne sytuacje. Na szczęście, nie jest to regułą, więc możecie nie zauważyć takich niedogodności.

UFC 4 to kierunek w dobrą stronę, ale...

UFC - recenzja - walka w stójce

W tytule recenzji UFC 4 napisałem „drobne zmiany w oktagonie” i w zasadzie od pierwszego włączenia produkcji Electronic Arts miałem poczucie, że choć ponownie zaoferowano przyjemną zabawę na jednej kanapie, to deweloperzy nie wykorzystali szansy. Produkcja potrzebuje jeszcze dwóch ciekawych trybów i porządniejszego rozbudowania kariery, by wszyscy fani gatunku (nie tylko entuzjaści mieszanych sztuk walki) nie mogli oderwać się od gry. EA zmierza w dobrym kierunku, ponieważ wyeliminowano karty, poprawiono parter, jednak mam ogromną nadzieję, że nowa generacja pozwoli nam zagrać w nie tylko piękniejszą produkcję, ale i znacznie bardziej rozbudowaną. Teraz? Jest dobrze i oby było lepiej.