Po siedmiu latach od pierwszego pobudzenia fanów, Battletoads (2020) właśnie powraca na rynek. Zitz, Rash i Pimple rozpoczynają nową misję, która zaprezentuje to wymagające IP szerokiej publice. Bohaterowie przybrali nowe szaty, zostali upiększeni kreskówkowym charakterem, ale ponownie potrafią wymęczyć swoimi zręcznościowymi wyzwaniami. Jak wypada nowe wcielenie już odrobinę zapomnianej marki i czy warto poświęcić grze kilka godzin? Zapoznajcie się z naszą recenzją Battletoads.

Battletoads powracają w nowych barwach

Battletoads 2020 - recenzja - walka z trzema bohaterami

Od premiery pierwszego Battletoads minęło już sporo czasu, ale nadal wśród retro maniaków znajdziecie takich, którzy chętnie spędzają czas przy kultowej grze Rare, a nawet część z nich może pochwalić się, że ukończyła produkcję. Nowe wcielenie nie jest już tak wymagające jak pierwowzór, ale to nadal przygoda, która nie wybacza najmniejszych błędów... A wszystko rozpoczyna się bardzo lekko, ponieważ Zitz, Rash i Pimple zostają odrobinę odstawieni na boczny tor superbohaterskich przygód, ale zamiast pierdzieć w stołki, postanawiają wyruszyć na kolejną misję. Opowieść nie jest specjalnie angażująca, ale na swój sposób dobrze wpisuje się w realia samego IP, ponieważ bohaterowie chcą odzyskać swoją sławę z lat 90., więc decydują się na ponowne pokonanie Dark Queen – niestety, nasza antagonistka ostatnie lata spędziła w niewoli, więc na początku musimy ją uratować, by później na jej plecach wzbić się na szczyt sławy. Historia rozpoczyna się bardzo klasycznie, ponieważ nasza trójka ma okazję obijać mordy kolejnym przeciwnikom i jak na klasycznego brawlera przystało – nie jest łatwo. Twórcy w przyzwoity sposób dopracowali balans, by 2-3 ataki rywali mogły powalić nawet największą ropuchę, więc sprawne korzystanie z uników jest niezbędne. Jeśli podejdziecie do przygody w pojedynkę, będziecie kontrolować jednocześnie tylko jedną postać, jednak po jej śmierci, płynnie otrzymacie dostęp do kolejnego protagonisty – śmierć ma miejsce dopiero, gdy wszyscy bohaterowie padli i nie zdążyli zregenerować swoich sił. Znacznie lepiej akcja smakuje w kooperacji, choć tutaj niestety deweloperzy stawiają jedynie na kanapowe wrażenia. Wiele lat temu był to standard, a w dobie światowych wydarzeń i mając na uwadze rozwiniętą technologię, pozostawia to spory niedosyt.

Recenzowany Battletoads to zupełnie nowe wcielenie znanej marki, bo choć autorzy sięgają po znane postacie, a nawet chętnie korzystają z wcześniej zaproponowanych mechanik, to jednak stawiają na zupełnie nową oprawę. Ta będzie szeroko komentowana przez oddanych fanów IP, ale szczerze? Na dużym TV perypetie żab wyglądają niczym kolejny odcinek Looney Tunes, a całość przypadła mi bardzo do gustu. Rash odpalający do ataku automat, sięgający po wielką rybę lub atakujący przeciwników kurczakiem – jego stopa ponownie nabiera gigantycznych rozmiarów, co teraz wygląda kapitalnie. Poszczególne części ciała bohaterów ponownie ewoluują i zmieniają kształt, dzięki czemu każdy pojedynek może zaskakiwać skrywanymi przez postacie sztuczkami. Podczas walk na ekranie dzieje się wiele, ale nie możemy mówić o rewolucji w gatunku – to nadal przechodzenie od pokoju do pokoju, gdzie trzeba wybić kolejne grupki przeciwników, by móc kontynuować wydarzenia. Satysfakcjonująco sprawdzają się możliwości postaci, bo choć zestaw ruchów nie jest specjalne rozbudowany, to możliwości kombinacji ataków sprawiają, że Zitz, Rash i Pimple zaskoczą wielu. Deweloperzy ponownie pozwalają korzystać z gigantycznych jęzorów bohaterów, więc bez przeszkód możemy wyskoczyć w powietrze i przywołać do siebie przeciwnika. Następnie wymierzamy mu solidne combo, by po kontakcie z ziemią rozpocząć kolejną bitwę. Żaby korzystają także z gum, którymi możemy pluć w rywali, by ich na chwilę spowolnić – początkowo nie korzystałem z tej mechaniki, jednak końcowe walki wymusiły na mnie nieco kombinowania i ten ruch okazał się niezbędny.

Battletoads utwierdziło mnie w przekonaniu, że w kolejnych latach powinniśmy zagrać w więcej brawlerów, ponieważ obijanie mord kolejnych rywali to całkiem spora przyjemność. Twórcom udało się sprawnie dopracować poziom trudności – nie jest za łatwo, nie jest zbyt trudno, a z każdej porażki można wynieść sporą lekcję. W trakcie brawlerowskich etapów mamy również okazję wziąć udział w prostych, zręcznościowo-logicznych mini-gierkach, które nie wymęczą nikogo, ale dają chwilę oddechu od kolejnych starć. Designerzy w przyjemny sposób bawią się także perspektywą i czasami mamy okazję walczyć na drugim planie, by po chwili przeskoczyć przed ekran – nie jest to nic nadzwyczajnego, ale dobrze prezentuje się w realiach gry.

Battletoads to nie tylko brawler

Battletoads 2020 - recenzja - szybka jazda w nowym tunelu

Jeśli należycie do graczy, którzy łamali kontrolery na oryginalnym Battletoads, to w przypadku nowego wydania wiecie dokładnie z czym będziecie się mierzyć. Żaby to nie tylko brawler – ponownie w grze nie można się nudzić. Dlala Studios i Rare nie mogły zaproponować nowego wcielenia tego IP bez kultowego Turbo Tunnelu, a nowy etap ponownie nie wybacza najmniejszych błędów. Podczas sekwencji żaby wskakują na swoje charyzmatyczne pojazdy, akcja jest prezentowana zza ich pleców, a my musimy przedostać się z punktu A do punktu B omijając przeszkody. Proste? Na papierze jak najbardziej, chociaż muszę przyznać, że świetnie bawiłem się podczas omijania kolejnych słupów i z uśmiechem na ustach zgarniałem każdego dzwona.

Znacznie trudniejszy okazał się dla mnie etap zręcznościowy, gdy wydarzenia były prezentowane w 2D, a bohaterowie uciekali na jednym „statku” (nie psując Wam zabawy muszę tylko nadmienić, że twórcy zadbali o ciekawy „pojazd”). Naszym zadaniem było kliknięcie odpowiedniego przycisku, by móc ślizgać się z lewej do prawej, uciekając tym samym przed zagrożeniem, co w przypadku czterech różnych nawierzchni nie było już tak bezproblemowe. Na drodze pojawiają się kolejne przeszkody, a dopasowane korzystanie ze skoku i manewrowanie kolorami „maszyny”, pozwala wydostać się z tego piekła. To ostatnie słowo nie pada bez przyczyny, ponieważ dawno żadna z gier tak mocno mnie nie wymęczyła – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Akcja jest dynamiczna i nie ukrywam, że od pewnego momentu musimy grać na pamięć, by przedostać do kolejnego checkpointu. Z perspektywy całej gry mam wrażenie, że autorzy mogliby odrobinę podkręcić wydarzenia lub dać mniej punktów kontrolnych, co mogłoby okazać się niezwykle ryzykowne – w takiej sytuacji produkcję ukończyliby nieliczni. Pomimo tak ekstremalnych atrakcji muszę to powiedzieć wprost: recenzowany Battletoads jest niezwykle sprawiedliwy. Nigdy nie miałem wrażenia, że tytuł mnie oszukał lub coś nie zadziałało odpowiednio. Akcja jest płynna (bez spadków!), a każde kliknięcie odpowiada ruchom na ekranie – biorąc pod uwagę poziom trudności, jest to niezwykle ważne dla samego doświadczenia.

To jednak nie koniec atrakcji. W Battletoads pojawią się także etapy space shootera: bohaterowie wskakują w statek kosmiczny i mają okazję odpierać kolejne fale przeciwników. Podobnie jak w innych tytułach z gatunku: od czasu do czasu mamy okazję sięgnąć po nową, limitowaną broń lub wykorzystać brylującą w przestrzeni kosmicznej apteczkę. I tutaj jest podobnie – produkcja faktycznie nie wybacza najmniejszych błędów, nasz pojazd musi być stale w ruchu, a deweloperzy w niezwykle oryginalny sposób zarzucają nas kolejnymi wyzwaniami. Znacznie gorzej odbieram spokojniejsze poziomy, w których akcja jest prezentowana w 2D i mamy okazję pobiegać żabą po lokacji czy też przesuwać kilka skrzynek – jako platformówka produkcja nie daje takich wrażeń, a sam gameplay nie jest specjalnie angażujący. Już zdecydowanie lepiej wypadają momenty, w których postać musi uciekać i bierzemy udział w typowym runnerze, podczas którego biegniemy z punktu do punktu, a akcja została na tyle dobrze zbalansowana, że czasami bohater dosłownie wpadał w kolejny checkpoint. Niezwykle często miałem wrażenie, że wystarczyły ułamki sekund, bym musiał rozpoczynać etap od początku – ponownie gęsto rozrzucone punkty kontrolne nie dają gwarancji sukcesu, gdyż pozycja nie wybacza nawet minimalnego opóźnienia w biegu, dzięki czemu nie mam powodów do najmniejszego narzekania.

Battletoads i brawler? Trochę mało

Battletoads 2020 - recenzja - walka każda postać pokazuje swoje ataki

Gracze muszą nie tylko wykazać się dobrym opanowaniem żab, ale również (a może przede wszystkim?) kocią zręcznością. Twórcy zaprezentowali okazałą konsoletę mini-gier i choć nie zamierzam wchodzić w szczegóły fabuły, to jednak mamy tutaj do czynienia z kolejnym urozmaiceniem rozgrywki. W tym wypadku otrzymujemy zestaw zróżnicowanych układanek lub sekwencji – musimy przykładowo ustawić odpowiednio symbole, przejść małą postacią po trzy dyskietki, ułożyć piłki we właściwym miejscu, kliknąć przycisk A kilkukrotnie w szybkim tempie lub przytrzymać LT i RT z dopasowanym natężeniem przez kilka sekund. To wszystko wykonujemy mając w głowie prostą zasadę: każda porażka zmniejsza upływający czas. Zadania są z pozoru banalnie proste, ale zegar potrafi wpłynąć na ruchy, co w moim przypadku skutkowało kilkukrotnym powtarzaniem etapu.

To nie wszystkie atrakcje przygotowane przez deweloperów, a w opisywanym Battletoads znajdziecie jeszcze tonę bardzo specyficznego humoru. Tym razem głównych bohaterów swoimi głosami ożywili Ryan Ridley (jako Zitz, znany z „Rick & Morty”, „Community”), Eric Bauza (jako Rash, znany z „Looney Tunes”, „Star Wars Resistance”) oraz Echo Kellum (jako Pimple, znany z „Arrow”, „Girlfriend’s Day”), jednak efekty ich pracy wypadły odrobinę sztucznie. Na początku głosy bohaterów przeszkadzały mi najmocniej, ale po kilku przerywnikach przywykłem do ich propozycji. Mimo to wszystkie materiały sprawiają miłe wrażenie – to w zasadzie przyjemna dla oka kreskówka z bardzo charyzmatycznymi postaciami.

Recenzowany Battletoads ma jednak pewien problem: kończy się za szybko. Poznanie głównego wątku wprawionym w gatunek graczom nie zajmie więcej niż 5/6 godzin, a jeśli nawet zablokujecie się na maksymalnie dwóch etapach, napisy końcowe powinniście zobaczyć po około 6 godzinach. W moim przypadku ukończenie gry zajęło mi dokładnie 4 godziny i 51 minut. Twórcy przygotowali na tyle sporo zróżnicowanej rozgrywki, że w zasadzie zapomniałem o najważniejszym – Zitz, Rash i Pimple lubią dać komuś w mordę. W pewnym momencie akcja tak bardzo szaleje, że momenty, w których mamy okazję zawalczyć z kilkoma przeciwnikami są rzadkością. Nie zrozumcie mnie źle – to zróżnicowanie nie jest niczym złym, a sympatycy serii na pewno na to czekają, ale jestem przekonany, że Battletoads powinno być dłuższe i oferować więcej ekscytujących pojedynków. Na szczęście ukończone rozdziały możemy powtarzać, a konkretne podsumowanie (punkty + znajdźki) zachęcają do ponownego odwiedzania niektórych lokacji.

Czy Battletoads powróci na dłużej?

Battletoads 2020 - recenzja - cały zespół

Zdecydowanie za długo czekaliśmy na Battletoads, a najnowsza produkcja pozostawia niedosyt. Trochę za dużo kombinowania, za mało ekscytujących pojedynków i choć atrakcji nie brakuje, to trzeba to powiedzieć wprost – przydałyby się jeszcze ze dwa rozdziały. Gra naprawdę dobrze, świetnie sprawdzają się wszystkie akcje z głównymi bohaterami, a czasówki potrafiły mnie wymęczyć, ale to wszystko kończy się zdecydowanie za szybko. Microsoft ma jednak proste zadanie: rozwijać tę markę. Aktualnie Zitz, Rash i Pimple zaliczają przyzwoity powrót, ale IP zasługuje na znacznie więcej.